
Zraniony
Autorzy
R.L. Burchett
Lektury
781K
Rozdziały
28
Rozdział 1
Prolog
SELENE
. . . . . . . . Kayden Ridge nigdy nie czuje się tak silny jak wtedy, gdy prowadzi swoje stado. Czuje szacunek i miłość swoich wojowników, którzy idą za nim w najciemniejsze zakątki, a nawet drzewa zdają się szeptać jego imię z podziwem.
Ale ja patrzę z nieba z niepokojem, jak zapuszczają się coraz głębiej w tę część lasu, której nie znają.
Kayden szybko odwraca głowę w lewo, wyczuwając złowrogą obecność w powietrzu – taką, która nie należy do lasu. Czuje silną, mroczną energię czającą się w cieniach, czekającą na właściwy moment do ataku.
Alfa unosi rękę, dając znak stadu, by się zatrzymało. Gestem nakazuje im rozejść się wokół niego, po czym robi krok naprzód. Wtedy widzi źródło tej energii: Mandorę, mroczną wiedźmę lasu.
Mandora stoi z rękami na biodrach, patrząc z niezadowoleniem na stado wilkołaków. Jej szczupłe ciało okrywa suknia w kolorze nocnego błękitu, czarne włosy opadają na plecy, a długie palce ściskają laskę pulsującą mroczną, przerażającą energią. Byłaby piękna, gdyby nie jej czerwone oczy płonące nienawiścią.
Mroczna wiedźma przygląda się stadu, oczy zwężone ze złości, a potem jej wargi wykrzywiają się w gniewie.
„Czego tu chcecie?” – Jej głos jest zimny i twardy jak zimowa noc.
Kayden robi kolejny krok naprzód, jego srebrne oczy błyszczą determinacją.
„Chcemy przejść przez ten las” – mówi stanowczo, wyraźnie starając się zachować spokój wobec jej mocy.
„Śmiesz wkroczyć na moje ziemie?” – szyderczy Mandora. Również robi krok bliżej, unosząc laskę.
Gdybym tylko mogła pomóc – myślę.
Wykorzystując całą swoją siłę i szybkość, Kayden rzuca się na mroczną wiedźmę. Mimo całej jej mocy jest od niej szybszy i zadaje cios, który odrzuca ją do tyłu.
Mandora szybko wstaje i unosi laskę, wysyłając falę palącej magii. W następnej chwili Kayden krzyczy z bólu, gdy płomienie palą jego skórę, zostawiając głębokie, bolesne blizny na twarzy i klatce piersiowej.
„W imię ciemności, która nas otacza” – Mandora zaczyna wypowiadać magiczne słowa – „niech te słowa staną się wiedźmim węzłem, który nas rozdziela. Niech żadna moc, bez względu na to, jak silna, nie zerwie łańcuchów naszej zakazanej pieśni. Niech żadne serce nigdy się nie zbliży, jeśli nie ma w sobie siły strachu.”
Wilkołak cofa się, jego oczy płoną gniewem. Potem, z wściekłym warknięciem, rzuca się naprzód z wyciągniętymi pazurami.
„Niech żadna miłość nigdy nie dotknie naszych dusz” – kontynuuje mroczna wiedźma – „chyba że jest zapisana w starożytnych zwojach. Niech żaden ból nie będzie odczuwany między nami na zawsze, chyba że jest zapisany w świetle gwiazd na wieki. Moją mroczną mocą i wolą, niech wiedźmi węzeł zostanie między nami stworzony.”
Mandora uśmiecha się, kończąc swoją klątwę.
„Blokuję więź uformowaną w twojej duszy. Tylko prawdziwa miłość sprawi, że się urzeczywistni.”
Na ostatnim słowie Kayden przecina pazurami klatkę piersiową mrocznej wiedźmy, wyrywając jej serce. Jej ciało pada na ziemię martwe.
Gdy stado wilkołaków zbiera się wokół swojej alfy, ich okrzyki zwycięstwa rozbrzmiewają po lesie, ale ja milczę. Kayden mógł wygrać tę pierwszą bitwę z mroczną wiedźmą, lecz blizny po jego poświęceniu pozostaną na zawsze.
***
RAINE
„Raine” — głos Shelby, głośny i piskliwy, rozlega się przez głośnik. „Musisz przyjść do gabinetu alfy.”
