
Gwiezdny wilk: Finał
Autorzy
Lektury
191K
Rozdziały
32
Reinkarnacja
Hades, Sage
W tym zadaniu, tak jak we wszystkich innych, czas był najważniejszy.
Hades czekał na ten dzień. Wiedział, że gwiazdy muszą się ułożyć w odpowiedniej linii. Reszta Bogów musiała patrzeć w inną stronę. Co najważniejsze, trzynasta konstelacja musiała być w swoim najsłabszym momencie. Tylko wtedy mógł ją złapać.
Mimo jej szarpania się i walki, Hades ściągnął ją z nieba do swojego podziemnego królestwa. Zrobił to tak samo, jak wtedy, gdy zabrał Persefonę sprzed oczu jej matki.
Następnie uwięził trzynastą konstelację, tak samo jak uwięził Persefonę.
To prawda, że jej więzienie nie było tak piękne jak więzienie Persefony. Persefona była miłością życia Hadesa. Trzynasta konstelacja była tylko źródłem mocy. Hades nie musiał okazywać jej dobroci ani szacunku. Miała po prostu być użyteczna.
Hades wiedział, że wszystkie konstelacje odrodziły się na nowo, z wyjątkiem dwóch. Byli to Scorpio i Taurus, ukochany Aphrodite. Hades nie był zaskoczony, że Taurus nie dostał szansy na reinkarnację.
Aphrodite miała tak wiele dzieci i twarzy, że cudem było, iż potrafiła nad nimi wszystkimi zapanować.
Ale Scorpio to co innego.
Po ostatniej porażce obie konstelacje zniknęły na niebie. Reszta znalazła się poza zasięgiem. Wtedy Hades wymyślił nowy plan. Znacznie lepszy plan.
Bez tylu zmiennych elementów łatwiej było osiągnąć cel. Taurus nie był mu potrzebny. Od samego początku był on tylko dodatkiem do Scorpio.
Dlatego Hades trzymał w dłoni resztki duszy Scorpio aż do idealnego momentu. Czekał, aż moc trzynastej konstelacji będzie mogła zostać przelana w fizyczne ciało dla jego... asystenta.
Hades nigdy nie przepadał za konstelacjami. Były niebezpieczne. Stanowiły zagrożenie dla niego i dla innych takich jak on.
Olimpijczycy zniszczyli byka i skorpiona za ich atak. Hades jednak lubił wykorzystywać martwe rzeczy do własnych celów. Nowy pionek do gry był tak samo dobry, jak każdy inny.
Hades tkał magię, przepuszczając ją przez palce i uśmiechając się złośliwie, gdy stworzenie w klatce wyło z wściekłości. Jakby miało choć cień szansy, by go powstrzymać.
Czas Hadesa prawie się skończył, gdy jego mały sługa powrócił do życia. Wyglądało to tak, jakby wstawał z grobu.
Był tak samo piękny jak w poprzednim życiu: wysoki i mocno zbudowany, z włosami ciemnymi jak rzeka Styks i oczami zielonymi jak zazdrość. Leżał nieruchomo jak trup i ledwie oddychał.
„Wstawaj”, rozkazał Hades. Scorpio podniósł się na dłoniach, a jego nowe mięśnie drżały z wysiłku.
„Mój panie”.
Hades pozwolił mu przez chwilę cierpieć i wić się w ciszy. Scorpio zawiódł Hadesa w swoim poprzednim życiu.
„Wstań na nogi”.
Scorpio wstał, chwiejąc się. Hadesowi przypomniały się młode drzewka drżące na zimowym wietrze i miał ochotę odepchnąć chłopaka na bok, tylko po to, by sprawdzić, czy zamieni się w mgłę.
„Dam ci szansę, żebyś mógł to naprawić”, powiedział. Scorpio wzdrygnął się. Hades wyciągnął rękę i złapał go mocno za twarz.
Na jego twarzy było więcej strachu niż wcześniej. To dobrze.
„Nie zawiedziesz mnie ponownie”, powiedział Hades. Było jasne, że porażka nie wchodziła w grę.
„Co mam dla ciebie zrobić?”, zapytał Scorpio.
„Znajdź dziewczynę”, powiedział, puszczając twarz Scorpio. „Przyprowadź ją do mnie. Ma być nietknięta i zdrowa, czy to jasne? Nie obchodzą mnie twoje metody”.
„Tak”. Scorpio skłonił głowę i odszedł.
Scorpio miał być jego nożem w ciemności, odcinającym dziewczynę od jej miejsca w świecie i pośród gwiazd. Zostanie przyprowadzona przed jego oblicze i spełni swoje zadanie.
Zanim jakikolwiek z Olimpijczyków zorientuje się, że są niszczeni, będzie już za późno na ratunek.
