Bracia Bennett - Okładka książki

Bracia Bennett

Jessica Morel

Rozdział 6

ROSEMARY

Głowa Rose kołysze się w rytm muzyki z listy przebojów lecącej w słuchawkach. Obraz, nad którym pracuje, ma bardziej nierówne pociągnięcia pędzla niż jakikolwiek inny, bo Rose wyładowuje na płótnie swoje frustracje.

Eric nie jest ostatnio sobą, a Rose czuje się zraniona i zdezorientowana jego nagłą zmianą zachowania. Najpierw zbeształ ją w barze, a potem wrzeszczał na nią, gdy powiedziała, że nie może zabrać go na imprezę.

Byli ze sobą ponad dwa miesiące i nigdy wcześniej nie odzywał się do niej w taki sposób, jak kilka godzin temu.

Zniknęło również jego obsypywanie uczuciami, prezentami i uwagą – chyba że liczyć tę negatywną. Albo nieustannie dręczy ją o to, gdzie jest i z kim, albo całkowicie ignoruje.

Tak jak robi to dziś wieczorem.

Rose nie umknęło, że wszystko zaczęło się, gdy Bennettowie wkroczyli w jej życie, ale Eric nie powinien się na niej wyżywać. Jasno określiła swoje granice z Tomem, a on ich nie przekroczył.

Owszem, nie powiedziała Ericowi, że widziała Toma codziennie w tym tygodniu, z wyjątkiem dzisiaj, ale to jest praca, więc kiedy mówi Ericowi, że pracuje, to nie jest kłamstwo. Ona tylko pomija pewne szczegóły, a nie kłamie.

Prawda?

Nagle Rose czuje na sobie czyjś wzrok, a na jej skórze pojawia się gęsia skórka. Obraca się na pięcie, upuszczając przy tym paletę. Sapie, gdy widzi Toma wpatrującego się w nią w drzwiach zaplecza.

„Jezu, Thomas! Wystraszyłeś mnie na śmierć”, Rose schyla się i zaczyna sprzątać rozlaną farbę.

„Dlaczego nic nie powiedziałaś?”, pyta, wchodząc do pokoju.

„Nie jestem artystką… nie prawdziwą artystką”.

„Żartujesz? Te obrazy są niesamowite”.

Rose rumieni się, ale nie odpowiada, więc Tom mówi dalej.

„Dlaczego nie zajmiesz się tym profesjonalnie? Z pieniędzmi z pracy w San Francisco mogłabyś założyć własne studio”.

Rose prycha. „Dziesięć tysięcy to za mało”.

„Co masz na myśli?”

„Pani Winters sprzedała moje obrazy za grosze i zatrzymała połowę. Z mojej części odlicza jeszcze koszty materiałów malarskich”. Rose bierze głęboki oddech, by stłumić narastającą w niej wściekłość. „Poza tym nie zarabiam, gdy maluję”.

Tom podchodzi do niej i przyklęka. „Rose, nie mogę w to uwierzyć. Naprawię to. Ja…”

„Proszę, nie”. Jego piżmo i ciepło ciała znów na nią uderzają, a ona skupia się na wycieraniu farby. „Naprawdę, nie tego chcę”.

Chwyta ją za rękę, powstrzymując przed sprzątaniem. „Czego więc chcesz?”

Rose podnosi wzrok i widzi twarz Toma tuż przed sobą. Gdy wpatruje się w jej usta, intensywność jego spojrzenia, ciepło jego ciała i odurzający zapach wody kolońskiej powodują zwarcie w jej mózgu.

Dzieli ich zaledwie oddech.

Tom przysuwa się bliżej, a Rose nie cofa się.

Nagle dzwoni jej telefon, przerywając tę chwilę i sprawiając, że podskakuje. Zrywa się, by wygrzebać wibrujący telefon z kieszeni. Przegapiła połączenie, ale imię Erica na wyświetlaczu sprawia, że czuje wyrzuty sumienia.

„To był Eric”. Rose pospiesznie odkłada płótno i paletę obok sztalugi, po czym wychodzi do galerii. „Straciłam poczucie czasu. Muszę już iść”.

Tom podąża za nią, mówiąc: „Przybiegasz na każde jego zawołanie?”

Rose ignoruje go, gasi światła i zbiera swoją torbę.

„Dlaczego w ogóle z nim jesteś? Wiesz, że jest powód, dla którego nasze rodziny się od siebie oddaliły. Coś jest nie tak z nimi, a szczególnie z nim. Czy wiesz, co on zrobił…?”

„Jak śmiesz”. Rose obraca się, by stanąć z nim twarzą w twarz przy drzwiach. „Kocham go. Chcę za niego wyjść i założyć z nim rodzinę, taką jak mają moi rodzice”. Rose sięga, by otworzyć drzwi, ale dłoń Toma zamyka się na jej dłoni, przytrzymując je.

„Czy Eric naprawdę jest facetem, z którym chcesz założyć rodzinę?” Kładzie drugą rękę na jej ramieniu, a ciepło jego ciała otula ją, jakby usuwając cały tlen z pomieszczenia.

Telefon Rose znów dzwoni.

Cholera!

Rose wyrywa się z uścisku Toma, odpychając jego ręce, i otwiera drzwi. Rzuca mu twarde spojrzenie i gestem wskazuje wyjście. On wzdycha i wychodzi, a jego oczy wwiercają się w jej plecy, gdy zamyka galerię.

„Popełniasz błąd”, mówi Tom, a Rose czuje, jak wzbiera w niej gniew.

„Co ty możesz wiedzieć?”

„Rose, ja wiem…”

„Nic nie wiesz! To nie twoja sprawa. Dopiero co mnie poznałeś. Nie znasz mnie!”

„Może nie, ale znam Erica”.

„Ja też”. Rose rzuca mu wyzywające spojrzenie.

Tom otwiera usta, by coś powiedzieć, ale po chwili je zamyka.

Rose wzdycha, kręcąc głową. „Nie sądzę, żebyśmy powinni razem pracować. Jeśli nie szanujesz moich decyzji życiowych, to nie będziesz też szanować moich decyzji zawodowych”. Gdy Rose odwraca się, by odejść, czuje w żołądku mieszankę gniewu i rozczarowania.

„Rose, zaczekaj”.

Nie zatrzymuj się, nie oglądaj się za siebie, powtarza sobie w myślach.

„Rose”, mówi, chwytając ją za ramię, by ją powstrzymać. „Eric cię zdradził.

Siła jego szarpnięcia w połączeniu z szokiem wywołanym jego słowami sprawia, że jej kostka się podwija. Z głuchym trzaskiem ~Rose upada na ziemię.

Następny rozdział
Ocena 4.4 na 5 w App Store
82.5K Ratings
Galatea logo

Nielimitowane książki, wciągające doświadczenia.

Facebook GalateaInstagram GalateaTikTok Galatea