
Hybrydowa partnerka króla alfy: Gra króla demonów
Autorzy
Lektury
18,9K
Rozdziały
1
Sztuczki Króla Demonów
Serce Lei biło szybko jak u uwięzionego ptaka, gdy czytała stare księgi. Jej palce drżały, wodząc po wyblakłym piśmie.
Wszędzie dookoła zamek tętnił gorączkową energią. Słudzy przemykali szybko obok drzwi biblioteki, niosąc w ramionach dekoracje i piękne ozdoby.
Zbliżał się dzień koronacji, niosący ze sobą świetlaną obietnicę, ale też przerażającą wizję. Lea wzięła drżący oddech, próbując skupić się na słowach przed nią.
Książka mówiła coś o kierowaniu mocami żywiołów. Jednak jej myśli wciąż uciekały ku koronie, która wkrótce miała spocząć na jej głowie.
Królowa. Ten tytuł wciąż wydawał się obcy, zupełnie do niej nie pasował.
Drzwi biblioteki otworzyły się ze skrzypieniem. Lea gwałtownie podniosła głowę, a na jej policzkach już wykwitł rumieniec. Ale to była tylko Ellie, wchodząca niespiesznym krokiem z krzywym uśmiechem na twarzy.
„O kurwa, czy to nie nasza przyszła królowa, czytająca książki jak grzeczna kujonka” – przeciągała słowa Ellie, opadając na krzesło naprzeciwko Lei. Lea uśmiechnęła się niepewnie. „Po prostu próbuję się przygotować. Wciąż tak wiele nie rozumiem z moich mocy”.
Ellie parsknęła śmiechem i położyła nogi na stole. „Skarbie, mogłabyś usmażyć pół królestwa jednym pstryknięciem palców. Powiedziałabym, że radzisz sobie świetnie”.
„Właśnie tego się boję” – mruknęła Lea. Zacisnęła dłonie, przypominając sobie czystą energię, która płynęła w jej żyłach podczas ich bitwy treningowej. Powietrze trzeszczało, a w ustach czuła smak ozonu i zniszczenia.
Złośliwy uśmieszek Ellie zniknął, a jej niebieskie oczy złagodniały z troski. „Hej, skoro mowa o humorzastych dupkach, którzy mogliby usmażyć królestwo, twój demoniczny kochanek jest dzisiaj w rzadko spotykanej formie”.
Serce Lei zabiło mocniej. „Rel? Co się stało?”
„A kurwa, skąd mam wiedzieć” – Ellie wzruszyła ramionami, przyglądając się swoim paznokciom. „Ale tupie dookoła, jakby ktoś mu nasikał do kawy. Prawie odgryzł głowę strażnikowi za to, że ten za głośno oddychał”.
Ukłucie niepokoju ścisnęło żołądek Lei. Wyobraziła sobie złote oczy Rela, zazwyczaj przypominające ciepły, karmazynowy miód, które teraz z pewnością płonęły ledwie tłumioną furią. Jej ciało drżało z pragnienia, by do niego pójść i uspokoić bestię, która kryła się pod jego skórą.
„Gdzie on jest?” – zapytała Lea, już w połowie podnosząc się z krzesła.
Ellie uniosła brew. „Główna sala. Użera się z marudzącymi wieśniakami i ich błahym gównem. Wiesz, królewskie obowiązki i te sprawy”.
Myśli Lei pędziły. Wyobraziła sobie, jak Rel góruje nad drżącymi obywatelami, a jego potężna sylwetka jest ledwie powstrzymywana przez ludzką formę. Ta myśl wywołała dreszcz na jej plecach, w którym strach mieszał się z pożądaniem.
„Dzięki, Ellie” – mruknęła Lea, zbierając się na odwagę. „Powinnam... powinnam do niego pójść”.
Serce Lei biło szybko, gdy szła przez kręte korytarze. Gobeliny rozmywały się po drodze, a ich bogate kolory mocno kontrastowały z chaosem w jej myślach. Przesuwała palcami po chłodnych, kamiennych ścianach, szukając punktu oparcia.
