Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Jak przetrwać gorące włoskie lato

Jak przetrwać gorące włoskie lato

Autorzy
Frida Mo
Lektury
319K
Rozdziały
49
Autorzy
Frida Mo
Lektury
319K
Rozdziały
49
🏈Historie sportowe🏃🏿‍♂️Sportowcy🔺Trójkąt miłosny🎭Dramatyczne🏙️Współczesne💕Romantyczne🏡Przyrodnie rodzeństwo😊Niewinne

Woda była niegdyś całym życiem Lisy, dopóki strata nie zmieniła jej w żywioł, z którym dziewczyna nie ma siły się zmierzyć. Teraz przyjeżdża do Włoch, zdeterminowana, by po prostu przetrwać to lato i nic więcej. Nowe otoczenie, nowi ludzie, żadnych oczekiwań. Prosty plan… dopóki na jej drodze nie staje Jacob – spokojny, zdystansowany i z jakiegoś powodu niemożliwy do zignorowania. To, co zaczyna się jako niechętna pomoc, powoli przeradza się w coś cieplejszego, przyciągając Lisę do tego, czego boi się najbardziej. Pomiędzy skąpanymi w słońcu dniami, cichymi wyzwaniami i niespodziewanymi więziami, zaczyna czuć, jak odzyskuje dawne cząstki siebie. Zaufanie nie przychodzi jednak łatwo, podobnie jak odpuszczanie. Gdy emocje sięgają zenitu, a stare rany dają o sobie znać, Lisa musi zdecydować, czy jest gotowa skoczyć na głęboką wodę – zarówno tę prawdziwą, jak i tę życiową.

