
Buntownicze dusze Książka 2: Niewidzialny ogień
Autorzy
Lektury
73,0K
Rozdziały
22
Rozdział 1
Księga 2: Niewidzialne Płomienie
Hawk
Kurwa mać. To będzie długi dzień. Zbyt kurwa długi.
Mój najlepszy przyjaciel brał ślub. Nathan w końcu dopiął swego z Rachel. Zajęło mu to znacznie więcej czasu, niż zajęłoby to mnie, gdybym w końcu znalazł kobietę, którą chciałbym uczynić moją starą.
Tylko Nathan i Rachel wiedzieli, czego tak naprawdę pragnąłem. Czego łaknąłem. Za czym tęskniłem.
Przez moją reputację innym trudno było uwierzyć, że byłem gotowy ustatkować się u boku jednej kobiety, ale tak właśnie było. Dawno temu też byłem na to gotowy, ale ona złamała mi serce.
Niezliczone butelki alkoholu i nieskończona ilość świeżych, nowych cipek wyleczyły złamane serce, ale nadal entuzjastycznie skakałem z łóżka do łóżka.
Brenda była jedyną powtórką w mojej rotacji, ale to nie było to. Była piękna i ją lubiłem, ale to nie była miłość. Nigdy by nią nie była.
Kiedy myślała, że jest w ciąży, byłem przerażony. Zawsze używałem prezerwatyw. Zawsze. Nigdy też nie spuszczałem się w prezerwatywę. Tylko gdzieś od pasa w górę. Na cycki, usta, twarz.
Ta, kurwa, wiem. Byłem chujem.
Postąpiłbym właściwie, zrobiłbym z niej swoją starą i zaopiekował się nią i naszym dzieckiem. Ale kiedy lekarz powiedział jej, że test dał wynik fałszywie dodatni, to były najlepsze wieści, jakie kiedykolwiek usłyszałem.
Od tamtej pory żyłem w celibacie. Prawie sześć długich, kurewskich miesięcy bez seksu.
Następna dziewczyna, którą bym pieprzył, byłaby tą ostatnią. Jedyną, z którą kiedykolwiek bym się kochał. Bo mimo niezliczonych doświadczeń seksualnych, tego jednego jeszcze nie przeżyłem.
„Masz” – powiedziałem, zmuszając umysł do powrotu do teraźniejszości i podając Nathanowi piersiówkę.
„Nie” – odparł, kręcąc głową. „Chcę być na to trzeźwy”.
„W razie, gdyby próbowała uciec?”
„Nie spróbuje”.
Prychnąłem, a Bender stęknął. Mieliśmy mały zakład. Próbowała uciec od niego już trzy razy. Dobrze, że kochał ten pościg.
„Jest za wolna, teraz kiedy jest z brzuchem” – Bender podzielił się swoją mądrością.
„To dopiero dwudziesty tydzień”.
Wczoraj po badaniu anatomicznym – czymkolwiek, kurwa, ono było – ogłosili imię swojego syna. Storm.
Co to, kurwa, za imię? Hawk byłoby o wiele lepsze, o czym zresztą im powiedziałem.
„Musisz coś zrobić, żeby się uspokoić” – powiedziałem. Jego niepokój był tak wielki, że sam zaczynałem się denerwować. „Drin pomoże. Albo skręt”.
„Rachel mnie zabije, jeśli nie będę na to trzeźwy. Szczerze mówiąc, wiele razy groziła, że zmusi mnie do zachowania z nią trzeźwości, dopóki dzieciak z niej nie wyskoczy. Nie chcę dawać jej żadnej amunicji”.
Cipka.
Z kimkolwiek wyląduję, lepiej, żeby wiedziała, że to ja rządzę. Nie wyobrażałem sobie, żeby mogło być inaczej.
Nie miało to nic wspólnego z mizoginią. Rządzenie byłoby jedynym sposobem, w jaki mógłbym zapewnić jej bezpieczeństwo. A kiedy w końcu ją znajdę, to będzie mój jedyny priorytet.
„Może się przejedziemy?”
Nathan spojrzał na swój strój. Nie różnił się zbytnio od tego, co nosił zazwyczaj, był po prostu nowszy i czystszy.
Czarne dżinsy zastąpiły jego zwykle wyblakłe, niebieskie. Zamiast białego t-shirtu miał na sobie białą koszulę na guziki, której absolutnie sam nie prasował.
