
Decyzje pożądania 3: Dominacja czy kłamstwo
Autorzy
Lektury
83,3K
Rozdziały
10
Prolog
Księga 3: Dominacja czy oszustwo
DYLAN
„To jest nie do wiary”, powiedziała Lexi drżącym głosem.
Zerknąłem na nią znad biurka, próbując ją uspokoić. „Nie martw się, Lexi. Damy sobie z tym radę.”
„Mój własny ojciec pozywa mnie za złamanie umowy. Jakiej umowy? Mieliśmy tylko ustne porozumienie. Naprawdę może to zrobić?” W jej głosie słychać było zagubienie i strach.
Pokręciłem głową, starając się ją uspokoić. „Harvey doskonale wie, że ustna umowa nie ma mocy prawnej. Jeśli niczego nie podpisałaś, poradzimy sobie z tym.”
„Niczego nie podpisałam!” Głos Lexi drżał z paniki.
Widziałem, że jej niepokój narasta. Wyszedłem zza biurka i usiadłem na skórzanym fotelu obok niej, biorąc jej dłonie w swoje.
Spojrzałem jej w oczy, próbując ją uspokoić. „Harvey próbuje cię zastraszyć. Chce, żebyś zgodziła się na warunki tej nieoficjalnej umowy. Nie sądzę, żeby spodziewał się, że wynajmiesz prawnika.”
„Nie zniszczy nas, prawda? Ashera, bliźniaków i mnie?” Jej głos był ledwie szeptem.
„Zajmę się tym”, obiecałem, ściskając uspokajająco jej dłonie.
Harvey Johnson to był kawał drania. Pozywanie własnej córki tuż po tym, jak urodziła bliźniaki — to był cios poniżej pasa.
Miałem przeczucie, że te dzieci nigdy nie poznają swojego dziadka. Może tak było lepiej. Nie potrzebowały kogoś takiego w swoim życiu, a już na pewno nie jako wzoru do naśladowania.
Zerknąłem na zegarek, pomogłem Lexi wstać i odprowadziłem ją do drzwi.
Następnego dnia miałem spotkanie z nowym asystentem prawnym Harvey'a. Nie wiedziałem, jak to spotkanie się potoczy, więc nie wspomniałem o nim Lexi.
Pożegnaliśmy się i obiecałem, że zadzwonię, jak tylko będę miał jakieś wieści.
Lexi i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nie będę ukrywał, że uważałem ją za atrakcyjną.
Była piękna. Nie będę też kłamał — próbowałem ją zdobyć.
Ale ona kochała Ashera. Widząc, jak jest szczęśliwa z nim i ich małą rodziną, wiedziałem, że dokonała właściwego wyboru.
Znowu zerknąłem na zegarek. Było późno, a wciąż miałem kilka spraw do załatwienia.
Posprzątałem biurko, złapałem marynarkę i wyszedłem. Biuro było ciemne i puste.
Był piątek, więc puściłem wszystkich wcześniej do domu, ku niezadowoleniu mojej asystentki. Ta kobieta naprawdę potrzebowała odpoczynku.
Jedną rzecz, jakiej nauczyłem się podczas stażu u Harvey'a, było to, jakim szefem nie należy być. Kiedy otwierałem własną kancelarię, przysiągłem sobie, że będę dobrym szefem dla pracowników i dobrym prawnikiem dla klientów.
Harvey rządził strachem. Nie zamierzałem być taki jak on.
***
Godzinę później siedziałem w Masquerade, lokalnym klubie. Wiedziałem, że powinienem jechać do domu.
Następnego dnia czekało mnie ważne spotkanie. Ale byłem już tutaj i nic nie jadłem cały dzień.
Postanowiłem zamówić kolejnego drinka i coś do jedzenia.
Przeglądałem telefon, czekając na zamówienie, kiedy ona weszła. Od razu przykuła moją uwagę.
Miała oliwkową skórę muśniętą słońcem i długie, gładkie czarne włosy. Jej duże brązowe oczy błyszczały nawet z miejsca, w którym siedziałem.
Miała na sobie obcisłe dżinsy i czarne kozaki do kolan. Czarna koszulka opinała jej ciało, podkreślając każdy kształt.
