Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawnaAnuluj subskrypcję tutaj
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Artemis One

Artemis One

Autorzy
Kayce Schrupp
Lektury
15.6K
Rozdziały
46
Autorzy
Kayce Schrupp
Lektury
15.6K
Rozdziały
46
😱Suspens💪🏻Samce alfa🙅Niechętny partner🔺Trójkąt miłosny💪🏻Obrońca🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪SIlne kobiety⚔️Akcja i przygoda👑Rodzina królewska i arystokraci🧌Potwory🐉Fantasy

Porucznik Arabella Dorian ma wreszcie wszystko – własne dowództwo, dumę ojca i Lukę, swojego idealnego, choć zakazanego wybranka. Jednak gdy Artemis One rozbija się na zapierającym dech w piersiach, a zarazem zabójczym obcym księżycu, wszystko legnie w gruzach.

Zaginiony Luka i rozproszona załoga zmuszają Arabellę do stawienia czoła dziwnym stworzeniom, starożytnym ruinom i tajemniczemu obcemu, który twierdzi, że jest mu przeznaczona. Odkrywając sekrety mogące przypieczętować los resztek ludzkości, Arabella staje przed niemożliwymi wyborami: przetrwać, zaufać wrogowi czy zaryzykować wszystko, by odkryć prawdę.

Porywająca, romantyczna przygoda czeka.

