Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Alfa i Aurora Tom 4

Alfa i Aurora Tom 4

Autorzy
Delta Winters
Lektury
15.2K
Rozdziały
25
Autorzy
Delta Winters
Lektury
15.2K
Rozdziały
25
🐺Paranormaline🐺Wilkołaki i zmiennokształtni💘Przeznaczeni partnerzy🎭Dramatyczne👩‍❤️‍👨Prawdziwy partner💪🏻Obrońca🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪🏻Samce alfa😊Niewinne

W świecie, w którym wilkołaki i mroczna magia się przenikają, Rory, Luna swojej watahy, mierzy się z tajemniczą chorobą trawiącą dzieci i złowrogim zagrożeniem z przeszłości. Zagłębiając się w tę zagadkę, natrafia na widmowe zjawy, starożytne klątwy i rozbitą duszę złej bogini imieniem Nemesis. U boku swojego ukochanego Everetta, Rory musi lawirować wśród zdradliwych sojuszy i nadprzyrodzonych niebezpieczeństw, by ochronić watahę i nienarodzone dziecko przed nadciągającą zagładą.

Tajemnicza choroba

KSIĄŻKA CZWARTA: DUCHY PRZESZŁOŚCI

Aurora i Everett są wreszcie wolni. Zła bogini Nemesis została zabita wraz ze swoim sługusem, rzekomym mentorem Rory, podstępnym profesorem Xanderem. Wreszcie mogą skupić się na swoim stadzie i na sobie nawzajem. Ale ciało Xandera wciąż jest zaginione, tajemnicza choroba uderza w przypadkowe osoby, a łotrzykowie są w ruchu. Nawet Rory nie jest odporna. Muszą działać szybko, by odkryć, co naprawdę się dzieje, zanim ktoś zginie. Czy będą w stanie pracować razem, czy te nowe problemy ich rozdzielą?

