
Jak to się wszystko zaczęło
Autorzy
Eve Peters
Lektury
2,6M
Rozdziały
66
Jak to się wszystko zaczęło
SOPHIA
Zimna szyba samochodu przywarła do mojego czoła. Chłód przeszył mnie na wylot. Pomógł mi zachować czujność.
Byłam sama z obcym mężczyzną w taksówce. Zaledwie kilka godzin temu przydarzyło mi się coś strasznego. Musiałam mieć oczy dookoła głowy. W każdej chwili mogłam znów musieć się bronić.
Co jakiś czas odrywałam wzrok od okna. Szybko zerkałam w lusterko wsteczne.
Chciałam się upewnić, że kierowca patrzy tam, gdzie powinien – na drogę przed nami.
Wiedziałam, że zachowuję się dziwnie. Jeśli się nie opanuję, zacznę bać się własnego cienia. Ale kto by mnie winił? To nie jest normalne – odpierać atak, którego się nie spodziewałaś.
Ale teraz inne ważne sprawy wymagały mojej uwagi. Więc zrobiłam to, co zawsze. Zepchnęłam te uczucia głęboko w siebie. Miałam nadzieję, że tam zostaną i nigdy nie wypłyną.
„Jesteśmy na miejscu, proszę pani” – słowa kierowcy zabrzmiały mi w uszach. Jego monotonny głos sprawił, że aż podskoczyłam.
Podałam kartę przez otwór w szklanej przegrodzie. Jak tylko ją odzyskałam, wysiadłam z samochodu. Odwróciłam się w stronę domu.
Zwykle cieszyłby mnie ten widok.
Teraz? Piękny dom z jeszcze piękniejszym ogrodem i parkiem wokół pozostał niezauważony. Miałam jeden cel: porozmawiać z mężczyzną, który był właścicielem tego miejsca.
Serce waliło mi jak młotem w piersi. Weszłam po marmurowych schodach. Nie spuszczałam wzroku z dzwonka.
Mogłam to zrobić! Musiałam pomścić swoją siostrę! Ellie była światłem mojego życia. Była moją jedyną rodziną. Była powodem, dla którego tak ciężko walczyłam, żeby przetrwać w tym mieście. Bez niej? Nie miałam powodu, żeby żyć.
Nacisnęłam dzwonek i czekałam.
Przez bardzo długi czas nikt nie odpowiadał. Nacisnęłam przycisk ponownie. I jeszcze raz.
Przesuwałam ciężar ciała z nogi na nogę. Czekanie mnie denerwowało. Nienawidziłam tego. Nigdy wcześniej nie spotkałam tego mężczyzny. Ale nienawidziłam go całym sercem. Nienawidziłam go za to, co zrobił Ellie.
Zadzwoniłam ponownie. Zdecydowałam, że się poddam, jeśli nikt nie odpowie. Albo szukałam Philipa Kinga w złym miejscu, albo nikogo nie było w domu.
Wypuściłam długi oddech. Czułam się pokonana.
A co właściwie chciałam mu powiedzieć?
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że przyszłam tu bez żadnego planu. Działałam bez zastanowienia. Nigdy nie zatrzymałam się, żeby to przemyśleć.
Poddałam się z długim westchnieniem rozczarowania. Odwróciłam się, żeby odejść. Nie mogłam przecież spędzić nocy na jego ganku.
Dźwięk otwierających się tych wielkich podwójnych drzwi przyciągnął moją uwagę. Odskoczyłam przestraszona. Zobaczyłam coś, czego się nie spodziewałam.
Kilka kroków ode mnie stał mężczyzna. Był znacznie starszy, niż myślałam. Miał może trzydzieści kilka lat, a przynajmniej pod koniec dwudziestki. Ale był za stary dla mojej dziewiętnastoletniej siostry!
Miał na sobie tylko spodnie dresowe. Reszta jego ciała była naga. Jego ciemne włosy były bardzo mokre. Spadały z nich krople wody. Spływały po gładkiej skórze pokrywającej napięte mięśnie.
