
CJ Fisher Odnajduje Miłość Tom 2: Błąd Kowboja
Autorzy
Heather Teston
Lektury
68,2K
Rozdziały
32
Rozdział 1
Księga 2: Błąd kowboja
Parker wrócił do Kolorado po wizycie u matki i jej męża w Nowym Jorku. Zanim pojechał na swoje ranczo, wstąpił do przyjaciela, CJ Fishera, do jego gabinetu.
Wszedł z dwoma kubkami kawy i przywitała go pielęgniarka z recepcji, Judy. Judy była drobną brunetką o niesamowitej figurze, lubiła flirtować i była zaręczona z innym przyjacielem jego i CJ — Joeyem Palmerem.
„Hej, kowboju, już wróciłeś z miasta?” zapytała.
„Cześć, Judy, doktor jest zajęty?”
„Nie, wejdź”, powiedziała, puszczając mu oczko.
Musiał się roześmiać, kiedy zobaczył CJ rozmawiającego przez telefon z nogami na biurku. Sądząc po uśmiechu na jego twarzy, pewnie rozmawiał z jakąś kobietą. CJ odziedziczył urodę po ojcu i urok po matce.
„Zadzwonię do ciebie później, mała”, powiedział CJ, kiedy zauważył Parkera.
„Kto w tym tygodniu? Kelnerka z knajpy czy ta z banku?” zapytał Parker, stawiając kawę na biurku przed CJ.
„Żadna z nich. Najwyższy czas, że wróciłeś. Myślałem, że będziesz wczoraj”, powiedział CJ, sięgając po kubek parującej kawy. Parker usiadł i wzruszył ramionami.
Usiadł i wzruszył ramionami. „Wstąpiłem do baru, za dużo wypiłem i postanowiłem zostać na noc. Znasz mnie, nie piję i nie prowadzę.” Podrapał się po twarzy; potrzebował prysznica i golenia, ale najpierw musiał się wygadać.
„No dobra, Parker, co jest grane?” Kiedy nie usłyszał odpowiedzi, CJ pochylił się w jego stronę. „Słuchaj, stary, znam cię całe życie i widzę, kiedy coś cię gryzie. Gadaj.”
„Popełniłem błąd. Wielki błąd.”
„Co za błąd?” zapytał CJ, odchylając się, żeby słuchać.
„W drodze powrotnej zatrzymałem się w barze i poznałem dziewczynę. Między nami od razu zaiskrzyło. Poprosiłem ją do tańca, wypiliśmy kilka drinków i rozmawialiśmy.”
„I jaka była?” zapytał CJ, odchylając się na krześle.
„Blondynka, czubkiem głowy sięgała mi do brody. Miała niesamowite zielone oczy. Była niesamowicie piękna.”
„Dobra, Parker, brzmi, jakbyście się dogadali. Więc w czym problem?”
„Za dużo wypiliśmy i wylądowaliśmy w motelu. Ledwo weszliśmy do pokoju, a już zrywaliśmy z siebie ubrania. To był najlepszy seks, jaki miałem w życiu.”
„Jak ma na imię i zamierzasz się z nią jeszcze spotkać?”
„Znam tylko jej imię — Dakota. Kiedy rano się obudziłem, jej już nie było. Wątpię, żebym ją jeszcze kiedyś zobaczył.”
„Czyli przespałeś się z piękną kobietą. To żaden grzech, więc nie rozumiem, gdzie tu błąd.”
Parker pochylił się do przodu. „Nie użyliśmy zabezpieczenia.”
CJ aż opadła szczęka i pokręcił głową. „Chryste, Parker, wiesz, że tak nie można. O czym ty, do cholery, myślałeś?”
„O to właśnie chodzi — nie myślałem. Znasz mnie, nigdy wcześniej nie robiłem tego bez gumki.”
„Ta Dakota to miejska dziewczyna, więc pewnie bierze pigułki. Ale to nie jedyny problem. Musisz się martwić o choroby przenoszone drogą płciową. Umówię cię na badania.”
Parker pokręcił głową. „To nie jest konieczne. Nie wyglądała na taką, która sypia z byle kim.”
