
Pragnienia Mrocznego Lasu
Autorzy
Lektury
276K
Rozdziały
22
Polowanie
Jedynym dźwiękiem w chacie był brzęk uderzającego o siebie metalu i ciche ocieranie ostrzy o skórę. Uważnie przypinałam swoje noże, jeden po drugim. Sześć w pasie. Po jednym w każdym bucie.
Jeden przypięty wysoko na udzie. Jeden na dole pleców.
Ostatni, mały sztylet wsunęłam we włosy. Inne kobiety użyłyby w tym miejscu grzebienia. Mój ostry dodatek świetnie się sprawdzał do podtrzymywania długich, ciemnych włosów z dala od karku. Miał też dodatkową zaletę. Był wystarczająco ostry, by wbić się między czyjeś żebra.
Po wsunięciu małego sztyletu we włosy odwróciłam się i spojrzałam na siebie w lustrze, przejeżdżając dłońmi po obcisłej skórze przylegającej do mojego ciała. Zawsze podejrzewałam, że ten mundur był jednym z powodów, dla których kobiety nie mogły wcześniej dołączać do Łowców.
Noszenie spodni w ogóle rzadko przystoi damie, a co dopiero takich, które są tak obcisłe, że podkreślają każdą krągłość. Z kolei gorsety miały być noszone tylko pod bluzkami, a nie na nich, gdzie bardzo wyraźnie akcentowały moją kobiecość.
Mimo to, nie wydawało się to sprawiedliwe. Te obcisłe spodnie tak samo rozpraszały uwagę, gdy nosili je mężczyźni. Wystarczyło spojrzeć, gdzie uciekał wzrok kobiet w wiosce, gdy przechodzili Łowcy, żeby to wiedzieć.
Ale reszta wioski mogła zachować swoje szeptane opinie i wrogie spojrzenia dla siebie. Mroczny Las był niebezpiecznym miejscem, a ja nie potrzebowałam długich spódnic i luźnych bluzek, które haczyłyby o gałęzie drzew.
Albo o pazury potworów. Myślę, że to był ten drugi powód, dla którego kobiety nigdy nie zostawały Łowcami.
W końcu byłyśmy zbyt delikatne, by stawiać czoła potworom. Uśmiechnęłam się lekko do swojego odbicia, przejeżdżając palcami po rękojeściach każdego ostrza przy pasie.
Pozostali Łowcy bardzo starali się nie dopuścić mnie do swoich szeregów. Ale byłam jedynym dzieckiem mistrza Łowców, który nauczył mnie wszystkiego, czego nauczyłby syna, gdyby go miał.
Wiedziałam, że jestem gotowa. Odwróciłam się od lustra, ruszyłam w stronę drzwi i pewnym krokiem wyszłam do wioski.
Światło zachodzącego słońca zamieniało domy po drugiej stronie wąskiej ulicy w ciemne, przyczajone kształty, których okna jasno świeciły w narastającym mroku. Skręciłam w ulicę i ruszyłam w stronę skraju wioski, gdzie czekała na mnie znacznie głębsza ciemność.
Gdy zostawiłam za sobą budynki, moim oczom ukazał się Mroczny Las, a jego wysokie, cienkie drzewa złowieszczo wyciągały się w stronę ciemniejącego, wieczornego nieba. Poczułam nagły dreszcz na skórze, spoglądając na najwyższe gałęzie.
Ale to nie był dreszcz strachu. Nie, to był dreszcz ekscytacji – tej samej ekscytacji, która krążyła w mojej krwi od zawsze, ilekroć patrzyłam na Mroczny Las.
Jako dziecko siadałam w nocy na łóżku, patrząc przez okno na odległe korony drzew i słuchając, jak wiatr porusza ich gałęziami. I tam, gdzie inne dzieci słyszały straszne rzeczy i powody do strachu, ja słyszałam wezwanie – jakby cichy śpiew w nocy, przeznaczony tylko dla mnie.
Wiedziałam, że jakimś sposobem to jest moje miejsce.
„Naprawdę się zjawiłaś.”
Na dźwięk tego głosu szybko spojrzałam w bok, dostrzegając inną ubraną w skórę postać, która zbliżyła się do skraju lasu. Stanął obok mnie i oboje spojrzeliśmy na drzewa.
„Myślałeś, że tego nie zrobię?” – zapytałam niewinnie.