Chwytam ręcznik, żeby wytrzeć twarz, po czym idę w stronę biura. Kiedy dochodzę na miejsce, pukam cicho do drzwi.
„Wejść” — woła głęboki, szorstki głos alfy.
Otwieram drzwi i wchodzę do środka. „Chciałeś mnie widzieć, Alfo?”
Uśmiecha się, odsłaniając białe zęby. „Tak. Jak idzie trening?” — pyta, obejmując mnie ramionami.
„Trening idzie świetnie, sir.”
Alfa zaczyna całować moje ucho, a potem przesuwa się w dół do szczęki.
„Nie w godzinach pracy, Alfo” — mówię, odpychając go w żartobliwy sposób.
„Dobrze, Raine” — odpowiada, siadając z powrotem na krześle. „Zobaczymy się dziś wieczorem na kolacji.”
Uśmiecham się i kiwam głową, po czym wychodzę z jego gabinetu. Wychodząc, widzę jego sekretarkę, która patrzy na mnie ze złością.
Shelby jest jedyną osobą, która wie o naszym związku. To tylko niewinna romansowa przygoda, ale ona tego nienawidzi. Zazdrość zjada ją od środka.
Wracam do siłowni, żeby dokończyć popołudniowy trening. Potem biorę gorący prysznic i przygotowuję się na dzisiejszą kolację dla całej stada. Alfa dba o to, żeby całe stado spotykało się na wspólnej kolacji przynajmniej dwa razy w miesiącu.
Drake i ja zaczęliśmy flirtować kilka lat temu, zanim został alfą, ale nigdy nie było między nami nic poważnego. Na początku był podrywaczem, ciągle się z kimś sypiał. I nie mogłam mieć do niego pretensji, bo tylko flirtowaliśmy.
Ostatnio jednak Drake przestał mieć tyle przelotnych romansów. Mówi, że chce udowodnić, jak wiele dla niego znaczę, więc postanowiłam dać naszemu związkowi prawdziwą szansę. Zaczynamy powoli, a jeśli wszystko będzie dobrze, oficjalnie zostaniemy parą.
Mamy jednak zasady. Najważniejsza z nich to nikt inny — chyba że któreś z nas spotka swojego przeznaczonego partnera.
W dzisiejszych czasach to nic niezwykłego, że wilki mają wybranych partnerów. Znalezienie przeznaczonego partnera jest trudniejsze niż kiedykolwiek, więc jeśli to się zdarzy, trzeba szanować i cenić tę więź. Posiadanie przeznaczonego partnera to zaszczyt i przywilej, którego nikt nie traktuje lekko.
***
Chwilę później kolacja przebiega dobrze, kiedy gamma pyta: „Raine, mogę z tobą porozmawiać po kolacji? Chodzi o nowe strategie obronne.”
Patrzę na Drake'a, który rozmawia z kilkoma innymi członkami stada — jak przystało na alfę. „Oczywiście. Nie ma problemu.”
Kiedy kolacja się kończy, idę za gammą do jego gabinetu. Pokazuje mi swoje plany strategii obronnych, a także kilka strategii ofensywnych.
„To naprawdę dobre” — mówię. „Ale jest późno i jestem bardzo zmęczona. Możemy się spotkać rano, żeby porozmawiać o tym, jak i kiedy wprowadzić je do treningu. Prawdopodobnie zaczniemy od bardziej doświadczonych wojowników.”
Zaczynam wychodzić, ale gamma blokuje mi drogę.
„Poczekaj, możemy dokończyć jeszcze kilka rzeczy? To nie powinno długo potrwać.”
Marszczę czoło, zdezorientowana i sfrustrowana. „Gamma, z całym szacunkiem, idę do swojego pokoju. A jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz, złamię ci rękę.”
Przełyka ze strachu i odsuwa się z mojej drogi.
Wychodzę z jego gabinetu, wiedząc, że Drake będzie na mnie czekał. Ale kiedy zaczynam wchodzić po schodach, słyszę hałas dobiegający z gabinetu alfy.
Myśląc, że Drake prawdopodobnie kończy jakieś papierkowe roboty, idę do jego gabinetu i powoli otwieram drzwi, żeby sprawdzić, czy jest zajęty. Kiedy zaglądam do środka, moje uszy wypełniają jęki. Serce zamiera mi na widok tego, co widzę.