Sage wpatrywała się w drzewa. Oparła brodę na skrzyżowanych ramionach. Zeszłej nocy znów miała koszmary.
Budziła się, łapczywie chwytając powietrze. Była przerażona uczuciem okrutnych dłoni łapiących ją za ciało. Trzęsła się na wspomnienie uczucia lepkiej krwi na skórze.
Jej ojciec powtarzał, że to nic wielkiego. Twierdził, że koszmary to po prostu normalna część „dorastania”.
Zachowywał się tak, jakby Sage nie miała już prawie dwudziestu lat. Była stanowczo za stara, by bać się wymyślonych uczuć i niebezpieczeństw.
Z westchnieniem odepchnęła się od parapetu i wróciła do pokoju.
Wzięła wiatrówkę i zeszła na dół. Jej ojciec i jego partner siedzieli przy kuchennym stole i grali w karty.
„Wychodzisz?”, zapytał Rick, uśmiechając się do niej.
„Tak”, przytaknęła. Podeszła, by objąć go ramionami na powitanie.
Rick był jej biologicznym ojcem. Zabrał ją od rodziny ze strony matki, gdy była mała.
Jej przyrodnie siostry były bardzo okrutne. Matka była oziębła, a ojczym jej nienawidził. Kiedy Sage miała osiem lat, wręcz błagała, by ktoś ją stamtąd zabrał.
Sage wiedziała teraz, że Rick musiał spełnić ważny warunek, aby sprowadzić ją do stada. Musiał zapewnić jej stabilny dom ze swoim partnerem.
Jamerson podniósł ją i oparł na biodrze. Pocałował ją w głowę. Obiecał, że nigdy nie będzie musiała tam wracać. Powiedział, że on i Rick mają dom i własny pokój dla niej. Reszta jej rodziny też tam była, więc nie będzie samotna.
Jej dom w Fire Moon Pack był o wiele lepszy.
„Nie odchodź za daleko”, powiedział Jamerson. Odłożył karty i uśmiechnął się złośliwie. Rick jęknął, a Sage się roześmiała.
„Tylko nie mówcie, że gracie na pieniądze”, powiedziała.
„Gramy o obowiązki domowe”, odpowiedział Jamerson, unosząc brew w stronę Ricka. „Robisz dzisiaj pranie, kochanie”.
„Dobrze, dobrze”, westchnął Rick. Wstał z krzesła i lekko popchnął Sage w stronę drzwi.
„Sprawdź, czy znajdziesz gdzieś swojego brata. Mówił, że zabiera Juliet na chwilę na dwór”.
„Założę się, że wziął ze sobą Romeo”, powiedziała wesoło Sage. „Zajrzę do niego. Wrócę później, Rick!”
„W porządku, Sage”.
Sage włożyła ręce do kieszeni i wyszła z domu.
Elijah pewnie zabrał Juliet na plac zabaw. Nie miała wątpliwości, że Romeo był tam z nimi.
Może rozmowa z Elijahem by pomogła. Sage zatrzymywała koszmary dla siebie. Jednak przez nie sen stawał się prawie niemożliwy.
Do tego wszystkiego dochodził Aries Astrofengiá. On był zupełnie innym rodzajem problemu.
Sam widok jego twarzy wystarczył, by zepsuć jej cały dzień. Sage nie miała pojęcia dlaczego.
Oczywiście, Aries sypiał z kim popadnie i nie miał wstydu. Ale Gemini też taki był, a jego nie nienawidziła.
To, że Aries nie potrafił utrzymać kutasa w spodniach, bardzo ją irytowało. Aż swędziała ją od tego skóra. Nawet go za bardzo nie lubiła.
Jakikolwiek miało to sens, że była... no właśnie, zaborcza wobec niego?
To nie tak, że go pragnęła. Chciała po prostu, żeby przestał się tak zachowywać. Zachowywał się tak, jakby miał umrzeć, jeśli ktoś nie był na niego napalony w każdej minucie dnia. I chciała, żeby wszyscy inni też przestali być na niego tacy napaleni.
Kiedy próbowała porozmawiać o tym z Rickiem, zawsze się śmiał. Mówił wtedy coś o „dziecięcych zauroczeniach”.
Opowiadał o tym, jak Sage i Aries od dziecka skakali sobie do gardeł, ciągając za warkoczyki i sprzeczając się.
Mówił to tak, jakby ona i Aries byli sobie przeznaczeni.
Z grymasem niezadowolenia Sage odgarnęła długie, ciemne włosy z oczu. Następnie ruszyła w stronę placu zabaw.

















































