
Wszystko, czego zapragnie
Autorzy
AJ Pages
Lektury
136K
Rozdziały
5
Rozdział 1
Drinki przesunęły się i rozlały, gdy facet za barem przepchnął je po blacie w naszą stronę. Cofnęłam się szybko, bojąc się, że narobią bałaganu, ale wylało się tylko trochę. Zanim zdążyłam wymyślić, jak poprosić po hiszpańsku o serwetkę, barman już obsługiwał następną osobę.
Podniosłam jedną szklankę i trzymałam ją wysoko, próbując się napić, starając się nie kapnąć na nową sukienkę. Była z jaskrawoniebieskiego, błyszczącego materiału w kwiaty, na cienkich ramiączkach. To, jak na mnie leżała, sprawiło, że musiałam ją kupić – sięgała mniej więcej do połowy uda i mocno odsłaniała dekolt.
Kupiłam ją właśnie w pobliskim sklepie. Kosztowała znacznie więcej, niż chciałam wydać, ale od razu się w niej zakochałam i nie potrafiłam sobie odmówić. Za późno zrozumiałam, że to może być niewłaściwy strój do zatłoczonego klubu.
Mimo to cieszyłam się, że bar był pełen ludzi – łatwo było myśleć o czymś innym.
Trzymając drinka w każdej ręce, odeszłam kilka kroków od baru tam, gdzie stał Jordan, i wyciągnęłam do niego jego szklankę, ale on patrzył w inną stronę.
Spojrzałam tam, gdzie on patrzył – na parę, która obściskiwała się nawzajem, całując się w sposób, który wyglądał, jakby próbowali zjeść sobie nawzajem twarze.
Próbowałam odwrócić wzrok, ale przyłapałam się na tym, że znowu patrzę. Facet ścisnął dupę swojej towarzyszki, przyciskając jej biodra do swoich i napierając na nią. Poczułam ciepło i zacisnęłam uda.
Twarz Jordana była trudna do odczytania, kiedy odwrócił się w moją stronę i wziął ode mnie drinka, ale wiedziałam, o czym myślał. Zanim zdążył coś powiedzieć, zapytałam:
„Masz ochotę potańczyć?”
„Tak, może za chwilę” – odpowiedział bez większego zainteresowania.
Kiedy podniosłam szklankę do ust, żeby się napić, spojrzałam na nią. Po zaledwie kilku łykach został już głównie lód.
„Cholera.”
Jordan się uśmiechnął.
Roześmiałam się bardziej, niż trzeba, zadowolona, że patrzy na mnie w ten sposób, jego nastrój się poprawiał.
„Chyba rozlewam i piję szybciej, niż barmani zdążają nalewać.”
Pokręcił głową.
„Myślę, że wylał dziesięć euro na bar, kiedy ci to podawał.”
Westchnęłam z niedowierzaniem.
„Tak, mniej więcej.”
„Chcesz następnego?” – zapytał Jordan, spoglądając z niepokojem na tłum wokół baru.
Poczułam się nieswojo.
„Może bar z tyłu jest trochę mniej zatłoczony. Chcesz pójść sprawdzić?” – zapytałam, już odwracając się w tamtą stronę.
„Nie, Lis, poczekaj. Słuchaj, czy po prostu udamy, że nasza wczorajsza rozmowa nigdy się nie wydarzyła?”
Kurwa. Zatrzymałam się, biorąc duży łyk ze szklanki, próbując wymyślić sposób, żeby się z tego wykręcić.
Jordan patrzył i czekał na moją odpowiedź.
W końcu wzruszyłam ramionami.
„Nie. Ale jest tu trochę za głośno, żeby dalej o tym rozmawiać, nie sądzisz?”
„To chodźmy gdzieś indziej” – powiedział od razu.
Westchnęłam z niedowierzaniem.
„Dopiero co tu przyszliśmy! A to miejsce podobno jest naprawdę fajne! Ma cztery i pół gwiazdki na TripAdvisorze!”
Jordan pokręcił głową i otworzył usta, żeby znowu się kłócić.
Wtedy zobaczyłam parę wstającą od stolika jakieś trzy metry od miejsca, gdzie staliśmy.
