
Seria Grzesznicy 1: Grzechy zapomnianego króla
Autorzy
Silver Taurus
Lektury
261K
Rozdziały
26
Ciekawość serca
ZION
Stałem na najwyższym klifie w Królestwie Lumia – miejscu, które nazywałem domem i którego nienawidziłem z całego serca.
„Niewiele się zmieniło, prawda?” odezwał się za mną mój brat.
Spojrzałem na niego przez ramię.
Królestwem Lumia rządził mój brat, król Noah. Przejął władzę kilka lat temu, kiedy nie mogłem już dłużej rządzić tymi ziemiami.
„Może już wrócimy?” Noah ścisnął mnie za ramię. „Przygotowałem twoje ulubione dania”.
Skinąłem głową i chwyciłem lejce konia. Wróciliśmy do zamku. Straże podążały za nami.
Nie byłem tu od kilku lat.
Prawdę mówiąc, wcale nie tęskniłem. Nie wróciłem z własnej woli. To był raczej pomysł mojego brata.
Spojrzałem na plac, gdzie zebrało się dość dużo ludzi. Przyglądali się nam.
Gdy przejeżdżaliśmy przez tłum, słyszałem komentarze na nasz temat. Zachowałem obojętny wyraz twarzy, bo nie byłem w nastroju. Wiedziałem, że wieści o moim powrocie szybko się rozejdą.
Grzesznik, który niemal zniszczył królestwo.
Naciągnąłem kaptur i ukryłem twarz. Im bliżej byliśmy zamku, tym większe zatroskanie pojawiało się na twarzy mojego brata.
Noah wiedział, że lepiej będzie, jeśli ukryję się w zamku jak najszybciej.
Spojrzałem na wieże strażnicze przy wejściu.
Najwyraźniej zmodernizował tę starą budowlę. W końcu bezpieczeństwo było bezdyskusyjnie najważniejsze, zwłaszcza po tym, co się wcześniej wydarzyło.
Orszak zatrzymał się na komendę króla. Kilku strażników i służących nas przywitało, ale nie czułem się swobodnie.
Cicho zsiadłem z konia i podniosłem moje bagaże. Mimo że słyszałem, jak Noah mnie woła, od razu ruszyłem do środka.
Służący pospiesznie się ukłonili, gdy tylko mnie zobaczyli.
Wciąż miałem władzę, mimo że nie byłem już królem. Mój brat przejął tylko moją pozycję, nie koronę.
„Hej, Zionie, poczekaj!” zawołał Noah, gdy mnie dogonił.
„Co, bracie?”
„Wiem, że możesz czuć się tu niezbyt komfortowo, ale mam nadzieję, że tym razem zostaniesz”, powiedział. „To twój dom, Zionie, nawet jeśli nie jest to łatwe”.
Zatrzymałem się i odwróciłem do niego. Z niezadowoleniem przetarłem twarz.
„Noah, nie wróciłem, bo tego chciałem. Wróciłem, bo ty mnie o to poprosiłeś”, powiedziałem. „I nie mogę ci obiecać, że zostanę”, dodałem, po czym odwróciłem się, żeby odejść. „Poza tym już tu nie pasuję”.
„Zionie!” zawołał, ale kompletnie go zignorowałem i ruszyłem w górę schodów.
Ostatnią rzeczą, na którą miałem ochotę, było roztrząsanie moich życiowych wyborów.
Wszedłem po wielkich schodach do korytarza z sypialniami. Noah wspomniał, że mój pokój został posprzątany i jest gotowy. Komnata króla wciąż należała do mnie.
„Witaj, królu Zionie”, przywitał mnie znajomy głos. Uśmiechnąłem się do niej.
Rosa, główna pokojówka i nasza niania, była jedną z nielicznych osób, które zostały w zamku po tragedii sprzed kilku lat.
„Witaj, Roso. Jak się pani miewa?” zapytałem, gdy otwierała podwójne drzwi.
„Dobrze, Zionie”, odparła Rosa. „Wyrosłeś”.
Roześmiałem się. „Zdążyłem się już zestarzeć”.
„Zestarzeć? Wciąż jesteś młody, dziecko. Czy pokój ci odpowiada, czy potrzebujesz czegoś jeszcze?” zapytała, gdy się rozglądałem.
Wnętrze wyglądało dokładnie tak jak wcześniej – białe ściany, granatowe zasłony i drewniane łoże z baldachimem.
Przez otwarte drzwi balkonowe widać było górski krajobraz.
„Tak, wszystko w porządku”, mruknąłem i podszedłem do okna. Opuściłem wzrok ku miastu rozciągającemu się poniżej
„Wiesz, powinieneś odwiedzić staruszka”, powiedziała Rosa. „Założę się, że twój widok go ucieszy”.
„Tak myślisz?” zapytałem i zerknąłem przez ramię.