„Dam radę” – szepnęła.
Ogromne dębowe drzwi do głównej sali wyrosły przed nią. Lea zawahała się, trzymając dłoń nad ozdobną klamką. Zza drzwi dobiegały przytłumione krzyki — to był głos Rela, głęboki i gardłowy. Warkot, od którego jej krocze zacisnęło się z zakazanego gorąca.
Przełykając ciężko ślinę, Lea uchyliła drzwi. Scena przed nią zaparła jej dech w piersiach.
Rel górował w swojej demonicznej formie, z rozłożonymi skrzydłami i błyszczącą, karmazynową skórą. Jego oczy płonęły piekielnym ogniem, gdy warczał na dwóch kulących się ze strachu mężczyzn.
„Niekompetentni głupcy!” – ryknął. „Wasze żałosne kłótnie marnują mój czas!”
Nogi ugięły się pod Leą. Nawet wściekły zapierał dech w piersiach. Był niebezpieczny i pełen mocy.
Mój – szepnęła głęboka część jej duszy.
Patrzyła jak zahipnotyzowana, gdy pazury Rela przecinały powietrze. Zapach siarki wypełnił jej nos, rozpalając głód, którego ledwie rozumiała.
Nagle nozdrza Rela się rozszerzyły. Gwałtownie odwrócił głowę w stronę drzwi, a jego oczy skupiły się na Lei. Na jego twarzy pojawił się drapieżny uśmiech, obnażając ostre jak brzytwa kły.
„Wynocha!” – warknął na obywateli. „Posiedzenie zakończone. Moja królowa wymaga mojej uwagi”.
Mężczyźni pośpiesznie uciekli, a ich ulga była wyraźnie wyczuwalna, gdy mijali Leę. Poczuła, że płoną jej policzki, gdy wstyd walczył w niej z podnieceniem. Wzrok Rela ani na chwilę jej nie opuszczał, pożerając każdą krągłość jej ciała.
„Wejdź, moja miłości” – mruknął głosem przypominającym jedwab ocierający się o żwir.
Nogi Lei drżały, gdy podeszła bliżej. Rel rozparł się na swoim ogromnym tronie, a jego skrzydła swobodnie opadały na podłokietniki. Weszła po schodach prowadzących do tronu, przyciągana przez niewidzialną siłę.
„Witaj, mój królu” – mruknęła, miękko całując go w usta. Kontrast jej gładkiej skóry i jego szorstkiej formy posłał iskry przez jej ciało. „Jak... jak mija twój dzień?”
Szponiasta dłoń Rela objęła jej twarz zaskakująco delikatnie. „Jest lepiej, skoro już tu jesteś” – warknął, przyciągając ją bliżej.
Oczy Rela płonęły ledwie tłumioną namiętnością. „Nie chcę rozmawiać o moim dniu” – zadudnił, wysyłając dreszcze wzdłuż kręgosłupa Lei. „Tylko to, że tu jesteś... to wszystko, czego mi trzeba”.
Lea poczuła przypływ pewności siebie, zachęcona czystym pożądaniem w jego spojrzeniu. Jej usta wygięły się w psotnym uśmiechu, a piwne oczy błyszczały celem. Pochyliła się blisko, a jej gorący oddech owiał jego ucho.
„Oh?” – szepnęła, a jej zwykła nieśmiałość zniknęła. „Myślę, że wiem, jak sprawić, by twój dzień był jeszcze lepszy, mój królu”.
Jej dłonie zjechały po jego muskularnej klatce piersiowej, czując szybkie bicie serca pod palcami. Puls Lei również przyspieszył, a w jej żyłach płynęła mieszanka podniecenia i nerwów.
Czy to nie za śmiałe? Zastanawiała się przez chwilę, a stare kompleksy groziły powrotem. Ale to, jak Rel na nią patrzył — jakby była najcenniejszą rzeczą we wszystkich światach — przegoniło te wątpliwości.
