
Uniwersum Dziedzica alfy: Nowa era alfy
Autorzy
Lektury
318K
Rozdziały
20
Cisza przed balem
Księga 3: Nowa era Alfy
SCARLETT
Minęło dwadzieścia jeden lat od narodzin Anthony'ego — dnia, który na zawsze odmienił nasze życie. Już raz przeżył swój pierwszy Bal Księżycowy, nie znajdując partnerki, a drugi zbliżał się wielkimi krokami. Czas leciał nieubłaganie, ale wspomnienie dnia, w którym Caroline uratowała mu życie, wciąż było tak wyraźne, jakby wydarzyło się wczoraj.
Moja wdzięczność wobec niej, mojej ukochanej córki, nie miała granic. Anthony wyrósł na silnego, inteligentnego młodego mężczyznę. Zawsze zadawał pytania, przesuwał granice z tą samą nieustępliwością, którą odziedziczył po mnie.
Kiedy coś sobie postanowił, nikt nie był w stanie go przekonać — z wyjątkiem Caroline. Była jego przeciwwagą, jego ostoją, i byli nierozłączni. Caroline, teraz dwudziestosześcioletnia, wyrosła na kobietę, z której nie mogłam być bardziej dumna.
Poszła moimi śladami i wybrała zawód lekarza. Widok jej w fartuchu napełniał mnie radością, której nie potrafiłam wyrazić słowami. Moja księżniczka. Dar, który Bogini mi ofiarowała.
Christopher i ja mieliśmy pełne ręce roboty — wychowywaliśmy ich i prowadziliśmy watahę. Nasze życie kręciło się wokół nich — naszych jedynych dzieci. Kolejne pokolenie kwitło wokół nas: Kevin, syn Karen i Thomasa, był najlepszym przyjacielem Anthony'ego i towarzyszył mu na każdym kroku.
Ich najmłodsza, Emily, właśnie skończyła dwanaście lat. Tymczasem trojaczki Boba i Tiffany — Andrew, Adrian i Aria — miały już piętnaście lat i tryskały młodzieńczą energią. Stopniowo przywództwo watahy przechodziło przemianę.
Mój ojciec przeszedł na emeryturę pięć lat temu, przekazując stery Bobowi. Mama wciąż zarządzała szpitalem, ale ja wycofałam się po narodzinach Anthony'ego, a Karen odeszła, gdy urodził się Kevin. Teraz Caroline zajęła swoje miejsce w szpitalu — kolejne ogniwo w naszym łańcuchu.
Przygotowywaliśmy Anthony'ego do przejęcia roli alfy, ale nie mogłam pozbyć się uczucia, że nie był jeszcze gotowy. Do Balu Księżycowego zostały zaledwie dwa dni. Pochłaniały mnie przygotowania ostatniej chwili, ale bez względu na to, ile planowałam, zawsze znajdowały się szczegóły, których nie dało się dopracować wcześniej.
Gdy wyłączyłam budzik, poczułam, jak ramię Christophera wciąga mnie z powrotem do łóżka, a jego ciepło rozprasza moje niepokoje. Na razie pozwoliłam sobie na tę chwilę. Nastawiłam budzik wcześniej, a po jego wyłączeniu poczułam silną dłoń, która przyciągnęła mnie z powrotem, układając moje ciało idealnie w jego objęciach.
Zderzenie naszych ciał zawsze wywoływało we mnie fajerwerki. Wtulił twarz między moje ramię a szyję, jego wargi musnęły delikatną skórę tuż pod uchem, wywołując dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. Potem wyszeptał mi do ucha.
„Dzień dobry.”
Ochrypły głos Christophera sprawił, że zadrżałam.
„Dzień dobry” odpowiedziałam, z głosem wciąż ciężkim od snu.
„Chyba nie zamierzasz teraz wstawać?” zapytał, a jego dłonie błądziły po moim ciele, palce kreśliły linię wzdłuż mojego znamienia, sutka, a potem zsunęły się niżej, do mojego łona. Nawet przez materiał koszuli nocnej jego dotyk rozpalał mnie, wprawiając całe ciało w trans, kusząc, uniemożliwiając wyjście z łóżka.
„Już nie…” odpowiedziałam, odwracając się do niego twarzą i łapiąc jego usta swoimi. Przesunęłam dłonią po jego już twardym członku, nawet przez materiał spodni, wyrywając z niego jęk prosto w moje usta. To niesamowite, jak po tylu wspólnych latach wciąż potrafiliśmy się wzajemnie rozpalać, a z całą tą praktyką seks był tylko coraz lepszy.
Nasze ręce szybko ściągały z siebie ubrania. Ściągnął mi koszulę nocną przez głowę, a jednocześnie jego wargi odnalazły mój sutek, wyrywając mi okrzyk rozkoszy, gdy poczułam, jak cała krew spływa do mojego wnętrza.
Jego dłonie nie przestawały i powoli sunęły w dół, aż zaczepiły o moje majtki i ściągnęły je powoli, podczas gdy jego pocałunki spływały po moim brzuchu prosto do mojego łona. Kiedy jego język dotknął mojej łechtaczki, wciągnęłam gwałtownie powietrze, krzycząc jego imię.
„Christopher…„
Słowo wyszło stłumione, a mój rozum ustąpił miejsca rozkoszy, którą mi dawał, doprowadzając mnie niemal do utraty zmysłów. Zmieniał tempo między delikatnymi a zdecydowanymi ruchami z wprawą mistrza i znał dokładnie wszystkie moje najczulsze miejsca.
Jego dłoń sięgnęła do mojego sutka i pieściła go, doprowadzając mnie na szczyt. Nie mogłam się powstrzymać — orgazm nadszedł, sprawiając, że wygięłam się w łuk i jęczałam głośno.
