
Jeźdźcy Tyru 5: Żelazna Dłoń
Autorzy
Lektury
367K
Rozdziały
39
Rozdział 1
Księga 5: Ironhand
CHIARA
Gdyby wzrok mógł zabijać, mój marsz przez biuro zostawiłby za sobą stosy trupów. Mój wzrok jest wbity w drzwi na końcu pokoju, na których wisi błyszcząca, złota tabliczka: Clarence Jullet, Redaktor Naczelny. Raczej Dupek Naczelny.
Nie zawracam sobie głowy pukaniem. Po prostu otwieram drzwi z impetem, pozwalając im mocno uderzyć o ścianę.
„Co to ma znaczyć, Chiara?”
„Zabawne, pomyślałam dokładnie o tym samym”, odpowiadam, opierając dłonie na biodrach.
„W czym masz problem?” Clarence wstaje z krzesła, patrząc na mnie znad swoich złotych okularów.
Clarence jest tak staromodny, że nawet tradycjonaliści uważają to za przesadę. Siedzi na stołku redaktora od czasu, zanim w ogóle przyszłam na świat, i jest okrzyknięty najlepszym w lokalnych wiadomościach. Właśnie dlatego chciałam tu pracować.
Ale zamiast mentora, znalazłam tu mojego najgorszego wroga.
„Czy ty naprawdę oczekujesz, że zrobię o tym reportaż?” Z trudem staram się utrzymać spokojny głos.
„Nie widzę problemu”, odpowiada Clarence, osuwając się z powrotem na swoje krzesło.
„To jest konkurs mokrego podkoszulka!” Nie potrafię już ukryć mojej wielkiej wściekłości.
„Doskonale zdaję sobie z tego sprawę”, odpowiada Clarence, a na jego ustach błąka się uśmieszek. „Pomyślałem, że to będzie bardzo pasować, aby kobieta zrobiła z tego relację.”
Trzęsę się ze złości, czując się jak postać z kreskówki, której z uszu bucha para. Kiedy studiowałam dziennikarstwo, wyobrażałam sobie wielkie skandale polityczne, tajne operacje, niebezpieczne misje, demaskowanie skorumpowanych urzędników i robienie czegoś dobrego dla społeczeństwa.
Wiedziałam, że kiedyś będę musiała ostudzić swój idealizm, ale relacjonowanie konkursu mokrych koszulek przyklejonych do sztucznych piersi nigdy nie było częścią moich dziecięcych marzeń.
„Jesteśmy KWSC, Clarence. Może wcale nie powinniśmy robić o tym materiału?” warczę ze złością.
„Chiara, może i jesteśmy częścią ogólnokrajowej sieci, ale wciąż jesteśmy lokalną stacją. Kilka...”
„...cycków”, przerywam mu sarkastycznie.
„Dokładnie tak”, odpowiada Clarence niezrażony. „To podnosi nam oglądalność i daje więcej kliknięć.”
„Miło widzieć, że wspierasz szlachetną misję dziennikarstwa, Clarence. Twoje wysokie ideały na zawsze zapiszą się w historii naszego zawodu.”
„Idealizm to luksus dla ludzi z pełnym żołądkiem”, uśmiecha się krzywo Clarence.
„Nie wyjeżdżaj mi tu z Charlesem Dickensem, Clarence. To jakieś bzdury.”
„To twoje zadanie i potrzebuję tego materiału na dzisiejsze wieczorne wiadomości”. Clarence uderza dłonią w biurko.
„Och, dostaniesz go. Trzy minuty o tym, jakie to upokarzające, ze skupieniem się na szanowanych lokalnych politykach na widowni”, wypluwam z siebie. „Zbliżenie na posła, który ślini się na widok miseczki D. Dziennikarstwo najwyższej jakości.”
Po tych słowach wybiegam z biura, a wzrok moich kolegów z pracy podąża za mną. Nikt nie odzywa się tak do Clarence'a i nie uchodzi mu to na sucho.
Ale byłam najlepszą studentką na Stanfordzie i jako jedyna tutaj wiem, jak używać Twittera. Jestem tu jedyną cholerną reporterką, a Clarence traktuje mnie tak, jakbym była tylko ładną buzią.
Zaczęłam pracę w stacji dwa lata temu i wciąż dostaję te beznadziejne tematy. Wszystko dlatego, że Clarence ma ten postępowy pogląd, iż ładne dziewczyny takie jak ja powinny zajmować się tylko lekkimi tematami i nie brudzić sobie rąk. Głupi stary cap.