Dwóch facetów, dziewczyna i włoska miejscówka

Krok pierwszy, jak przetrwać lato: prześpij się z gorącymi Włochami ;)
Wiadomość od mojej najlepszej przyjaciółki, Ane, wywołała uśmiech na mojej twarzy, tuż zanim głos mamy z przedniego siedzenia taksówki brutalnie sprowadził mnie na ziemię.
Zwiększyłam głośność w słuchawkach i udawałam, że śpię, z kapturem mocno naciągniętym na głowę i policzkiem przyciśniętym do szyby.
„Liso, jesteśmy na miejscu”, powiedziała mama.
Zirytowana, otworzyłam jedno oko. „Ta, jasne”.
Nie byłam na to gotowa. Ani na Sardynię. Ani na nową rodzinę. A już na pewno nie na tego jej przyjaciela.
Kiedy wysiadałam z samochodu, uderzyła we mnie fala gorąca, sprawiając, że dres momentalnie przykleił mi się do skóry. Obok mnie mama wprost promieniała w swojej nowej, letniej sukience w kwiaty.
„Witajcie!”, zawołał jakiś głos za naszymi plecami.
Mama się odwróciła. „Masz tu przepiękny dom letniskowy, Lorenzo. Nic dziwnego, że tak uwielbiasz tu przyjeżdżać”.
Wyglądał jak rasowy Włoch, z tymi swoimi czarnymi, gładko zaczesanymi do tyłu włosami. Rozłożył ramiona, przytulił mamę i pocałował ją w oba policzki. Trwało to o ułamek sekundy za długo, a mnie aż skręcało w środku z zażenowania.
Niby przyjaciel, tak? Zmierzyłam ich morderczym wzrokiem.
Poczekał chwilę, po czym podszedł do mnie i wyciągnął rękę.
„A ty musisz być Lisa?”, powiedział z silnym, włoskim akcentem.
„A ty to pewnie Lorenzo”, rzuciłam tonem, który być może zabrzmiał aż nazbyt pasywno-agresywnie. Mama natychmiast posłała mi ostrzegawcze spojrzenie.
„Jesteś równie piękna co twoja matka”, stwierdził, w ogóle niezrażony. „Słyszałem, że świetnie pływasz?”.
„Nie pływałam od pół roku i nienawidzę się opalać, więc mam tylko nadzieję, że macie tu Wi-Fi”, odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
„Liso!”, powiedziała mama, piorunując mnie wzrokiem.
„W porządku”, powiedział Lorenzo z uśmiechem. „Jest tu mnóstwo rzeczy do robienia. Mój najmłodszy syn jest mniej więcej w twoim wieku, może cię oprowadzić. Moi chłopcy praktycznie wychowywali się między tym miejscem a Norwegią”.
Nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia, więc tylko mruknęłam pod nosem. Zanim zdążyłam go powstrzymać, zdążył już złapać moją walizkę.
„Może powinnaś przebrać się w coś lżejszego?”, zasugerowała mama, taksując wzrokiem mój dres.
Przewróciłam oczami. Moim jedynym pragnieniem było teraz zamknąć się w swoim pokoju.
Spojrzałam na ogromną willę. Na wpół ukryte za poskręcanymi drzewkami oliwnymi i rozrośniętymi bugenwillami ściany były białe i chropowate ze starości. Spomiędzy gałęzi wystawały terakotowe dachówki. Budynek wydawał się zarazem skromny i luksusowy.
„O, tu jest”, powiedział Lorenzo, gdy weszliśmy do salonu. „To jest Milo, mój najmłodszy”.
Zdjęłam okulary przeciwsłoneczne. „Hej”, powiedziałam.
Wyciągnął do mnie rękę i posłał mi ciepły uśmiech. „Miło cię poznać”.
Końcówki jego brązowych włosów były wypłowiałe od słońca, a przy skroniach lekko się kręciły, jakby spędził większość lata w oceanie. Jego skóra miała już złocisty odcień od opalenizny, a ciemne oczy były bardzo uważne. Zupełnie tak, jakby mnie badał, a nie tylko na mnie patrzył.
Nie wyglądał na skrępowanego ani niepewnego. Biła z niego naturalna swoboda. I, o ironio, był dokładnie w moim typie.
„Mhm”, mruknęłam.
„Powiedziałem Lisie, że jutro ją trochę oprowadzisz”, oznajmił Lorenzo.
„Ale mam jutro plany, spotykam się ze znajomymi”.
„Możesz spotkać się z nimi później”, uciął Lorenzo. Jego ton nie znosił sprzeciwu.
Zrobiło mi się go szkoda. Biedny chłopak tak naprawdę nie miał wyboru. Utknął z misją oprowadzania mnie, czyli żałosnego kawałka emocjonalnego bagażu z kiepskim nastawieniem i nadmiarem uczuć.
„Nie musisz zmieniać dla mnie planów”, powiedziałam. „I tak nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Mógłbyś po prostu pokazać mi mój pokój? Jestem zmęczona”.
„Zrozumiała sprawa”, powiedział Lorenzo, kładąc dłoń na moim ramieniu. „Chodź, skarbie, pokażę ci twój pokój”.
Zaledwie pokonałam kilka stopni, gdy usłyszałam jego kroki.
Schodził po schodach z naprzeciwka, boso i bez pośpiechu. Miał w sobie taki luz, którego nie da się udawać. Jego włosy opadały w luźnych falach, wciąż szorstkie od morskiej soli, ocierając się o ramiona.
Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy były niebieskie, ale nie mroźne, tylko żywe, przypominające cienką, błękitną krawędź załamującej się fali. Miał na sobie tylko kąpielówki, a jego nagi tors był mocno opalony.