Pazury Rela zacisnęły się lekko na jej biodrach, a niski pomruk zadudnił w jego klatce piersiowej. „Mów więc, moja królowo” – mruknął, a jego ogon owinął się zaborczo wokół jej nogi.
Palce Lei znalazły zapięcia jego koszuli. „Myślę, że mam jeden czy dwa pomysły”.
Serce Lei biło szybko, gdy spojrzała w górę na Rellyona. Jego oczy żarzyły się siłą, która zapierała jej dech. To naprawdę się działo.
Nerwowo oblizała usta. „Ja... ja cię pragnę” – szepnęła, a jej głos lekko drżał.
Rellyon wydał z siebie niski warkot, który posłał dreszcze wzdłuż jej pleców. Jego potężna sylwetka górowała nad nią, promieniując gorącem i mocą.
Oczy Lei rozejrzały się po sali tronowej. Każdy mógł tu wejść w dowolnej chwili. Ta myśl zarówno ją przerażała, jak i ekscytowała.
„Jesteś tego pewna, maleńka?” – zadudnił Rellyon, ujmując jej policzek swoją szponiastą dłonią.
```
Skinęła głową, nawet gdy wkradły się wątpliwości. Czy naprawdę mogła przyjąć go całego? Jego forma bestii była znacznie większa i o wiele bardziej... pierwotna.
Rellyon musiał wyczuć jej wahanie. „Nie musimy...”
„Nie!” – przerwała Lea. „To znaczy, tak. Chcę tego. Pragnę cię”.
Zebrała się w sobie, odpychając swoje wątpliwości. Będzie dla niej delikatny.
Jego źrenice się rozszerzyły, a nozdrza poruszyły, gdy poczuł zapach jej podniecenia i strachu. „Mój dzielny, mały człowieku” – mruknął.
Lea jęknęła cicho, gdy delikatnie, ale stanowczo poprowadził ją na swoje kolana. Jego kutas, już sztywny i pulsujący, naciskał na jej krocze, gorący i natarczywy. Gorąc rozkwitł na jej policzkach, ale nie próbowała się zasłaniać. Zamiast tego poruszyła biodrami o niego, a z jej ust uciekł drżący jęk.
„Bogowie, uwielbiam, kiedy masz w sobie tyle władzy” – dyszała. „Patrzenie, jak rządzisz naszym ludem... to jest... odurzające”.
Rellyon z zadowoleniem wydał pomruk, a jedna jego dłoń zaborczo zacisnęła się na jej talii. „Lubię mieć cię na kolanach, pod moim pazurem” – mruknął, a jego głos był niskim dudnieniem, które rozpaliło jej nerwy. „A czucie twojego miękkiego, gładkiego ciała przy moim... To wyśmienita przyjemność”.
Nogi Lei ugięły się, gdy leniwie przesunął pazurem wzdłuż jej kręgosłupa. Zadrżała, a na jej skórze pojawiła się gęsia skórka. Gorąco zebrało się między jej udami, a jej wargi były już mokre od podniecenia.
„Lea” – warknął Rellyon. Jego głos był ciężki od pożądania. „Powiedz mi, że jesteś pewna”.
„Jestem pewna” – wydyszała, a jej głos drżał z pożądania i oczekiwania. „Nigdy nie byłam bardziej pewna”.
Z triumfalnym ryknięciem Rellyon wstał, bez wysiłku podnosząc ją w swoich potężnych ramionach. Jednym ruchem nadgarstka wyczarował barierę prywatności, osłaniając ich przed wścibskimi spojrzeniami.
„Moja” – warknął, szorstko popychając ją na stół obok swojego tronu.
Oczy Lei rozszerzyły się, gdy zdarł z niej suknię, ukazując jej nagie, drżące ciało. Górował nad nią, a jego oczy płonęły pierwotnym głodem, który jednocześnie ją przerażał i podniecał.
„C-czy na pewno to dobry pomysł?” – szepnęła, a serce łomotało jej w piersi.