„Skoro wskoczyła z tobą do łóżka po zaledwie paru godzinach znajomości, to może robiła tak wcześniej. A teraz muszę wracać do pracy, za pięć minut mam pacjenta.”
Parker wstał. „Chyba masz rację, umów mnie na te badania. Do zobaczenia, CJ.”
Wychodząc z gabinetu, pojechał prosto do domu. Musiał coś zjeść i był zmęczony. Chciał tylko przekąsić coś, wziąć gorący prysznic i paść do łóżka.
Jutro wracał do pracy na ranczu Fisherów. Jego własne ranczo było małe i potrzebował pieniędzy, żeby utrzymać je na powierzchni, więc pracował u Fisherów. Nie mógł się doczekać, aż wsiądzie z powrotem w siodło. Uwielbiał pracę na ranczu — zaganianie bydła i pomaganie przy różnych robotach. Calvin i Dawn byli najlepszymi szefami, jakich mógł sobie wymarzyć.
Ale byli dla niego czymś więcej — byli w pewnym sensie jego rodziną. Kiedy dotarł do domu, poszedł sprawdzić swoje konie. Wszystkie sześć.
Zostawił je w dobrych rękach Calvina, który zaproponował, że będzie na nie zaglądał pod jego nieobecność.
W domu ściągnął koszulę i rzucił ją na krzesło.
Wyjął piwo z lodówki, usiadł, a myśli same poleciały do Dakoty.
Wyglądała cholernie seksownie w obcisłych skórzanych spodniach i różowej jedwabnej bluzce, a z uszu zwisały jej długie kolczyki.
Tak pięknie pachniała, kiedy podeszła do baru, przy którym siedział, i usiadła obok niego. Jego wzrok padł na jej usta, kiedy przesunęła po nich językiem, sprawiając, że błyszczyk lśnił jeszcze bardziej.
W łóżku była namiętna, trochę dzika — a to mu się podobało. Godzinami zaspokajali się nawzajem, aż w końcu zasnęli wyczerpani.
Kiedy tak myślał o czasie spędzonym z nią, zdał sobie sprawę, że nie wiedział o niej zupełnie nic. Głównie sprawiała, że wciąż opowiadał o sobie — gdzie mieszka, jak się nazywa i czym się zajmuje.
Ilekroć próbował się czegoś o niej dowiedzieć, uciszała go, przyciskając wargi do jego szyi.
Jej usta, całujące i sunące językiem po jego skórze, sprawiały, że zapominał o rozmowie. I kochał się z nią od nowa.
Teraz, kiedy o tym myślał, zastanawiał się, dlaczego nie chciała mu powiedzieć o sobie nic.
Kiedy się obudził, jej już nie było. Bojąc się, że go okradła, zerwał się z łóżka, ale cała gotówka wciąż była w portfelu.
Czuł się zraniony i wściekły, że wyszła bez pożegnania.
Teraz rozumiał, jak czują się niektóre kobiety, kiedy facet robi im coś takiego. I wcale mu się to nie podobało.
Tej nocy ciężko było mu zasnąć. Brakowało mu ciepłego, miękkiego ciała obok. Czuł, jakby czegoś mu w życiu brakowało.
Unikał zbliżania się do kobiet, odkąd cztery lata temu zraniła go Emily White.
Spotykali się przez kilka lat i wtedy myślał, że jest zakochany.
Kiedy uciekła z motocyklistą, który wpadł do miasteczka, robiąc zamieszanie, Parker przysiągł sobie, że nigdy nie odda serca innej kobiecie. Ciało — tak, ale serca — nie.
Parker wydał z siebie niezadowolony jęk, kiedy budzik zaczął wyć o piątej trzydzieści rano.
Sięgnął na stolik nocny, złapał go i cisnął o ścianę, rozbijając na kawałki. Cholera, teraz będę musiał kupić nowy.
Wstał i poszedł do kuchni nastawić kawę.
Czekając, aż się zaparzy, wskoczył pod prysznic, a potem przebrał się w czyste dżinsy i T-shirt.
