
Przeznaczeni przez pomyłkę
Autorzy
Lektury
540K
Rozdziały
12
Rozdział 1
BRIA
„Bria, w przyszły weekend masz swoje szesnaste urodziny. Czemu siedzisz zamknięta w bibliotece i się uczysz, zamiast planować imprezę?” – narzeka Sage, moja najlepsza przyjaciółka.
Przewracam oczami, nie odrywając wzroku od podręcznika do matematyki. „Jakbyś zapomniała, Sage, za niecałe dwa miesiące mamy egzaminy. To ważne. Uczę się.”
Sage prycha, a ja w końcu na nią spoglądam. Odchyla się na krześle, balansując na dwóch nogach. Dokładnie to, czego nauczyciele ciągle nam zabraniają.
Jej kasztanowe włosy są upięte w niedbały kok, a zielone oczy błyszczą figlarnie.
„Nie znam nikogo, kto przychodzi do szkoły wcześniej, żeby się uczyć” – droczy się ze mną.
„Znasz. Znasz mnie.”
Śmieje się z mojej riposty, a zanim zdążę ją powstrzymać, wyrywa mi podręcznik sprzed nosa.
„Hej!” – protestuję. „Oddaj mi to!”
„Nie ma mowy. Czas na lekcję wychowawczą, chodźmy.”
Dzwonek rozlega się, oznajmiając początek dnia szkolnego. Sage i ja jesteśmy pod wieloma względami zupełnymi przeciwieństwami.
Ja jestem praktyczna, ona impulsywna. Ja jestem ostrożna, ona odważna. Ona ma doświadczenie z chłopakami, ja nie.
Jestem córką bety i oczekuje się ode mnie, że będę wzorem do naśladowania. Rodzice dobrze mnie wychowali i wiem, jak się zachowywać.
W szkole ciężko pracuję i mam świetne wyniki. W domu pomagam przy rodzeństwie. Ponieważ unikam dramatów i chłopaków, dobrze dogaduję się z większością uczniów w szkole.
Ale mam tylko dwie bliskie przyjaciółki.
Jestem najstarsza, mam piętnaście lat. Mam czworo rodzeństwa: bliźniaki, które mają dwa latka, młodszą siostrę, która ma cztery, i młodszego brata, który ma sześć.
Moi rodzice są ciągle zajęci, więc pomagam, kiedy tylko mogę.
Sage i ja idziemy do szafek po książki na pierwsze dwie lekcje. Wkładam je do torby, zapinam zamek i zarzucam ją na ramię.
Jesteśmy w tej samej klasie wychowawczej, więc razem przeciskamy się przez zatłoczony korytarz. Szkoła tętni życiem — jest tu ponad tysiąc uczniów.
Tłum nieco się rozstępuje i szybko widzę dlaczego. Rhett Tiercel i jego kumple maszerują środkiem korytarza.
Ludzie schodzą im z drogi, bo naprawdę nie chcesz wchodzić im w paradę.
Dwie inne dziewczyny, Sage i ja — wszystkie orientujemy się za późno. Cała nasza czwórka zostaje bezceremonialnie zepchnięta na boki przez trzech chłopaków, którzy prą naprzód, nie zwalniając nawet na chwilę.
Dwie dziewczyny naprzeciwko nas zostają brutalnie wepchnięte w szafki. Ja potykam się do tyłu i wpadam na Sage, która na szczęście mnie łapie.
Obejmuje mnie od tyłu ramionami, stabilizując swoim ciałem.
A potem dzieje się coś zupełnie niespodziewanego. Rhett Tiercel odwraca się przez ramię. Jego brązowe oczy spotykają moje. Mierzy mnie wzrokiem od góry do dołu.
„Sorry” – mruczy.
Odwraca się z powrotem, przerywając ten moment. Znika na końcu korytarza ze swoją ekipą.
„Czy Rhett Tiercel właśnie przeprosił?” – pyta Sage, brzmiąc równie zszokowana, jak ja się czuję.
Prostuję się i poprawiam torbę na ramieniu. „Chyba tak. Wszystko kiedyś musi się zdarzyć pierwszy raz.”
Rhett.
Nie ma lepszego określenia na Rhetta niż zły chłopiec. Ma trudną przeszłość. Wiem, że oboje jego rodzice zginęli, kiedy był mały.
Jego wujek jest jego prawnym opiekunem, ale z tego, co słyszę, ma Rhetta gdzieś. Rhett ciągle się bije, klnie jak szewc i bez przerwy siedzi w gabinecie alfy, dostając reprymendę zarówno od alfy, jak i od mojego ojca.
Mój ojciec zdecydowanie go nie pochwala. Mówi, że to trudny dzieciak, którego czeka jedynie więzienie, jeśli się nie zmieni.