Była oszałamiająca, egzotyczna. Wyglądała jak mroczny anioł. Musiałem ją mieć.
Nie traciłem czasu i od razu podszedłem się przedstawić. Wiedziałem, że jeśli ja tego nie zrobię, zrobi to ktoś inny.
Na to nie mogłem pozwolić, bo była moja. Albo wkrótce miała być.
Gdy szedłem w jej stronę, nasze spojrzenia się spotkały. Im bliżej byłem, tym bardziej jej pragnąłem.
Jej czerwone usta wygięły się w lekkim uśmiechu. Cicho jęknąłem, wyobrażając sobie te usta na moim kutasie.
Zatrzymałem się przed nią i nie mogłem znaleźć słów. Uniosła brew i przechyliła głowę, pytając bez słów, czego chcę.
„Dylan”, powiedziałem, wyciągając rękę.
Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów, po czym ją ujęła. „Eve.”
***
Obudziłem się z uśmiechem na twarzy i pulsującym bólem głowy. Z trudem wygrzebałem się z łóżka i poszedłem do łazienki.
Potrzebowałem prysznica, kofeiny i aspiryny. Musiałem oczyścić głowę.
Musiałem skupić się na spotkaniu. Ale moje myśli ciągle wracały do mrocznego anioła, którego spotkałem zeszłej nocy.
Gdy wszedłem pod prysznic, zobaczyłem przed oczami jej doskonałe, krągłe ciało. Wciąż czułem, jak było ją trzymać w ramionach.
Było w niej jakieś pragnienie, potrzeba uwolnienia się. Coś ją powstrzymywało, a ja chciałem wiedzieć, co.
Ścisnąłem swojego kutasa, gdy scena odtwarzała się w mojej głowie.
Wpadliśmy przez drzwi łazienki. Nie przepadam za seksem w publicznych toaletach, ale cała logika opuściła mój umysł w chwili, gdy poczułem jej perfumy.
Przycisnąłem ją plecami do drzwi i przekręciłem zamek. Moja pięść mocno zacisnęła się na jej długich czarnych włosach, gdy przyciskałem swoje ciało do jej.
Jej jęk sprawił, że stwardniałem jeszcze bardziej.
„Kurwa. Tak bardzo cię chcę. Muszę cię posmakować”, wymamrotałem w jej szyję.
Kątem oka zobaczyłem, jak kręci głową. Spojrzałem na nią, bojąc się, że się rozmyśliła.
Ale zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, opadła na kolana. Ściągnęła mi spodnie w rekordowym czasie.
W chwili, gdy jej język lizał mój czubek, a usta owinęły się wokół mojego kutasa, przepadłem.
Pożądanie i żądza zalały moje ciało. Jedną ręką złapałem ją za włosy, drugą oparłem się o drzwi.
Patrząc w dół, widziałem, jak bierze mnie całego do ust. Jej piękne brązowe oczy patrzyły na mnie, gdy doprowadzała mnie coraz bliżej spełnienia.
Było coś w jej oczach — mieszanka głodu i pożądania przemieszana z tęsknotą i wrażliwością.
Ścisnęło mnie w piersi. Ale zanim zdążyłem się nad tym zastanowić, zrobiła coś niesamowitego swoim językiem.
„O kurwa! Eve! Nie przestawaj.”
Podobało mi się brzmienie jej imienia na moich ustach. Najwidoczniej jej też.
Jej paznokcie wbiły się w mój tyłek, pchając mnie do przodu, głębiej w jej usta.
Doszedłem tak mocno i gwałtownie, że bałem się, że ją skrzywdziłem. Ale kiedy na nią spojrzałem, po prostu się uśmiechnęła i wytarła usta.
„Kurwa, kobieto. Z tobą to same kłopoty.”
Samo wspomnienie o niej sprawiło, że szczytowałem, zanim zdążyłem się zorientować, co się dzieje.
Cholera, ta kobieta to był problem. Szkoda, że zniknęła tak nagle.
Nie miałem do niej żadnego kontaktu. Wszystko, co miałem, to jej imię — Eve.
Musiałem ją zobaczyć ponownie. Musiałem tylko wymyślić, jak ją odnaleźć.