Zapomniałam, że powinnam iść dalej. Moje nogi po prostu odmówiły posłuszeństwa.
A potem zalała mnie fala gorąca. Ale nie tego przyjemnego, tylko tego zawstydzającego, lepkiego ciepła, które pełznie po klatce piersiowej i osadza się na policzkach. Wiedziałam, że gapię się na niego za długo, ale nie mogłam przestać.
Próbowałam udawać, że patrzę na barierkę. Albo na jakąś plamę na ścianie. Na cokolwiek, byle nie na niego.
„Jacob, przywitaj się z Lisą”, powiedział za mną Lorenzo.
Zaschnęło mi w gardle. „C-cześć”, wydukałam. Ledwo mogłam wytrzymać jego spojrzenie.
„Cześć”, odpowiedział z drażniącym uśmieszkiem, jakby przejrzał mnie na wylot. Zupełnie jakby doskonale zdawał sobie sprawę, jakie wywiera wrażenie. A może po prostu się ze mnie nabijał, sama nie wiedziałam.
Przez ułamek sekundy świat zdawał się skurczyć tylko do naszej dwójki.
Przeszedł obok, na tyle blisko, że ciepło jego ciała niemal mnie musnęło. Przyniósł ze sobą zapach kokosowego kremu do opalania, który był odurzający do tego stopnia, że aż ugięły się pode mną kolana. Nagle poczułam, że cała drżę i zorientowałam się, że moja twarz po prostu zdrętwiała.
Zatrzymał się tuż obok mnie.
„Gorąco w tym wyglądasz”, powiedział, powoli omiatając wzrokiem moje ciało. Sprawił, że moje tętno przyspieszyło niczym trzepotanie skrzydeł uwięzionego ptaka.
Czy on właśnie...
„Co?”
Zadrżały mu kąciki ust. „Twój strój. Zdajesz sobie sprawę, że jest trzydzieści stopni, prawda?”.
Och.
Twarz oblała mi się gęstym rumieńcem.
„Nie twoja sprawa”, warknęłam, nienawidząc faktu, że tak mnie zaskoczył.
Pokręcił głową i mruknął: „Dzisiejsza młodzież...”, po czym odwrócił się z powrotem do swojego ojca. Nawet nie przeprosił. Po prostu minął mnie, jakbym była kimś, kogo już uznał za niewartego uwagi.
„Idę na plażę”, powiedział, nawet nie patrząc w moją stronę, zupełnie jakbym w ogóle nie istniała.
Potem przywitał się z moją mamą, jakby znali się od lat, i zniknął.
Lorenzo posłał mi blady, przepraszający uśmiech, po czym pomógł mi zanieść bagaże do sypialni.
„To tutaj”, oznajmił.
Pokój był ogromny, a z okna roztaczał się widok na basen z plażą w tle. Pachniało tu słoną wodą i świeżo wypraną pościelą.
„Tak się steruje klimatyzacją”, wyjaśnił Lorenzo. „Mogę ci coś przynieść? Coś do picia? Jedzenie?”.
„Nie, wszystko w porządku”, odpowiedziałam, rzucając się na łóżko.
Kiedy zamknął za sobą drzwi, chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Ane.
„Jesteś już na miejscu?”, zapytała, wyraźnie zdyszana. „Jak tam jest? Pokaż mi!”.
Wstałam, odwróciłam kamerę i nagrałam pokój oraz widok na morze.
„Wygląda niesamowicie, Lisa! Szkoda, że mnie tam nie ma”.
„Możesz zająć moje miejsce”, mruknęłam.
„Więc... jacy są twoi nowi przyrodni bracia?”.
Na wspomnienie tego boleśnie niezręcznego pierwszego spotkania, moja twarz znów zapłonęła. „Jeszcze z nimi tak naprawdę nie rozmawiałam, ale jeden z nich wydał mi się wręcz niegrzeczny”.
„Niegrzeczny? To znaczy, co takiego powiedział?”.
„To po prostu ten typ kolesia, który uważa, że jest zbyt fajny, żeby w ogóle z kimś gadać, wiesz o co chodzi?”.
„Czyli są w moim typie?”, uśmiechnęła się łobuzersko.
„Obaj są”, uśmiechnęłam się pod nosem. Jednak mój uśmiech szybko zgasł. „Taty nie ma już od pół roku, Ane. A ona już bawi się w szczęśliwą rodzinkę”.
„Jeśli chcesz ją wkurzyć, wyciągnij najkrótszą sukienkę, jaką masz, imprezuj jak szalona, wracaj późno i prześpij się z jakimś dużo starszym kolesiem”.
Zaśmiałam się. „Jesteś nienormalna”.
Ale kiedy się rozłączyłyśmy, wcale nie było mi już do śmiechu.
Może Ane miała rację. Skoro mama chciała szczęśliwej rodziny, to mogłam jej odegrać ten teatrzyk.
Jacob patrzył na mnie tak, jakbym była niewidzialna. Z kolei Milo, jakbym była problemem.
Ale to miało się wkrótce zmienić.

Odkryj Galateę

Boskie smoki 1: Narzeczona dla boga wodyGdy zapadnie noc. Dzień na dworzeKrólewskie Dziedzictwo 5: Gdy zapada nówGłupie gryAkta Chamberlaina: Książka 2

Najnowsze publikacje

Wrzące żądzeNa cienkim lodzieŁotry z Blackwood 3: BeauPrzekroczyć granicęTak, panie Knight. Księga 4: Część druga

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 363

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 6

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 60

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 79

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 67

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 32

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 19

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 70

Czekające

by Martita

liczba książek: 11