Rozdział 1: Jeden

ARABELLA

Zanim zdążyłam zmienić zdanie, szybkim krokiem przeszłam przez pokój i uklękłam obok ukrytej skrytki pod moim łóżkiem. Serce zabiło mi szybciej, gdy przyłożyłam opaskę do skanera, bo już wiedziałam, że nie powinnam tego znowu robić i doskonale zdawałam sobie sprawę, co mnie czeka po dokonaniu tego wyboru.
Na ekranie zamigał komunikat: Nieautoryzowany dostęp.
Ostrzeżenie widniało tam przez krótką chwilę, ciche, ale bardzo wyraźne, wyznaczając granicę, której nigdy nie powinnam przekraczać, bez względu na to, ile razy tu przychodziłam w poszukiwaniu tego samego.
Potem wiadomość zniknęła.
Dostęp przyznany.
Skrytka otworzyła się z cichym sykiem, ukazując ten jeden plik, do którego zawsze wracałam w takich chwilach, gdy ciężar tego, kim ode mnie oczekiwano że się stanę, groził zmiażdżeniem tego, kim naprawdę byłam.
Moje palce delikatnie musnęły zniszczone krawędzie, po czym ostrożnie wyjęłam przedmiot ze skrytki, z szacunkiem i niemalże strachem, by nie uszkodzić kruchej więzi, którą uosabiał.
Więź z moją matką. Z kobietą, która zmarła, wydając mnie na ten świat.
„Odtwórz osobisty dziennik”, szepnęłam ciszej, niż zamierzałam, jakby zbyt głośne słowa mogły w jakiś sposób zniszczyć to, co z niej pozostało w tym nagraniu.
Pokój ogarnęła cisza. Wtedy system Artemis odpowiedział swoim gładkim, obojętnym głosem. „Dziennik prywatny. Doktor Annalise Dorian. Odtwarzanie rozpoczęte”.
Światła przygasły ledwo zauważalnie, gdy nagranie ożyło, a przez chwilę sterylne ściany mojej kajuty wydawały się rozmywać wokół mnie, zastąpione cichym trzaskiem starych materiałów archiwalnych i dźwiękiem głosu, którego strzępki ścigałam przez całe życie.
„Jeśli to oglądasz, to znaczy, że Ziemi już nie ma”.
Z bólem wciągnęłam powietrze, które uwięzło mi w gardle.
Jej głos miękko wypełnił pokój, spokojny i łamiący serce swoją prawdziwością w sposób, w jaki nic innego, co z nią związane, nigdy nie było. Obraz zmienił się i nagle nie byłam już w swojej kajucie, lecz patrzyłam przez ogromne okna na bezkresny kosmos, na ciemność rozciągającą się w nieskończoność we wszystkich kierunkach, przerywaną tylko blaskiem dalekich gwiazd i znajomym, wyraźnym kształtem planety, która niegdyś była naszym domem.
Ziemia.
„Właśnie na nią patrzymy”, kontynuowała cicho. „Z pokładu widokowego, jakby czekanie, aż to się stanie, mogło w jakikolwiek sposób ułatwić nam pogodzenie się z tym”.
Obraz lekko zadrżał.
„Myślałam, że poczuję coś mocniejszego. Gniew. Wściekłość. Coś równie wielkiego, jak to, co właśnie tracimy”.
Z cichym westchnieniem wypuściła powietrze. „Ale czuję tylko pustkę”.
Planeta zaczęła pękać.
Jasne światło gwałtownie wybuchło na jej powierzchni, a kontynenty pękały pod falami zniszczenia; obraz był tak potężny i katastrofalny, że ledwie wydawał się prawdziwy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, nawet gdy coś głęboko we mnie boleśnie ściskało się na widok całego świata umierającego w ciszy.
„To jest najokrutniejsze”, powiedziała cicho, a przez jej opanowanie przebijała teraz gorycz. „Powiedzieli nam, że to nada nam cel. Że oglądanie tego końca przypomni nam, dlaczego musimy przetrwać”.
Wyrwał się jej pozbawiony humoru śmiech. „Myślę, że to po prostu przypomina nam, jak niewiele zależy od nas samych”.
Obraz znów zamigotał.
„Nawet nie wiem, czy powinniśmy to nagrywać”, mruknęła ciszej, jakby na chwilę zapomniała, że kamera w ogóle tam jest. „Połowa tego, co mówimy, i tak jest monitorowana, filtrowana do jakiejś wersji nadziei, której ich zdaniem ludzie potrzebują”.
Pomiędzy jej słowami zapadła krótka cisza, a po chwili dodała ciszej, lecz stanowczo: „Ale to nagranie jest moje”.
Ziemia implodowała.
Planeta zapadła się w sobie na jedną potworną, zawieszoną w czasie chwilę, po czym wybuchła na zewnątrz w niezliczonych fragmentach ognia i gruzu, które gwałtownie rozsiały się po pustce. Moja klatka piersiowa zacisnęła się tak mocno, że aż bolało mnie wzięcie oddechu.
„Byłam lekarką”, powiedziała cicho. „Córką. Kobietą, która myślała, że ma jeszcze dużo czasu”.
Blask zniszczonej Ziemi powoli gasł za jej plecami.
„Jeśli to oglądasz, to jesteś częścią tego, co nadejdzie. Nie wiemy, co tam jest. Nie wiemy, czy istnieją planety zdolne podtrzymać życie. Nie wiemy, czy nasze obliczenia są poprawne”.
Jej twarz lekko stężała. „I nie wiemy, czy przypadkiem po prostu nie opóźniamy nieuniknionego”.
Nagranie na chwilę się zniekształciło.
„Wiemy tylko, że pozostanie na Ziemi nie wchodziło w grę”.
Po tych słowach nastąpiła pauza. „Ale ucieczka też nam niczego nie gwarantuje”.
Ostatnie resztki Ziemi zniknęły w ciemnościach.
„Chcę wierzyć, że to będzie miało jakieś znaczenie”, mówiła dalej cicho. „Chcę wierzyć, że gdzieś tam coś na nas czeka, coś, co będzie warte wszystkiego, co właśnie straciliśmy”.
Zacisnęła szczękę.
„Bo jeśli nie... to po prostu tkwimy tu, czekając na śmierć”.
Zapadła ciężka, surowa cisza.
„Idziemy naprzód”, powiedziała po chwili, a jej głos był teraz pewniejszy. „Szukamy dalej. Przeżyjemy tak długo, jak tylko zdołamy, bo tylko to nam pozostało”.
Tym razem ekran zamigotał mocniej, a zniekształcenie obrazu było na początku delikatne, by po chwili pogłębić się na tyle, aby załamać obraz wokół niej. Nagle jej twarz wypełniła cały ekran; była bliska, wyraźna, boleśnie prawdziwa. Przyglądałam się jej tak, jakby to był pierwszy raz, kiedy naprawdę ją zobaczyłam, bo tak właśnie było – to było wszystko, co kiedykolwiek mi po niej zostanie.
