
Wilki Czarnej Róży
Autorzy
Silver Taurus
Lektury
879K
Rozdziały
61
Zaczęło się od chciwości, a potem przerodziło w karę. Skuto ich razem wbrew ich woli, nie pozostawiając wyboru – będą musieli uczynić to, czego żąda Bogini: wybrać między sercem a koroną. A jeśli wybiorą koronę, wiedzą, że zwycięzca może być tylko jeden.
Rozdział 1: Alfy
ELAINE
Stał tam, wysoki i dumny. Uśmiech rozlał się na jego opalonej, piegowatej twarzy. Zastanawiałam się, ile czasu minie, zanim mi się to znudzi.
„Najwyższy czas, żebyś zeszła z platformy!” – wrzasnął, pokazując idealny uśmiech. „Nie chciałbym skrzywdzić tej ładnej buźki.”
Nie mogłam się powstrzymać od lekkiego śmiechu. Złośliwy uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Z nim było zawsze tak samo: puste groźby, puste ostrzeżenia i wielkie ego, które wcale mnie nie przerażało.
„Jesteś dziwaczką, która nie boi się śmierci” – powiedział. Jego głos był pełen nienawiści.
„A ty się boisz?” – odparowałam, unosząc brew w śmiałym wyzwaniu.
Zgrzyt jego szczęki był głośny na cichej platformie. Podekscytowany tłum czekał, żeby zobaczyć, co się stanie.
Gdybym mogła zrobić, co chcę, skończyłabym to już dawno. Ale on po prostu musiał dalej rzucać puste groźby, które strasznie mnie nudziły.
Kolejny zgrzyt szczęki, kolejny wściekły dźwięk. Spojrzałam na niego.
„W porządku, skończmy to w takim razie” – uśmiechnęłam się, rzucając się na niego i powalając go jednym szybkim ruchem.
Krzyknął, gdy chwyciłam jego spocone futro i cisnęłam nim o ścianę wokół platformy.
Wielka rysa pojawiła się natychmiast w białym i szarym betonie, w miejscu, gdzie uderzył.
„ZWYCIĘZCA: ELAINE WOODS!”
Otrzepałam ręce i ubranie, schodząc małymi schodkami do strefy oczekiwania, gdzie stali moi bracia.
Gdy się zbliżałam, zobaczyłam ich uśmiechy i podekscytowane twarze.
„Jeszcze dwie walki.”
„Nie powinniście być gdzieś indziej?” – zapytałam, chwytając swoje rzeczy i wychodząc z areny. Kilka śmiechów poleciało za mną. Przewróciłam oczami.
„Oczywiście, młodsza siostrzyczko. Jak moglibyśmy cię dzisiaj nie wspierać?” – powiedział jeden z nich. Jego głos był pełen radości.
Spojrzałam przez ramię.
Quillon, Jyn, Blaze, Arye i Regulus, moi bracia i synowie alfy Atlasa, mojego ojca.
Będąc jedyną dziewczyną w rodzinie, było trochę irytujące mieć tę gromadkę zawsze wokół mnie jak opiekuńcze ptaki. To było za dużo.
„Wygląda na to, że jesteś tematem numer jeden w stadzie” – powiedział Blaze. To sprawiło, że kilku członków stada gapiło się na mnie, gdy przechodziliśmy obok nich.
Black Rose, największe i najbardziej przerażające stado na północy Gór Alpejskich. Było ukryte przez rzeki i śnieg przed czujnymi oczami ludzi.
Co dziesięć lat odbywały się zawody. Wojownicy z każdego stada mogli walczyć, żeby zostać następnym Królem alfą.
Bety, omegi czy alfy – wszyscy byli mile widziani. Dzisiaj był ten dzień. Jako córka alfy, moim obowiązkiem było wziąć udział, mimo że mój ojciec był temu przeciwny.
„Twoja ulubiona osoba przechodzi do ostatniej rundy, wiesz” – powiedział mój brat Regulus z tyłu.
„Naprawdę? To po prostu wspaniale!” – powiedziałam. Mój głos pokazywał, że wcale tak nie myślę. „Wiecie, moglibyśmy uniknąć tego wszystkiego, gdyby wy dołączyli i skopali trochę szczeniackich tyłków.”
Nikt nie odpowiedział. Wszystko, co widziałam kątem oka, to jak się wzdrygnęli i poruszyli ciałami, zachowując dystans. Wiedzieli, że mówię prawdę.
Gdy dotarliśmy do naszego następnego miejsca, spojrzałam na różnych członków stad z pobliskich okolic stojących w małych grupkach i rozmawiających.
To był niezły widok. Stado Black Rose otwierało swoje drzwi dla reszty stad tylko raz na dziesięć lat.
