
Kontrakt Carrero 3. Odnaleźć wolność
Autorzy
Lektury
486K
Rozdziały
44
Rozdział 1
„Co?” Wszystko we mnie zatrzymuje się w dziwnym, zamrożonym momencie. Moja szalona panika natychmiast zmienia się w nierealne otępienie. Jedno pytające słowo wyrywa się ze mnie w odpowiedzi na jego oświadczenie.
Stoję w windzie naprzeciwko niego. On trzyma drzwi szeroko otwarte. Dzieli nas zaledwie kilka kroków. Ucieczka jest tak blisko, że prawie mogę jej posmakować. Łzy przestają płynąć, a moje ciało nieruchomieje. Otwarcie wpatruję się w niego w całkowitym szoku. Mój mózg zacina się na jego słowach. Nie potrafię zareagować, bo po prostu w to nie wierzę.
Przerywam mój głośny płacz i stoję w bezruchu. Wstrzymuję oddech. Moje emocje zamierają w oczekiwaniu. Histeria sprzed chwili znika. Zastępuje ją dziwna cisza między nami. Czekam na wyjaśnienie. Czekam, aż powie coś więcej. Na to, co dla niego znaczy słowo miłość, wypowiedziane właśnie do mnie, ze wszystkich ludzi na świecie.
On nie może mnie kochać. To nie ma sensu.
On mnie nienawidzi.
On mnie rani. Zawsze tak robił.
Ale powiedział, że mnie kocha. I że zrobi wszystko, żeby mnie zatrzymać.
Mój mózg tego nie ogarnia. Nie wiem, jak mam to wszystko przetworzyć.
To musi być jakaś gra. Taki on właśnie jest. To manipulator. Jest okrutnym sadystą i nie potrafi kochać. Nigdy nie mógłby mnie pokochać. Nie tak dawno temu sam odrzucił moje wyznanie miłości. To nie może być prawda.
Opieram się ciężko o ścianę windy. Próbuję utrzymać pion, bo moje ciało ciąży jak ołów, a nogi mam jak z waty. Daję sobie trochę przestrzeni, żeby to przemyśleć. Nie mogę uwierzyć, że wróciliśmy do początku i znów tu jesteśmy.
Jesteśmy w tym samym apartamencie, w którym błagałam go o miłość. Wtedy odepchnął mnie i złamał mi serce. Przez niego przyłożyłam sobie pistolet do głowy. Chciałam uwolnić się od bólu, który mi zadał. To jest miejsce, w którym odrzucił moją miłość. A teraz ma czelność mówić, że mnie kocha. Jeśli to nie jest jakiś chory żart, to już nie wiem, co nim jest.
Boję się oddychać. To tak, jakby jego słowa zatrzymały—
wszystko wokół nas i między nami. Nawet sam czas zatrzymał się w innej rzeczywistości.
Alexi wygląda na spanikowanego. Otwiera szerzej oczy, gdy na mnie patrzy. Nerwowo spuszcza wzrok na swoje buty, a potem niepewnie znów spogląda na mnie. Ciężko przełyka ślinę. Jego strach wypełnia całą windę. Nie wiem, co powinnam czuć. Oczekiwanie wydaje się wiecznością. Fale jego emocji zwiększają napięcie z każdą tykającą sekundą.
Czekam, aż znów skłamie. Czekam, aż zrani mnie po raz kolejny. O to przecież chodzi, prawda? To na pewno dobrze zaplanowana, okrutna gra. On chce znów mnie zniszczyć.
Nie wiem, dlaczego on musi mnie wciąż ranić. To prawdziwe katusze. To forma tortury. Zastanawiam się, czy to wszystko jest częścią jego kolejnego chorego planu. Nie wiem, co mu kiedykolwiek zrobiłam. Za co musi mnie w ten sposób niszczyć?
„Powiedziałem…” W końcu odchrząkuje. Ogarnia go zakłopotanie i nie potrafi ustać w miejscu. Przejmuje go nerwowa energia i cały czas się wierci. Bierze głęboki wdech, próbując wykrzesać z siebie odwagę, której wcale nie czuje.
To nie jest Alexi, którego znam. To tylko potęguje mój ból w żołądku.
Może to strach. Lęk? Gniew?