Shelby jest pochylona nad biurkiem, a Drake wali w nią od tyłu.
Cicho zamykam drzwi, starając się ich nie zaskoczyć, ale moje serce pęka. Ledwo trzymając się na nogach, biegnę do swojego pokoju, gdzie mogę płakać w samotności.
Kiedy leżę w łóżku, z łzami spływającymi po policzkach, słyszę, jak klamka zaczyna się poruszać. Po zapachu poznaję, że to Drake, więc szybko udaję, że śpię. Kiedy wchodzi, jęczy raz z irytacją, najwyraźniej wierząc, że śpię, a potem wychodzi.
Wpatruję się w ciemność. Gdyby tylko Drake wiedział, że jego ojciec, były alfa, wytrenował mnie na zabójczynię.
Dawna ja nie odeszłaby po prostu. Dawna ja rozerwałaby zarówno Drake'a, jak i Shelby na strzępy… Ale zmieniłam się przez te lata. Nie pójdę znowu tą drogą.
Mimo to nie będę też udawać ofiary. Muszę tylko wymyślić, jak mu powiedzieć, że wiem i że to koniec, nie zabijając go przy tym.
Nigdy nie będę jego — ani niczyja inna, jeśli o to chodzi. Miłość to słabość. Nigdy nie powinnam była pozwolić mu się tak zbliżyć.
***
Budzę się późno na irytujący głos Shelby z głośnika. „Wszyscy wysokiej rangi członkowie, proszę udać się na plac treningowy na spotkanie z alfą.”
Jako trenerka wszystkich wojowników, to dotyczy również mnie. Przewracam oczami i wstaję.
Zdając sobie sprawę, że nie przebrałam się wczoraj wieczorem, wrzucam na siebie dresy i podkoszulek. Biegnę do łazienki, myję twarz, szczotkuję zęby i zawiązuję włosy w ciasny kok. Przybierам obojętny wyraz twarzy i wychodzę.
Kiedy przybywam na plac, alfa, bety, delta, gamma i główni wojownicy są już tam. Zastanawiam się, co się dzieje — dlaczego odbywa się to spotkanie.
„Dziękuję wam wszystkim za zebranie się w tak krótkim czasie” — zaczyna Drake. Jego głos jest surowy i profesjonalny, ale mnie robi się niedobrze.
„Dziś rano otrzymałem telefon od stada we Włoszech, które chce zawrzeć sojusz. Potrzebuję dwóch ochotników, którzy pojadą do Włoch na sześć miesięcy, żeby nauczyć ich naszych technik walki i strategii. Dwóch ich wysokiej rangi członków przyjedzie tutaj, żeby zrobić to samo. Więc, jacyś ochotnicy?”
True Campbell pierwsza podnosi rękę. Jest dobra do tej roboty. Jako jej trenerka wiem, że jest bardzo strategiczna i zdyscyplinowana we wszystkim, co robi na polu walki.
Wszyscy inni się wahają. Dlaczego mieliby chcieć zostawiać swoje rodziny na sześć miesięcy?
Podnoszę rękę, a oczy Drake'a robią się wielkie. Marszczy brwi, ale mnie to nie obchodzi.
„True Campbell i Raine Hart, pakujcie swoje torby na podróż. Udacie się do stada Blood Ridge Hollow natychmiast.”
Ta nazwa przyprawia mnie o dreszcze. Słyszałam historie o tym stadzie. To nie tylko najsilniejsze stado w Europie, ale na całym świecie.
Podobno alfa Blood Ridge Hollow został przeklęty przez tę samą mroczną wiedźmę, którą zabił. Ludzie mówią, że teraz jest bardziej bestią niż człowiekiem.
Ale stwierdzam, że mnie to nie obchodzi. Lepsze niż radzenie sobie z Drake'iem przez następne sześć miesięcy.
Kiedy idę do domu stada, słyszę, jak alfa mnie woła. „Raine, dlaczego zgłosiłaś się na ochotnika?”
Przewracam oczami, odwracając się do niego. „Bo, Alfo, jestem główną trenerką naszych wojowników. Kto lepiej nadaje się do trenowania niż ja? To część mojej pracy.”
Patrząc na niego obojętnie, dodaję: „Drake, powinieneś iść. Myślę, że Shelby na ciebie czeka.”
