
Konflikt interesów Książka 2
Autorzy
Lektury
84,3K
Rozdziały
25
Rozdział 1
We’re the Problem
~We’re the Problem~ to kontynuacja ~Conflict of Interest~. Akcja toczy się w 2023 roku, trzy lata po rozstaniu Kade'a i Ophelii.
Summary
Kade i Ophelia byli kiedyś nierozłączni. To się zmieniło, gdy gangsterska rodzina Kade'a zmusiła go do ślubu z inną kobietą. Ophelia, ze złamanym sercem, została singielką, ale Kade nigdy nie zapomniał kobiety, którą naprawdę kochał. Planuje ją odzyskać za wszelką cenę. Czy Ophelia znów nauczy się kochać, zwłaszcza mężczyznę, który zniszczył jej życie?
Kategoria wiekowa: 18+
Minęły trzy lata, odkąd Dare i Gage wzięli ślub. Ona ma teraz trzyletniego synka o imieniu Theodore. Chłopiec jest uroczy. Minęły też trzy lata, odkąd zerwałam z Kadem.
Od tamtego dnia go nie widziałam ani o nim nie słyszałam. Nie żebym tego chciała. Mam swoje życie i własną firmę.
Nie potrzebuję go. Minęły trzy lata, więc powinnam o nim zapomnieć. Szkoda, że to nie takie proste. To nie tak, że nie próbowałam... Chodziłam na randki, ale były po prostu... no cóż?
***
„Dlatego byłbym świetnym prawnikiem. Szkoda, że nie dostałem się na studia prawnicze. Wiesz, w szkole byłem znany z tego, że jestem najprzystojniejszy... Pragnęła mnie każda dziewczyna. Nawet te, które wolały dziewczyny. Je też zaliczyłem”. Przewróciłam oczami.
Wygląda na to, że jest zakochany w samym sobie. „Wcale im się nie dziwię... Jestem niesamowity pod każdym względem. Każda kobieta miałaby szczęście, mogąc się ze mną umawiać”. Facet bez przerwy gada o tym, jaki jest wspaniały.
Mam ochotę wepchnąć mu tę bułkę do ust i uderzyć jego głową o stół. Kusi mnie też, żeby wylać mu zupę do spodni. Rozmawia tylko o sobie. Nie zadał mi ani jednego pytania na mój temat. Nie mogę się doczekać, kiedy stąd wyjdę.
„Wybacz, ale muszę skorzystać z toalety”. Uśmiecham się uprzejmie, a on kiwa głową.
„Oczywiście, ale wracaj szybko. Muszę ci opowiedzieć o tym, jak Rhianna nazwała mnie niesamowitym facetem”. Uśmiechnęłam się półgębkiem, po czym poszłam do toalety, a potem do wyjścia.
***
Potem był facet z cyklu „kocham moją mamusię”. To dobrze, że kocha swoją mamę. Niestety, opowiadał tylko historie o sobie i o niej. Do tego nazywał ją matką za każdym razem, gdy o niej wspominał.
***
„Matka powiedziała, że powinienem był pójść na imprezę z Gregiem, ale po prostu nie mogłem jej zostawić. Nie może sama wyjść do skrzynki pocztowej. Mogłaby upaść i złamać biodro” – mówi tak, jakby pójście po listy do skrzynki było najbardziej szokującą rzeczą na świecie... co za koszmar.
Powoli wzięłam łyka mojego drinka, ale po chwili wypiłam go do końca. Spojrzałam na kelnera i uśmiechnęłam się do niego słodko.
„Kupiłem matce i sobie pasujące swetry, spójrz, jakie to urocze” – mówi, wyciągając telefon. O Boże, zabij mnie, proszę.
***
Próbowałam, ale po prostu nie mogłam znaleźć nikogo, z kim bym się dogadała. Niektórzy byli w porządku, ale nie mogłam przestać porównywać ich do niego.
Wiem, że to okropne. Jednak bez względu na to, na jakiej jestem randce i z jakim facetem się spotykam, on wciąż wkrada się do moich myśli i snów. Nie wiem, dlaczego nie potrafię o nim zapomnieć.
Jadę do pracy i utknęłam na cholernym czerwonym świetle. Trwa to całą wieczność. Zastanawiam się, czy te światła mają wbudowany jakiś czasomierz, bo jeśli tak... TO NA PEWNO JEST ZEPSUTY!