To przebłysk kogoś zupełnie nowego. Bardzo różni się od pewnego siebie manipulatora, którego znam i nienawidzę. Tę stronę siebie dobrze ukrywa przed światem. Nawet nie wiem, czy jest prawdziwa. Wybija mnie to z rytmu. Nagle staję twarzą w twarz z nieznajomym. Mam głowę pełną wątpliwości i chaosu, przez co brakuje mi tlenu.
Czuję się jak przerażony królik oślepiony światłami nadjeżdżającej ciężarówki. Wiem, że zaraz zostanę zniszczona w kolejnej grze Alexiego. Powinnam uciec. Odejść. Nie czekać na odpowiedź. Ale moje stopy nie chcą się ruszyć. Stoję nieruchomo i czekam. Moje głupie serce ma cichą nadzieję, że to może jednak nie jest kłamstwo.
Głupia, żałosna dziewczyna.
Powinnam wiedzieć lepiej.
To zawsze jest kłamstwo.
Moje serce bije szybko. Trzymam mocno rzeczy w dłoniach, żeby poczuć, że to dzieje się naprawdę. Ściskam własne buty i torebkę aż do bólu. To przypomina mi tylko o tym, że uciekałam, by ratować swoje zdrowie psychiczne. Nie powinnam była się zatrzymywać.
Ale jak idiotka tu stoję. Gapię się na niego, wstrzymuję oddech i czekam… w nieskończoność.
Tik, tak, tik.
To zupełnie nowy rodzaj udręki.
„Kocham cię”. Mówi to cicho i chrypliwie. Mniej w tym pewności siebie, a więcej pośpiechu i wyraźnego strachu. Te dwa krótkie słowa kradną mi powietrze. Ból jest tak silny, jakby wbił mi nóż prosto w serce.
Jego głos jest niższy i bardziej szorstki. Wygląda tak, jakby ledwo przeszedł mu przez gardło. Nie potrafi spojrzeć mi w oczy tak pewnie, jak wcześniej. Jego wzrok w końcu zatrzymuje się na moim. Po raz pierwszy przez te wszystkie miesiące Alexi wygląda na przestraszonego i bardzo młodego. Wygląda, jakby te słowa go przerażały. Jakby zdradzał najważniejszy sekret w swoim życiu.
To uderza we mnie jak niespodziewany cios w gardło. Próbuję to z siebie zrzucić. Marszczę na niego brwi. Czuję w środku ogromny ból, a w głowie mam totalny mętlik. Oblewa mnie zimny pot i kręci mi się w głowie.
Jestem w szoku. Wytrącona z równowagi, nie mam pojęcia, jak zareagować na te dziwne słowa z ust diabła. Kłamie czy nie? Wierzyć czy nie wierzyć?
„Dlaczego mi to mówisz?” Odpowiadam z rozpaczą. Mój głos brzmi obco i chrapliwie. Wszystkie uśpione emocje wracają ze zdwojoną siłą, niczym wielka fala. Przytłacza mnie mnóstwo sprzecznych uczuć. Próbuję uporządkować myśli.
Muszę dowiedzieć się, po co to robi. Dlaczego mówi takie rzeczy, zamiast po prostu pozwolić mi odejść? Jeśli to tylko kolejna jego gra, to właśnie znów się w nią wciągnęłam.
Nigdy nie powinnam iść z nim do łóżka. Wiedziałam, że to wszystko skomplikuje. Rozpocznie kolejną rundę jego okrucieństwa. To po prostu sprawia mu przyjemność.
„Bo mówię poważnie… ja…” Wzdycha ciężko pomiędzy słowami. Wciąż zachowuje się jak zupełnie inny człowiek. Ktoś nieśmiały i niezręczny. To wcale nie jest Alexi Carrero. To tylko podsyca moje podejrzenia i rozpala ukryty gniew. Moja złość rośnie wraz z każdą chwilą tego dziwnego przedstawienia.
Walczy we mnie wewnętrzny ogień. Przejmuje nade mną kontrolę i stawia moje zmysły w stan najwyższej gotowości.
To może być podstępna pułapka. On znów chce mnie zniszczyć, tak dla zabawy. Lubi sprawiać mi ból. Taki już jest.
„Przestań. To już zagranie poniżej pasa. Co ty, do cholery, z tego masz? Dlaczego musisz mi to robić?” warczę na niego. Łzy wysychają na moich policzkach. Zaczynam myśleć trzeźwo. Mój mózg podsuwa najprostsze rozwiązanie – Alexi znów gra. To musi być to.