„Oczywiście, idź się rozejrzeć. Nie powiesz chyba, że nie tęskniłeś za targowiskiem. Poza tym na pewno znajdziesz coś, co ci się spodoba, bo dziś ma być dostawa egzotycznych owoców”, dodała.
Pomysł wydawał mi się dobry, ale czy na targu zdołam zachować anonimowość?
„Zionie”, podjęła ponownie Rosa, „nawet gdybyś zdecydował wrócić do tamtego miejsca, wierzę, że dobrze spędzisz tu czas, choć wiem, że to niełatwe”.
Oparłem się o ościeżnicę i pochyliłem głowę. Choć moje serce i umysł były spokojne, rozumiałem, co Rosa miała na myśli, gdy sugerowała mi, bym został. Ale wszystko tutaj przywoływało wspomnienia o tym, co zrobiłem.
„Dziecko, a cóż to za mina”, powiedziała Rosa i klepnęła mnie po ramieniu. Szepnęła: „Nikt cię nie obwinia, Zionie. Myślałam, że ci wybaczyłam?”
Przełknąłem ślinę i skinąłem głową w odpowiedzi. Rosa tylko ciepło się uśmiechnęła i przez chwilę na mnie patrzyła.
„Cóż, mam nadzieję, że miło spędzisz tu czas, dobrze?” powiedziała. „Jedzenie dla ciebie jest już gotowe, więc weź kąpiel i się przebierz. Po posiłku idź na targ. Pamiętaj, żeby mi coś przynieść”.
Na jej prośbę roześmiałem się i odwróciłem, żeby odprowadzić ją wzrokiem.
Spojrzałem z powrotem na ruchliwe miasto. Mimo że wyjechałem stąd na kilka lat, powrót wciąż mnie niepokoił.
Westchnąłem, odszedłem od okna i skierowałem się do łazienki.
***
„Więc wybierasz się na targ?” zapytał Noah po raz piąty.
Zadawał mi pytania i zaczynało mnie to denerwować.
„Tak, czy to problem?” powiedziałem.
Żadnej odpowiedzi.
„Słuchaj, tylko się przejdę. Szybko wrócę. Nie chcę nikomu sprawiać kłopotu”.
Noah skinął głową i odchrząknął.
„W porządku, tylko uważaj”, powiedział.
Wypiłem łyk wina i wstałem. Pożegnałem się i poszedłem po konia. Dosiadłem go, chwyciłem lejce i wyruszyłem w drogę.
Upewniłem się, czy mam rękawice i czy kaptur zakrywa moją twarz.
Straże na posterunkach po prostu skinęły mi głową. Czułem, że moja obecność wprawia ich w zakłopotanie.
Postanowiłem ich zignorować i zamiast tego skierowałem się na targ. Z grzbietu galopującego konia przyglądałem się okolicy.
Na szczycie najwyższego wzgórza stał zamek. Z góry miało się dobry widok na całe miasto i okoliczne ziemie.
Obejrzałem się przez ramię, by raz jeszcze rzucić okiem na tę górującą nad miastem, ogromną i piękną budowlę. Spojrzałem z powrotem do przodu, po czym skręciłem i ruszyłem w stronę placu.
Dotarcie tam zajęło mi kilka minut.
Dobrze, że nikt mnie nie zauważył. Naciągnąłem kaptur na oczy, poklepałem konia i skierowałem się na targ.
Zgodnie z tym, czego się spodziewałem, ludzie tłoczyli się przy straganach stojących ciasno jeden przy drugim.
Nic się tu nie zmieniło.
Jak powiedziała Rosa, wielu sprzedawców zachwalało rzadkie owoce.
Podszedłem do kilku z nich i kupiłem trochę, by zabrać je ze sobą. Szybko skończyłem sprawunki i skierowałem się do dzielnicy rybaków.
Trzymałem się najbardziej ruchliwych obszarów. Jak za każdym razem, gdy tu przychodziłem, robiło mi się niedobrze od zapachu ryb.
Szukałem wzrokiem męża Rosy. Był jednym z najlepszych sprzedawców na tym targu.
Gdy zobaczyłem jego stragan, zauważyłem jakiś ruch kątem oka, ale zignorowałem to.
„No, no, spójrzcie, kto tu jest!” przywitał mnie mąż Rosy. Poczułem, że ktoś się zbliża. „Hej, dzieciaku, jak się miewasz?”
„Dobrze. A pan?” odwróciłem się do niego.
„Świetnie, tak się cieszę, że wróciłeś”, powiedział.
Udało mi się uśmiechnąć i wyjaśniłem, po co przyszedłem. Mąż Rosy miał przygotowane ryby w torbie.
„Zanieś to swojemu bratu, a te bułeczki, mam nadzieję, że tobie również posmakują”, dodał.
Podziękowałem mu i obiecałem, że wkrótce znowu go odwiedzę. Odczułem potrzebę, by jak najszybciej się stamtąd wydostać, ponieważ wyraźnie czułem, że ktoś mnie śledzi.