Odpowiedzią Rellyona było uciszenie jej twardym pocałunkiem. Jego język plądrował jej usta, a pazury lekko drapały w górę i w dół jej ud. Wygięła plecy w łuk, zapraszając go bliżej, gdy zniknęły jej zahamowania.
Z ostatnim warknięciem ustawił się u jej wejścia. Jego ogromny, pulsujący kutas celował w jej śliskie wargi. „Powiedz to” – warknął. „Powiedz, że jesteś moja”.
„J-jestem twoja, R-Rellyonie” – jąkała się. Jej oczy zaszły mgłą pożądania.
Z rykiem, który posłał dreszcze wzdłuż jej pleców, Rellyon podrażnił jej wejście swoim kutasem.
Lea poczuła, jak czerwieni się pod jego mocnym spojrzeniem. Usiadła i sięgnęła do jego spodni, a jej dłonie drżały. Rozpinając je, wzięła głęboki oddech i wciągnęła jego piżmowy zapach — odurzającą mieszankę sosny i tlącego się żaru. Jego kutas wyskoczył na zewnątrz — gruby, pulsujący kawałek gorąca i mocy.
„Oh” – sapnęła Lea, gapiąc się na potworny rozmiar przed nią. W swojej formie bestii był jeszcze większy. Panika urosła w jej gardle, ale zdusiła ją w sobie. Mogła to zrobić... Dla Rellyona.
„Rellyon...” – westchnęła. Jej głos drżał.
„Ciii” – uspokajał ją. Przeczesywał jej włosy swoimi szponiastymi palcami. „Będziemy robić to powoli. Nie skrzywdzę cię, obiecuję”.
Lea zamknęła oczy, trzymając się jego słów, gdy niepewnie owinęła dłoń wokół jego trzonu. Był twardy jak kamień i gorący jak piec. Jej dłoń nie mogła objąć nawet jego połowy.
Rellyon jęknął, a jego uścisk na jej włosach się zacisnął. „Bogowie, Lea, doprowadzasz mnie do szału”.
Lea położyła wolną dłoń na jego trzonie razem z drugą, przesuwając nimi w górę i w dół, gdy stał przed nią w całej swojej nagiej chwale.
W górę i w dół. W górę i w dół. Tempo Lei przyspieszyło, zanim wzięła żołądź jego kutasa do ust.
Zalało ją lekkie rozczarowanie na myśl, że sama żołądź to wszystko, co z tej bestii była w stanie przyjąć, ale odepchnęła to uczucie i zaczęła ssać.
Wsuwała i wysuwała jego żołądź ze swoich ust, podczas gdy jej dłonie nadal masowały jego trzon.
Rellyon z jękiem wydał z siebie dziki warkot. Uczucie ust Lei wokół jego kutasa uwolniło prawdziwą, pierwotną bestię w jego wnętrzu. Chciał, by wzięła więcej. Chciał posiąść ją tylko dla siebie.
„Kusicielka” – syknął.
Lea kontynuowała ruchy ssania. Spojrzała w górę na Rellyona spod przymkniętych rzęs.
Wyraz czystej rozkoszy na jego twarzy był jak z fantazji i snów. Mężczyzna o takiej potędze rozpadał się pod jej dotykiem.
Oczy Rellyona się otworzyły. Uchwycił jej spojrzenie, a jego oczy pociemniały. „Muszę być w tobie, moja królowo. Muszę poczuć, jak twoja cipka rozciąga się na mnie, i usłyszeć, jak wykrzykujesz moje imię”.
Serce Lei zatrzymało się z powodu szoku na te brudne obietnice, które właśnie wypowiedział. Ścisnęło to jej serce i utrudniło oddychanie.
Rellyon położył dłoń pod brodą Lei. Sprawił w ten sposób, że żołądź jego kutasa wyskoczyła z jej ust. „Chcę, by moja Królowa ujeżdżała swojego Króla na tronie”.
Zakazany pomysł sprawił, że Lea stała się jeszcze bardziej mokra. Pieprzenie swojego partnera na jego tronie byłoby ostatecznym aktem przynależności.
