
Dziecko to tylko biznes Książka 2
Autorzy
Lektury
79,3K
Rozdziały
20
Opowieść stara jak świat
Księga 2: Całkowicie świąteczny bałagan
„Jestem tu”, szepcze Sebastian do ucha Peyton, składając delikatny pocałunek na jej skroni. „Możesz do mnie mówić albo i nie, ale jestem przy tobie”.
Leżą razem na łóżku. Wzrok Peyton jest utkwiony w ogrodzie za szklanymi drzwiami. Sebastian obejmuje ją ramionami. Jego obecność przynosi jej ukojenie, mimo jej milczenia.
Jej łzy już dawno wyschły na policzkach. Sebastian zdążył już dwa razy zasnąć.
Peyton wie, że już dawno powinna przestać czuć ten ból. Jednak myśl o zmierzeniu się z nim, zamiast tylko z nim żyć, wydaje jej się teraz obca.
Porzucenie tych chwil, kiedy ból przejmuje nad nią kontrolę... Dla Peyton wydaje się to ostateczne. To oznaczałoby, że jej dziecko odeszło już na zawsze.
Te chwile słabości sprawiają, że czuje, iż ma prawo być załamana. Czy minęły już lata? Tak. Ale bez względu na to, jak bardzo Sebastian próbuje ją pocieszyć, jej umysł i tak zawsze wraca do tego bólu.
Dokładnie siedem lat temu Peyton straciła nienarodzone dziecko. Straciła również szansę na posiadanie kolejnych dzieci. Od tamtej pory ona i Sebastian wychowują Sashę jako jedynaczkę.
Czasami bardzo samotną jedynaczkę.
Adopcja nie wchodziła w grę. Nie dlatego, że tego nie chcieli, ale właśnie przez takie chwile jak ta. Sebastian zawsze powtarza, że jeśli ból wciąż nie minął, Peyton powinna skupić się na leczeniu, zanim pomyśli o kolejnym dziecku.
To samo tyczy się wynajęcia surogatki.
Peyton rozumie jego sposób myślenia. Wie, że Sebastian ma rację. Ale ona wcale nie chce mierzyć się z tym bólem. Jeśli to zrobi, przestanie go czuć. A to by oznaczało, że jej dziecko naprawdę odeszło na zawsze.
„Mamusiu”, głos Sashy przerywa jej rozmyślania. Drzwi delikatnie skrzypią, a Peyton szybko siada na łóżku. Nawet nie zauważyła, że niania zdążyła już odebrać Sashę ze szkoły.
Peyton uśmiecha się do córki i przywołuje ją do siebie. Sasha wspina się na łóżko i siada naprzeciwko mamy. Widząc zmartwienie na twarzy Sashy, Peyton zakłada jej za ucho niesforny kosmyk włosów.
„Co się stało, kochanie?”, pyta Peyton łagodnym głosem.
„Ktoś dzwoni. Płacze i mówi, że musisz z nim porozmawiać”, odpowiada Sasha, wyciągając do niej telefon Peyton.
Serce Peyton zamiera, gdy widzi imię na ekranie. Odbiera telefon od Sashy, a po jej plecach przechodzi dreszcz. „Mikayla”, odpowiada, już wiedząc, jak potoczy się ta rozmowa.
„Pani Coleman”, głos Mikayli drży w słuchawce. Peyton czeka, aż kobieta skończy mówić. „Musi pani przyjechać i to wszystko posprzątać”.
Peyton wypuszcza powietrze z płuc. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że wstrzymywała oddech. Czekała na to od bardzo dawna. A teraz, gdy to wreszcie nadeszło, trudno jej w to uwierzyć. „Przyjadę najszybciej, jak to możliwe”, obiecuje i rozłącza się.
„Kto to był, mamusiu?”, pyta Sasha.
Peyton uśmiecha się do córki. „Nikt ważny”.
„Odrobiłaś już lekcje?”, pyta Peyton.
Sasha kręci głową. Z uśmiechem zerka na śpiącego tatę. „Monique jeszcze przygotowuje dla nas obiad”, tłumaczy dziewczynka.
Peyton mruczy ze zrozumieniem i puszcza do niej oczko. „Doskonale. Idź robić swoje. Obudzę tatusia, zanim zejdziemy na dół”.
