
Gwiazda rocka - One-shot
Autorzy
Lektury
162K
Rozdziały
2
Rozdział 1
Czekałyśmy z Alice od wielu godzin w kolejce, żeby wejść na dzisiejszy koncert.
Wyglądało na to, że każda kobieta w Nowym Jorku między osiemnastym a czterdziestym rokiem życia stała tam razem z nami. Wszystkie pragnęłyśmy znaleźć się w pobliżu tego samego faceta.
Mężczyzny, którego „The Rolling Stone” nazwał „wielkim zbawcą rock'n'rolla”.
Oczywiście nie wszystkie z nas tak uważały. Prawdę mówiąc, większość dziewczyn w ogóle się tym nie przejmowała.
Ja z kolei przyszłam tu dla muzyki. No, w większości.
Nie przeszkadzał mi jednak fakt, że Magnus Andersen, wokalista zespołu, był prawdopodobnie najseksowniejszym facetem w branży muzycznej.
Magnus słynie z wybryków typowych dla niegrzecznego chłopca. Żyje według starej i sprawdzonej zasady: seks, dragi i rock’n’roll. Facet aż ocieka seksapilem.
Nawet gdy wyrzuca telewizory z hotelowych okien, nie da się nie podziwiać jego idealnie wyrzeźbionego brzucha i ostrych rysów szczęki.
Chociaż i tak nic nie mogło się równać z tą sesją w bieliźnie, którą zrobił dla Calvina Kleina.
Podobno te billboardy spowodowały mnóstwo stłuczek w całym kraju.
Wyobrażałam sobie, jak by to było zsunąć te obcisłe slipy z jego bioder i odsłonić jego... „Kara! Halo, Ziemia do Kary!”.
Nagle oprzytomniałam, widząc dłoń Alice machającą mi przed samą twarzą. Przyjaciółka miała na sobie swój klasyczny, punkrockowy strój.
Znoszone wysokie trampki Converse, kraciastą spódniczkę mini i podartą na strzępy koszulkę, która trzymała się w jednym kawałku tylko dzięki agrafkom.
Nietknięte zostało jedynie logo zespołu, czyli wielki napis „Sex Cult” na jej piersiach. Trzeba przyznać, że to idealna nazwa dla kapeli, której liderem jest Magnus.
„Zaraz nas wpuszczą”, powiedziała, chwytając mnie mocno za ramię, po czym pociągnęła nas do środka. Może i była niska, ale miała krzepę.
Weszłyśmy do sali koncertowej. Zaczęłyśmy się przepychać, żeby zająć miejsce na samym przodzie. Chciałyśmy być jak najbliżej sceny.
Alice udało się nas wcisnąć na sam środek drugiego rzędu.
Czułam gorąco ciał ocierających się o mnie. Wszyscy z niecierpliwością czekali na wejście zespołu. Sala aż tętniła energią.
Właśnie wtedy zgasły światła, pogrążając salę w całkowitych ciemnościach, a tłum zawył z ekscytacji.
Pojedynczy reflektor zaświecił na samym środku sceny, oświetlając statyw mikrofonu. Miałam wrażenie, że budynek zaraz wybuchnie od nagromadzonej energii.
Wszyscy czekaliśmy na jednego mężczyznę. Gdy tylko wszedł na scenę, kobiety na widowni wydały z siebie głośne westchnienie.
Jak to w ogóle możliwe, że na żywo był jeszcze bardziej przystojny?
Magnus podszedł do mikrofonu. Jego pewny, arogancki chód idealnie podkreślały obcisłe, skórzane spodnie.
Jego naga klatka piersiowa odsłaniała rozległe tatuaże, a na jego masywnych ramionach wyraźnie odznaczały się mięśnie.
Szczęka opadła mi niemal do samej podłogi. Kobiety wokół mnie dosłownie śliniły się na jego widok. Magnus tylko posłał tłumowi cwaniacki uśmiech, chłonąc tę uwagę.
Zacisnął dłonie na statywie i przyciągnął mikrofon do siebie.
Nie mówiąc ani słowa, uciszył tłum. Zaczął omiatać swoimi stalowoniebieskimi oczami twarze zebranych przed nim fanów.
W końcu zatrzymał wzrok na jednej konkretnej parze oczu. Na moich. Nagle zabrakło mi tchu. Czy Magnus Andersen właśnie na mnie patrzy?
Dlaczego Magnus Andersen patrzy akurat na mnie? Wzdłuż kręgosłupa przeszedł mi dreszcz. Jego oczy były całkowicie utkwione w moich.
Im dłużej się we mnie wpatrywał, tym szerszy stawał się jego uśmiech. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Miałam wrażenie, że cała sala nagle ucichła, jakbyśmy byli tu zupełnie sami.
Z letargu wyrwał mnie dopiero głośny dźwięk uderzenia w talerze perkusyjne.
Moje serce zamarło, gdy Magnus odwrócił wzrok. Zanim jednak to zrobił, zmierzył moją sylwetkę z góry na dół, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
Dzięki Bogu posłuchałam Alice. Założyłam tę obcisłą sukienkę mini, którą mi zaproponowała. Idealnie podkreślała wszystkie moje krągłości.
„Tę pierwszą piosenkę napisałem o pewnej kobiecie”, wyszeptał uwodzicielsko do mikrofonu. Nawet jego głos był niesamowicie seksowny.
„Właściwie większość moich piosenek jest o kobietach. Niewykluczone, że dziś wieczorem będę musiał napisać kolejną”.
Jego oczy znów odnalazły moje. Wpatrywał się we mnie intensywnie, zanim zaczął śpiewać. Alice znów złapała mnie za ramię i zaczęła podskakiwać z podekscytowania.
„O. MÓJ. BOŻE. Kara, Magnus Andersen właśnie bezczelnie cię obczajał!”, pisnęła mi prosto do ucha.
Mogłam się tylko uśmiechnąć i próbować za bardzo nie zaczerwienić. Reszta koncertu minęła mi jak we mgle.
Tańczyłyśmy z Alice, śpiewając na całe gardło. Przez całą noc czułam na sobie wzrok Magnusa.
Kręciłam biodrami w rytm muzyki. Wyobrażałam sobie, jak jego ciało przyciska się do mojego. Na samą myśl o tym zrobiłam się mokra.
Kiedy tak tańczyłam, nagle poczułam obok siebie czyjąś potężną obecność.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam najpotężniejszego faceta, jakiego widziałam w życiu. Wyglądał, jakby potrafił złamać w pół wielkie drzewo. Nachylił się, żeby coś do mnie powiedzieć.
„Panienko, proszę pójść ze mną. Magnus chce się z panią spotkać”.













































