Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Między władzą a pożądaniem

Między władzą a pożądaniem

Autorzy
B. E. Harmel
Lektury
15,1K
Rozdziały
44
Autorzy
B. E. Harmel
Lektury
15,1K
Rozdziały
44
💰Miliarderzy💪🏻Obrońca🏙️Współczesne

Carol otrzymuje wymarzoną pracę w Wright Enterprises i staje twarzą w twarz z Damonem Wrightem, potężnym dyrektorem generalnym, którego nigdy nie powinna pragnąć. Chłodny, błyskotliwy i niedostępny – jest uosobieniem wszystkiego, czym nie może ryzykować.

Kiedy jednak ambicja przeradza się w pożądanie, Carol zostaje wciągnięta głębiej w jego świat – świat, w którym kontrola jest wszystkim, a niektóre tajemnice okazują się znacznie niebezpieczniejsze, niż się wydawało.

Rozdział 1

CAROL

Plama po kawie była mała. Malutka. Prawie niewidoczna. Niestety, znajdowała się na przodzie mojej kremowej ołówkowej spódnicy.
Patrzyłam na nią z przerażeniem, stojąc w lustrzanej windzie siedziby Wright Enterprises. Wycierałam to miejsce chusteczką, jakby od tego zależało moje życie. „Świetnie” – mruknęłam pod nosem. – „Pierwsza prawdziwa rozmowa o pracę, a ja już wyglądam, jakbym wylała na siebie śniadanie”.
Fantastycznie.
Nie żeby to miało znaczenie. Ludzie i tak zazwyczaj najpierw zwracali uwagę na moje CV, a dopiero potem na mnie.
Zawsze tak było. W szkole, na studiach i na każdym kolejnym stażu.
Ta mądra. Ta niezawodna. Ta, której profesorowie powierzali liczby i strategie. Inne dziewczyny były tymi, na które zwracano uwagę, gdy wchodziły do pokoju.
Wcześnie nauczyłam się, że inteligencja potrafi otwierać drzwi. Nawet jeśli nie sprawiała, że ktoś oglądał się za mną dwa razy.
Drzwi windy rozsunęły się z cichym dzwonkiem, zanim zdążyłam cokolwiek z tym zrobić. Było już za późno.
Koniec gry, Carol. Mimo to wyprostowałam plecy i wyszłam na najwyższe piętro. Zmusiłam się do przybrania postawy, która – miejmy nadzieję – przypominała pewność siebie, a nie lekką panikę.
Szklane ściany otaczały całe biuro. Światło słoneczne zalewało przestrzeń, odbijając się od wypolerowanych podłóg i eleganckich, nowoczesnych mebli. To miejsce wyglądało dokładnie tak, jak główna siedziba jednej z najszybciej rozwijających się firm handlu zagranicznego w kraju.
Co oznaczało jedno. Wszyscy tutaj prawdopodobnie wiedzieli, co robią. W przeciwieństwie do mnie. Wzięłam powolny oddech, mocniej ściskając pasek torebki.
Byłaś najlepsza na dwóch kierunkach. Skończyłaś MBA przed ukończeniem dwudziestu pięciu lat. Poradzisz sobie z jedną rozmową kwalifikacyjną.
Recepcja znajdowała się przed dużą poczekalnią, w której stały fotele w kolorze kości słoniowej i niskie marmurowe stoliki. Niska ruda kobieta w za dużych, kwadratowych okularach podniosła wzrok znad komputera. „Pani Henderson?” – zapytała.
„Tak” – powiedziałam szybko. Może nawet trochę za szybko.
Uśmiechnęła się uprzejmie i wstała, trzymając w dłoni podkładkę z dokumentami. „Jestem Julia z działu kadr” – powiedziała. – „Zaczniemy teraz pani rozmowę”.
Poszłam za nią przez szklane drzwi do mniejszego biura. Starałam się nie rozglądać jak turystka, podczas gdy mój mózg wciąż pędził w dwunastu różnych kierunkach. Rozmowa zaczęła się całkiem zwyczajnie. Pytania o moje dyplomy, badania do MBA i o to, dlaczego wybrałam handel zagraniczny.
„Pani praca dyplomowa na temat międzynarodowej logistyki ładunków” – powiedziała Julia, zerkając w swoje notatki. – „Skupiała się na optymalizacji portów, zgadza się?”
„Tak” – odpowiedziałam, wdzięczna za pytanie, na które naprawdę uwielbiałam odpowiadać. – „A dokładniej na tym, jak nieefektywna odprawa celna może kosztować firmy miliony rocznie. Zaproponowałam model restrukturyzacji, który...” Ugryzłam się w język.
