
Odyseja Azimutha: Kosmiczny romans
Autorzy
Jeordie Draven
Lektury
221K
Rozdziały
33
Poza gwiazdami
„Jeśli jej nie chcesz, ja ją wezmę”.
Nie chodziło o słowa Razula, a o sposób, w jaki je wypowiedział, przez co rozwścieczył jego starszego brata, Azimutha. Azimuth miał zostać senatorem w rządzie ich ojca na planecie Galaxtia.
„Nie zrobisz tego. Wiem, jak zabierasz kobiety z powrotem do Lorr, braciszku”. W zielonych oczach Azimutha błysnęły wspomnienia tego, jak Razul traktował kobiety z Ziemi. I wszystkie inne kobiety.
Jego turkusowo-niebieska skóra i czarne włosy do ramion bardzo różniły się od jasnoczerwonawej, szorstkiej skóry Razula, ciemnych blond loków i niższego wzrostu. Dwa małe rogi na czole Azimutha wyglądały jak grube kołki. Rogi jego brata były większe i zakrzywione, czarne jak węgiel, osadzone z tyłu na szczycie głowy. Obaj Galaxtanie byli bardzo silni i z dumą prezentowali swoje potężne ciała.
„Dobrze. Zabierz tę dziewkę z powrotem do stolicy. Mam inne plany”. Razul był wojownikiem i na dodatek bardzo dobrym, ale myślał tylko o tym: o pieprzeniu i walce.
Drugi księżyc, na którym wylądowali, zmuszał ich do siedzenia na spotkaniach z przywódcami przez całe dnie. Azimuth był zainteresowany. Razul śmiertelnie się nudził.
Mieli jeszcze jeden przystanek na Ciras z ziemskimi kobietami, które miały zostać sparowane, a potem albo zabite, albo porzucone na innej planecie, ewentualnie wydane za mąż.
„Jest ich tu sześć?” Azimuth znowu zapytał brata. To zniecierpliwiło Razula.
„Siedem, jeśli liczysz smarkulę”.
Smarkulę.
Tę małą kobietę, która odważyła się walczyć ze strażnikami, a nawet z Razulem, do czasu, aż musieli ją ogłuszyć swoimi aurami.
„Tak, smarkula”. Azimuth skinął głową. „Upewnisz się, że ojciec dowie się o wszystkich wydarzeniach, kiedy wrócisz?”
„Tylko o moich sprawach, bracie”. Razul uśmiechnął się pod nosem. „Nie o twojej gigantycznej orgii…”
Azimuth westchnął. Jego długa macka na plecach zesztywniała, gotowa mocno uderzyć brata. „Dlatego właśnie ja je zabieram, Razul. Nie będzie żadnego łączenia się w pary z kobietami z Ziemi”.
Twarz Razula mówiła wszystko. Wziął te sześć potulnych kobiet, ale nie mógł wsunąć nawet centymetra siebie w smarkulę. „Ugryzła mnie”.
Azimuth się roześmiał. Jego niski śmiech sprawił, że smarkula spojrzała na niego zza pokładu statku.
„Chcę się wydostać z tej cholernej planety” powiedział Razul, podczas gdy Azimuth dalej patrzył na smarkulę, która go obserwowała. Jej wielkie, ciekawe oczy go kontrolowały – nie były przestraszone ani zmartwione – tylko wściekłe, zagubione i pełne goryczy wobec nich wszystkich.
Była wojownicza, ale malutka, i wyraźnie pokazywała swoje uczucia. Jej wzrok przesunął się z niego na płaczącą ziemiankę obok niej. Objęła drugą zakładniczkę ramieniem i szepnęła jej coś do ucha. To zdawało się uspokoić zdenerwowaną kobietę.
„Była jakąś uzdrowicielką” mówił Razul do brata. „Podczas ostatnich porwań wzięli ją, kiedy była na przerwie obiadowej”.
„Jak długo jest więźniarką Galaxtii?”
„Jakieś sześć miesięcy”.
„Sześć miesięcy?”
„Tak, nikt nie chce takiej mądrali”.