„Och! Chodź tu, patrz!” – krzyknęłam, chwytając go za ramię i wskazując, nie czekając na odpowiedź, zanim zaczęłam go tam ciągnąć.
Ledwo wyprzedziłam kilku facetów, którzy też mieli oko na stolik, niemal wskakując na jedno z siedzeń. Para przed nami zostawiła puste szklanki, więc odsunęłam je pod ścianę, nie wiedząc, kiedy barman czy kelnerka będą mieli czas je zabrać.
„Myślałem, że jest tu za głośno na rozmowę?” – powiedział Jordan, stając obok mojego siedzenia.
Spojrzałam na niego ostrożnie i wzruszyłam ramionami.
„Powiedziałeś, że nie jesteś gotowy tańczyć.”
Spojrzał na mnie wymownie. Po chwili wypuścił powietrze.
„Dobra. Idę znaleźć łazienkę, a potem przyniosę nam następną kolejkę. Mam nadzieję, że wrócę przed świtem.”
„Okej” – powiedziałam, rozglądając się i próbując wymyślić, czy dam radę sama utrzymać stolik i oba miejsca. Wyciągnęłam nogi pod stolikiem do drugiego krzesła i przyciągnęłam je bliżej stopami, po czym oparłam je na dolnym pręcie. „Jeśli ktoś spróbuje zabrać to miejsce, będzie musiał zabrać mnie razem z nim!”
Jordan uśmiechnął się, kręcąc głową.
„Nie daj się porwać!” – zażartował, odwracając się, żeby przecisnąć się przez tłum i przejść przez bar.
Postanowiłam obserwować ludzi, czekając, aż wróci, i słyszałam fragmenty wykrzykiwanych rozmów po hiszpańsku przez głośny bas muzyki. Było na tyle głośno, że ściana obok mnie zdawała się drżeć, ale atmosfera w tym miejscu była naprawdę fajna.
Tłum przy barze się powiększał, więc wyciągnęłam telefon z torebki i napisałam do Jordana.
ALISA
Może zamów nam po kilka drinków na raz, jeśli dasz radę je unieść. Albo shoty? Może dadzą ci tacę.
Szybko wyszukałam w Google.
ALISA
Po prostu zapytaj, Tienes una bandeja
Myśli mi błądziły, gdy przeglądałam media społecznościowe, aż głos po drugiej stronie stolika przerwał moje scrollowanie.
„Está ocupado?”
Podniosłam wzrok znad telefonu i zobaczyłam faceta uśmiechającego się i wskazującego na miejsce, które strzegły moje stopy.
„Uhhh…” – zatrzymałam się, usiłując przetłumaczyć odpowiedź. „Sí...es ocupado, pero—„
„Mówisz po angielsku?” – zapytał facet z akcentem, który brzmiał amerykańsko.
Roześmiałam się i powiedziałam tak.
„Co mnie zdradziło?”
Wzruszył ramionami, uśmiechając się miło.
„Głównie przerażony wyraz twarzy. Dobrze znam ten wyraz.”
Znowu się roześmiałam i skinęłam głową, czując, jak twarz mi płonie od jego uśmiechu.
„Więc to miejsce jest zajęte?” – zapytał ponownie.
„Och!” – zmusiłam się, żeby przestać myśleć o tym, jak jego uśmiech sprawia, że się czuję, faktycznie potrząsając lekko głową. „Tak, przepraszam. Mój znajomy jest właśnie przy barze.”
„Spoko.” – Uśmiechnął się z powrotem. Potem, zamiast odejść, zrobił krok bliżej. „Mógłbym ci pomóc je pilnować, dopóki nie wróci. I wiesz, potrzymać ci towarzystwo na wypadek, gdybyś potrzebowała jeszcze jakiejś eksperckiej pomocy w tłumaczeniu.”
Poczułam, jak brwi same mi się unoszą.
„Eksperckiej, co?”
„O tak” – powiedział. „Jestem tu już od jakiegoś tygodnia, więc opanowałem język.”
„Brzmi sensownie” – zażartowałam z przewróceniem oczu.
„Serio. Poproś mnie, żebym cokolwiek przetłumaczył.”
Spojrzałam na niego z wyrazem niedowierzania, ale weszłam w to.
„Dobra. O czym jest ta piosenka?”