RORY

Dwa miesiące po pokonaniu Nemesis
Światło słoneczne wpada kaskadami przez szczelinę w zasłonie, oświetlając moją sypialnię. Jęczę na myśl o konieczności wstania z łóżka po kolejnej niespokojnej nocy.
Wspomnienie zimnych, żółtych oczu Nemesis prześladuje mnie. Naciągając kołdrę na głowę, zastanawiam się, czy dalej próbować zasnąć, czy zrezygnować z wysiłków i zacząć dzień.
Czuję ciepło ciała Everetta obok mojego i uśmiecham się, szczęśliwa, że nie wyszedł przed wschodem słońca. Jest tak zajęty i tak oddany swoim obowiązkom alfy.
Teraz, kiedy zjednoczyliśmy stada Shadow Blood i Red Moon, spędzał więcej czasu poza biurem. Ale bycie alfą nadal zajmuje większość jego dnia.
W końcu, postanawiając się poddać, powoli wstaję z łóżka. Staram się nie robić hałasu, żeby go nie obudzić. Sen ostatnio też nie jest dla niego łatwy.
Szybko się ubieram, uważając, żeby nie potknąć się tak, zwykle. Mama pewnie już oczekuje mnie w jadalni. Nie chcę kazać jej czekać, więc kieruję się do drzwi.
— Gdzie się wymykasz? — mówi Everett, siadając na łóżku i zaskakując mnie. Przekomarza się, uśmiechając się do mnie, a ja czuję wybuch uczuć do niego.
— Przepraszam — odpowiadam, wracając na łóżko. — Nie chciałam cię obudzić.
— Nie zrobiłaś tego. Nie spałem — mruczy, sięgając po mnie i przyciągając mnie bliżej do siebie.
Całuje mnie delikatnie i reszta świata znika na chwilę. Liczy się tylko nas dwoje. Czuję się bezpiecznie, otulona jego ramionami. Jakbyśmy mogli razem osiągnąć wszystko.
— Nie odpowiedziałaś na moje pytanie — szepcze z psotnym uśmiechem.
— Powiedziałam mamie, że spotkam się z nią na śniadaniu, a potem jadę do sierocińca, żeby zobaczyć, jak wszyscy sobie radzą — odpowiadam, pragnąc móc zostać z nim w łóżku i zapomnieć o wszystkim innym.
— Brzmi jak dobry plan, partnereczko. I tak muszę iść do biura — mówi, całując mnie w czoło.
Wstaje z łóżka i kieruje się do szafy. Patrzę, jak zdejmuje koszulę i odsłania swoją szeroką klatkę piersiową oraz ramiona i przypominam sobie, jakie to uczucie przesuwać po nich dłońmi.
Jak to się stało, że miałam takie szczęście? Pewnego dnia będę musiała odpłacić bogini Selene za uczynienie Everetta moim towarzyszem. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogę mieć taki związek.
— Mam nadzieję, że będziesz miała wspaniały dzień, mała. Do zobaczenia na obiedzie — żegna się ze mną, pochylając się, by pocałować mnie po raz ostatni, zanim odejdzie.
Kieruję się do jadalni, gdzie mama czeka na mnie z uśmiechem na twarzy i dwoma talerzami naleśników. Czuję na sobie oczy wszystkich, widzę półuśmiechy i ciekawskie spojrzenia.
— Dzień dobry, kochanie — wita mnie mama, nachylając się i całując mnie w policzek, gdy siadam.
— Dzień dobry, mamo — odpowiadam, strząsając z siebie zmęczenie, które się mnie uczepiło.
— Nadal niedobrze sypiasz? — pyta z wyrazem troski.
— Niewiele. Bez względu na to, co robię, po prostu nie mogę się zrelaksować — sięgam po syrop i w tym czasie przewracam solniczkę. Przynajmniej nic się nie stłukło.
Ona sięga i głaszcze moje włosy, pocieszając mnie trochę. Wciąż próbuję przyzwyczaić się do bycia Luną, ale przynajmniej mama to rozumie. I nie ma nic przeciwko sprzątaniu po mnie.
— Nie przejmuj się tak bardzo tym, co myślą. Jesteś Luną i nikt nie może tego zmienić. Przekonają się do ciebie. Nie mają wyboru — mówi z uśmiechem.
— Wiem, mamo. Jestem po prostu zmęczona poczuciem bycia pod obstrzałem. Kwestionuję przez to wszystko, co robię — zawsze będę “człowiekiem”. Czasami mam wrażenie, że nigdy mnie naprawdę nie zaakceptują.
— Cóż, niestety, to prawda — odpowiada, kiwając głową. — To nie powód, aby wątpić w to, kim jesteś ani w swoje instynkty. Zaufaj im, Rory. Zaufaj sobie.
Mama zawsze wie, co powiedzieć. Potakuję i uśmiecham się, wdzięczna, że mam ją przy sobie. Jest jedyną osobą, która zawsze była po mojej stronie.
— Czy widziałaś Mię? — pytam, próbując zmienić temat.