Głęboko wzdycham, spoglądam w niebo i mruczę cichą modlitwę.
„Drogi Boże w niebie, proszę, błagam Cię, nie pozwól, by ten dzień był do dupy. Daj mi siłę, bym zachowała spokój i się nie stresowała”. Robię przerwę, mrucząc pod nosem. Znowu spoglądam na światło. „Amen”. Rozglądam się i obserwuję otoczenie. Z zamyślenia i modlitwy o dobry dzień wyrywa mnie klakson.
Podnoszę wzrok i widzę, że światło zmieniło się na zielone. Znowu wypuszczam powietrze z płuc. „Będę miała dobry dzień, będę miała dobry dzień, będę miała dobry dzień” – powtarzam w kółko, skręcając w stronę mojego dziesięciopiętrowego budynku.
Jestem dumna z tego, co stworzyłam. Wymagało to kilku poświęceń, ale ostatecznie było warto. Przechodzę przez szklane drzwi, które są zimne w dotyku od chłodnego lutowego powietrza.
Rok 2023 był suką, delikatnie mówiąc, ale wcale nie złą suką. Musiałam pracować ciężej niż kiedykolwiek, suko. Mimo to jestem za to wdzięczna.
Imperium, jakim jest Savor Santori Design, sprawiło, że świat zadrżał z ekscytacji.
Moi biedni pracownicy i stażyści toną w zamówieniach i ofertach od celebrytów i nie tylko.
Jest mi z tego powodu przykro. Zatrudniam ludzi jak szalona, odkąd mamy tyle pracy. Muszę otworzyć kolejne biuro z powodu tak ogromnego napływu klientów.
Będę musiała wybrać prezesa czy wiceprezesa, zwał jak zwał... kogoś, kto poprowadzi drugie biuro.
Nie dam rady zajmować się obydwoma naraz. Będę pilnować głównego biura, a ktoś pomoże mi przy biurze numer dwa. Musiałam zatrudnić nową osobę na miejsce Melanie, która będzie też inwestorem. Ten facet ma zjawić się jakoś w tym tygodniu.
Jestem ciekawa, kto to taki. Jak dotąd był całkowicie anonimowy. Chce przyjść i pomóc, a jednocześnie zainwestować w część mojej firmy. Z radością powitam go na pokładzie.
Jeśli uczynię go moją nową prawą ręką, będę mogła przenieść Melanie do nowego biura. Ona pomaga mi planować spotkania, zajmować się klientami i nadzorować niektórych nowych projektantów.
Zatrudnia osoby, z którymi nie mam czasu przeprowadzać rozmów. Nie chciałabym jej stracić, ale idealnie pasuje na stanowisko w drugim budynku. Nie mam wątpliwości, że świetnie sobie poradzi.
Idę w zamyśleniu przez mój budynek. Witam się z ludźmi, którzy mnie pozdrawiają i zmierzam prosto do sali konferencyjnej.
„Dzień dobry, szefowo” – słyszę Xandera, jednego z moich programistów od aplikacji i projektów stron internetowych.
„Xander, upewnij się, że aplikacja i strona Fem-Bots będą gotowe do popołudnia. Wyślij firmie instrukcję najpóźniej do piętnastej, nie o piętnastej pięć, nie o piętnastej trzydzieści... o piętnastej”.
„Mam dość słuchania skarg, że informacje i premiery są spóźnione. To pachnie złą opinią. Wiesz, co się dzieje, gdy dostajesz złą opinię... ta osoba mówi innym, a tamci kolejnym. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebuję, są jakiekolwiek kłopoty wizerunkowe dla mojej firmy. Zrozumiano?” – mówię, przeglądając harmonogram i notatki na spotkanie.
„Tak jest, proszę pani” – odpowiada Xander. Odwraca się z powrotem do komputera, a ja witam się z Mel przy drzwiach.
„Wszyscy już są?” – pytam. Ona kiwa głową i podaje mi kubek kawy. Posyłam jej pełne wdzięczności spojrzenie. „Dzięki Bogu! Potrzebowałam tego!”
Mówię to i biorę łyk. „To jeden z tych ciężkich dni” – rzucam, patrząc na nią. Mel podaje mi plan spotkania wraz z ogłoszeniami i pilotem do monitora.
„Chodźmy” – mówi.

















