Na to założył swoją klubową kamizelkę. Tak, jak powinien.
Nie chciał pobrudzić sobie ubrań. To było urocze.
Odkąd Rachel zaszła w ciążę, nie jeździł też na motocyklu tak dużo jak zazwyczaj.
Nie pozwalał jej nawet zbliżać się do tylnego siedzenia swojego motocykla, a ponieważ spędzali ze sobą prawie każdą chwilę, niemal zawsze jeździł swoim pickupem.
Na tej imprezie miałem pełnić rolę świadka. Bender i Hands byli drużbami. Reszta braci mogła po prostu usiąść, pić i dobrze się bawić.
Nie mogli się doczekać przyjazdu przyjaciół i rodziny Rachel. Innymi słowy, nowych kobiet, do których mogliby zarywać. Ale jedyną rodziną Rachel był klub motocyklowy, a jej trzy przyjaciółki były już szczęśliwie zajęte.
JJ, nasz klubowy prawnik, już pierwszego dnia zgarnął jej przyjaciółkę Chrissy, która też była prawniczką.
Gdy tylko zostaną pożegnani – przez pieprzone zimne ognie. Serio, kto wpada na takie gówno? Gdy tylko odjadą, JJ zamierzał się oświadczyć. Uzgodnił to z Nathanem i Rachel.
Wszyscy wiedzieliśmy, że powie tak. Była jedną z druhen.
Jamie była świadkową Rachel. Przyjaźniły się przez całe życie, dorastały razem w klubie, podobnie jak ja i Nathan. Była szczęśliwie zajęta przez Annie, cichą, małą rudą dziewczynę.
Chłopaki będą rozczarowani, kiedy tej nocy nie pojawią się żadne nowe panie. A ja będę się z nich wszystkich śmiał.
„Strzelnica?” – zasugerował Bender.
„Dobry pomysł” – powiedziałem.
„Chodźmy”.
Ruszyliśmy za Nathanem i wyszliśmy z jego biura, naszego wyznaczonego miejsca przedślubnego spotkania.
Dostaliśmy surowe instrukcje, żeby nie wchodzić do strefy baru, ponieważ była przygotowywana na wesele i najwyraźniej „zrujnowalibyśmy wszystko”.
Na szczęście mogliśmy wyjść tylnymi drzwiami do połączonej siłowni i strzelnicy.
„Ile czasu nam zostało, zanim będziemy musieli wyjść?” – zapytał Nathan.
„Trzydzieści minut, Prez” – odpowiedział Hands.
Trzydzieści minut strzelania. To było prawie tak dobre, jak trzydzieści minut z blondynką krzyczącą pode mną, podczas gdy ja ostro ją rżnąłem.
Prawie.
I tylko z blondynkami. Przez Sammie brunetki były dla mnie skreślone.
Strzelnica i siłownia śmierdziały mieszanką potu, pleśni, szczyn i rzygów. Najwyższy czas, żebyśmy zagonili tu jednego z nowych prospektów, żeby posprzątał to miejsce.
Zanotowałem w pamięci, żeby wysłać tu jutro Joeya. Albo pojutrze. Jutro i tak będzie miał pełne ręce roboty przy sprzątaniu po dzisiejszej imprezie.
Rachel zrzędziła mi niezliczoną ilość razy – najwyraźniej wesele to nie impreza. Ale był tam alkohol, tańce, muzyka. To była impreza. Wesela po prostu kosztowały w chuj więcej.
Nathan otworzył szafkę z bronią, wybrał pistolet i karabin, a następnie podszedł do stanowiska. Zachowaliśmy rangę, co oznaczało, że byłem następny, potem Bender, a na końcu Hands.
Trzydzieści minut minęło szybko, a kiedy na telefonie Handsa zadzwonił budzik, sygnalizując, że czas iść, cicho burknąłem pod nosem.
To był pierwszy i ostatni raz, kiedy pozwoliłem któremuś z tych gnojków wrobić się w bycie w orszaku ślubnym. Założę się, że każdy inny brat był już na dobrej drodze do upicia się.
Miałem nadzieję, że żaden z nich nie będzie na tyle głupi, by zrobić scenę na ceremonii, w przeciwnym razie Nathan odebrałby mu barwy, a Rachel trzymałaby jego jaja w szklanej gablotce nad kominkiem.