Próbowali do niego dotrzeć, ale on nie dopuszcza nikogo do siebie. Poza swoimi kumplami, a oni wszyscy są tacy jak on: wściekli i agresywni.
„Chodź, idziemy na wychowawczą” – mówi Sage, ciągnąc mnie za sobą korytarzem.
Reszta dnia jest dość przeciętna. Lekcje mijają szybko i nic szczególnego się nie dzieje aż do lunchu.
Siedzę z Sage i Annie przy naszym stałym stoliku, kiedy wszyscy nagle zrywają się i biegną na zewnątrz. Zaciekawione, razem z dziewczynami dołączamy do tłumu uczniów.
Tłum gromadzi się tuż przed stołówką. Przeciskam się między ludźmi, żeby dotrzeć do przodu i zobaczyć, co się dzieje.
Szczęka mi opada z szoku, kiedy widzę Rhetta walczącego z Robbiem Yatesem. Obaj krążą wokół siebie, unikając ciosów i warczą agresywnie. Robbie to typowy dupek. Jest przystojny i dobrze o tym wie. Uwielbia bawić się uczuciami dziewczyn.
Dziwię się, że żaden z nich się nie przemienił, ale wyraźnie chcą to rozstrzygnąć na pięści.
W naszej szkole nie ma ludzi, więc nie muszą się martwić o zachowanie naszej tajemnicy.
„Co się stało?” – pytam Linka, który stoi obok mnie. To fajny chłopak, z którym chodzę na francuski.
„Robbie odrzucił Susannę jako swoją partnerkę” – szepcze w odpowiedzi Link.
Marszczę brwi ze zdziwienia. Susanna jest przyjaciółką Rhetta. Rozumiem, dlaczego jest wściekły na Robbiego.
Ale jak Robbie i Susanna dowiedzieli się, że są partnerami? Rozpoznajemy naszych partnerów dopiero, kiedy skończymy osiemnaście lat. Rhett, Susanna i Robbie są o rok starsi, ale mają dopiero siedemnaście.
„Skąd wiedzą, że są partnerami?” – pytam Linka.
„Susanna skończyła osiemnaście lat dzisiejszego ranka. Powtarzała rok” – wyjaśnia Link.
Biedna Susanna.
Przenoszę uwagę z powrotem na walkę i widzę, że Rhett powalił Robbiego i teraz siedzi mu na klatce piersiowej, okładając go po twarzy.
Krew pokrywa knykcie Rhetta i twarz Robbiego. Bryzga na chodnik. Wszyscy krzyczą, niektórzy nawet kibicują. Patrzę z przerażeniem, próbując zmusić swoje ciało do ruchu. Jeden z kumpli Rhetta, chyba Lorenzo, łapie Rhetta za ramiona i próbuje ściągnąć go z Robbiego. Rhett bez trudu go zrzuca.
Nawet kiedy dwóch kumpli Robbiego próbuje interweniować, Rhett odpycha ich i dalej tłucze Robbiego po twarzy.
Nie wiem, co mnie napadło. W końcu odzyskuję kontrolę nad ciałem i wpadam w wolną przestrzeń między tłumem. Rzucam się na Rhetta i powalamy się oboje na ziemię.
Turlamy się po ziemi, a jego ciało amortyzuje mój upadek. Tłum milknie. Rhett patrzy na mnie w szoku. Jego czarne włosy są rozczochrane, brązowe oczy szeroko otwarte i wpatrują się prosto we mnie.
„Przestań” – proszę cicho.
Nie odpowiada, ale widzę, jak przełyka ślinę. Jego jabłko Adama podskakuje, przyciągając mój wzrok do jego gardła. Ma tam już kilka tatuaży.
Ma dopiero siedemnaście lat. Nie wiem, jak je zdobył. To nielegalne.
Uświadamiam sobie, że wciąż leżę na nim, i szybko z niego schodzę. Nie mam szansy zrobić nic więcej, bo pojawia się dyrektor.
Zostajemy odwiezieni do siedziby watahy osobnymi samochodami. Na miejscu eskortują nas do gabinetu alfy. Strażnicy stoją przy Robbiem i Rhetcie, pilnując, żeby znów nie zaczęli się bić. Stoję obok nich, nerwowo zastanawiając się, jak duże mam kłopoty.
Alfa i mój tata wchodzą. Wzrok taty pada na mnie i jego oczy rozszerzają się ze zdumienia, gdy uświadamia sobie, że jego córeczka jest w to wszystko wplątana.
„Opowiedzcie, co się stało” – Alfa Byron nakazuje Robbiemu, żeby jako pierwszy przedstawił swoją wersję.