Rellyon złapał Leę za jej krągłą talię i podniósł ją. Podszedł do swojego tronu, po czym usiadł i uniósł jej sukienkę.
„Naprawdę jesteś kusicielką... Nie masz majtek” – powiedział z jedną uniesioną brwią.
„Chciałam być na ciebie gotowa” – jęknęła Lea, gdy powoli opuszczał ją na swoje kolana, a jego kutas czekał w gotowości u jej wejścia.
„Pozwolę ci przejąć nad tym kontrolę, nie spiesz się” – uspokajał, czując zmartwienie Lei wywołane jego rozmiarem.
Lea zarumieniła się. Powoli pozwoliła, by żołądź jego kutasa naciskała na jej wejście. Już czuła, jak rozciąga się do nowych rozmiarów, by wpuścić go do środka.
„Mhmmm” – jęknęła.
Krok po kroku pozwalała, by kutas Rellyona powoli penetrował jej ciasną, ludzką cipkę.
Rozciągała się i bolała w mieszance bólu i przyjemności, jakiej nigdy wcześniej nie czuła.
Kiedy dotarła do połowy trzonu, uśmiechnęła się do niego. Wiedziała, że wystarczająco się rozciągnęła. Gwałtownie opadła w dół, wpychając w siebie całą jego resztę.
„AHHHH RELLYON!” – krzyknęła.
Gwałtowny ryk wyrwał się z gardła Rellyona. Przysiągłby, że widzi gwiazdy. Jej malutka, ludzka cipka przyjmująca jego potężnego kutasa była uczuciem niepodobnym do niczego innego.
Lea zaczęła podnosić się i opadać, w kółko i w kółko. Pozwalała twardemu kutasowi Rellyona wślizgiwać się i wysuwać z niej.
Ciężki z pożądania Rellyon łapie biodra Lei. Zaczyna ją podnosić i uderzać w dół z nieludzką prędkością. Każdy ruch sprawia, że Lea krzyczy raz za razem.
Kiedy trwają w szale namiętności, Rellyon wpada na pomysł. Chce zaskoczyć Leę i wzmocnić jej przyjemność. Wysuwając swój ogon spod siebie, wsuwa go tak, by dotknął uda Lei. Jej skóra jest jak delikatny jedwab.
Jego ogon pełznie, aż w końcu dociera do jej odbytu. Lea szarpie się do przodu w szoku z powodu tego uczucia.
„Ciii, zaufaj mi” – szepcze Rellyon.
Lea bierze głęboki oddech i kiwa głową, po czym kontynuuje swoje rytmiczne ruchy. Z każdym podskokiem pozwala, by kawałek jego skórzastego ogona wchodził w nią głębiej.
Lea głośno wciąga powietrze, rozkoszując się tym nowym doznaniem i tym, jak sprawia ono, że wspina się coraz wyżej. „Tak, Rel, tak” – jęczy, odrzucając głowę do tyłu. Skacze wyżej i szybciej, uderzając w niego mocniej, podczas gdy zarówno jego kutas, jak i ogon atakują oba jej otwory.
Ciało Lei zaczyna drżeć. Pojawia się zmęczenie, a z jednym kolejnym pchnięciem jego ogona jej ciało mocno się wokół niego zaciska i czuje pod sobą ten znajomy puls.
Szczytowanie Rellyona i Lei sprawia, że oboje szybują na nowe wyżyny. Oboje krzyczą z przyjemności. W końcu Lea opada bezwładnie na klatkę piersiową Rellyona, całkowicie wyczerpana.
Wyciągając swój ogon, a potem powoli zdejmując Leę ze swojej erekcji, bierze ją w ramiona, delikatnie tuląc na swoich kolanach.
Oddech Lei jest urywany, a stać ją tylko na łagodny uśmiech. Patrzy na niego, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa.
„Naprawdę wiesz, jak sprawić, by dzień Króla był lepszy, prawda?”
















