W tym momencie nie mogłam winić mojej siostry za to, że ten facet jej się podobał. Był idealnym przykładem męskiego i seksownego mężczyzny.
„Kim jesteś? Jak się tu dostałaś?”
Brzmiał groźnie. Gdyby moja krew nie pompowała z taką energią, cofnęłabym się przed mocą, która z niego biła.
„Przez główną bramę?” – nie mogłam powstrzymać złośliwego tonu w moim głosie.
Obrzydliwe. Bardzo obrzydliwe. Zawsze nienawidziłam takich mężczyzn jak on. Bogatych i przystojnych mężczyzn, którzy wykorzystywali obie te rzeczy w najgorszy sposób.
„Ten bachor zapomniał jej zamknąć...” – powiedział wściekłym głosem. „Czego chcesz?”
Zamiast odpowiedzieć, zrobiłam krok do przodu. Zanim zdążył zareagować lub mnie powstrzymać, uderzyłam go z całej siły. Uderzyłam go tak mocno, że jego głowa odwróciła się na bok.
Niemal natychmiast odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć. Czerwony ślad, który zostawiła moja ręka na jego policzku, był wyraźnie widoczny. Ale to nie wystarczało.
Musiał cierpieć. Musiał cierpieć za to, co zrobił Ellie. I gdybym mogła go zabić tu i teraz, nie zastanawiałabym się ani chwili!
Ale wszystko, co mogłam zrobić, to zamachnąć się ręką i uderzyć go ponownie.
Tym razem jednak nie byłam wystarczająco szybka. Złapał moją rękę tuż przed tym, jak trafiła w jego policzek. Zdałam sobie sprawę, że złość, która mnie tu przywiodła, nigdy nie będzie wystarczająco dobrą bronią.
Ścisnął mój nadgarstek. Krzyknęłam z bólu. Próbowałam wyrwać go z jego bolesnego uścisku, ale nie mogłam.
Nagle atmosfera wokół nas się zmieniła. Zirytowane spojrzenie na jego twarzy zamieniło się w coś złowrogiego, czegoś, czego nie rozpoznawałam.
„Niegrzeczna dziewczynka” – jego ciepły oddech dotknął mojej skóry. Sprawiło to, że zdałam sobie sprawę, jak blisko siebie staliśmy.
Zrobiło mi się niedobrze. Ale moje oczy nigdy nie odwróciły wzroku. Wpatrywałam się głęboko w jego szare oczy. „Jeśli chciałaś zagrać w tę grę, powinnaś była powiedzieć.”
Pochylił głowę w moją stronę. Zniwelował różnicę wzrostu. Jego oczy były utkwione w moich drżących ustach.
„Ale musisz wiedzieć jedną rzecz, kochanie. Nie lubię być po stronie odbierającej” – wyszeptał. Obietnica w jego głosie sprawiła, że ciarki przeszły mi po plecach.
Kula strachu zablokowała mi gardło. Zdałam sobie sprawę z czegoś – on nie zamierzał przestać!
Nasze twarze dzieliły tylko cale. Jego usta były bardzo blisko moich.
O mój Boże!
Mieszanka emocji, których nie mogłam zrozumieć, mnie oślepiła. Na chwilę zapomniałam, po co tu przyszłam. Zapomniałam o mojej siostrze, naszej trudnej przeszłości, naszych życiach pełnych ucieczek i naszej niepewnej przyszłości.
Nie byłam już ciotką na misji. Byłam uczennicą samą ze swoim rozgrywającym, w którym się podkochiwała, po raz pierwszy. Drżałam z nerwów. I z oczekiwania.
Ale tuż przed tym, jak wydarzyło się coś nie do pomyślenia, z wnętrza domu dobiegł dźwięk rozbijającego się czegoś. Przerwał zaklęcie. Wróciłam do rzeczywistości.