Taka była zasada. Jedynym sposobem, żeby dostać się do środka bez czekania tak długo, było mieć interes ze stadem lub zostać zaproszonym.
A kiedy już otwierali drzwi, miejsce było pełne ludzi na turnieje. To był też sposób na znalezienie czegoś, czego każde stado potrzebowało – partnerów.
„Hej, jesteś jedyną wilkołaczycą, która bierze udział?” – zapytał Arye, gdy wszyscy rozglądaliśmy się po nowej arenie, gdzie miała się odbyć moja następna walka.
„Nie, jest jeszcze jedna” – powiedziałam, siadając i opierając łokcie na żelaznych prętach wokół platformy. Rozłożyłam nogi w sposób, który nie był damski.
„Mogłabyś siedzieć jak dama?” – szepnął Jyn, przewracając oczami. „Jesteś najmniej kobiecą kobietą tutaj.”
Uniosłam brwi, gdy wszyscy inni odwrócili się. Słyszałam, jak się śmieją.
Postanowiłam zignorować słowa Jyna. Spojrzałam do przodu, gdzie druga wojowniczka się rozgrzewała. Obserwowałam ją, jak się rozciągała, rozmawiała sama ze sobą i nerwowo rozglądała.
Wyglądała na zaniepokojoną, ale nie mogłam zrozumieć dlaczego.
Gdy trzymałam na niej wzrok, moi bracia zaczęli ze sobą rozmawiać. Nagle głośne wycie dobiegło z daleka.
Wszyscy na arenie ucichli. Spojrzeli w górę, gdy kolejne wycie dobiegło z tego samego miejsca.
„No, szczęściarz!” – zaśmiał się Blaze, wyjąc w odpowiedzi, żeby pogratulować.
To było wycie mężczyzny. Informował każdego członka stada, że znalazł swoją wybrankę, swoją partnerkę, swoją jedyną na zawsze.
„Tak, szczęściarz” – powiedział cicho Jyn. To sprawiło, że spojrzałam w jego stronę.
Smutek okrył twarz mojego brata, gdy powoli spuścił wzrok.
Wiedziałam, że to go dręczy. Jyn szukał od lat bez żadnego znaku partnerki.
A co gorsza, był najstarszym synem. Był tym, od którego ojciec oczekiwał założenia własnej rodziny i przejęcia naszego biznesu. Ale jak dotąd nie miał szczęścia.
Wstając, zapytałam, czy ktoś chce coś zjeść. Kilku moich braci narzekało, że jedzenie przed walką to zły pomysł.
Ignorując burczący żołądek, odeszłam od grupy i poszłam do pobliskiego stoiska. Zapach mięsa i kukurydzy unosił się w powietrzu.
Dla wilków żyjących w górach posiadanie mięsa bizona było czymś wyjątkowym.
Było milion okazji, żeby go spróbować. Zimna pogoda i oddalenie od ludzkich miast utrudniały zdobycie niektórych rzeczy, których potrzebowaliśmy.
Przez większość czasu jedliśmy konserwy lub inne rzeczy, które wytrzymywały kilka miesięcy. Ale dobrą rzeczą było to, że mieliśmy ludzkiego pomocnika, który wiedział o nas.
Prawdziwym problemem było to, że pojawiał się tylko co trzy miesiące, chyba że była sytuacja awaryjna. Wtedy musieliśmy czekać do dwóch tygodni.
Dołączyłam do długiej kolejki, naciągając płaszcz na twarz, żeby ją ukryć. Nagle głośne wiwaty przyciągnęły moją uwagę. Kolejna walka się skończyła i pojawił się zwycięzca.
Odkąd byłam dzieckiem, marzyłam o walce w tym turnieju. Ale byłam za młoda. Teraz, gdy miałam dwadzieścia lat, mogłam dołączyć. Mój cel był jasny: zostać pierwszą kobietą alfą w historii naszego stada.
„Hej, słyszałeś? Wojownik zginął.”
Spojrzałam przez ramię. Dwóch facetów w czerwono-czarnym stroju rozmawiało. Wyraźnie nie byli z naszego stada. Wydawali się przerażeni tym, kto zabił wojownika.
„Wygląda na to, że alfa robi wszystko, co może. Cieszę się, że nie jestem w turnieju” – zażartował jeden z nich.
„Tchórz” – powiedziałam cicho.
Nagle ręka chwyciła moje ramię i odwróciła mnie. Gapiłam się na dwóch facetów.
„Co powiedziałaś?” – warknął jeden z nich. „Hej, mówię do ciebie!”
Odepchnęłam jego rękę i spojrzałam w górę.
„Jesteś wilkołaczycą?” – powiedzieli obaj, zaskoczeni.