Dziwię się, że w ogóle może mówić — ma dwa podbite oczy i rozciętą wargę. Chyba ma też złamany nos, ale szybko się wyleczy. Wszyscy się szybko leczymy.
Robbie opowiada swoją wersję i wyjaśnia, że odrzucił Susannę, bo nie chce „świrniętej piromanki za partnerkę.” Na ten opis swojej przyjaciółki Rhett rzuca się na Robbiego. Strażnicy za nim łapią go i przytrzymują.
Rhett wściekle przedstawia swoją wersję — że Robbie to dupek, który nie potrafi docenić tego, co ma. Dawał mu tylko nauczkę.
Potem ich oczy zwracają się na mnie. Przełykam ciężko ślinę. Mój ojciec kiwa do mnie pocieszająco głową.
„Niewiele widziałam, Alfo. Widziałam tylko, jak obaj się biją. Ja... próbowałam nakłonić Rhetta, żeby przestał.”
„Czy twoim zdaniem Rhett przestałby, zanim wyrządzi Robbiemu trwałe obrażenia?” – pyta alfa, a ja znów ciężko przełykam ślinę.
Nie. Nie przestałby. Widziałam wściekłość w oczach Rhetta — pewnie biłby dalej. Nie wiem, czy zabiłby Robbiego, ale z pewnością wyglądał, jakby chciał.
Czuję na sobie palący wzrok Rhetta po mojej prawej stronie. Może i jestem dobrym człowiekiem, ale nie jestem donosicielką, chyba że naprawdę muszę.
„Nie jestem w stanie tego ocenić, Alfo. Nie znam Rhetta na tyle dobrze.” Wybieram łatwą drogę.
Alfa Byron wypuszcza zmęczone westchnienie, przeciągając dłonią po twarzy. „Robbie, musisz iść do ambulatorium i pokazać te obrażenia. Powiem to tylko raz.” Mierzy Robbiego surowym wzrokiem. „Byłeś głupcem, odrzucając swoją partnerkę. Będziesz tego żałować, gwarantuję ci. Dostajesz szlaban na najbliższe dwa tygodnie za bójkę na terenie szkoły. I masz trzymać się z daleka od Susanny, dopóki nie dojdzie do siebie po twoim odrzuceniu.”
Twarz Robbiego jest maską gniewu, ale kiwa głową ze zrozumieniem i wychodzi z pokoju. Zostawiając Rhetta i mnie sam na sam z alfą.
„Rhett Tiercel.” Alfa Byron ciężko wzdycha. „Co ja mam z tobą zrobić? To twoja czwarta bójka w tym roku, a ogólnego rachunku już nawet nie prowadzę. Opuściłeś każdą sesję terapeutyczną, którą ci wyznaczaliśmy. Ostrzegałem cię, że musisz wykazać postęp. Nie wykazałeś.”
Zerkam kątem oka na Rhetta. Jego dłonie są zaciśnięte w pięści, a szczęka napięta. Ma podbite oko, ale poza tym wygląda na nietkniętego.
„Wykonałem kilka telefonów i decyzja została podjęta. Zostajesz wygnany z tej watahy na rok. Zamieszkasz u swojej ciotki na terytorium watahy West Hemlock. Po roku ponownie ocenimy twoją sytuację i jeśli wykażesz poprawę w zachowaniu, będziesz mógł wrócić do naszej watahy. Nie mam wątpliwości, że mógłbyś pewnego dnia być wspaniałym wojownikiem, ale nie mogę tolerować takiego poziomu bałaganu w moich szeregach.”
Rhett nie wypowiada ani jednego słowa. Widać, że aż się gotuje w środku, ale nie ma żadnych argumentów. Nie ma nic na swoją obronę.
Słowo alfy jest prawem. Rhett przez chwilę się zastanawia, po czym po prostu kiwa głową i wychodzi z pokoju. Zauważam, że nie czekał na pozwolenie. Po prostu wyszedł. Nie wyobrażam sobie, żeby mieć taką czelność.
Alfa Byron znów wzdycha, przeczesując ręką włosy. Jego wzrok pada na mnie i łagodnieje. „Dziękuję za złożenie zeznań, Bria. Było dla nas jasne, że nie brałaś udziału w bójce. Możesz już iść.”
„Dziękuję, Alfo.”
Mój tata kiwa głową z aprobatą i wychodzę z gabinetu. Czuję się jak w transie, kiedy opuszczam budynek.
To był o wiele bardziej burzliwy dzień, niż się spodziewałam. A konsekwencje? Nie do wiary.
Cały rok bez Rhetta Tiercela.









