— Nie, nie widziałam. Dlaczego? Czy coś jest nie tak? — docieka, wyglądając na zaniepokojoną.
Po tym wszystkim, co stało się z profesorem Xanderem i Nemesis, wszyscy są wykończeni. Szczególnie mama martwi się po tym, jak próbowali mnie zabić.
— Nie. Po prostu ostatnio jej nie widziałam. To wszystko — odpowiadam, starając się ją uspokoić.
Rozglądam się po jadalni, ale nigdzie nie ma śladu Mii. To już trzy dni, kiedy nie widziałam jej w pobliżu.
Z drugiej strony, przecież ma szkołę. Jak normalny człowiek. Moje marzenie o pójściu na studia wydaje się teraz tak odległe.
Mama patrzy z ulgą. — Dużo się działo. Może właśnie nadrabia zaległości w nauce.
Kiwam głową nieobecna. Teraz uświadamiam sobie, nie słyszałam też o Freyi przez ostatnie kilka dni. Moje próby skontaktowania się z nią pozostały bez odpowiedzi, a to nie w jej stylu, żeby tak po prostu zniknąć.
Zamiast pozwolić, by te myśli zbyt długo kłębiły się w mojej głowie, powodując jeszcze większy stres, żegnam się z mamą i jadę do sierocińca.
Gdy zbliżam się do drzwi, ogarnia mnie dziwne uczucie. Jest niesamowicie cicho. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś jest bardzo, bardzo nie tak i wstrzymuję oddech, gdy otwieram drzwi.
Nikt mnie nie wita. Przechodzę przez budynek, szukając oznak, że ktoś jest w pobliżu, ale nie widzę nikogo. Nie ma hałasu ani bawiących się dzieci. Gdzie są wszyscy?
Ktoś woła moje imię. — Rory!
Zaczynam się denerwować i uderzam biodrem o stolik do kawy. To Nellie, pędząca korytarzem w moją stronę. Przynajmniej jest tutaj opiekunka.
— Tak się cieszę, że jesteś.
— Hej, co się stało? — pytam. Wyraz jej twarzy sprawia, że mój żołądek zaciska się z niepokojem.
— Dzieci mają zostać w swoich pokojach. Niektóre z nich są chore — mówi nerwowo Nellie, rozglądając się dookoła. — Nie mam pojęcia, co może być przyczyną objawów ani co powinnam zrobić.
— Chore? Jak to? — marszczę brwi. To nie jest sezon grypowy i nie słyszałam, żeby coś się działo w okolicy. — Mogę coś zrobić? — tak naprawdę używałam swojej mocy tylko przy urazach, ale może uda mi się pomóc.
Twarz Nellie nieco się uspokaja. — Och, gdybyś mogła, byłabym bardzo wdzięczna. Chodź zobaczyć. Będą szczęśliwi ze spotkania, tak czy inaczej.
Idę za nią korytarzem, czując, że robię się coraz bardziej niespokojna. Ona zatrzymuje się przed drzwiami na końcu korytarza i patrzy na mnie, a potem je otwiera.
Wewnątrz pokoju jest dziwnie cicho, a ściany są gołe. Na łóżkach siedzi grupka dzieci. Gdy wchodzę, oczy mają otwarte szeroko ze strachu. Rozglądam się zakłopotana po ich przerażonych twarzach.
— Hej, kochani. Słyszałem, że nie czujecie się za dobrze. Chcecie mi o tym opowiedzieć? — siadam na łóżku Cassidy. Znam ją trochę lepiej niż inne dzieciaki, a ona ma głowę na karku.
— Nie wiem. Orion i ja po prostu zaczęliśmy się nagle dziwnie czuć. Potem oni też zaczęli czuć się chorzy — odpowiada Cassidy, wzruszając ramionami i patrząc na pozostałe dzieci.
Kładę rękę na jej czole. W porządku, nawet się nie spociła. Jej skóra jest może trochę chłodna. — Dziwnie? W jakim sensie? Macie gorączkę albo bolą was brzuchy?
Cassidy rzuca mi spojrzenie, jakby była zmęczona wyjaśnianiem oczywistych rzeczy dorosłym. — Nie, nic z tych rzeczy. To mój wilk. Wszystkie nasze wilki. One się boją. Myślą, że stanie się coś złego.
To mnie zaskakuje. — Wilki? Więc wasze ludzkie strony nie czują tego samego?
Dzieci kręcą głowami. Staram się nadać temu wszystkiemu sens. W pokoju panuje cisza, bo dzieci czekają, aż powiem coś, co mogłoby im pomóc, pocieszyć je.
Jeśli jedynie ich wilcze formy są dotknięte cierpieniem, musi za tym stać coś więcej niż tylko stres. To brzmi bardziej jak klątwa niż choroba.
Nagły dreszcz przechodzi przez moje ciało i sprawia, że się trzęsę. Zaplatam ramiona, gdy ogarnia mnie nieprzyjemne uczucie. Odsuwam od siebie te myśli i skupiam się na chorych dzieciach.