Po pożegnaniu próbowałem zgubić tę osobę, ale gdy przepychałem się przez tłum, usłyszałem przekleństwo.
Gdy spojrzałem za siebie, zobaczyłem dziewczynę leżącą na ziemi.
Wyciągnąłem rękę, żeby jej pomóc wstać. W chwili, gdy jej dotknąłem, poczułem, jak moja zastygła dłoń się rozluźnia. To było dziwne uczucie, ale nie miałem głowy do tego, by to analizować.
„Wszystko w porządku?” zapytałem. Patrzyła na mnie bez słowa, więc powtórzyłem: „Hej, wszystko w porządku?”
„Nie!” odpowiedziała z grymasem.
Przez chwilę patrzyłem na nią ze zdziwieniem.
Miała najpiękniejsze czarne włosy i szare oczy, jakie kiedykolwiek widziałem. Choć tego typu uroda była rzadkością w tej okolicy, bez wątpienia był to uderzający widok.
Nagle zatrzymała się i zawiesiła wzrok między moim ramieniem a twarzą, gdy miałem zamiar przeprosić.
Wyszeptała coś i wbiła palce w moje ramię. Nienawidziłem, gdy ludzie mnie dotykali.
Gdy mięśnie w mojej zesztywniałej dłoni zaczęły się rozluźniać, oswobodziłem się z jej uścisku i już miałem się odwrócić..
Przez twarz dziewczyny przemknęło zdziwienie, ale to jej nie powstrzymało. Szarpnęła mnie za rękawy.
Coś wydawało się nie tak i wcale mi się to nie podobało.
„Poczekaj! Proszę, nie odchodź!”
„Puść!” powiedziałem.
Powiedziała coś jeszcze, ale wyrwałem płaszcz z jej rąk i rzuciłem się biegiem w stronę zamku. Z jakiegoś powodu na moich ustach pojawił się uśmiech.
***
„Och, wróciłeś?” zawołał Noah ze swojego gabinetu.
Spojrzałem na otwarte drzwi.
„Jak było na targu? Przyniosłeś mi coś?”
Odwróciłem się do niego i oznajmiłem: „Tak, mąż Rosy przysłał ci ryby i bułeczki”.
Zrobiłem parę kroków, ale Noah poszedł za mną.
„Nie masz pracy?”
Wzruszył ramionami. „Mogę się tym zająć później. Więc jak poszło? Jakieś problemy?” Jego ciekawość była oczywista.
„Żadnych”, odparłem chłodno.
Noah zmarszczył brwi i przesunął się, żeby zablokować mi drogę. „Czy coś się stało?”
Westchnąłem i próbowałem go odsunąć.
„Nic”, powiedziałem.
Usłyszałem za sobą jego śmiech.
„Więc coś zaszło. To dziewczyna?”
Przewróciłem oczami i wszedłem do swojego pokoju.
„Noah, wracaj do pracy. Masz obowiązki”, spróbowałem ponownie się od niego uwolnić.
„Tak, ale to ja tu rządzę, nie ty, bracie”, roześmiał się.
Westchnąłem i zdjąłem kaptur. Czułem, jak obserwuje każdy mój ruch.
„Więc”, zaczął i spojrzał w górę, „to dziewczyna?”
„Nie”, powiedziałem sfrustrowany.
Spodziewałem się, że Noah będzie dalej drążył temat, ale tylko mruknął.
Poczułem ulgę, że skończył mnie wypytywać.
„W porządku, wracam”, powiedział w podstępny sposób. „Jeśli się nudzisz, możesz mi pomóc z papierami”.
Uniosłem brew, ale skinąłem mu głową. Choć jeszcze nie wyszedł, opadłem bezsilnie na łóżko. Spojrzałem na kryształowy żyrandol zwisający z sufitu.
„Och, a propos”, dodał Noah, kiedy otworzył drzwi, „jutro idziesz ze mną na plac”.
„Co?”
„To, co słyszałeś”, powiedział z uśmiechem i zamknął drzwi.
Westchnąłem. Potem uniosłem lewą rękę i wpatrywałem się w nią. Zostałem uwięziony w tym koszmarnym mieście.
Wróciłem myślami do spotkania z dziewczyną. Dlaczego poczułem się przy niej rozluźniony i, co ciekawsze, sprawiła, że poczułem ciepło w dłoni?
Z głową pełną pytań bez odpowiedz, zacząłem się rozbierać i skierowałem do łazienki.
Roześmiałem się na widok mojego odbicia w lustrze.
Wciąż byłem w szoku, że ktoś mnie dotknął, ale po raz pierwszy od długiego czasu wcale nie czułem się nieswojo.
Nie byłem pewien, czy to dobra, czy zła wiadomość.














