To było normalne. Jeśli partnerka była w jakikolwiek sposób niechciana – nawet jeśli była pięknym stworzeniem – żaden z mężczyzn z innych planet jej nie brał. Galaxtanom nie wolno było łączyć się w pary poza swoją rasą, więc po prostu sprzedawali ziemianki i inne kobiety z różnych planet.
„Upewnisz się, że się tego pozbędziesz, prawda?” Razul zapytał brata, gdy przygotowywali się na jeszcze jedną noc na Lorr, a potem mieli rozejść się w różne strony. „Tego…” Wskazał na więźniarki w bardzo skąpym ubraniu, przykute łańcuchami do ściany statku.
„Próbuję, tak”.
„Myślę, że to dobry pomysł. Czuję się przez to źle”.
„Przez sprzedawanie czy ich ciała?”
„Ciała są w porządku…” powiedział Razul i oblizał wargi. „Nie miałbym nic przeciwko ziemiańskiej partnerce”.
Azimuth skrzywił się ze złością. On nie myślał o takich rzeczach, a Razul też tak naprawdę nie. Przekazywanie dalej nazwiska rodziny było właściwym wyborem, ale obaj myśleli o własnych przyszłościach, własnych korzyściach.
„Kolejna niepokojąca noc” mówiła jedna z więźniarek do smarkuli. „Jak ty śpisz?”
„Mam jedno oko otwarte” odpowiedziała. Jej melodyjny głos niósł się po małej kabinie i uderzył mocno w uszy Azimutha.
„Powinienem zostać tu dziś wieczorem” powiedział do Razula, który próbował ułożyć sobie posłanie obok jednej z więźniarek.
Razul uniósł ciemną brew. „Ty? Pan Przyszły Senator?”
Azimuth wzruszył ramionami. „Najwyższy czas, żebyś nauczył się trzymać fiuta w spodniach, braciszku”.
Razul wiedział, że ma dobre intencje, ale chciał skosztować smarkuli, zanim wyjadą.
„Idź, Razul” rozkazał Azimuth. „Spotkamy się rano”.
Razul zmarszczył brwi, ale potem się roześmiał. „Bardzo dobrze, Azimuth. Wszystkie są twoje”. Pomachał i wyszedł z pomieszczenia dla więźniów. Niektóre kobiety już spały, a kilka było na tyle odurzonych, że nie przejmowało się obecnością kosmity.
Azimuth przeszedł wzdłuż rzędu na sam koniec, gdzie smarkula była przykuta łańcuchem do ściany i wciąż pocieszała słabą kobietę obok siebie.
Wpatrywała się w niego – nie bała się, ani trochę. Azimuth usiadł obok niej i uśmiechnął się.
Kobieta nic nie powiedziała, trzymała na nim wzrok przez to, co wydawało się wiecznością. Była piękną kobietą, krągłą… z piegami na twarzy, niebieskimi oczami i długimi blond włosami, które kręciły się w fale na końcach.
Ilu mężczyzn ją brało, odkąd przybyła na planetę? Przesunął wzrokiem po jej ciele, gdy oparła głowę, żeby odpocząć. To, w co ubierali więźniarki, ledwo cokolwiek zakrywało – jej ubranie nie było prześwitujące jak u niektórych kobiet, ale i tak przylegało do ciała, pokazując jej kształty.
Nie miał prawdziwych wrogów na planecie Ziemia, ale nie był też jej wielkim fanem. Nie obchodziło go życie stracone w bitwach stoczonych z ziemianami – bo rządy humanoidów szybko oddawały własnych ludzi za pieniądze.
„Śpij” powiedział ze złością, gdy kobieta nadal się w niego wpatrywała „albo sam cię uśpię”.
Kobieta zamknęła oczy, zostawiła je lekko uchylone, jakby Azimuth tego nie zauważył.
„Jak masz na imię?”
„Elle”.
„Elle?”
„Eleanor”.
„Eleanor…”
„Mów mi Elle”.
„Będę cię nazywał, jak zechcę” powiedział Azimuth. „Teraz śpij. Będziesz potrzebowała sił przed aukcją”.
















