„Jeśli to oglądasz, to zaszliśmy wystarczająco daleko, by ten dziennik przetrwał”, powiedziała cicho, a jej głos był teraz delikatniejszy, ale wciąż pewny. „Spraw więc, by to wszystko miało sens”.
Obraz znów się zaciął, a jej rysy twarzy rozmywały się pod ciężarem psującego się nagrania, gdy zakłócenia się pogłębiały i powoli oddalały ją ode mnie.
„I nie pozwól, żeby to wszystko poszło na marne”.
Potem zniknęła.
Nagranie urwało się, zostawiając po sobie ciszę tak kompletną, że aż ogłuszającą, uciskającą moją klatkę piersiową do tego stopnia, że musiałam się zmuszać, by pamiętać o oddychaniu. Prawda osiadła we mnie powoli, lecz nieubłaganie, ciężka i niezachwiana, zmieniając coś głęboko w moim wnętrzu, gdy tak siedziałam wpatrzona w pusty blask ekranu, w miejsce, gdzie przed chwilą była, w jedyną jej wersję, jaką kiedykolwiek poznam.
Umarła za to. Za mnie. Za nas wszystkich. Niskie buczenie Artemis One powoli wracało wokół mnie, stając się głośniejsze i wyraźniejsze, ściągając mnie z powrotem do rzeczywistości, która czekała za tymi ścianami. Dzisiaj był dzień przypięcia mojej odznaki, początek przyszłości, która zawsze była przede mną rozplanowana; przyszłości, której nigdy tak naprawdę nie wybrałam, a do której ukształtowano mnie, bym ją udźwignęła – celu, który wydawał się teraz cięższy niż kiedykolwiek, gdy w pełni dotarło do mnie jego znaczenie.
A jednak, gdy tak stałam, z drżącymi dłońmi i oddechem uwięzionym gdzieś między płucami a gardłem, jedyne, co czułam, to miażdżący ciężar wszystkiego, co było wcześniej – wszystkiego, co mnie tu sprowadziło, wszystkiego, co zostało utracone na długo przed tym, zanim miałam szansę sama o czymkolwiek zdecydować.
Każda lekcja, każde oczekiwanie i każde poświęcenie nakładane starannie na moje barki od dzieciństwa wreszcie stały się dzisiaj prawdziwe, a gdy tu stałam, z ostatnimi słowami matki wciąż odbijającymi się echem w mojej głowie, ciężar tego wszystkiego był większy niż kiedykolwiek. Ponieważ ona nigdy nie dostała takiej szansy.
Nigdy nie dożyła chwili, by sprawdzić, czy jej poświęcenie było tego warte.
Mój wzrok powędrował z powrotem w stronę ciemnego ekranu, w stronę ducha kobiety, którą przez całe życie próbowałam poznać poprzez nagrania, archiwalne pliki i opowieści, które nigdy nie wydawały się wystarczające.
Bolesny ucisk osiadł w mojej piersi, gdy powoli dźwignęłam się na nogi, wpatrując się raz jeszcze w swoje odbicie w wypolerowanej, stalowej ścianie po drugiej stronie pokoju. Przez chwilę ledwo poznawałam dziewczynę, która odwzajemniała moje spojrzenie.
Ciemne loki były gładko spięte z tyłu głowy. Biały mundur kadetki leżał na mnie idealnie. Moje ramiona były wyprostowane, mimo niepewności, która ściskała mnie za żebra.
Urodziłam się na pokładzie statku Artemis One. Wychowałam się wewnątrz stalowych ścian przy sztucznej grawitacji. Od dziecka szkolono mnie, bym pomogła ludzkości przetrwać i ruszyć w przyszłość, która czekała na nas gdzieś w bezkresnej ciemności.
Ten statek był jedynym domem, jaki kiedykolwiek znałam, a jednak czasem wciąż wydawał się klatką. Pokój nagle stał się zbyt mały. Zbyt cichy. Zbyt pełen oczekiwań. Zamknęłam na chwilę oczy i zmusiłam się do miarowego oddechu, uziemiając się w mechanicznym buczeniu pod moimi stopami – dźwięku, który towarzyszył mi przez całe życie niczym drugie bicie serca.
Strach przecież niczego nie zmieniał. Strach nie powstrzymywał biegu czasu. Niezależnie od tego, czy czułam się gotowa, moja przyszłość już tu była i na mnie czekała. Kiedy znów otworzyłam oczy, poczułam się znacznie pewniej. Nie byłam wolna od strachu. Nie miałam całkowitej pewności. Ale byłam zdeterminowana.
Moje palce zwinęły się u boków, gdy próbowałam się uspokoić, szukając oparcia w teraźniejszości, nawet gdy przeszłość wciąż na mnie napierała, nawet gdy coś we mnie zmieniło się w coś o wiele bardziej stanowczego niż wcześniej – coś, co nie zachwiało się pod ciężarem, który dźwigało.
„Przetrwam”, szepnęłam; te słowa były ciche, ale pewne, niosące w sobie więcej prawdy niż cokolwiek, co powiedziałam do tej pory, bo to nie była już nadzieja ani strach, lecz obietnica, którą postanowiłam złożyć.
Bo gdybym tego nie zrobiła, gdybym się zawahała, gdybym pozwoliła sobie złamać się pod tym ciężarem, wtedy wszystko, co zostało stracone, stałoby się dokładnie tym, czego tak się obawiali: czymś pozbawionym sensu, zredukowanym do zaledwie rozproszonych odłamków dryfujących w pustce, zapomnianych i pozbawionych celu.
Prawda zakorzeniła się we mnie, nie jako coś kruchego czy niepewnego, lecz jako coś niezachwianego, coś, co zapuściło korzenie głęboko w mojej klatce piersiowej i nie chciało puścić, kształtując każdy kolejny oddech i każdy krok, który miałam zrobić od tej chwili.
Podnosiliśmy się z tego nie dlatego, że było to łatwe, ani nie dlatego, że byliśmy gotowi, ale dlatego, że nie mieliśmy już innego wyjścia, ponieważ przetrwanie było jedyną rzeczą, jaką mogliśmy ofiarować zmarłym, jedynym sposobem, aby ich poświęcenie nie przepadło w tej samej ciemności, która ich pochłonęła.
W przeciwnym razie stalibyśmy się niczym, zgubieni w tej samej nieskończonej pustce, która pochłonęła nasz świat, jako kolejna nieudana próba, kolejna historia, która skończyła się, zanim na dobre się zaczęła. A ja nie miałam zamiaru pozwolić, by nasz koniec tak właśnie wyglądał.