— Czy to wszystko? Wasze wilki są przerażone? Nie czujecie się w żaden inny sposób chorzy? — kładę rękę na głowie Cassidy, głaszcząc jej włosy i subtelnie zasilając ją swoją mocą.
Tym razem odpowiada Orion. — Wszystkim nam jest chłodno. I bardzo się męczymy, niezależnie od tego, ile śpimy i jemy.
To zbyt niejasne, by pomóc, ale zdecydowanie brzmi źle.
Cassidy nic więcej nie mówi, lecz przeze mnie przechodzi kolejny dreszcz. Mam nadzieję, że mnie też to nie dopadnie. Ale nie mam wilka, więc pewnie nie.
Patrzę na dzieci, próbując się uśmiechnąć. — Wiele przeszliśmy. To normalne i naturalne, że po tym wszystkim czujemy się przestraszeni i zestresowani. Zwłaszcza gdy wciąż jest tak wiele pytań bez odpowiedzi.
Przytakują, ale wątpliwości i strach wypełniają ich spojrzenia. Nie mogę ich winić. Mam te same wątpliwości i obawy. Jako Luna muszę jednak pokazać siłę. Wszelkie oznaki słabości mogą doprowadzić do kłopotów.
Cassidy łapie mnie za rękę i ściska ją. — Czy umrzemy? — pyta ze łzami napływającymi jej do oczu. Zazwyczaj jest bardzo silna, ale z panikującym wilkiem oczywiście potrzebuje pocieszenia.
Jej usta drżą, a mnie natychmiast ściska w sercu. Pozostałe dzieci mają ten sam zdezorientowany i wystraszony wyraz twarzy. Wszystkie są przerażone.
— Nie, nie umrzecie. Znajdziemy sposób, żebyście wyzdrowiały — mówię miękko, dławiąc łzy, modląc się, żeby to nie było kłamstwo.
Mój umysł dryfuje w stronę profesora Xandera, który mógłby udzielić mi potrzebnych informacji. Potrząsam lekko głową, próbując wyrzucić tę myśl z głowy.
On nigdy nie próbował mi pomóc. Chciał mojej śmierci. Byłam idiotką, że kiedykolwiek mu zaufałam. Wykorzystywał mnie, okłamywał, a ja nie miałam o tym pojęcia. Nigdy więcej nie pozwolę, żeby to się stało.
— Może czarownica z lasu rzuciła na nas urok — szepcze Orion.
— Nie ma czegoś takiego jak czarownica z lasu! — mówi Cassidy, rzucając w niego swoim pluszowym króliczkiem.
On krzyczy i Nellie musi wkroczyć do akcji, aby zatrzymać rozwijającą się walkę na poduszki.
— O czym ty mówisz, Orion? — pytam, gdy dzieci znów się uspokajają.
Orion odpowiada ochoczo. — Jest pewna wilczyca, która żyje samotnie w lesie niedaleko stąd. Nie jest łotrzykiem ani nie jest w stadzie; jest czarownicą i potrafi rzucać zaklęcia, a jeśli cię zobaczy, przeklnie cię!
— Nigdy nie słyszałam o tej leśnej czarownicy — mówię, choć brzmi to wszystko jakoś znajomo... Jak ze snu...
Cassidy wyciąga język w stronę Oriona. — Widzisz, Luna Rory na pewno by wiedziała! To tylko głupia historia.
Dzieci wyglądają na zmęczone. Powinnam chyba pozwolić im odpocząć. Wstaję. — Muszę teraz iść i porozmawiać z Everettem. Rozgryziemy to, obiecuję. W międzyczasie bądźcie grzeczni i słuchajcie Nellie, dobrze?
Obiecują i ściskam się z nimi, a potem kieruję się do drzwi. Nellie idzie za mną, zamykając je za nami delikatnie. Przemieszczamy się w głąb korytarza, żeby nie słyszeli, o czym rozmawiamy.
— Rory, co mam zrobić? — pyta Nellie, krzyżując luźno ramiona. — Nie wiem, jak im pomóc.
— Świetnie sobie radzisz. Nie wygląda to na normalną chorobę, a moja moc niczego nie znalazła, ale mam kilka pomysłów, gdzie szukać — trochę blefuję, ale Nellie wydaje się uspokojona.
Klepię ją po ramieniu. — Zapewnij im ciepło i wygodę, podczas gdy my przeprowadzimy śledztwo. Kiedy będę coś wiedziała, zadzwonię do was. Jeśli ktoś jeszcze zachoruje lub pogorszy się jego stan, proszę dać mi znać.
Nellie wygląda na zamyśloną. — Cóż, twoja przyjaciółka Mia też jest chora. Była tutaj w odwiedzinach, kiedy niektóre dzieci zachorowały; powiedziała, że ma te same objawy.
Wpatruję się w nią z niedowierzaniem. To dlatego Mia była nieobecna w jadalni? Mogą być też inni chorzy. Jak daleko to się już rozprzestrzeniło? Czy będzie jeszcze gorzej?
Tyle pytań zalewa mój umysł, a na żadne z nich nie ma odpowiedzi. Muszę porozmawiać z Everettem. Stado będzie szukało odpowiedzi, ale teraz nie mamy nic do powiedzenia.