Racja. To rozmowa o pracę. Nie obrona pracy dyplomowej.
Julia uśmiechnęła się lekko. „Nie, proszę kontynuować” – powiedziała.
Więc to zrobiłam.
Zanim skończyłam wyjaśniać mój model usprawnienia dokumentacji kontenerowej i routingu podatkowego, Julia szybko coś zapisała. „Ciekawe” – mruknęła. Następnie wstała. – „Jeśli nie ma pani nic przeciwko, by chwilę poczekać”.
„Oczywiście” – powiedziałam.
Wyszła z pokoju. Zostałam sama z moim nagle głośno bijącym sercem.
Oparłam się na krześle i powoli wypuściłam powietrze. Okej. Poszło dobrze. Tak myślę.
Przez szklaną ścianę widziałam część biura. Pracownicy poruszali się między biurkami. Telefony dzwoniły cicho, a klawiatury stukały w równym rytmie.
Wtedy coś przykuło moją uwagę. Mężczyzna stał pod koniec korytarza, w dużym przeszklonym biurze. Może była to sala konferencyjna. Mówił ostro do telefonu.
Wysoki. Ciemny garnitur. Ciemne włosy. I coś magnetycznego, czego nie potrafiłam wyjaśnić.
Jego postawa była sztywna. Ramiona miał wyprostowane, jak ktoś przyzwyczajony do tego, że inni go słuchają. Było w nim coś, co emanowało autorytetem. Ten rodzaj prezencji, który sprawiał, że ludzie słuchali, gdy mówił.
Nawet stąd widziałam, że nie był zadowolony. Wyglądał na... zirytowanego.
Przechadzał się powoli, gdy mówił. Jedną rękę opierał na biodrze, drugą trzymał telefon przy uchu. Nie słyszałam rozmowy, ale napięcie w jego szczęce mówiło samo za siebie.
Wtedy odwrócił głowę. Nagle podniósł wzrok. Prosto na szklaną ścianę. W moją stronę. I nasze spojrzenia się spotkały.
Niebieskie. Czysty, uderzający błękit.
Zapomniałam, jak się oddycha. Powinnam odwrócić wzrok. Musiałam odwrócić wzrok. Ale nie potrafiłam.
Jego głos urwał się w połowie zdania. Całkowicie.
Zobaczyłam dokładny moment, w którym to się stało. Rozmowa po drugiej stronie linii wyraźnie przestała dla niego istnieć.
Jego oczy wciąż były wpatrzone w moje. Dreszcz powoli przeszedł po moich plecach. Nagle poczułam się tak, jakby cały korytarz zamarł.
Skup się, Carol. Daj spokój. To twoja rozmowa o pracę.
Z drobnym wysiłkiem, który okazał się znacznie trudniejszy, niż powinien, przerwałam kontakt wzrokowy. Odwróciłam wzrok. Udawałam zafascynowaną oprawioną nagrodą firmową, która wisiała na ścianie. Moje serce biło szybciej, niż powinno.
Kiedy odważyłam się znowu spojrzeć w jego stronę, szedł już korytarzem. Miał zaciśniętą szczękę i wciąż trzymał telefon. Z jakiegoś powodu miałam dziwne przeczucie. Ten moment nie był tak przypadkowy, jak powinien.
Odepchnęłam tę myśl. Po prostu potrzebuję tej pracy. To duża firma. Prawdziwa szansa dla kogoś tuż po studiach.
Zanim zdążyłam pomyśleć o tym dłużej, drzwi znów się otworzyły. Julia weszła z powrotem. „Pani Henderson” – powiedziała. – „Pan Wright chciałby z panią porozmawiać”.
Na moment mój mózg po prostu... się zatrzymał. „Pan Wright? Ten sam pan Wright? Dyrektor generalny?” – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
Uśmiechnęła się uprzejmie. „Tak” – powiedziała.
Dreszcz przebiegł mi po plecach. Ta rozmowa nagle stała się o wiele poważniejsza.
Poszłam za nią korytarzem. Moje obcasy cicho stukały o wypolerowaną podłogę. Z tej strony budynku biuro wydawało się jeszcze większe. Światło słoneczne wlewało się przez szklane ściany, z których roztaczał się widok na miasto.
Zatrzymaliśmy się przed ogromnymi szklanymi drzwiami. Julia zapukała raz, po czym je otworzyła. „Panie Wright, pani Henderson już tu jest” – powiedziała Julia.