„Och, wiedziałem, że to zrobisz” – odpowiedział. „Mądrzejsza dziewczyna zostałaby w domu. Ale ty zawsze byłaś cholerną idiotką, Morgana.”
„Mogłabym powiedzieć to samo o tobie, Callum” – odparłam. Po chwili przerwy dodałam: „I wiele gorszych rzeczy również.”
Prychnął w rozbawiony, nieco obojętny sposób.
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, dźwięk zbliżających się kroków sprawił, że oboje odwróciliśmy głowy od drzew. Ale nie odwróciliśmy się plecami. Nigdy nie odwraca się tyłem do Mrocznego Lasu.
Pozostali Łowcy ruszyli naprzód, a ja zauważyłam, że unoszę brodę trochę wyżej i prostuję ramiona. Niech na mnie patrzą. Niech się ze mnie wyśmiewają. Nie zamierzałam wyglądać na zawstydzoną.
Pasuję tu znacznie bardziej niż wy, podpowiedziało mi jakieś wewnętrzne przeczucie. Odpowiedziałam na ich twarde spojrzenia równie stanowczym wzrokiem, a oni wszyscy odwrócili oczy, skupiając uwagę na głównym Łowcy, Bramie.
Stary człowiek przemówił, ani razu nie patrząc w moją stronę; wyraźnie postanowił trzymać się swojej zwykłej metody postępowania ze mną. Ignorował fakt, że pokonałam wszystkich jego Łowców w próbach, i udawał, jakbym wcale nie zasłużyła na przyjęcie do ich szeregów. Wolał po prostu udawać, że „tej dziewczyny” tam nie ma.
„Nie będę długo mówił” – powiedział. „Noc zbliża się szybko. Wioska nas potrzebuje. Musimy powstrzymać te stworzenia, zanim zbliżą się do naszych granic. Bądźcie czujni. Pamiętajcie o swoim treningu. Nie wahajcie się zabić ani przez chwilę. Jeśli to zrobicie, te potwory wypatroszą was bez zastanowienia. Bądźcie sprytni, a może wyjdziecie stamtąd żywi rano. Zrozumiano?”
Wszyscy pokiwaliśmy głowami. On odwzajemnił ten gest, a światło pełni księżyca odbiło się od jego białych włosów jasnym, srebrnym blaskiem.
„Bardzo dobrze, panowie.”
Przewróciłam krótko oczami. To z pewnością nie był przypadek.
„Wymarsz.”
Broń została wyciągnięta z pasów i zza pleców – miecze, łuki i topory – po czym wszyscy Łowcy obrócili się w stronę Mrocznego Lasu. Ja również się odwróciłam, wsunęłam po jednym ostrzu w każdą dłoń i ruszyłam naprzód.
Ktoś mocno uderzył mnie ramieniem od tyłu, więc posłałam ostre spojrzenie jasnowłosemu mężczyźnie, który mnie mijał. To oczywiście był Callum.
„Postaraj się nie zemdleć na widok pierwszego likana” – powiedział. Jego uśmiech przypominał biały półksiężyc w ciemniejącym krajobrazie.
„Postaraj się nie zeszczać ze strachu na widok pierwszego Fae” – odgryzłam się ostro.
Był tak samo niedoświadczony jak ja. Oboje zdaliśmy próby zaledwie w zeszłym miesiącu.
Ale w niego nikt nie wątpił. Zaśmiał się z mojej uwagi i ruszył truchtem przed siebie. Spojrzał krótko przez ramię i zawołał: „Zawsze możesz krzyczeć moje imię, jeśli wpadniesz w kłopoty, Morgana. Nie miałbym nic przeciwko, żeby usłyszeć, jak krzyczysz moje imię.”
Poczułam, że moja twarz robi się gorąca. Moje usta wykrzywiły się w złości. Ale Callum tego nie widział.
Zniknął już między drzewami, a ja wiedziałam, że nie powinnam się tym przejmować.
Powinnam być do tego przyzwyczajona. Większość Łowców tak mnie traktowała – wahając się między obelgami a nieprzyzwoitymi propozycjami z regularnością wahadła.
Callum był z nich najgorszy. Ale ja mu pokażę.
Pokażę im wszystkim. Kiedy wyjdę dziś w nocy z lasu z dowodem, że zabiłam potwora, nikt już nigdy nie podważy moich umiejętności jako Łowczyni.