Tuż obok miejsca, w którym trzymała jaja Nathana.
Zapakowaliśmy się do nowego klubowego Forda Expedition. Strzelanina sprzed kilku miesięcy rozpieprzyła poprzedniego pickupa. Wykorzystaliśmy pieniądze, które Seal przyniósł ze swojego ostatniego zlecenia ochroniarskiego, żeby kupić tego SUV-a.
Była wielka. I piękna.
Warczałem na każdego, kto chciał nią poprowadzić. Któryś z tych gnojków na pewno by ją rozbił. Po prostu to wiedziałem.
Wprowadziłem też zakaz seksu. Nie chciałem znajdować w środku zużytych kondomów. Nathan natychmiast mnie poparł, ale gdy tylko skończyło się zebranie klubu, stwierdził, że ta zasada go nie dotyczy.
Pojechałem na polanę, na którą moja mama i mama Nathana zabierały nas w młodości, kiedy w klubie działy się gówniane rzeczy.
Przyprowadził tu Rachel i zakochała się w tym miejscu. Teraz należało do nich.
Byłem o to zazdrosny, bo gdy tylko dotarło do mnie, że pragnę czegoś na poważnie – małżeństwa, zaangażowania i całego tego gówna – od razu pomyślałem o tym miejscu.
Teraz będę musiał znaleźć inne. Nie uśmiechało mi się przywozić tutaj swojej dziewczyny tylko po to, by zastać tam Nathana i Rachel.
Zwłaszcza że mogłem zagwarantować, że będą się pieprzyć. Zwłaszcza gdyby mnie tam nie było, żeby im w tym przeszkodzić.
Właściwie wcale nie bawiło mnie bycie kutasoblokiem, jak to elokwentnie ujęła Rachel, ale kiedy zasugerowała, że sprawia mi to przyjemność, cóż... wtedy naprawdę zaczęło.
Przeniosłem ten nawyk na innych braci. Zawsze miałem na twarzy wredny uśmieszek, kiedy mogłem im przeszkodzić.
Nie wygrywałem żadnych konkursów popularności z tym nowo odkrytym hobby, ale nic mnie to nie obchodziło.
„Gotowi?” – zapytałem, gdy zaparkowałem SUV-a przed stojącymi motocyklami. Byliśmy punktualnie. Rachel miała zjawić się za pięć minut.
Chrissy była koordynatorką, czy jak do cholery nazywa się osoba, która myśli, że tu rządzi. Zapukała w moją szybę, pokazując na telefonie godzinę. 17:51.
Dobra, spóźniliśmy się o minutę i zaraz dostanę za to opieprz.
Bender w swoich planach nie uwzględnił czasu potrzebnego na czyszczenie broni.
„Jesteśmy” – powiedziałem, otwierając drzwi i wyskakując z auta.
„Spóźnieni!” – pisnęła.
„O minutę. Uspokój się”.
Spiorunowała mnie wzrokiem. Kiedyś się nauczę, żeby nie mówić wkurwionej kobiecie, by się uspokoiła. Ale to jeszcze nie ten dzień.
„Gdybym jechał szybciej, nie dowiózłbym go tu w jednym kawałku. Rachel by się to nie spodobało”.
Na wzmiankę o pannie młodej i najlepszej przyjaciółce lekko się odprężyła. Ale tylko trochę.
„Chodźmy”.
Nathan przez cały czas miał na twarzy głupkowaty uśmiech. W ogóle się nie denerwował. Strzelnica wyleczyła go z nerwów.
„Masz obrączki?”
Przeszukując kieszenie, ułożyłem twarz tak, by wyrażała panikę. „Kurwa. Nie mam”. Przysięgam, dosłownie poszedł jej dym z uszu. „Żartuję” – wyszczerzyłem się, zanim zdążyła wybuchnąć. „Są całe i bezpieczne”.
„Daj mi tę dla Nathana. Przekażę ją Jamie, kiedy tu dotrą”.
„Skąd mam wiedzieć, czy można ci zaufać?”
Przewróciła oczami – czy to cecha wspólna wszystkich kobiet? – i wyciągnęła dłoń, otwartą i czekającą.
Sięgając głęboko do kieszeni, wyciągnąłem pierścień, który stanowił najstarszy i najmniejszy na świecie symbol posiadania: obrączkę ślubną.