„Okej, jesteś wściekła”, zauważa Jason, gdy podchodzę do furgonetki.
„Ależ ty jesteś bystry, J. Może powinieneś stanąć przed kamerą, a nie za nią”, odpowiadam, obchodząc furgonetkę dookoła.
„Dla tego tematu? Zdecydowanie tak”, żartuje, wsuwając się na fotel kierowcy.
Przewracam na niego oczami, a on dobrze wie, że ma przestać. Połączono nas w pary w moim pierwszym dniu pracy. Oboje byliśmy na okresie próbnym, a oni mieli nadzieję, że nasz brak doświadczenia nas pogrąży.
Ale miało to zupełnie odwrotny skutek. Jason jest utalentowanym profesjonalistą z bystrym okiem, nieustraszonym, a do tego z artystycznym zacięciem, które czyni go idealnym do tej pracy.
Jeśli chodzi o mnie... może nie jestem dobra w wielu rzeczach, ale jestem cholernie dobrą reporterką.
„Więc jedziemy na plażę?” pyta Jason, odpalając silnik furgonetki.
„Najpierw na plażę, a potem rozwalę głowę Clarence'a o ścianę i rozbryzgam jego szowinistyczny mózg wszędzie dookoła!”
„Może trochę wyluzuj? W końcu to nasz szef.”
„J, tobie może w pełni odpowiadać relacjonowanie konkursów mokrego podkoszulka, zawodów w jedzeniu ciast i innych durnych konkursów, które robimy od roku, ale mi nie.”
„Dlaczego nie? Cycki, ciasta i hot dogi. To jest wielka trójca szczęścia”, uśmiecha się szeroko Jason.
Kręcę na niego głową. Jest idealnym uosobieniem chłopaka z plaży, z rozjaśnionymi słońcem włosami, permanentną opalenizną, umięśnionym ciałem i olśniewającym uśmiechem.
Jest uroczy i otwarcie ze mną flirtował, kiedy zaczęliśmy pracować. Ale ja po prostu nie... Muszę się skupić na pracy.
Poza tym, nigdy nie kręcili mnie chłopcy. Wolę mężczyzn i jeszcze nie spotkałam takiego, który wpadłby mi w oko. To, że ojciec porzucił moją matkę, gdy miałam dwa lata, jest tu całkowicie bez znaczenia.
Mężczyźni są niebezpieczni i nie można im ufać. Dam sobie radę bez faceta i mam się doskonale, bardzo dziękuję. Jestem trochę napalona, ale poza tym...
„Argh!” warczę z narastającej frustracji.
Może jestem sfrustrowana seksualnie?
„Wszystko w porządku?” pyta Jason.
„Czuję się wyśmienicie.”
Wyciągam mojego smartfona. Już przeliczam w głowie znaki w zdaniu „Redaktor Naczelny KWSC to seksistowski dupek”. Zastanawiam się też, ile hashtagów uda mi się dodać.
Jason patrzy na mnie z powagą. „Chiara, ty chyba nigdy nie doceniałaś tego, jak atrakcyjna jesteś.”
„Może dlatego, że przysporzyło mi to więcej kłopotów niż pożytku. Chcę być brana na poważnie, ale muszę walczyć o to dziesięć razy mocniej.” Wznoszę ręce w powietrze.
„Przecież masz to coś, Chiara. Dlaczego z tego nie skorzystasz?”
„Nie wierzę, że w ogóle mi to proponujesz!”
„Odrobina uwodzenia może cię daleko zaprowadzić, C”, dodaje Jason z uśmiechem.
Kręcę gwałtownie głową. To nie w moim stylu. Widziałam, jak moja matka robiła to na każdym kroku, używając urody, którą po niej odziedziczyłam, by radzić sobie w zdominowanym przez mężczyzn przemyśle winiarskim.
Od inwestorów po inspektorów, dla każdego miała uśmiech i dżinsowe szorty, które niewiele robiły, by ukryć jej długie, wyćwiczone w winnicy nogi. Nie zamierzam iść w jej ślady.
„Po prostu jedź”, rzucam do Jasona, wracając do telefonu.
















