Ale nie mogłem teraz o tym myśleć. Musiałem skupić się na Lexi i jej draniu ojcu.
Szybko się ogarnąłem, przejrzałem notatki przy kawie i pojechałem do kancelarii Harvey'a Johnsona.
***
„Harvey i Evelyn przyjmą pana teraz.” Joanie, sekretarka Harvey'a, dała mi znak, żebym za nią poszedł.
Evelyn musi być asystentką prawną. W duchu zganiłem się za to, że nie sprawdziłem jej nazwiska wcześniej i nie zrobiłem rozeznania. Lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia.
Nie znoszę wchodzić w sytuacje na ślepo. W chwili, gdy przekroczyłem próg gabinetu, przypomniałem sobie dlaczego.
Żołądek podszedł mi do gardła, gdy ją zobaczyłem — mojego mrocznego anioła. Sądząc po jej minie, ona też się mnie nie spodziewała. To sprawiło, że poczułem się odrobinę lepiej, ale natychmiast postawiłem mur obronny.
Albo była równie zaskoczona jak ja, albo to wszystko było ustawione, żeby wyciągnąć ode mnie informacje o sprawie.
Cholera, jaki byłem zawiedziony. Wyglądała niesamowicie seksownie w ołówkowej spódnicy i zapinanej na guziki bluzce. Wyobraziłem ją sobie na tym biurku, ze spódnicą podciągniętą do pasa i bielizną na widoku.
W duchu jęknąłem i starałem się pozbyć tego obrazu. Lexi była moją przyjaciółką. Nie zamierzałem narażać tej sprawy.
Nie miało znaczenia, czego ja chciałem, a tym bardziej nie miało znaczenia, czego chciała Evelyn. Byliśmy teraz przeciwnikami i dokładnie tak zamierzałem ją traktować.
EVE
No oczywiście, że tak, pomyślałam, widząc jak facet z poprzedniej nocy wchodzi do gabinetu. Karma to suka i ostatnio wyraźnie wzięła sobie mnie na cel.
Byłam pewna, że zrobiłam coś, żeby zasłużyć na ten parszywy pech, który mnie prześladował. Praca dla Harvey'a Johnsona pewnie też nie poprawiała mojej sytuacji.
Ale musiałam przyjąć tę posadę. Dobrze płacił, a ja potrzebowałam pieniędzy. Uznałam, że jeśli wytrzymam tu rok, uda mi się odłożyć tyle, ile potrzebuję, a potem znajdę coś lepszego.
Plan wydawał się dobry. Do momentu, aż on wszedł do pokoju.
Pragnęłam Dylana inaczej niż kogokolwiek wcześniej. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale to nie byłam ja zeszłej nocy.
Nie ciągam przypadkowych nieznajomych do łazienki i nie klękam przed nimi. Cholera, ale chciałam mieć go w ustach. Odgłosy rozkoszy, jakie z niego wychodziły, dawały mi poczucie siły i pewności siebie.
Był więcej niż chętny, żeby się odwdzięczyć, ale rzeczywistość uderzyła w najgorszym momencie.
Nie mogłam sobie teraz pozwolić na rozpraszanie się, a Dylan zdecydowanie mnie rozpraszał. Więc po prostu wyszłam, myśląc, że nigdy więcej go nie zobaczę.
Cholera!
„Dylan, usiądź.” Harvey wskazał na krzesło przed sobą.
Dylan podszedł do krzesła i oparł dłonie na jego oparciu. „Wolę stać.”
Rzucił mi ukośne spojrzenie, od którego przewrócił mi się żołądek. Oczywiście, że pomyślał, iż to było zaplanowane. Ale nie było.
Przez to, że Harvey uznał nasze wstępne spotkanie za zbędne, nie dostałam żadnych informacji o tym, kto reprezentuje jego córkę. Chciałam, żeby Dylan wiedział, że nie miałam pojęcia, kim jest.
A sam fakt, że tak bardzo tego chciałam, mówił mi, że mam o wiele większy kłopot, niż byłam gotowa przyznać.
„Jak sobie chcesz.” Harvey wzruszył ramionami. „Dylan Rochester, poznaj Evelyn Sanders. Będzie twoją główną osobą kontaktową w tej sprawie.”