Między łykami kawy zrobił jajecznicę i wrzucił chleb do tostera.
Później wrzucił naczynia do zlewu, złapał kapelusz i ruszył na ranczo Fisherów.
Czekał go długi dzień — z dodatkowym bydłem, które kupił Calvin, nie mówiąc już o naprawianiu ogrodzeń.
Kiedy przyjechał, Calvin i kilku ludzi już pracowało.
„Przepraszam, że się trochę spóźniłem, szefie. Zaspałem”, powiedział.
„W porządku, synu. Miałeś długą drogę z Nowego Jorku”, powiedział Calvin, po czym ruszyli konno zaganić bydło i przenieść je w inne miejsce.
Po kilku godzinach Calvin ogłosił przerwę na lunch i jak zwykle zabrał Parkera do głównego domu, żeby zjedli razem z nim i Dawn.
„Znowu pani przeszła samą siebie, pani Fisher. Ten gulasz jest boski”, powiedział Parker.
„Dzięki, kochanie”, odpowiedziała, mierzwiąc mu włosy. „Wyglądasz na zmęczonego.”
„Źle spałem w nocy”, odpowiedział z uśmiechem.
„Powinieneś znaleźć sobie dziewczynę i się ustatkować”, powiedziała, zabierając jego pusty talerz i nakładając mu kolejną porcję.
„A jest pani wolna?” zapytał żartobliwie.
„Hej, uważaj, chłopcze”, roześmiał się Calvin i przyciągnął Dawn na kolana.
Objął ją ramionami i zaczął całować po szyi. „Jest moja.”
Parker uwielbiał patrzeć na nich dwoje.
Po tylu latach małżeństwa wciąż szaleli za sobą. Calvin był wobec niej strasznie opiekuńczy i nikt nie ważył się jej w jakikolwiek sposób skrzywdzić.
Widząc miłość i namiętność między nimi, Parker wiedział, że nigdy nie będzie miał tego, co oni. Po prostu nie było mu to pisane.
Kiedy wychodzili, żeby naprawić ogrodzenie, obejrzał się i zobaczył, jak Calvin żegna się z Dawn pocałunkiem.
To nie był zwykły całus w policzek — to był pełen namiętności, prawdziwy pocałunek. Odwrócił wzrok i czekał na zewnątrz, śmiejąc się pod nosem.
CJ opowiadał mu kiedyś historie o tym, jak kilka razy przyłapał rodziców na gorącym uczynku — raz w kuchni, a raz w salonie.
Od tamtej pory CJ zawsze głośno pukał, zanim wszedł do domu.
W domu Parkera było inaczej, kiedy dorastał — byli tylko on i matka.
Tak było, aż do chwili gdy w miasteczku pojawił się nieznajomy i porwał jej serce. Zakochali się w sobie po uszy.
Parker cieszył się z tego, co spotkało matkę. Całe życie ciężko pracowała, żeby utrzymać dom, i zawsze pilnowała, żeby postępował właściwie.
Więc kiedy powiedziała, że wychodzi za mąż i przeprowadza się do Nowego Jorku, zrobiło mu się smutno, ale skoro była szczęśliwa, wspierał ją we wszystkim.
Kiedy skończył pracę na ten dzień, wrócił do domu. Dzisiejszego wieczoru zamierzał zrobić sobie coś szybkiego do jedzenia, ogarnąć się i wcześnie położyć spać.
W ciągu dnia prawie nie myślał o Dakocie — praca nie dawała mu chwili wytchnienia.
Ale teraz, siedząc sam nad kotletami i ziemniakami, myśli same wróciły do pięknej blondynki.
Mogliby razem zjeść śniadanie, gdyby została i nie wymknęła się, zanim się obudził.
Poczuł gorycz i złość — był dla niej tylko szybkim numerkiem.
Parker nie był typem, który przejmuje się takimi rzeczami, ale tym razem go to bolało.
Dakota czymś się wyróżniała. Po prostu nie wiedział jeszcze, czym dokładnie.















