Sasha o nic nie dopytuje. Szybko wybiega z pokoju, podekscytowana na myśl o zjedzeniu na obiad tostów z serem od Monique.
Po co im w ogóle niania? Odkąd Peyton poślubiła Sebastiana, jej życie mocno się zmieniło. Brała udział w licznych galach, poznała wspaniałych ludzi, a nawet została projektantką mody. Obecnie jest właścicielką własnego studia i salonu sukni ślubnych. Ale przy tych wszystkich pokazach mody i prowadzeniu biznesu, po prostu potrzebowali pomocy.
Peyton ponownie patrzy na Sebastiana, a na jej ustach pojawia się uśmiech. Kiedy śpi, wygląda tak spokojnie. To jeden z jej ulubionych widoków.
Widzi na jego twarzy oznaki starzenia. Zmarszczki wokół oczu i na czole. Ale oboje są wciąż młodzi, a ona jest ciekawa tego, co przyniesie im przyszłość.
„Kochanie”. Peyton delikatnie potrząsa Sebastianem, żeby go obudzić. Zajmuje to chwilę, ale kiedy mężczyzna w końcu otwiera oczy, wita ją uśmiechem i szybkim pocałunkiem w usta.
„Wyglądasz lepiej”, mówi, a ona potakuje głową w odpowiedzi.
Sebastian siada i unosi brew, patrząc na Peyton. „Wszystko w porządku?”, pyta.
Cichy pomruk Peyton sprawia, że pyta ponownie. „Peyton”. Wyciąga rękę i kładzie dłoń na jej ramieniu. Kobieta w końcu mówi mu, co się dzieje.
„Dzwoniła Mikayla. Powiedziała, że muszę przyjechać i posprzątać”.
Sebastian jest zaskoczony, ale spodziewał się, że to kiedyś nastąpi. „W porządku. W takim razie pojedziemy i posprzątamy”, mówi po prostu.
Peyton mruży na niego oczy. „Czy ty rozumiesz, co to oznacza? Muszę wrócić do tamtego miejsca. Muszę spojrzeć w twarz wszystkim tym ludziom, którzy wiedzieli, co się dzieje. Nie zrobili nic, żeby mi pomóc, bo liczyły się tylko pieniądze”.
Sebastian przysuwa się do Peyton i obejmuje ją ramionami. Całuje ją w skroń. „Posłuchaj, możemy pojechać tam wszyscy. Zostaniemy na kilka dni. Spakujemy dom, uporządkujemy sprawy majątkowe, wystawimy go na sprzedaż i wrócimy do siebie. To będzie proste. A wszyscy, którzy nigdy się tobą nie przejmowali, zobaczą, z jakim przystojniakiem teraz jesteś”.
Peyton uderza go lekko z uśmiechem na twarzy. „A co z Sashą?”, pyta.
Sebastian patrzy na nią, jakby zwariowała. „Moi rodzice chętnie wezmą ją do siebie na kilka dni”.
Jego obecność ją uspokaja. Jego zdolność do załatwiania spraw daje jej jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa. „Więc to już naprawdę koniec, co?”
Sebastian lekko ją ściska. „W końcu to się stało”.
„Nigdy bym nie pomyślała, że poczuję cokolwiek, gdy kopną w kalendarz. Ale okazuje się, że śmierć gównianych rodziców może przynieść ulgę”. Rodzice Peyton spędzili ostatnie lata życia, próbując naprawić krzywdy, jakie wyrządzili jej w młodości. Posunęli się nawet do tego, że zapisali jej wszystko w testamencie.
Myśleli, że w ten sposób naprawią błędy z przeszłości. Ale podczas rzadkich spotkań Peyton w ogóle nie czuła się jak ich dziecko. Wybaczenie im było proste. Ale miłość? To była już zupełnie inna sprawa.
Teraz, kiedy nie żyją, cały ich majątek należy do niej. Gówno ją to obchodzi, ale nie potrafi pozbyć się wrażenia, że świat jest odrobinę lepszy.

















