Dylan wyraźnie się irytował z każdą minutą. „Nie spodziewałem się ciebie na tym pierwszym spotkaniu. Wiesz, biorąc pod uwagę, że jesteś klientem. Mężczyzną, który pozywa własną córkę.”
Harvey podszedł do Dylana i stanął tuż przed nim. Stali nos w nos, mierząc się wzrokiem.
Zamierzałam już chrząknąć i powiedzieć im, żeby swoją rywalizację zostawili na później. Ale Harvey ubiegł mnie i posłał Dylanowi złowrogi uśmiech.
„Chcesz się bawić w wielkiego, twardego prawnika? Proszę bardzo. Zobaczymy się w sądzie.”
Harvey skinął mi głową, zmierzając do drzwi. „Evelyn.”
„Nie boję się ciebie, Harvey”, powiedział Dylan. Mówił do niego, ale patrzył na mnie.
Śmiech Harvey'a był głęboki i przerażający. „Zobaczymy.”
Zebrałam całą siłę, żeby ukryć obrzydzenie. Ten człowiek był dupkiem, ale jak już mówiłam — potrzebowałam pieniędzy. Poza tym to było dobre doświadczenie zawodowe.
Dylan nie spuszczał ze mnie wzroku, gdy Harvey wychodził z pokoju. Jak tylko drzwi się zamknęły, odezwałam się pierwsza, zanim on zdążył cokolwiek powiedzieć.
„Dylan, wiem, jak to wygląda, ale przysięgam, nie wiedziałam, kim jesteś.”
Prychnął. „Niby czemu miałbym ci wierzyć?”
Zamierzałam odpowiedzieć grzecznie, ale coś mi przyszło do głowy. „A skąd ja mam wiedzieć, że to nie ty wiedziałeś, kim jestem? Może to ty próbowałeś wyciągnąć ode mnie informacje.”
„Proszę cię…” Skrzyżował ramiona. Te umięśnione ramiona, które jeszcze zeszłej nocy obejmowały moje ciało. „Nie muszę oszukiwać, żeby cię pokonać.”
„Niby czemu miałabym ci wierzyć?” Rzuciłam mu jego własne słowa prosto w twarz i przysięgam, próbował ukryć uśmiech.
Zrobił krok bliżej. „Musisz wycofać się z tej sprawy.”
„Słucham?”
Kolejny krok bliżej. „Nie mogę przestać o tobie myśleć od wczoraj. Jeśli zostaniesz przy tej sprawie, będziemy wrogami.”
Zrobił jeszcze jeden krok. Wtedy zdałam sobie sprawę, że cofnęłam się aż do biurka. Widział moją nerwową reakcję. Nienawidziłam siebie za to, że to okazałam.
Szepnął mi do ucha, wywołując dreszcz na całym ciele. „Wiesz, co robię moim wrogom?”
Starałam się nie ustępować. „Nie straszysz mnie, Dylan.”
Uśmiechnął się i położył dłoń na dole moich pleców. Przyciągnął mnie do siebie, przyciskając moje ciało do swojego. Poczułam, jak twardy jest, i jęknęłam. Trzymałam ręce wzdłuż ciała, odmawiając dotknięcia go.
„Torturuję ich”, kontynuował, jakby w ogóle nie zareagowałam.
Złapał mnie za brodę i ustawił moją głowę tak, że jego usta ledwie dotykały moich. Wiedziałam, że to pokaz siły. Zamierzał mnie torturować, nigdy do końca nie dając mi tego, czego pragnę.
Cóż, w tę grę można grać we dwoje. Szybko przygryzłam jego dolną wargę. Lekko się cofnął, zaskoczony.
„Tortury to gra, w którą chcesz grać? Dobrze. Ciekawe, kto się pierwszy złamie. Powodzenia, Dylan Rochester.”
Wykorzystałam jego osłupienie, żeby się wyrwać z jego objęć. Potem wyszłam, zanim straciłam odwagę. Ale nie bez ostatniego spojrzenia na zszokowaną — i podnieconą — twarz Dylana.
Uśmiechnęłam się. Będzie ciekawie.















































