
Pierwsza szansa Książka 3
Autorzy
Lektury
84,9K
Rozdziały
27
Rozdział 45
Liam
„Oświadczy się”, mówię Layli, która siedzi obok mnie, a jej nogi nerwowo podskakują, odkąd tu przyjechaliśmy.
„Co takiego?” Oczy Layli otwierają się szeroko.
„Chodzi mi o to, że planuje się oświadczyć. Poprosi Nat, żeby za niego wyszła”.
„Naprawdę? Jak? Kiedy?” wyrzuca z siebie pytania.
„Nie znam wszystkich szczegółów. Wiem tylko, że zamierza to zrobić. Prawdopodobnie po narodzinach dziecka”, mówię. Layla zakrywa usta dłonią, a w jej oczach stają łzy. Zaraz się rozpłacze.
Naprawdę nienawidzę, kiedy kobiety płaczą.
„To najsłodsza rzecz na świecie. Mam nadzieję, że się zgodzi. Jeśli nie, chyba będę musiała ukraść Ryana dla siebie”, żartuje.
Layla i ja spędziliśmy w szpitalnej poczekalni całą noc. Ryan zadzwonił do mnie, gdy tylko on i Księżniczka tu dotarli. Był w totalnej rozsypce.
„Dziecko już jest w drodze. Dziecko... co mam robić, Liam?” zapytał mnie. Świadomość, że zostaje ojcem, mocno go przytłoczyła.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Co ja mogłem wiedzieć o wychowywaniu dziecka? Albo o porodzie?
Wiedziałem, że Natalie jest w ciąży, i ukrywałem to przed nim przez wiele miesięcy. Nie pozwolił mi o tym zapomnieć i jeszcze mi nie wybaczył. Ale w końcu to zrobi. Musi.
„Nie wiem, Ryan. Po prostu bądź tam z Natalie. Trzymaj ją za rękę i cokolwiek powie, nie bierz tego do siebie”, radzę.
„Czy ja naprawdę nadaję się na tatę? Co, jeśli wszystko zepsuję?” Jego brak wiary w siebie był aż nadto widoczny.
„Myślisz, że ludzie stają się świetnymi rodzicami z dnia na dzień? Tego się uczysz. Nie ma znaczenia, ile razy coś zepsujesz, ważne, żebyś był przy niej i to naprawił. A teraz rusz dupę i idź tam do niej”.
***
Królowa, jak zacząłem ją nazywać, urodziła wczoraj w nocy swoją Księżniczkę. Chyba ostatni raz widziałem Ryana tak szczęśliwego w dniu, kiedy podpisaliśmy nasz kontrakt płytowy.
Temperance, piękne imię dla tak niewinnej i maleńkiej istoty, wygląda zupełnie jak matka, ale ma niebieskie oczy Ryana.
Zanim Layla i ja wyszliśmy stamtąd zeszłej nocy, mogliśmy potrzymać małą przez chwilę. Byłem cholernie zdenerwowany, bo nigdy wcześniej nie trzymałem na rękach tak małego dziecka.
Myślałem, że ją upuszczę, ale wiara Natalie we mnie bardzo mi pomogła. Podniosłem ją, przytuliłem mocno do klatki piersiowej i ostrożnie trzymałem.
Zostaliśmy na kilka godzin, a ja zachowywałem się samolubnie. Nie chciałem nawet, żeby jej właśni rodzice wzięli ją na ręce.
Królową i mnie łączy wyjątkowa więź. Nie wiem dlaczego ani jak, ale tak po prostu jest. Ta więź obejmuje również jej nowo narodzone dziecko. Jestem zazdrosny o to, że Ryan może z nią być i stworzyć prawdziwą rodzinę.
Chcę tego, co on ma.
Chcę się nią opiekować.
Na zawsze.
Moje ciało i moje emocje należą do niej, a ona do mnie. Jednak kiedy nadszedł czas wyjścia, pocałowałem Temperance w czoło, oddałem ją w ramiona ojca i odszedłem.
Wziąłem głęboki oddech, tłumiąc swoje emocje. Dobrze ukryłem moje wewnętrzne uczucie silnej zazdrości. Ale nie wystarczająco dobrze.
„Damy wam trochę odpocząć. Wpadniemy w odwiedziny rano”, mówię, przenosząc wzrok między Ryanem a Natalie. Przytulają się do siebie na szpitalnym łóżku, a Temperance leży na klatce piersiowej Natalie.
Robię krok w ich stronę, niemal karząc samego siebie uczuciem tęsknoty i samotności, które wypełnia moje serce.
Jestem swoim własnym najgorszym wrogiem.
Robię kolejny krok bliżej Natalie. Patrzę na piękną małą dziewczynkę, a potem znów w oczy jej matki. „Dobra robota, Królowo”, szepczę. Następnie składam delikatny pocałunek na jej policzku.