Nie mam pojęcia. — Dobrze, dzięki, Nellie — nadal mam uśmiech na twarzy, ale czuję, że jest teraz bardzo sztuczny. Przez nasze stado przetacza się plaga, a my o tym nie wiedzieliśmy. Może jest wystarczająco wcześnie, by ją powstrzymać. Mam nadzieję, że tak.
Żegnamy się i pospiesznie wychodzę. Gdy docieram do drzwi, kolejny podmuch zimna przeszywa mnie na wskroś. Mój niepokój rośnie. Pędzę z sierocińca, mając nadzieję, że zostawię to uczucie za sobą, ale ono podąża za mną.
Panika ogarnia mnie, nie pozwalając mi się skupić. Jestem zaledwie kilka stóp od drzwi, kiedy czuję, że stopy mnie zdradzają i wpadam w jakąś dziurę. Skręcam kostkę i upadam na ziemię.
Podnoszę się na nogi, rozglądając się za kimś, kto mógłby to widzieć. Na szczęście nikogo nie ma w zasięgu wzroku i ruszam dalej. Spieszę się z powrotem w stronę domu stada, mając nadzieję, że Everett coś wie.
Ludzie rozmawiają z nim, jeśli nie mówią ze mną. Może już wie o wszystkim. A może w bibliotece znajdzie się książka, która dostarczy odpowiedzi. Powinnam też zobaczyć się z Mią. Nie jestem w stanie zapamiętać wszystkiego, co muszę zrobić.
Gdy mijam stary dom stada, słyszę w oddali coś dziwnego. Brzmi to prawie jak ludzki szept. Coś mi to przypomina, a moje ciało napina się w odpowiedzi.
Odwracam się, by spojrzeć, ale nie widzę śladów niczego niezwykłego. Po raz kolejny czuję nagły chłód. Rozpala on we mnie głębszy strach niż ten, który kiedykolwiek znałam. Przyspieszam kroku.
Dźwięk staje się głośniejszy, przypomina głosy toczące niezrozumiałą rozmowę. Z każdym krokiem stają się głośniejsze, ale nadal nie rozumiem, co mówią. Spoglądam jeszcze raz za siebie i ciągle nic nie widzę.
Serce mi wali i z trudem udaje mi się wziąć głęboki oddech. Moja kostka boli bardziej, ale nie przestaję się poruszać, by oddalić się od głosów. Brzmią, jakby były tuż za mną.
Czuję, że znów ogarnia mnie podmuch zimna, bo mój strach rośnie. Nadal nic nie widzę. Biegnę, kostka mi pulsuje, ale ignoruję to. Spoglądam jeszcze raz za siebie i czuję, jak moja stopa uderza w gałąź. Upadam na ziemię.
Rozdzierający ból przeszywa moją głowę, gdy uderzam nią o kamień. Niemal natychmiast pojawiają się zawroty głowy. Wiem, że muszę się podnieść i ruszyć, ale moje ciało nie chce zareagować.
Otwieram oczy, zdezorientowana, gdy zawroty głowy narastają. Mój wzrok jest zamazany i boli mnie głowa. Próbuję skupić wzrok i zaczynam sapać.
W oszołomieniu widzę coś, co unosi się w powietrzu, ale jest zbyt rozmyte, żebym mogła stwierdzić, co to. Gdy koncentruję spojrzenie na jednym punkcie, pływające postacie stają się wyraźniejsze. Czuję, że ogarnia mnie strach.
Próbuję krzyczeć o pomoc, ale nic z tego. Nie mogąc odwrócić wzroku, jestem zmuszona je zobaczyć. To jak koszmar, z którego nie mogę się obudzić.
Nad sobą widzę twarze unoszące się w powietrzu. Profesor Xander i Nemesis, przezroczyści jak chmury i oboje złowrogo uśmiechnięci. Unoszą się nade mną, prześladując mnie swoją obecnością.
Oni wciąż żyją. Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie.

Odkryj Galateę

Jego, ponadczasowoOdkrywając siebie: VioletZraniona lunaGdy zapadnie noc. Sens miłości, część 1Alfa Asher

Najnowsze publikacje

Nie ma czegoś takiegoTo, co pozostaje: Historia Johna BakeraRóża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawsze

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 19

Wilki

by Ewa Han

liczba książek: 15

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 68

Do zakonczenia

by Agnieszka

liczba książek: 56

NIE przeczytane...

by Izabela28

liczba książek: 46

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 359

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 80

Hot

by goshka

liczba książek: 137

JenCooper&C.Swallow

by Izabela28

liczba książek: 21

Przeczytane bez kontynuacji

by Jo ann

liczba książek: 177

Czekające

by Martita

liczba książek: 10

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Do dokończenia

by Karolina Sokołowska

liczba książek: 6