„Dziękuję”. Wsunęła ją do kieszeni swojej sukienki. Najwyraźniej to też było normalne?
Wracając myślami do głośnej rozmowy, którą odbyły w barze w klubie, o tym, że sukienki muszą mieć kieszenie, zupełnie tego nie ogarniałem.
Najwyraźniej nie rozumiałem, bo męskie ciuchy zawsze miały kieszenie. A damskie nie. Kto by pomyślał?
Rachel nazwała to momentem edukacyjnym i powiedziała, że powinienem zwracać na takie rzeczy większą uwagę, żeby mieć pewność, że będę wiedział, co robię, kiedy już znajdę swoją starą.
Od razu wziąłem stamtąd nogi za pas.
„Hawk! Słuchasz mnie?” – warknęła Chrissy. „Wiesz, co masz robić?”
„Wejść tuż za Prezem” – odpowiedziałem, klepiąc go po plecach. „Wyglądać ładnie, co nigdy nie stanowi problemu. I się uśmiechać. Przekazać obrączkę, gdy poprosi mnie o to urzędnik”.
Zacisnęła wargi, przełykając ripostę, którą chciała z siebie wyrzucić. Nienawidziła faktu, że nie mogła mnie pokonać w dyskusji.
Uwielbiałem zaleźć tym dziewczynom za skórę. Jej, Jamie, Annie i Rachel. Przy nich tak łatwo przychodziło mi rzucanie sarkastycznymi uwagami.
Ale z Rachel musiałem uważać. Odpłacała się pięknym za nadobne.
Byłem pewien, że Jamie była taka sama, ale Annie miała ją tak owiniętą wokół palca, że o nią nie musiałem się martwić.
„Jesteśmy gotowi” – powiedziała, gdy pojawił się mistrz ceremonii. Wyglądał bardzo profesjonalnie w swoim garniturze i krawacie, jako jedyny z nas był ubrany tak oficjalnie. Wszyscy dopasowaliśmy się strojem do Nathana.
Poprowadził nas, a za nim wszedł Nathan, potem ja, następnie Bender, a Hands zamykał pochód.
Uśmiechnąłem się, gdy na nasze wejście bracia zareagowali serią gwizdów. Nathan, jak zawsze używając swojej władzy jako prezydent klubu, uciszył ich samym spojrzeniem.
Wszyscy siedzieli razem, za rodzicami Nathana.
Ale nie było tu wyraźnego podziału na strony, zwłaszcza że Rachel nie miała rodziny, a jedynie trzy przyjaciółki, które stały tuż obok niej. A raczej miały stać, kiedy w końcu się zjawi.
Zaczęła grać muzyka i Annie jako pierwsza ruszyła do ołtarza. Jej czerwona sukienka i rude włosy tworzyły interesującą kombinację.
Następnie weszła Chrissy. Nawet nie odważyłem się na nią spojrzeć. Nie potrzebowałem bójki z JJ-em.
Potem pojawiła się Jamie. Ukradkiem spojrzałem na Annie i pozazdrościłem jej wyrazu twarzy. Chciałem, żeby ktoś spojrzał na mnie w ten sposób.
Muzyka się zmieniła i wszyscy wstali. Wchodząc z dumnie uniesioną głową, wzrokiem wlepionym prosto w swojego faceta, Rachel wyglądała oszałamiająco, nawet z tym swoim stale rosnącym ciążowym brzuchem.
Jej sukienka miała długie rękawy, w końcu był prawie grudzień. Robiło się już trochę chłodno, nawet w Kalifornii. Materiał opinał się na jej klatce piersiowej, i musiałem się zmuszać, żeby zachować się jak dżentelmen i nie gapić się na jej piersi.
Hormony ciążowe sprawiły, że wszystko było o drobinę większe. Nathan stwierdził, że nigdy nie wyglądała seksowniej, i nie mogłem winić go za tę opinię.
Sukienka była prosta, zwężana pod biustem, a następnie rozszerzała się, nie mogąc ukryć jej brzucha. Z pewnością istniała jakaś nazwa na ten krój, ale niech mnie szlag, jeśli wiedziałem jaka. W sumie wcale mnie to nie obchodziło.
Moją uwagę przykuł ruch Nathana, który wycierał łzy z oczu. Po twarzy Rachel również spływały łzy, gdy promieniała do niego uśmiechem.
Robiło mi się niedobrze, gdy na to patrzyłem.
