
Bracia Brimstone Spin-off: Jack
Autorzy
Elizabeth Gordon
Lektury
38,1K
Rozdziały
25
Rozdział 1: Pierścień wokół bieguna
Spin-off: Frost
Przez cały rok Brinkmeni z północy ciężko pracują, strugając zabawki i napełniając słoiki smakołykami, aby dostarczyć je dzieciom na całym świecie z okazji Winter's Eve.
Przybycie niosącej pochodnię Kiery — sługi namaszczonej przez Brimstone'a — zwiastuje nadejście wiosny, gdy wraca ona na północ po wieczny ogień rozpalony przez zimowego boga, by ogłosić koniec zimy.
Choć dla reszty świata te dwie postacie były jedynie mitem, ja znałem ich oboje osobiście. Mój brat jest zimowym bogiem, a Kiera to jego ukochana.
Pomogłem zarówno Kierze, jak i mojemu bratu zająć ich stanowiska, a podczas ich pierwszego zapalania pochodni mój brat poprosił mnie o zrobienie dla niej wyjątkowego prezentu, który przypominałby jej o północy, dopóki znów nie powróci.
Z biegiem lat wymyśliłem mnóstwo najróżniejszych prezentów. Jednego roku zrobiłem kulę wypełnioną wodą, która dzięki pomalowanemu na biało żwirowi w środku, po potrząśnięciu sprawiała wrażenie padającego śniegu.
Zeszły rok był szczególnie bolesny, ponieważ mój brat zażądał, abym wystrugał jego podobiznę, do której uparł się pozować nago.
W tym roku byłem w kropce. Moją pierwszą myślą było wystruganie dla niej miotły z wypalonymi na trzonku imionami jej i mojego brata, ale kiedy trzonek był już gotowy, uznałem to za głupi pomysł i wbiłem niedokończony kij w zaspę śniegu obok mnie.
Teraz uplotłem pierścień z cienkich gałązek krzewów jagody mroźnej rosnących nad jeziorem, który zamierzałem ozdobić sosnowymi igłami i szyszkami.
Trzymając go w górze, by ocenić swoje dzieło, zastanawiałem się, czy powinienem zrobić jedną z tych dużych, czerwonych kokard, które Brinkmeni tak chętnie przypinali do prezentów dla dzieci. Wciąż byłem niezdecydowany, gdy podszedł do mnie Angus, przywódca Brinkmenów.
Ich gruba, niebieska skóra chroniła ich przed zimnem, a oczy były tak niebieskie, że niemal przezroczyste, co mogło nieco przerażać. Ale dzisiaj duże policzki Angusa były zaróżowione, a w jego niebieskich oczach widać było radość.
Zdążyłem się już przyzwyczaić do surowego usposobienia Angusa, więc miłą odmianą było zobaczyć go choć raz w dobrym humorze. Podejrzewałem, że odwiedziły go zimowe duchy.
– Witaj, młody Jacku – przywitał mnie Angus. – Sanie są prawie załadowane, a niedźwiedzie polarne nakarmione.
Bardzo zaangażowałem się w tę coroczną tradycję. Dzięki mojej chęci uczenia Brinkmenów strugania, byłem kiedyś głównym twórcą zabawek. Kiedy Angus opanował tę umiejętność, mój brat awansował go, przenosząc mnie na stanowisko nadzorcy, co było ważną, ale bardzo nudną pracą.
– Potrzebujesz pomocy? – zapytałem z nadzieją, zrywając się na równe nogi. – Co mam zrobić?
Angus uniósł ręce. – Mamy wszystko pod kontrolą – zapewnił mnie. – Przyszedłem tylko przekazać ci dobre wieści, ponieważ nie było cię podczas ogłoszenia.
– Ogłoszenia?
Byłem poza murami zimowego pałacu mojego brata, próbując wymyślić przyzwoity prezent dla Kiery, która wkrótce miała wyjechać.
– Tak, najwyraźniej twój ojciec obdarzył Kierę statusem bogini, więc gdy tylko jej zadanie dobiegnie końca, nastąpi jej wyniesienie.
Kiera była wiedźmą, wywodzącą się od czarnoksiężnika Emeralda, pierwszego niosącego pochodnię. Kiedy ciało Emeralda zmarło, dalej wykonywał on to zadanie jako duch, który uleciał w eter, gdy stary zimowy bóg nie zdołał zapalić pochodni, co skłoniło mojego ojca do namaszczenia Kiery.
– To dobre wieści dla zimowego boga – powiedziałem. – Podejrzewałem, że powrót Kiery jako ducha uczyniłby jej związek z moim bratem sporym wyzwaniem.
– A ponieważ będzie boginią, będzie mogła powracać na północ bez ograniczeń, musząc wyjeżdżać tylko wtedy, gdy nadejdzie czas, by zwiastować wiosnę – dodał Angus. – Dlatego po jej powrocie twój brat planuje zorganizować ceremonię zaślubin, na którą my wszyscy, Brinkmeni, jesteśmy zaproszeni.