„Puść mnie! Ty chory skurwielu!” – rozkazałam. Przełknęłam wstręt, który czułam do samej siebie. Czy naprawdę miałam pozwolić mu...? Nie! Nie, nie miałam. Nigdy bym nie...
Zamiast zrobić to, czego zażądałam, ten facet tylko zwiększył nacisk na moją rękę. Zwierzęcy dźwięk dochodzący z jego piersi wstrząsnął mną do głębi.
„Kim ty do cholery myślisz, że jesteś?” – wrzasnął na mnie.
Jego klatka piersiowa poruszała się w górę i w dół bardzo szybko. Przez sekundę, tylko przez sekundę, przez moją głowę przemknęła myśl: może mnie zabić.
„Jestem kobietą, która będzie wychowywać twoje dziecko, ty draniu!” – powiedziałam wściekle.
„O czym ty do cholery mówisz? Nigdy cię wcześniej nie widziałem!”
„Oczywiście, że mnie nie widziałeś! Ale moja siostra nie powinna być ci obca, skoro zrobiłeś jej dziecko!” – wrzasnęłam tak głośno, jak mogłam.
Zdezorientowane spojrzenie zniknęło z jego twarzy tak szybko, że nie byłam nawet pewna, czy tam było.
„Nora nie ma siostry!”
„Ty chory draniu! Nie mam pojęcia, kim jest Nora! Mam nadzieję, że spłoniesz w piekle za to, co zrobiłeś Ellie!”
Gardło bolało mnie od całego tego krzyczenia. Zdałam sobie sprawę, jakim wielkim błędem było przyjście tutaj.
Powinnam była zostać tam, gdzie byłam. Powinnam była spróbować wymyślić, jak zapewnić utrzymanie mojej rodzinie. Nie powinnam była przychodzić tu, żeby skonfrontować się z tym mężczyzną, który sypia z wieloma kobietami!
Ręka Kinga owinęła się wokół mojej szyi. Jego druga ręka trzymała mój nadgarstek, szorstko i boleśnie. Ściskał moją szyję. Blokował moją tchawicę. Utrudniało to oddychanie.
„Na twoim miejscu uważałbym na język.”
Jego groźba osiadła w moich kościach. Wiedziałam, jak bardzo był poważny. Nie mrugnąłby okiem przed zabiciem mnie.
Bez względu na to, jak bardzo się bałam, nie cofnęłam się. Spojrzałam mu prosto w oczy.
„Dlaczego? Twoje ego tak łatwo się rani?” – szyderczy śmiech ze mnie wyszedł. Tupet tego mężczyzny był niewiarygodny!
„Nie martw się, nie jestem tu po twoje pieniądze. Upewnię się, że mój siostrzeniec będzie miał wszystko, czego potrzebuje.”
„Po co więc tu jesteś?”
„Jestem tu tylko po to, żeby powiedzieć ci, jakim jesteś dupkiem” – to była prawda. Nie mogłam zrobić nic więcej, bez względu na to, jak bardzo chciałam.
Nagle mnie puścił. Cofnął się o kilka kroków.
„Mylisz mnie z kimś innym. Nic nie wiem o Ellie. I z pewnością nie zostawiłem żadnej dziewczyny w ciąży” – błysk bólu przemknął po jego twarzy. Zacisnął zęby.
„Jesteś Philipem Kingiem Wszechmogącym, który myśli, że może wykorzystywać młode i naiwne dziewczyny do seksu, a potem wyrzucać je jak śmieci.”
„Zrobiłeś mojej siostrze dziecko, rzuciłeś ją, a ona próbowała się zabić przez ciebie!”
Patrzył na mnie, jakbym wyrosła sobie drugą głowę. „Jak już mówiłem, nie mam pojęcia, o czym mówisz, bo nie jestem Philipem. Nazywam się Kieran.”
Co do cholery?










