Prostuję się i widzę, jak Ryan posyła mi pytające spojrzenie. Ignoruję go i jego niewypowiedziane pytania.
Pytania, na które nie chcę odpowiadać.
Odwracam się i odchodzę.
Natalie jeszcze tego nie wie. Jednak widok jej i Ryana razem, jako rodziny na tym łóżku, podjął decyzję za mnie. Muszę zerwać tę więź i odejść.
Mogę być jej przyjacielem, ale nie najlepszym. Nie mogę być aż tak blisko. To nie byłoby sprawiedliwe wobec Ryana, niej ani wobec mnie. A już na pewno nie wobec Księżniczki.
Wracam do poczekalni, gdzie spotykam chłopaków. Gage, Jason i Zepp wstają, żeby się ze mną przywitać.
Zadzwoniłem do nich, gdy tylko Ryan dał mi znać, że dziecko przyszło na świat. Zasugerowałem, żeby poczekali z odwiedzinami do rana. Na całe szczęście mnie nie posłuchali.
Nie chcę teraz z nimi rozmawiać. Jedyne, czego pragnę, to wsiąść do samochodu i pojechać do mieszkania. Kiedyś należało ono do Layli i Natalie, a teraz jest moje i Layli.
Kiedy Natalie zamieszkała z Ryanem, zająłem jej stary pokój dla własnej wygody.
Layla nie potrzebowała współlokatora do pomocy przy rachunkach. Nie mogłem jednak pozwolić, żeby mieszkała sama. Będąc szczerym ze sobą, chciałem... nie, potrzebowałem wtedy czegoś, co przypominałoby mi o Natalie.
Przełożyliśmy trasę koncertową na drugą połowę przyszłego roku. Ryan urządził studio w piwnicy swojego domu, żebyśmy wszyscy mogli tam wygodnie pracować.
Odmówiłem zatrzymania się tam, tak jak reszta chłopaków. Wiedziałem, że nie chcę zapuszczać korzeni w Bostonie.
Chociaż moje serce bardzo pragnęło być blisko Natalie, wiedziałem, że nadejdzie taki czas. Będę musiał się od niej zdystansować z powodu moich uczuć, które wykraczały poza zwykłą przyjaźń.
Po prostu nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko. Że to musi wydarzyć się właśnie teraz.
„No cóż, nie powiesz nam, jak ona się czuje?” Gage przerywa moje rozmyślania.
Waham się. Wolałbym być teraz gdziekolwiek indziej. Ci faceci potrafią przejrzeć mnie na wylot.
Mogę próbować ukrywać swoje emocje, ile tylko chcę. Oni i tak zawsze wszystko zauważą. Bez żadnego wysiłku.
„Jest piękna, mam na myśli małą”, udaje mi się wykrztusić, plącząc się w słowach.
„Wygląda zupełnie jak swoja mama. Obie są bardzo wyczerpane, ale założę się, że nie będą miały nic przeciwko, jeśli wpadniecie tam na chwilę”, mówię. Wycofuję się niezgrabnie, nie bardzo wiedząc, co jeszcze dodać.
Nie mam nastroju na ich wścibskie pytania. Są niesamowicie ciekawi wszystkiego, to na pewno.
Opuszczam poczekalnię i idę do swojego samochodu. Wtedy Layla zaczyna mówić. Zapomniałem, że była tu ze mną i że mam ją odwieźć do domu.
„O co ci chodzi?” pyta.
„O nic. Wszystko u mnie w porządku. Chyba jestem po prostu zmęczony”, odpowiadam. Próbuję ją zbyć, gdy wsiadam do samochodu.
Layla wzdycha, wyraźnie sfrustrowana moimi oschłymi odpowiedziami. Odkąd zamieszkałem z nią i Natalie, ciągle robi mi wymówki z powodu moich uczuć do Nat.
Z całych sił starałem się trzymać swoje uczucia do Nat pod kontrolą. Zawsze wiedziałem, że należy do Ryana, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu.
Nie mogłem jednak poradzić nic na to, co czułem. Próbowałem, uwierzcie mi, naprawdę próbowałem. Im więcej czasu z nią spędzałem, pomagając jej dojść do siebie i opiekując się nią, tym moje uczucia stawały się silniejsze.
Jej ciąża tylko dolała oliwy do ognia. Wiedziałem, że nie była na to gotowa. Choć to czyniło ze mnie kiepskiego przyjaciela dla Ryana, nic nie mogłem na to poradzić.
Znacie to powiedzenie: serce nie sługa.
Trzaskam drzwiami samochodu i wpycham kluczyki do stacyjki, podczas gdy Layla zapina pas bezpieczeństwa. Trzymam język za zębami, chociaż w głębi duszy przegrywam tę walkę.