I sam tego pragnąłem.
Tego wszystkiego.
Może Nathan miał rację. Może powinienem wypróbować Tindera.
Słuchałem, jak świecki urzędnik – no bo raczej nie weźmiesz ślubu w kościele, będąc w dwudziestym tygodniu ciąży – wita wszystkich zgromadzonych.
Musiałem przegapić jakiś żart, bo wszyscy inni się zaśmiali.
Rachel bardzo wyraźnie dała do zrozumienia, że pragnie krótkiej ceremonii, więc wszystko potoczyło się błyskawicznie. Jamie przeczytała wiersz miłosny, którego w zasadzie nie słuchałem, a potem przeszli od razu do przysięgi.
„Rachel, od momentu, w którym cię zobaczyłem, wiedziałem, że jesteś kobietą dla mnie. Rzuciłaś mnie na kolana. Goniłbym cię na sam koniec świata”.
To zdanie wywołało cichy śmiech na widowni, ponieważ bardzo możliwe, że faktycznie będzie musiał to zrobić.
„Jesteś piękna, wewnątrz i na zewnątrz. Kocham to, jak potrafisz mnie rozśmieszyć i jak nigdy nie boisz się postawić mnie do pionu. Ale kiedy to robisz, nie ma w tym żadnej złośliwości.
Nie boisz się wyrażać własnego zdania, ale wspierasz mnie, nawet kiedy myślisz, że robię coś źle. Co zazwyczaj zresztą robię.
Równoważysz moje szaleństwo. Jesteś dokładnie tym, czego zawsze pragnąłem, a zarazem dokładnie tym, czego potrzebuję. Ślubuję kochać cię każdego dnia przez resztę naszego życia.
Będę kochał i chronił ciebie, a także naszego syna, do ostatniego tchu”. Zrobił pauzę. „A jeśli spróbujesz uciec, będę cię gonił”.
Kiedy dorzucił te ostatnie słowa, głowa Rachel odchyliła się do tyłu w napadzie śmiechu. Może tym razem naprawdę by nie uciekła.
Odsunęła jedną dłoń od jego dłoni, żeby przetrzeć oczy, zanim zaczęła mówić.
„Nathan, jak to bardzo trafnie ujęła jedna z moich przyjaciółek...” – Odwróciła głowę i rzuciła Jamie oskarżycielskie spojrzenie, na co jej przyjaciółka odpowiedziała tylko łobuzerskim uśmieszkiem. – „...patrzę na ciebie, jakbyś zawiesił na niebie księżyc i gwiazdy.
Bo dla mnie to zrobiłeś. Ale nie tylko galaktykę, lecz cały wszechświat. Co prawda ze dwa razy próbowałam przed tobą uciec”.
„Trzy” – odkaszlnął ktoś na widowni, wywołując kolejną salwę śmiechu w tłumie. Rachel zaczerwieniła się i zachichotała razem z resztą, po czym kontynuowała.
„Ale nie potrafiłam przed tobą uciec. Jesteś moim przeznaczeniem. Masz całe moje serce i obiecuję kochać cię do końca życia. I może pewnego dnia przestanę przed tobą uciekać”.
Nathan odwzajemnił jej szeroki uśmiech i pokręcił głową.
„A teraz obrączki” – powiedział pan urzędnik. Nathan wyciągnął do mnie dłoń.
Upuściłem na jego dłoń delikatny krążek z białego złota, podczas gdy Jamie zrobiła to samo z jego obrączką na dłoni Rachel. Jego była całkowicie czarna, zrobiona z tytanu.
Patrzyłem na nich, udając stoicki spokój, choć w rzeczywistości byłem po prostu szczęśliwy. Szczęśliwy z jego powodu, z ich powodu, gdy wymieniali się obrączkami i powtarzali słowa mistrza ceremonii.
„Możesz teraz pocałować pannę młodą”.
Prez nie tracił czasu. Złapał ją za twarz, kładąc dłonie na jej policzkach, i przyciągnął do siebie. Wokół nas wybuchły wiwaty, podczas gdy ja klaskałem, a on zaznaczał swoje ostateczne prawo do niej.
Jego stara. Matka jego dziecka. Jego żona. Jego imię było wytatuowane na jej skórze, a na jej palcu lśniła jego obrączka.
Zeszłej nocy poprosił Inka, żeby wytatuował jej imię na jego klatce piersiowej.