Ścisnęłam mocniej sztylety. Przyspieszyłam kroku, wsuwając się w ciemność między wysokimi drzewami Mrocznego Lasu.
Światło pełni księżyca zniknęło z zaskakującą prędkością, całkowicie pochłonięte przez cienie pod drzewami.
Szybko przenosiłam wzrok z jednego ciemnego miejsca na drugie, szukając jakiegokolwiek ruchu w nieprzeniknionej nocy Mrocznego Lasu. Wchodząc szybkim krokiem coraz głębiej w las, byłam pewna, że powietrze wokół mnie staje się coraz zimniejsze.
Zignorowałam to uczucie zimna, nie zwalniając kroku, podczas gdy w myślach sprawdzałam pozostałą broń, którą miałam przy sobie. Choć każdy Łowca miał swoją ulubioną, wszyscy nosiliśmy też mały zapas innych niezbędnych rzeczy do walki z bestiami w Mrocznym Lesie.
Kołki na wampiry przylegały do moich przedramion, schowane pod luźnymi rękawami bluzki. Z kolei opiłki żelaza do dezorientowania Fae znajdowały się w małych fiolkach przy pasie.
I oczywiście niektóre z moich sztyletów miały srebrne końcówki do zabijania likanów. W myślach liczyłam każdą broń, jaką miałam do dyspozycji, kiedy nagle coś usłyszałam.
Zamarłam w bezruchu, a moje stopy lekko przesunęły się po miękkiej ziemi, gdy rozejrzałam się dookoła. Choć trochę przyzwyczaiłam się już do ciemności, do lasu wślizgnęła się srebrzysta mgła, jeszcze bardziej utrudniając mi widzenie.
Moje serce bardzo głośno biło, a ja błagałam je, żeby ucichło, wytężając słuch, by znów usłyszeć ten dźwięk. Słyszałam tylko ciszę.
A potem usłyszałam cichy, delikatny dźwięk. To nie było syczenie, lecz odgłos przypominający miękki materiał przesuwający się po skórze.
Odwróciłam się gwałtownie, szybko unosząc sztylety. Zauważyłam tylko bladą twarz i ciemne oczy, po czym wypuściłam z dłoni oba ostrza.
Ale w miejscu, gdzie przed chwilą stała postać z bladą twarzą, zostały tylko cień i mgła, wciąż lekko wirująca po niedawnym ruchu. Bez tchu wpatrywałam się w miejsce, gdzie moje noże wbiły się w ciemną korę drzewa, a serce mocno uderzało mi w klatce piersiowej.
„Czy tak się powinno witać?” – wyszeptał jakiś głos wprost do mojego ucha.
Podskoczyłam i znowu się odwróciłam, wyciągając z pasa dwa kolejne sztylety, podczas gdy szybko cofałam się po wilgotnych liściach pokrywających dno lasu.
Tym razem postać przede mną się nie poruszyła. Stał całkowicie nieruchomo, a jego ciemne oczy na bladej twarzy przyglądały mi się z rozbawieniem.
Odwzajemniłam spojrzenie, szybko przesuwając wzrokiem po jego postaci. Wyglądał prawie normalnie.
Czarne, nieco potargane włosy opadały mu na uszy. Na ramionach miał długi płaszcz, o wiele lepszej jakości niż cokolwiek, co nosili mężczyźni w wiosce, a jego dłonie były głęboko schowane w kieszeniach.
Wysokie oficerki ściśle przylegały do jego łydek, a luźna, biała koszula była wpuszczona w czarne, skórzane spodnie do jazdy.
Wyglądał jak syn lorda, który zgubił drogę do domu po polowaniu. Z wyjątkiem jego twarzy.
Jego blada skóra wyraźnie podkreślała ostre kości policzkowe, mocną szczękę i pełne, czerwone usta. No i oczywiście jego ciemne, prawie czarne oczy.
Nie, uświadomiłam sobie. Nie prawie czarne. Czarne. Naprawdę czarne.
Ponieważ, gdy te pełne, czerwone usta ułożyły się w lekki uśmiech, zobaczyłam błysk jednego ostrego zęba i wiedziałam już bez najmniejszych wątpliwości, czym było to stworzenie.
Wampirem.















