Zadowolony uśmiech Christophera po tym, jak mnie tak rozpieścił, był moim ulubionym z jego uśmiechów. Moje ręce ściągnęły mu bieliznę i szybko objęłam wargami jego twardy członek, wyrywając z niego gardłowy jęk.
Cholera, jak ja to kochałam.
Poruszałam się w górę i w dół, czując, jak traci zmysły. Dzięki naszej więzi czułam, jak fale jego przyjemności nakładają się na moje.
Wtedy Christopher zaczął palcami delikatnie gładzić moje znamię, sprawiając, że całe napięcie, które opadło zaledwie kilka sekund temu, narastało jeszcze silniej, do tego stopnia, że nie mogłam powstrzymać jęków, wciąż mając jego członek w ustach.
Christopher nie wytrzymał dłużej. Podciągnął mnie do góry, położył na łóżku i nakrył moje ciało swoim, przytrzymując moje dłonie nad głową, i wszedł we mnie całą swoją długością. Wsunął się gładko dzięki mojemu podnieceniu zmieszanemu z jego śliną, a moje ścianki przyjęły go idealnie, jakbyśmy byli stworzeni dla siebie.
To była pieprzona doskonałość. Nie mogłam się tego nasycić. Jego pchnięcia nabierały tempa, jego spojrzenie wbite w moje, a pokój wypełniały jęki rozkoszy, aż wreszcie ugryzł moje znamię, odsłaniając swoje, a ja ugryzłam jego. Osiągnęliśmy szczyt razem, zostawiając w mojej głowie jedną jedyną myśl.
Kocham tego mężczyznę.
Po prysznicu zeszliśmy na dół. Kończyłam przygotowywać śniadanie, a Christopher siedział u szczytu stołu, już pochłonięty jakimiś dokumentami. Nagle drzwi pokoju się otworzyły i weszła Caroline w fartuchu szpitalnym. Nie mogłam się napatrzeć na nią w tym mundurze.
„Dzień dobry, kochanie” powiedziałam, kończąc ustawiać dżemy na stole, a ona odłożyła torbę i podeszła mnie przytulić.
„Jak ci minął dyżur?” zapytałam, a w tym samym momencie Christopher wstał, żeby ją też przytulić.
„Było super, mamo. Asystowałam babci przy porodzie, opatrzyłam strażnika z poparzeniami od srebra i miałam cztery przypadki wirusowe” opowiadała z przejęciem, siadając przy stole i biorąc dwie kromki chleba.
Uśmiechnęłam się. Uwielbiałam słuchać jej szpitalnych historii i widziałam w niej tak wiele z siebie.
Zanim ktokolwiek zdążył powiedzieć słowo, u szczytu schodów pojawiła się sylwetka. Brunetka, ściskając buty w dłoni, schodziła na palcach po cichu. Jej twarz oblała się głębokim szkarłatem, gdy jej szeroko otwarte oczy spotkały nasze spojrzenia.
„Dzień dobry, Alfowie” powiedziała.
Wymamrotała to ledwo słyszalnie. Zbiegła szybko po pozostałych stopniach, jej obcasy stukały o drewnianą podłogę, i wypadła za drzwi, zanim ktokolwiek zdążył zareagować.
Chwilę później pojawił się Anthony, przeciągając się leniwie, jakby miał cały czas świata. Jego blond włosy były potargane, a na twarzy miał ten swobodny uśmieszek, który mógł oczarować każdego — z wyjątkiem mnie.
„Cześć, rodzice” przywitał się, chwytając jabłko z miski i wgryzając się w nie z rozbrajającą pewnością siebie.
Skrzyżowałam ręce, mrużąc oczy. „Anthony, to trzecia w tym tygodniu. Bal jest za dwa dni. Musisz się opanować.”
Mówiłam przyciszonym głosem, ale ostrym tonem, upewniając się, że dziewczyna nie usłyszy, wychodząc.
Anthony wzruszył ramionami, jego uśmiech ani drgnął. „To nic takiego, mamo. Po prostu się bawię.”
„Przynajmniej odwieź ją do domu” zasugerowałam, czując, jak cierpliwość mi się kończy.
„Powiedziała, żebym się nie przejmował. Weźmie taksówkę” odparł, opierając się o blat kuchenny z irytującą obojętnością.
„Anthony.” Głos Christophera przeciął ciszę — spokojny i władczy. Autorytet w jego tonie był niepodważalny.
Anthony zamarł w pół kęsa, westchnął i zdjął kluczyki z haczyka przy drzwiach.
„Dobra, lecę” oznajmił, wychodząc z tym samym chłodnym spokojem. Drzwi zamknęły się za nim z echem.
Opadłam na krzesło przy stole, kręcąc głową. „Już nawet nie wiem, kim on jest” wyznałam, a frustracja przebijała przez każde moje słowo.
Christopher położył mi pocieszająco rękę na ramieniu, siadając naprzeciwko, z twarzą pełną ciepła i zrozumienia. „Spokojnie, kochanie” poradził, nalewając sobie kawy. „On po prostu korzysta z życia. Nie znalazł jeszcze swojej partnerki, ale jak ją znajdzie, to się uspokoi.”
Zmarszczyłam brwi, dręczona wątpliwościami. „Bardzo na to liczę” wyszeptałam, wpatrując się w drzwi, jakbym mogła wymusić, żeby ukazały mi takiego Anthony'ego, który nie budzi we mnie tylu obaw.
















