„Co? Nigdy nie widzieliście kobiety?” – powiedziałam ze złością, sprawiając, że obaj się wzdrygnęli. Wydałam dźwięk obrzydzenia i odwróciłam się. Ruszyłam z kolejką i myślałam o moim celu: jedzeniu.
„Co tak długo trwa?” – głos Blaze'a powiedział w moim umyśle.
„Kolejka. Nie widzisz?” – odpowiedziałam, pokazując mu, co widzę.
Nasze stado wilkołaków miało specjalne zdolności. Niektórzy mieli siłę, inni szybkość, a nawet specjalne umiejętności walki.
Ale moja rodzina miała coś innego: wzrok. Mogliśmy pokazywać innym, co widzimy przez nasze oczy – okolicę wokół nas, ludzi, nawet nasze sny, jeśli chcieliśmy.
To była dziwna zdolność, która przyniosła mi przydomek „Dziwaczka” w stadzie.
I chociaż kilkoro rodziło się z tymi zdolnościami, nasze pochodziły od naszych przodków lykaninów. Ich krew płynęła w nas, ale głównie we mnie.
Byłam wyjątkowa w rodzinie i wcale mi się to nie podobało.
Wypuściłam powietrze i ruszyłam do przodu, gdy ktoś w mnie wpadł. Odwróciłam się, żeby zobaczyć, kto to był.
„Rusz się!” – rozkazał głęboki głos z tyłu.
„David.” – Zacisnęłam zęby.
„No, no, jeśli to nie Elaine Woods. Co słychać, dziwaczko?”
Zacisnęłam pięści po bokach i gapiłam się na niego.
„Spadaj” – powiedziałam, odwracając się od dupka za mną. Walka z nim była stratą czasu.
David wydał dźwięk blisko mojej szyi.
„Suko!” – powiedział.
Musiał żartować. Byłam gotowa go spławić, gdy znajomy głos zawołał do nas.
Moje ciało stężało, gdy jego kroki zbliżały się – powolne, ale niebezpieczne.
Nie musiałam patrzeć. Wiedziałam. Wzięłam głęboki oddech, próbując zignorować mężczyznę stojącego obok mnie.
David i jego grupa zniknęli bez słowa.
„Słyszałem, że wciąż jesteś w turnieju” – szepnął. Jego głos był pełen nienawiści. Powstrzymałam uśmiech.
„Nie powinieneś być gdzieś indziej, Connor?” – odparowałam. Mój głos był wystarczająco zimny, żeby sprawić, że wszyscy wokół nas się cofnęli.
„Uważaj na ton wobec mnie” – warknął Connor. Jego zęby były zaciśnięte.
Trzymałam głowę wysoko i odwróciłam się, żeby stanąć z nim twarzą w twarz z dumnym uśmiechem.
To był Connor Reed, syn byłego alfy i faworyt stada do wygrania turnieju. I był moim wrogiem.
„Mogłabym powiedzieć to samo tobie” – powiedziałam, uśmiechając się słodko. Wszyscy, włącznie z przyjaciółmi Connora, cofnęli się.
Napięcie było silne. Wszyscy się nas bali i mieli do tego pełne prawo.
Connor i ja byliśmy jak ogień i woda, noc i dzień, grzmot i błyskawica. Nigdy nie mieliśmy być partnerami.
Podeszłam bliżej, zamykając przestrzeń między nami. Patrząc w jego miodowe oczy, zobaczyłam, jak jego twarz się zmienia. Pokazywał mi władzę, którą myślał, że ma nade mną.
Ale czy naprawdę?
Czując się śmiała, przywołałam swoją wilczycę. To zmusiłoby go do wyboru między całkowitą przemianą i walką ze mną, albo wycofaniem się i czekaniem, aż skopię mu tyłek w naszej finałowej walce.
„Radzę ci nie wchodzić mi w drogę, Elaine” – powiedział Connor ze złością. Jego głos był groźbą. Tylko się uśmiechnęłam.
„Podobnie, psie” – uśmiechnęłam się, przesuwając palcem po jego mocnej klatce piersiowej. Próbował kontrolować swój gniew.
Patrząc na jego klatkę, zauważyłam, że Connor był dobrze zbudowany, wysoki i pełen gracji. Był idealnym przykładem boga i króla.
Każda kobieta marzyłaby o nim, ale nie ja.
Nienawidziłam go. Budził we mnie obrzydzenie.
„Ostrzegałem cię, Elaine” – szepnął Connor, przechodząc obok mnie i odchodząc ze swoją grupą.
Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się z powrotem do kolejki. Connor całkowicie zrujnował mi apetyt.














































