
Nie należę tutaj
Autorzy
Tayla Grossberg
Lektury
128K
Rozdziały
28
Widzę duchy, ale moja siostra mi nie wierzy, a rodzice nie chcą słuchać. Jedynymi osobami, z którymi mogę porozmawiać, są moja babcia May i mój pies, Amore… aż do pojawienia się Dimitriego. Jest wysoki i piękny, ale przede wszystkim to taki wyrozumiały przyjaciel, jakiego nigdy nie sądziłam, że będę mieć. Mogę mu się zwierzyć – mogę powierzyć mu wszystko. Ale Dimitri ma swoje tajemnice, a niektóre sekrety są przeznaczone, by wyjść na jaw… bez względu na wszystko.
Prolog
Bałam się. Tak bardzo się bałam. Strasznie się bałam.
Bycie odważnym nie oznacza, że się nie boisz. Oznacza tylko, że masz odwagę stawić czoła temu, co cię przeraża – słowa Dimitriego znów odezwały się w mojej głowie i trzymałam się ich jak tonący brzytwy.
W bagażniku panowała kompletna ciemność, a mrok otaczał mnie ze wszystkich stron niczym ogromny potwór. Jedyne dźwięki, które docierały do moich uszu, to szum opon na asfalcie, warkot silnika i mój urywany oddech.
Dotknęłam znowu głowy w miejscu, gdzie porywacz uderzył nią o szybę samochodu – zobaczyłam wtedy jasne światła. Ból przypominał mi, że żyję, i chciałam, żeby tak zostało.
Nie zamierzałam zostać jednym z duchów. Musiałam tylko wymyślić plan B. Nie miałam przy sobie torebki, a w niej był mój telefon.
Odwróciłam się twarzą do tylnych siedzeń. Przez wąską szczelinę między nimi mogłam zajrzeć do środka samochodu, gdzie po prawej stronie dostrzegłam kawałek różowego materiału. Czy to była moja torebka?
Wsunęłam palce w szczelinę, ale nie mogłam przecisnąć ręki. Bolało, ale nie przestawałam się pchać. Moje życie zależało od tego telefonu. Czubek palca dotknął boku torebki. Omal nie krzyknęłam z rozpaczy.
Naciskałam na siedzenia, ale ani drgnęły. Próbowałam kopać od środka bagażnik, ale nie mogłam się wydostać. Kopałam i kopałam mocno, moje kopnięcia trafiały początkowo we właściwe miejsce.
W miarę jak mój strach rósł, a nadzieja malała, kopnięcia stawały się chaotyczne i niecelne. Wtedy trafiłam w tylne światło. Wygięło się.
Przypomniałam sobie, że gdzieś czytałam, że światła można wykopać, żeby porwane osoby miały większą szansę na zauważenie. Jak mogłam o tym zapomnieć?
Wzięłam zamach i kopnęłam ponownie – mocno i w odpowiednie miejsce. Tylne światło samochodu wypadło.
Tak!
Wyjrzałam na drogę, ale nie widziałam domów ani samochodów. Byliśmy na wsi. Czy był tam ktoś, kto mógłby mnie uratować?
Wystawiłam rękę przez otwór i machałam nią. Starałam się myśleć pozytywnie i powtarzać sobie, że ktoś ją zobaczy.
I ktoś zobaczył.














