Byłem głupcem, pozwalając sobie na tak silne uczucie do kogoś, kogo nie mogę mieć. Słowo miłość jest rzucane tak często bez powodu.
Obiecałem sobie, że nigdy nie pozwolę sobie tego poczuć. Jednak mury, które wokół siebie zbudowałem, runęły w chwili, gdy tylko ją zobaczyłem.
Czułem potrzebę chronienia jej i osłaniania przed całym złem tego świata. Naprawdę myślałem, że uda mi się uchronić ją przed wszelkimi trudnościami i problemami.
Jej przedawkowanie było brutalnym przypomnieniem. Nie mogłem być bohaterem, którym tak bardzo pragnąłem zostać. To wydarzenie przywołało również wspomnienia, o których wolałbym zapomnieć.
Stojąc na czerwonym świetle, podgłaśniam radio, aby stworzyć barierę między mną a Laylą.
Ona dużo myśli i analizuje. Wiem, że jeśli nie odwrócę jej uwagi, znów zacznie zasypywać mnie pytaniami.
Pytaniami, na które odmawiam odpowiedzi. Gdybym na nie odpowiedział, moje uczucia wyszłyby na jaw, a ja stałbym się bezbronny.
A osoba, wobec której byłbym bezbronny, jest nierozłącznie związana z tym, kto znaczy dla mnie wszystko.
Z głośników zaczyna lecieć piosenka Good Man zespołu Devour the Day. Ten utwór idealnie oddaje moje obecne, trudne położenie.
Wystukuję palcami rytm na kierownicy i zaczynam śpiewać, kiedy Layla nagle wyłącza radio.
Gwałtownie odwracam głowę. „Co jest, do cholery?”
„Liam, mam już dość twoich wahań nastrojów. Cokolwiek cię dręczy, musisz sobie z tym wreszcie poradzić. Od dziewięciu miesięcy wiedziałeś, że ona będzie miała dziecko. Od. Dziewięciu. Miesięcy. Liam”.
„Nie mam żadnych wahań nastrojów. Mówiłem ci już, że wszystko u mnie w porządku”, odwarkuję.
„Kłamiesz. Nie jest z tobą dobrze od dnia, w którym Nat wprowadziła się do Ryana.”
„Założę się, że jedynym powodem, dla którego wciąż tu jesteś, jest to, że mieszkasz w jej pokoju. Po prostu nie chcesz stracić z nią tej więzi”, oskarża mnie Layla.
„Natalie wcale nie jest powodem, dla którego zostałem, Layla. Zostałem, bo nie chciałem, żebyś była sama, a poza tym reszta zespołu też tu jest. Po prostu nie miałem ochoty mieszkać w domu u Ryana”.
Ponownie podgłaśniam radio. Lecą reklamy, więc naciskam przycisk wyszukiwania, aż trafiam na jakąś piosenkę.
Po przełączeniu kilku stacji, zatrzymuję się na jednej, która gra nasz utwór. Zostawiam ją i zaczynam śpiewać.
Wkrótce jesteśmy z powrotem pod mieszkaniem i parkuję samochód. Próbuję wyprzedzić Laylę, mając nadzieję, że dotrę do swojego pokoju przed nią.
Jestem kompletnie wyczerpany. Nie mam już energii, by unikać jej pytań. Chciałbym po prostu, żeby przestała drążyć.
Jeśli uda mi się wejść do pokoju i zamknąć drzwi na klucz, uniknę powiedzenia czegoś, czego później pożałuję. Niezależnie od tego, czy powiem to ze złości, czy z desperacji, by tylko dała mi spokój.
Wolę, żeby dalej zgadywała, co czuję, niż żeby poznała prawdę. Zdecydowanie nie chcę też, by Ryan albo Nat kiedykolwiek się o tym dowiedzieli.
Odkluczam drzwi wejściowe i otwieram je szeroko, wpuszczając Laylę, gdy do nich dociera.
Przechodzę szybkim krokiem przez kuchnię, chwytam puszkę napoju z lodówki i ruszam prosto do swojego pokoju.
Zamykam drzwi i przekręcam klucz od wewnątrz. Wyciągam telefon z kieszeni, odblokowuję go i otwieram aplikację muzyczną. Wybieram losową playlistę i odkładam telefon na stację dokującą.
Zrzucam buty ze stóp i rzucam koszulkę na podłogę. Wyłączam światło i kładę się do łóżka.
Mam wielką nadzieję, że muzyka zagłuszy pukanie Layli do drzwi mojej sypialni.
***
„Często człowiek spotyka swoje przeznaczenie na drodze, którą wybrał, aby go uniknąć”.
-Jean de La Fontaine















