I to był moment, w którym poznałam Damona Wrighta. Mężczyznę, którego spojrzenie zaparło mi dech w piersiach zaledwie kilka minut temu.
O Boże.
Kiedy weszłyśmy, podniósł wzrok znad sterty dokumentów. Następnie wstał.
Pierwsza myśl, jaka przeszła mi przez głowę, była niebezpiecznie mało profesjonalna. Och. On jest... bardzo wysoki.
Szerokie ramiona napinały materiał jego ciemnego garnituru. Jego ciemne włosy były nieco dłuższe, niż odważyłaby się nosić większość dyrektorów. Na szczęce miał lekki zarys zarostu. Z bliska wyglądał jeszcze przystojniej. Ale to jego oczy znów przykuły moją uwagę.
Błękitne, ostre i uważne. Jakby nic nie uchodziło jego uwadze.
Jego wzrok powoli przesunął się po mojej sylwetce, zanim wrócił do mojej twarzy. Trwało to wystarczająco długo, by moje tętno przyspieszyło. „Pani Henderson” – powiedział. Zrobił krok do przodu i wyciągnął rękę.
Jego głos był spokojny. Opanowany. Ale brzmiała w nim też ciekawość. „Dobrze panią wreszcie poznać” – powiedział.
Wreszcie?
Położyłam swoją dłoń w jego dłoni. Miałam nadzieję, że moja nie drżała zbyt widocznie. „Cała przyjemność po mojej stronie, panie Wright”.
Jego uścisk był pewny. Ciepły. Obdarzył mnie czymś, co prawie można by uznać za uśmiech – drobnym, powściągliwym, profesjonalnym.
Jednak jego oczy zatrzymały się na mnie o ułamek sekundy dłużej, niż to było konieczne. Następnie wskazał na fotel przed swoim biurkiem. „Proszę. Niech pani usiądzie”.
Usiadłam. Bardzo starałam się nie zauważać, że jego biuro było prawie wielkości całego mojego mieszkania. Damon Wright nie usiadł od razu.
Zamiast tego oparł lekko jedno biodro o krawędź biurka. Przyglądał mi się z zamyślonym wyrazem twarzy. „Napisała pani pracę o optymalizacji logistyki portowej” – powiedział.
„Tak” – odpowiedziałam.
„Była imponująca” – dodał.
Moje brwi uniosły się lekko. „Czytał ją pan?” – zapytałam.
Kącik jego ust poruszył się niemal niedostrzegalnie. „Staram się być na bieżąco z najlepszymi nowymi badaniami w branży” – powiedział. Sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że brzmiało to mniej jak komplement... a bardziej jak wyzwanie.
Damon odepchnął się od biurka i w końcu zajął krzesło za nim. Otworzył cienką teczkę. Moje CV. „Ciekawi mnie jedna rzecz” – powiedział spokojnie.
Oczywiście, że tak.
„Twierdzi pani w swojej pracy, że większość portów traci prawie trzydzieści procent swojej wydajności operacyjnej. Dzieje się tak, ponieważ firmy traktują logistykę jako odizolowane systemy, a nie zintegrowane sieci”.
„Tak” – potwierdziłam.
„Sugeruje pani całkowitą restrukturyzację modelu przydzielania ładunków”.
Powoli skinęłam głową. Moje palce zacisnęły się na moich kolanach.
„To... ambitne” – powiedział. W jego głosie nie było drwiny. Ale był w nim sceptycyzm.
„Uważam, że jest to realistyczne” – odpowiedziałam.
Uniósł lekko jedną brew. „Och?” Jego spojrzenie stało się ostrzejsze. „Większość osób z pani doświadczeniem uznałaby to za niemożliwe”.
Zanim zdążyłam się powstrzymać, pochyliłam się lekko do przodu. „To dlatego, że większość firm próbuje optymalizować poszczególne terminale zamiast całego łańcucha dostaw”.
Wyraz jego twarzy nie zmienił się, ale widziałam, jak błysk w jego oczach staje się intensywniejszy.
„Rozwiązują zły problem” – kontynuowałam. – „Jeśli przydzieli się ładunek, zanim statki w ogóle dopłyną, usuwa się zator, zanim w ogóle powstanie”.
Między nami zapadła cisza. Przez chwilę po prostu na mnie patrzył. Następnie powoli oparł się na krześle. „A jak przekonałaby pani firmy spedycyjne do współpracy z tym modelem?” – zapytał.