Słuchał uważniej, starając się zrozumieć słowa przez szalony bas i klubowy hałas. Kiedy to robił, piosenka przeszła w fragment po angielsku i nie potrafił całkiem ukryć uśmiechu, udając, że tłumaczy.
„Ah, okej. Więc ta część mówi: «Za każdym razem, gdy odchodzisz, jest tylko jedna rzecz, którą wiem. Chcesz, żebym został, a ja nie zostanę…»„
Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, kręcąc głową.
„To…niesamowite.”
„Prawda? Nie wiem. Czuję, że musiałem urodzić się z rzadką zdolnością łatwego przyswajania języków. To szczególny dar.”
„Zdecydowanie jest w tobie coś szczególnego” – zażartowałam, dopijając ostatni łyk drinka. Kiedy podniosłam wzrok, patrzył na mnie, zainteresowanie wyraźne w jego oczach. Twarz znowu mi zapłonęła i nie wiedząc, co powiedzieć, przesuwałam kostki lodu słomką.
„Wygląda na to, że przydałby ci się refill” – zaproponował.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że Jordan był nieobecny już długo.
„Mój znajomy miał mi przynieść” – powiedziałam, patrząc w stronę łazienek, a potem rozglądając się po barze. Spojrzałam dwa razy, gdy mój wzrok zatrzymał się na pomarańczowej czapce baseballowej Jordana przy barze. Po prostu tam stał, pijąc i…patrząc. Jego spojrzenie było intensywne, nawet z daleka.
„Utknęła przy barze?”
Spojrzałam z powrotem na faceta stojącego po drugiej stronie stolika, nie do końca pewna, jak to wszystko rozumieć. Jakie były szanse, że to, o czym rozmawialiśmy wczoraj z Jordanem, faktycznie się wydarzy?
„Wygląda na to, że on utknął.”
Jego uśmiech lekko zmalał, gdy usłyszał, że mój znajomy to tak naprawdę mężczyzna. Ale szybko się pozbierał.
„Mogę popilnować stolika, jeśli chcesz iść spróbować go dogonić.”
Uśmiechnęłam się, doceniając miłą propozycję.
„Poczekaj, napiszę do niego, żeby sprawdzić, co się dzieje.”
ALISA
Kiedyś wrócisz czy po prostu mnie porzucasz dla baru?
Patrzyłam, jak Jordan podnosi telefon, żeby przeczytać moją wiadomość.
„Jestem Ben, nawiasem mówiąc” – powiedział facet przede mną, odsuwając krzesło, żeby usiąść.
Oderwana od Jordana, zdążyłam przesunąć stopy w ostatniej chwili. Potem spojrzałam na Bena. Coś ciągle przyciągało mój wzrok do jego oczu, fizyczny magnetyzm, kiedy na mnie patrzył. Jasne, był przystojny, ale to było coś głębszego niż tylko fizyczny pociąg. To było jakby miał tę potężną siłę przyciągania, której nie mogłam się oprzeć.
„Alisa” – powiedziałam, znowu czując, jak twarz mi płonie.
Uśmiechnął się, jakby wiedział.
„Ładne imię. Skąd jesteś?”
Telefon zawibrował z odpowiedzią Jordana i spojrzałam w dół, żeby ją przeczytać.
JORDAN
Wrócę, jeśli chcesz. Choć twój nowy znajomy nie wygląda na to, żeby skończył z tobą rozmawiać.
Kurwa. Przeczytałam wiadomość Jordana dwa razy, ale nie mogłam pozwolić sobie uwierzyć w to, co – wiedziałam – naprawdę miał na myśli. Tak zamierzał sobie poradzić z tym, że go unikam?
„Wszystko w porządku?” – zapytał Ben, kiedy zbyt długo nie odpowiadałam na jego pytanie.
„Tak, przepraszam” – skłamałam. Spojrzałam przez salę na Jordana, po czym odwróciłam się z powrotem do Bena. „Jestem z Ohio, ale teraz mieszkam w Nowym Jorku.”
„O wow, super. W mieście?”
„Tak.”
„Co wolisz?”
Wzruszyłam ramionami, czując się trochę rozkojarzono.
„Chyba Ohio wciąż bardziej czuję jak dom, ale dobrze się bawię, poznając Nowy Jork.”