Powinienem był cieszyć się szczęściem mojego brata — wręcz pękać z radości — ale coś pękło w moim umyśle, posyłając do mojego serca gęstą, lepką maź pełną niesmaku, która zgasiła we mnie ostatnią żarzącą się iskrę.
Byłem zazdrosny. Stary zimowy bóg zamroził mnie i rozbił w drobną mgłę, a choć byłem świadomy, niewiele wtedy czułem, niesiony przez wiatr jako szron i osiadający na oknach, by obserwować, jak ewoluuje świat wokół.
Kiedy się zrehabilitowałem, lód w moich żyłach stopniał, posyłając gorącą krew do mojego serca i kończyn, i wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że ja również żywię uczucia do Kiery.
Aż do tego momentu wypierałem ze świadomości moje małe zauroczenie, tłumacząc je sobie jako przelotną fascynację, ponieważ przez stulecia miałem zamarznięte serce, a ona była pierwszą odpowiednią kobietą, jaką spotkałem.
Nie chcąc rozgniewać kolejnego boga, odepchnąłem od siebie te uczucia, rzucając się w wir pracy jako główny twórca zabawek.
Robienie zabawek zajmowało moje ręce i dawało mi cel — aż do chwili, gdy mojemu bratu wpadło do głowy, by wszystkich awansować. Wiadomość o jego zaślubinach zgasiła ostatnią żarzącą się we mnie iskrę, a teraz czułem już tylko pustkę na środku klatki piersiowej.
Byłem tak zszokowany tą wiadomością, że zupełnie zapomniałem o Angusie, dopóki nie pstryknął palcami przed moją twarzą.
– Jack, zamarzłeś? – zapytał z troską.
Oprzytomniawszy, zamrugałem i przykleiłem uśmiech do twarzy. – Po prostu zszokowała mnie wiadomość o szczęściu mojego brata – zdołałem skłamać przez zaciśnięte zęby.
– Jest dobrym bogiem – stwierdził lojalnie Angus. – A dobrzy bogowie zasługują na nagrodę.
Angus miał rację — mój brat był dobrym bogiem. Nie mogłem prosić bogów o lepszego brata, więc moja reakcja powinna napawać mnie wstydem. Chociaż początkowa gorycz pozostawiła niesmak w moich ustach, poza tym czułem już tylko apatię.
– Czy to pożegnalny prezent dla Kiery? – zapytał Angus, z zainteresowaniem patrząc na przedmiot w mojej dłoni.
Spojrzałem na wieniec. Zdając sobie sprawę, że blednie w porównaniu z prezentem od mojego ojca, uznałem, że nie chcę go już dawać Kierze.
– Nie – westchnąłem, odrzucając go na bok. Celowałem w pobliski krzak jagody mroźnej, ale czubek niedokończonego kija od miotły, który wcześniej wbiłem w śnieg, zahaczył o wieniec, sprawiając, że zawirował i zsunął się na sam dół drewna.
– To nowa gra! – ucieszył się Angus, podbiegając, by podnieść pierścień. – To byłby świetny prezent na Winter's Eve dla mojego synka, Amosa.
Machnąłem lekceważąco ręką. – Weź go i życz ode mnie swojej rodzinie radosnego Winter's Eve – powiedziałem.
Uszczęśliwiony Angus wyciągnął kij od miotły ze śniegu, a następnie spojrzał w niebo, sprawdzając godzinę. – Kiera wkrótce wyrusza – przypomniał mi.
– Więc powinniśmy wracać. Podejrzewam, że będziesz chciał dać Amosowi jego prezent i zjeść obiad z rodziną przed wyruszeniem w długą podróż – rzuciłem, klepiąc Angusa w ramię, gdy szliśmy w kierunku lodowego królestwa mojego brata.
– Noce stają się coraz dłuższe, odkąd poszerzyliśmy naszą działalność – powiedział Angus.
– Podejrzewam, że twój syn Amos niedługo sam będzie powoził swoimi saniami – odparłem, starając się przepracować emocje, jakie wywołała we mnie wiadomość o zaślubinach brata.
Choć od jakiegoś czasu byłem już rozmrożony, wciąż zmagałem się ze wszystkimi komplikacjami związanymi z byciem znów stałocieplną istotą. W tej chwili tęskniłem za dniami, kiedy byłem zamarznięty.
– A wtedy będzie mógł uczyć swoje młodsze rodzeństwo – zasugerował Angus.
Potrzebowałem chwili, żeby zrozumieć, co sugeruje. – Angus! Agatha spodziewa się dziecka?
Na jego twarzy wykwitł szeroki, głupkowaty uśmiech. Wyglądało to do niego tak niepodobne, że sam nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
Poklepałem go serdecznie po plecach.
– Wygląda na to, że każdy jest w tym roku obdarzony błogosławieństwem – powiedziałem.
Zanim ta krótka chwila radości zdążyła wpłynąć na mój nastrój, ten irytujący wewnętrzny głos odezwał się: Każdy jest obdarzony błogosławieństwem, z wyjątkiem ciebie.











