Był w zasadzie cały pokryty tatuażami i nie miał na ciele ani jednego wolnego miejsca, ale Ink użył czerwieni – koloru ostro kontrastującego z czernią i szarością, którą miał wszędzie indziej – aby wytatuować jej imię na jego skórze.
Najwyraźniej zawsze byłem trochę sentymentalny, bo chociaż byłem pokryty tatuażami od szyi aż po uda, wliczając w to dłonie, na lewej stronie mojej klatki piersiowej widniało puste miejsce.
Do niedawna tego nie zauważałem, ale najwyraźniej moja podświadomość wiedziała, co robi. Puste miejsce na imię mojej starej.
Też byłem tym zaskoczony.
Kiedy ruszyliśmy za nimi w drodze od ołtarza, fotograf uchwycił ten moment na zdjęciu, na zawsze zapisując go w historii klubu motocyklowego.
Z niechęcią pozwoliłem się zmusić do stania do setek zdjęć, na które nalegała Chrissy. Kiedy skończyliśmy, nawet Rachel miała już dość.
„Jestem w ciąży i jestem głodna! Idziemy na wesele. Już!”
Jej nastrój natychmiast się uspokoił, kiedy Nathan wyciągnął ze swojej kamizelki ogromną paczkę Reese’s.
„Wiedziałam, że wyszłam za ciebie nie bez powodu” – powiedziała, po czym agresywnie go pocałowała. Jego usta poruszały się na jej wargach, ale w śmiechu, nie w pocałunku.
„Impreza!” – krzyknął Bubbles, przebiegając obok nas. Można by pomyśleć, że był pijany, ale to właśnie on zgłosił się na ochotnika, by wozić szczęśliwą parę, zachowując trzeźwość.
Wsiedli na tylne siedzenie ich nowego Forda Explorera – rodzinnego wozu, jak to ujął Nathan – z czego się pośmiałem. Nie mogłem też uwierzyć, że pozwolił Bubblesowi nim prowadzić.
Hands i Bender wsiedli ze mną do klubowego Expeditiona i ruszyliśmy z powrotem do siedziby klubu.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, parking był już pełen. Wszyscy, których nie zmuszono do zostania na zdjęcia, byli już z powrotem, bez wątpienia pijani.
Kiedy wszedłem do środka, nie mogłem uwierzyć w to, jak wyglądał bar. Nawet pachniało czystością. Z drugiej strony, wyglądało to tak, jakby jakieś wróżki porzygały się wszędzie.
Gówniane, stare stoły przykryto eleganckimi, białymi obrusami. Świeciły białe lampki choinkowe, zawieszone pod sufitem we wszystkich kierunkach. Każda powierzchnia była zastawiona kwiatami i świecami.
Przejechałem dłonią nad jedną ze świec – na szczęście ktoś był na tyle mądry, żeby załatwić takie na baterie, a nie z prawdziwym płomieniem.
To miejsce spłonęłoby do cna, gdyby taka ilość alkoholu weszła w kontakt z ogniem.
Kwiaty. Kurwa, wszędzie. Zwisały z sufitu, były owinięte wokół strategicznie zawieszonych gałęzi drzew.
Wszystko, kurwa, błyszczało.
Podszedłem do mojego stałego boksu, kiwnięciem głowy zamawiając piwo i whiskey.
„Proszę bardzo” – powiedziała Brenda. Rachel próbowała ją przekonać, że gość nie powinien stawać za barem, ale ona nienawidziła wpuszczać za niego kogokolwiek innego.
„Dzięki” – powiedziałem, unosząc w jej stronę butelkę w podziękowaniu.
Mimo tego, jak to wszystko między nami się skończyło, wciąż byliśmy przyjaciółmi. Pewnego dnia znajdzie dobrego faceta. W pełni na to zasługiwała. Nawet jeśli ja nie potrafiłem jej tego dać.
Przez całą noc nie ruszyłem się z miejsca. Siedziałem i patrzyłem, jak szczęśliwa para ze sobą tańczy. Wyglądali na tak zakochanych. Prawdziwie szczęśliwych.
Miałem nadzieję, że kimkolwiek była moja stara, gdzieś tam na mnie czekała. Chciałem ją odnaleźć.
I to wkrótce.















