Odkryj Galateę

ZałamaniMilenijne Wilki Książka 2Przeklęty ród 2: Złamana przysięgaTak, panie Knight. Księga 4: Część drugaPoza bielą i czernią 4: D'Angelo

Najnowsze publikacje

Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Akademia Pierce Charming 2: Pocałunek z królem półbogów i inne złe decyzjePrzesłuchanieBłękitny lód 2: Zakochana w Blue Ice

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Daphne Anders

autor: Kricketlyn

liczba książek: 7

Books I've read

autor: NatNat

liczba książek: 45

Good story; little or no 🌶️ action

autor: Chicken Momma

liczba książek: 54

Shifter Reads

autor: julieannd0609

liczba książek: 44

To read again

autor: Missk

liczba książek: 140

Werewolves

autor: Sheiii

liczba książek: 33

Done Reading

autor: LizetteCombrinck

liczba książek: 185

One Shots

autor: 73c2fb

liczba książek: 28

The Dark Ones

autor: ivonnedeleen

liczba książek: 5

Short ones

autor: LoryIo_828

liczba książek: 10

Good ones...

autor: nicila88

liczba książek: 66

One shot

autor: Panna Anna

liczba książek: 10

My one and only

autor: thrifty_whale

liczba książek: 10

One Single story book!!!

autor: Cuddlywifey

liczba książek: 48

My Favorite Ones

autor: tippy_passionfruit_635

liczba książek: 62