
Kruki Mgły Księga 4: Ogon Morza
Autorzy
Lektury
137K
Rozdziały
23
Niespodziewany ratunek
Kruki z Mgły: Ogon Morza
Madison
Spaceruję brzegiem klifu, gdzie ląd spotyka się z morzem. Nagle robię krok w przepaść, pozwalając sobie wpaść do wody poniżej. Gdy tylko moje nogi jej dotykają, zaczynają się zmieniać, a łuski pojawiają się i łączą w ogon.
Dla świata na powierzchni jestem tylko mitem i legendą – syreną.
Oczywiście, mam piękny głos, który potrafi oczarować każdego mężczyznę, ale nie jest on tak silny jak głos mrocznych syren. Mroczna syrena potrafi usidlić stu mężczyzn jednocześnie swoją pieśnią.
Mam też sekretny dar. Jeśli człowiek pomoże syrenie, może ona spełnić jedno jego życzenie.
Kiedy miałam dziesięć lat, uratowałam ludzkie dziecko przed utonięciem. Jego łódź została zaatakowana przez mroczne syreny, pozostawiając go nieprzytomnego z głębokim rozcięciem nad brwią. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy zrobiłam coś tak lekkomyślnego.
Nawet teraz nie potrafię wyjaśnić, dlaczego go uratowałam. Został mi po nim tylko naszyjnik, który noszę jako bransoletkę.
Czasami wpatruję się w tę bransoletkę, zastanawiając się, co stało się z chłopcem, którego uratowałam.
Kiedy jego ludzie go znaleźli i zabrali, poczułam coś dziwnego. Moje serce stało się ciężkie, co było dziwne, bo syreny nie czują bólu. Z wiekiem morze zamienia nasze serca w lód.
Nauczyłam się ludzkiego języka, podsłuchując przepływających rybaków.
Chociaż jestem sama, przyzwyczaiłam się do tego. Spędzam czas, zbierając różne przedmioty, które ludzie zostawiają za sobą – ubrania, biżuterię, zabawki, a nawet muszle.
Kiedy płynę, szukając nowych zdobyczy do mojej kolekcji, wyczuwam w wodzie dziwne zakłócenie. To tak, jakby coś sprawiło, że woda stała się niespokojna.
Zaintrygowana płynę w tamtą stronę. Jakaś łódź eksplodowała, a mężczyzna walczy, by utrzymać się na powierzchni wśród szczątków.
Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę mieszać się w ludzkie sprawy, dlaczego więc ignoruję swój instynkt?
Trzymam się z daleka, ale nie potrafię oderwać od niego wzroku.
Dlaczego tak bardzo mnie do niego ciągnie? zastanawiam się.
Moje oczy szeroko się otwierają, gdy widzę, jak znika pod wodą. Bez zastanowienia nurkuję za nim, płynąc tak szybko, jak potrafię, aby do niego dotrzeć, zanim opadnie zbyt głęboko.
Udaje mi się go złapać i zaczynam płynąć w stronę najbliższej wyspy. Jakoś udaje mi się wyciągnąć go z wody na suchy ląd.
Ma długie brązowe włosy, które opadają tuż nad jego ramiona, i brodę zakrywającą szczękę. Nad brwią widnieje blizna, zupełnie jak u chłopca, którego uratowałam wiele lat temu.
Czy to może być ta sama osoba?
Jest przystojny.
Czy właśnie pochwaliłam człowieka?
Potrząsam głową. To nie jest dobry moment. Czy on oddycha? O to powinnam siebie zapytać.
Widziałam już wcześniej, jak ludzie ratują życie. Mam nadzieję, że dobrze wszystko pamiętam.
Kładę jedną dłoń na jego mostku, a drugą na niej. Odliczam trzydzieści uciśnięć klatki piersiowej, a następnie odchylam jego głowę do tyłu, kładąc jedną dłoń na jego czole, a drugą pod jego brodą. Mam zamiar zrobić mu sztuczne oddychanie, kiedy nagle wypluwa wodę z kaszlem.
Po raz drugi uratowałam ludzkie życie.
Wracam do wody, zanim zdąży mnie zobaczyć. Nie jestem gotowa, żeby mnie widział, ale z drugiej strony nie potrafię trzymać się od niego z daleka.
Wynurzam się za stertą kamieni, podglądając go stamtąd.
Co to za uczucie, kiedy na niego patrzę? zastanawiam się.
Mężczyzna siada, rozglądając się w dezorientacji.
Wygląda na zagubionego.
Chcę do niego podejść i go pocieszyć, ale nie mogę pokazać mu się jako syrena. Ludzie uważają nas za mit.
Mogę jednak podejść do niego jako człowiek. Muszę tylko poczekać, aż moje nogi znowu się pojawią.
Muszę tylko uważać, żeby nie zamoczyć nóg. Jeśli mi się to uda, ukryję przed nim moją prawdziwą tożsamość.
Płynę do miejsca, w którym mogę wyjść z wody. Kiedy już jestem sucha, a moje nogi wracają, bez wahania idę do niego.
Dlaczego moje serce bije tak szybko?
Tam jest.
Słyszy, że się zbliżam, i odwraca się w moją stronę. Jego oczy szeroko się otwierają, gdy na mnie patrzy. Spoglądam w dół na siebie i uświadamiam sobie, że jestem całkowicie naga. Moje długie włosy zakrywają większość ciała, ale mimo to – ludzie noszą ubrania!
Dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej? Ugh!
Szybko odwraca ode mnie wzrok, po czym zdejmuje koszulę i mi ją podaje.
Nie potrafię powstrzymać cichego śmiechu, gdy przyjmuję jego koszulę. Kiedy już jestem ubrana, dotykam jego ramienia, żeby dać mu znać, że może się odwrócić.
Odwraca się z powrotem do mnie z uśmiechem. „Cóż, to było świetne pierwsze spotkanie” – mówi, odchrząkując. – „Nazywam się Henry Ritchson”. Wyciąga do mnie rękę.
Patrzę w jego głębokie zielone oczy. Czuję, jak rozchodzi się po mnie ciepło. Czy on jest moim przeznaczonym?
Mówi się, że gdy syrena znajduje swojego przeznaczonego, jej zimne serce wypełnia się ciepłem. Dokładnie to teraz czuję.
Odchrząkuję i ściskam jego dłoń. „Madison” – przedstawiam się.
Jego wzrok staje się twardy, a on marszczy brwi, gdy zauważa moją bransoletkę. „Skąd to masz?” – warczy.
To naszyjnik chłopca, którego uratowałam – jedyna rzecz, którą zostawiłam sobie z mojej kolekcji.
Henry sięga po mój nadgarstek, ale wyrywam się i biegnę w stronę morza, zrzucając po drodze jego koszulę.
„Zaczekaj, Madison. Przepraszam. Proszę, wracaj” – woła za mną. – „Nie odchodź. Pozwól mi wyjaśnić”.
Bez wahania nurkuję z powrotem do wody. Tam czuję się bezpiecznie.
Obserwuję go z mojego ukrycia. Wygląda na złego na samego siebie, gdy ze złością kopie piasek.













