„Tak, założę się” – odpowiedział. Potem, po pauzie: „Jestem z Vancouver, jeśli byś się zastanawiała.”
Przygryzając wargę, uśmiechnęłam się.
„Przepraszam. Jestem trochę rozkojarzono, próbując ogarnąć, co do cholery mój znajomy wyprawia.”
Ben spojrzał w stronę baru.
„Który to?”
Wskazałam Jordana, który pomachał nam swobodnie z miejsca, gdzie opierał się o bar.
„Wygląda na to, że daje nam szansę dalej rozmawiać.”
Kelnerka podeszła wtedy do nas, zdając się pojawić znikąd, żeby przynieść kilka drinków.
„Od faceta w pomarańczowej czapce baseballowej przy barze” – powiedziała po angielsku, zabierając puste szklanki ze stolika.
Ben podniósł jednego drinka i podziękował kelnerce. Potem, śmiejąc się, uniósł drinka, żeby podziękować też Jordanowi.
„To dobry skrzydłowy.”
Westchnęłam mimowolnie.
„Coś w tym stylu.”
Ben pociągnął łyk ze świeżego drinka.
„To nie jest jakaś pułapka, prawda?” – zapytał żartobliwie, jego oczy pokazywały odrobinę niepokoju. „Zaraz dostanę w dupę czy coś?” – Spojrzał z powrotem na Jordana, przyglądając mu się uważnie i myśląc na głos, że pewnie dałby sobie z nim radę, gdyby musiał.
Roześmiałam się i pokręciłam głową.
„Nie. Jestem pewna, że po prostu się wygłupia.”
Ben spojrzał z powrotem na Jordana.
„Więc po prostu będzie dalej patrzył?”
Właśnie wtedy telefon zawibrował z kolejną wiadomością od Jordana.
JORDAN
Chcę patrzeć, jak się z nim całujesz.
Kurwa. Próbowałam ukryć szok, od razu wyłączając telefon, ale Jordan potrafił sprawić, że się rumieniłam i denerwowałam jak nikt inny. Czułam jego wzrok z drugiego końca sali i wyobrażałam sobie, jak mówi te słowa do mojego ucha zamiast pisać je w wiadomości.
Nie mogłam się powstrzymać. Postanowiłam więc być odważna. Patrząc z powrotem na Bena, powiedziałam szybko:
„Cóż, on wie, że trochę lubię takie rzeczy.”
Ben spojrzał na mnie z powrotem, z uniesionymi brwiami, lekki uśmiech formował się na jego ustach.
„Och, tak?”
Czułam, jak twarz mi czerwienieje, kiedy skinęłam głową, ale dalej patrzyłam na Bena.
Twarz Bena była trudna do odczytania. Nastąpiła wystarczająco długa pauza, żeby zaczęłam wszystko kwestionować. Co ja sobie, do cholery, myślałam?
„Przepraszam” – powiedziałam. „Po prostu zapomnij. Boże, to takie żenujące, nie chciałam—„
„Nie!” – powiedział szybko Ben. „Ja przepraszam. Nie próbuję cię spławić. Uwierz mi. Po prostu próbuję zrozumieć, co dokładnie mówisz.”
Wzruszyłam ramionami, starając się wyglądać swobodnie, żeby całość była choć trochę mniej żenująca.
„Nie wiem. Chyba próbowałam być seksowna, ale najwyraźniej po prostu się ośmieszam.”
„Nie, wcale nie” – powiedział Ben, jego głos miękki i miły. „Wiesz, że tak naprawdę nie musisz próbować być seksowna, prawda?”
Uśmiechnęłam się, czując wdzięczność, czując, jak ciepło wraca na policzki.
„Chcesz potańczyć?” – zapytał. „Twój znajomy może patrzeć, jeśli chce.”
Roześmiałam się, czując, jak dziwna jest sytuacja, w którą się wpędzam. Patrząc w stronę baru, łatwo znalazłam Jordana. Wciąż patrzył. Czekał. Uniosłam podbródek w geście pewności. Czemu po prostu się nie odpuścić?
„Jasne.”















