Jego ton był swobodny. Ale jego oczy takie nie były. Testował mnie. Dobrze.
„Nie przekonywałabym ich” – powiedziałam.
To zwróciło jego uwagę. „Och?” – zapytał.
„Sprawiłabym, by finansowo nie mogły postąpić inaczej”.
Najmniejszy ślad rozbawienia pojawił się na jego ustach. „Proszę wyjaśnić” – powiedział.
„Jeśli port kontroluje system priorytetów dokowania” – powiedziałam – „to statki współpracujące z modelem podziału osiągają krótszy czas obsługi”. Wytrzymałam jego spojrzenie. „Statki, które tego nie robią... czekają dłużej”.
Pokój znów wypełniła cicha pauza. Wtedy Damon zaśmiał się cicho. Był to głęboki, zaskoczony dźwięk. „To bezlitosne”.
Wzruszyłam ramionami. „Wydajne”.
Po raz pierwszy jego uśmiech stał się szczery. Zmieniło to całą jego twarz. „Cóż” – powiedział, powoli zamykając teczkę. – „Pani Henderson”.
Moje tętno podskoczyło.
„Myślę, że można śmiało powiedzieć, że nie jest pani tutaj na stanowisko młodszego analityka” – stwierdził.
Zamrugałam. „Nie jestem?”
„Nie” – odpowiedział i wstał. A kiedy Damon Wright wstawał, całe pomieszczenie zdawało się poruszać wraz z nim. „Wolę zatrudniać ludzi, którzy potrafią stanowić wyzwanie dla sposobu myślenia mojej firmy” – dodał.
Obszedł biurko i znów zatrzymał się przede mną. „A pani wyraźnie to potrafi” – dokończył.
Moje serce zaczęło bić szybciej. „Czy chce pan powiedzieć...” – zaczęłam.
„Oferuję pani tę posadę” – powiedział po prostu.
Przez chwilę po prostu się na niego gapiłam. Ot tak? „Nawet nie skończył pan rozmowy” – zauważyłam.
Słaby uśmiech powrócił. „Och, skończyłem ją”. Jego niebieskie oczy wpatrywały się w moje. „Jakieś pięć minut temu”.
Nie mogłam się powstrzymać. Zaśmiałam się cicho. Napięcie wreszcie puściło. „W takim razie chyba powinnam powiedzieć tak”.
„Miałem nadzieję, że pani to zrobi” – odparł. Ponownie wyciągnął rękę.
Wstałam i uścisnęłam ją. Wciąż byłam trochę oszołomiona.
„Witamy w Wright Enterprises, pani Henderson”.
Kiedy puściliśmy swoje dłonie, drzwi biura się otworzyły. Do środka wszedł mężczyzna. Nie zapukał. Blondyn, brązowe oczy. Drogi garnitur. Na jego twarzy pojawił się uśmiech w momencie, w którym zobaczył Damona. „Przepraszam, że przeszkadzam” – powiedział swobodnie. – „Rozmowa z zarządem za dziesięć minut”.
Wtedy jego wzrok przeniósł się na mnie. A coś w sposobie, w jaki na mnie patrzył, sprawiło, że poczułam ścisk w żołądku.
Jego oczy powoli przesuwały się po mojej twarzy. Jakby próbował coś zapamiętać. Zbyt powoli. Zbyt uważnie. „Cóż” – powiedział lekko. – „A kto to jest?”
Postawa Damona obok mnie uległa zmianie. Nieznacznie. Ale wyraźnie. „To jest Carol Henderson” – powiedział.
Jego ton stał się chłodniejszy. „Właśnie dołączyła do firmy” – dodał.
Mężczyzna znów się uśmiechnął. Ale tym razem uśmiech nie dotarł do jego oczu. „Michael Norris” – przedstawił się. Wyciągnął rękę.
Zawahałam się przez ułamek sekundy, po czym ją uścisnęłam. Jego chłodny uścisk sprawił, że mój instynkt odezwał się cichym niepokojem. Dziwny chłód, którego nie potrafiłam do końca wyjaśnić, przeszedł mi po plecach.
Coś było z nim... nie tak.
A mój instynkt nigdy wcześniej nie podpowiadał mi tego tak wyraźnie.

Odkryj Galateę

Mafijne elity 1: Gierki mafiiNadchodzi czerń 2: Czarny wilkMieszkanie 107Sztuczka demona Książka 3: Kochanek ze snówUniwersum Dyskrecji: Wewnętrzna pustynia

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omacku

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 34

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Czekające

by Martita

liczba książek: 11

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28