Kaszle, zdając sobie sprawę, że się dowiedziałam. „Kochanie, to nie jest to, co myślisz. Wypiłem za dużo, byłem samotny, potrzebowałem ulgi, a ona tam była.”
Biorę głęboki oddech, żeby zachować spokój. „Alfo, przestań. Nie kompromituj się. Nie jesteśmy dziećmi, więc nie zachowujmy się jak one. My nigdy nie będziemy razem. A teraz, jeśli pozwolisz, muszę się spakować na długo wyczekiwaną podróż.”
Odwracam się i szybko wracam do domu stada. Łączę się myślowo z True, prosząc ją, żeby spotkała się ze mną przed wejściem za dwadzieścia minut. Potem szybko chwytam dwie duże walizki na podróż i wrzucam do jednej kilka strojów, a do drugiej wszystkie niezbędne rzeczy. Wszystko, co przychodzi mi do głowy, czego będę potrzebować.
Po chwili słyszę walenie do moich drzwi, ale ignoruję to, wiedząc, że to Drake. Chwytam bluzę z kapturem i wrzucam ją na siebie, potem biorę telefon komórkowy na lot.
Kiedy otwieram drzwi, widzę przed sobą wściekłego alfę. Przepycham się obok niego, kierując się do wyjścia, ale on chwyta mnie mocno za ramię i przyciąga do ściany.
„Dlaczego?” — pluje mi w twarz. „Dlaczego zachowujesz się jak rozpieszczony bachor? Zachowujesz się jak dziecko, Raine.”
Zdejmuję jego rękę z mojego ramienia i wykręcam mu nadgarstek, aż pada na kolana. „Jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz, Alfo, odetnę ci jaja i nakarmię nimi twoją dziwkę.”
Zanim zdąży odpowiedzieć, chwytam swoje walizki i wyciągam je na zewnątrz. True już tam jest, stojąc przy taksówce. Wrzucam torby do bagażnika i wsiadam do pojazdu.
Kiedy odjeżdżamy, czuję ulgę, ale ból wciąż tam jest. Na szczęście True jest zbyt podekscytowana, żeby to zauważyć.
„Jestem taka podekscytowana” — mówi. „Zawsze chciałam pojechać do Włoch.”
„Słyszałam, że to piękne miejsce” — odpowiadam lekko.
Najwyraźniej zdając sobie sprawę, że nie jestem w nastroju do rozmowy, True milknie. Trzydzieści minut później przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa na lotnisku i siadamy przy oknach niedaleko naszej bramki. Mamy jeszcze trzydzieści minut do czasu wejścia na pokład.
„Hej, Raine?”
Patrzę w jej stronę.
„Chyba coś się stało między tobą a alfą?”
Wpatruję się w nią, zastanawiając się, skąd wie.
„Raine, wszyscy mogli zauważyć, że flirtowaliście. I widziałam, jak na niego patrzyłaś.”
Kiwam głową. Najwyraźniej nie jestem tak tajemnicza, jak myślałam.
„Nauczyłaś nas być spostrzegawczymi” — kontynuuje True. „Zawiedlibyśmy cię, gdybyśmy tego nie zauważyli. Przyznam się jednak, że zawsze chciałam być taka jak ty.”
Marszczę czoło. „Ja? Dlaczego?”
True się uśmiecha. „Serio? Jesteś twardzielką, Raine. Silna, potężna, pełna gracji i dobra. Nic cię nigdy nie załamuje, więc nie pozwól, żeby to cię załamało. Może i jest naszym alfą, ale jako mężczyzna jest do niczego.”
Śmieję się. Ma rację.
Kiedy wchodzimy na pokład samolotu, staję się nerwowa. Nienawidzę latać, ale staram się odwrócić uwagę od strachu, koncentrując się na True. Chcę ją lepiej poznać — a ona mnie.
Po starcie mówię: „Cóż, True, to długi lot. Przespię się trochę, zanim wylądujemy.”
Uśmiecha się, ale po prostu dalej wpatruje się w okno z fascynacją.
Zakładam maskę do spania, żeby otoczyć się ciemnością, potem wkładam słuchawki. Z „F*CK YOU, GOODBYE” Machine Gun Kelly'ego grającym na cały regulator, odpływam w sen.















