„Nie kłamię. Jak myślisz, dlaczego od tygodni próbuję pokazać ci, że teraz jest inaczej? Wiedziałem, że mi nie uwierzysz, jeśli ci po prostu o tym powiem. Wiedziałem, że tak zareagujesz. Musiałem udowodnić ci swoje intencje, żebyś miała powód, by mi uwierzyć. Wiedziałem, że uciekniesz, bo nie masz powodu, żeby mi ufać”. Nagle rusza w moją stronę. Cofa się i kulę w obronnym geście. Wciskam się w kąt windy, opierając się o ścianę. Wciąż strasznie boję się, że ten człowiek znów mnie zrani. Zatrzymuje się, gdy widzi mój strach. Unosi ręce na znak, że się nie zbliży. Szybko łapie drzwi od windy, które znów zaczynają się zamykać. Blokuje je rękami.
Mimo że jestem zła, on nadal ma nade mną władzę. Nadal jestem uwięziona w jego terytorium. Nie jestem głupia. Jestem słaba i nie mam z nim szans. Udowodnił mi to w przeszłości. Nie musi mnie dotykać, żeby mnie zniszczyć.
„Uwierzyć tobie? UWIERZYĆ TOBIE? Dlaczego, do kurwy nędzy, miałabym ci uwierzyć, Alexi? Przez miesiące mnie torturowałeś. Sprawiłeś, że czułam się jak śmieć. Wyrzuciłeś mnie. Rozbiłeś mnie na kawałki i prosto w twarz powiedziałeś, że nic dla ciebie nie znaczę. Dlaczego miałabym uwierzyć, że nagle zmieniłeś zdanie i znów mnie kochasz?” Wypluwam z siebie słowa pełne nienawiści. Prostuję się, ale zostaję w swoim kącie. Muszę trzymać go na dystans.
„Wiem, Cam… Wiem! Miałem mętlik w głowie. Nie miałem pojęcia, co czuję, kiedy to wszystko się wydarzyło. Nie ufałem ci. Rozjebałaś mi w głowie. Sprawiłaś, że byłem całkowicie zagubiony. Nie wiedziałem, co robię ani co czuję. Nie doceniałem tego, co miałem. Jak mogłem wyznać ci miłość, kiedy nie wiedziałem, co jest prawdą? Nie ufałem ci. Nie wiedziałem, co to wszystko znaczy”.
Patrzy na mnie przenikliwie. Głos mu chrypnie, ale nie odrywa ode mnie wzroku. Znika jego niepewność i widzę w nim znów tego samego dominującego dupka. Paradoksalnie to dodaje mi odwagi.
Złoszczę się na jego słowa. Rośnie we mnie ból i żal. Jestem wściekła za to, co mi wtedy powiedział. Cała ta jego przemowa to stek bzdur.
„To zawsze było prawdziwe. Nigdy cię nie okłamałam. Ani razu w nic z tobą nie grałam. Miałeś mnie, nawet gdy tego nie chciałam. Zmieniłeś dla mnie wszystko... Zniszczyłeś mnie od środka. Sprawiłeś, że cię pokochałam, ty pieprzony idioto, a potem mnie skrzywdziłeś. Nic nie zrobiłam. Nie zasłużyłam na to”. Krzyczę na niego, przepełniona żalem i frustracją. Jestem wściekła, że to on myślał, że ja nim manipuluję. Jego podła natura obudziła się tylko dlatego, że uznał mnie za dziwkę, która chce jego kasy albo władzy. Myślał, że zależy mi na jego majątku, a moja reputacja tylko to potwierdzała.
On nie wie, jak bardzo się mylił. Nie wie, że moje uczucia były prawdziwe. Próbowałam być dla niego lepszym człowiekiem. Chciałam zmienić swoje życie na lepsze.
„Teraz to wiem. Naprawdę, i bardzo cię przepraszam. Nie potrafię ci tego inaczej wytłumaczyć”. Alexi znów wydaje się uległy i wycofuje się przed moim wybuchem. Wygląda na zagubionego, co do niego w ogóle nie pasuje. Każdy jego gest mówi mi, że on tego nie udaje.
Mój rozum i serce walczą ze sobą. Nie wiem, czy mogę mu wierzyć.
Zupełnie nie znam mężczyzny, który stoi teraz przede mną. Kręci mi się w głowie. Jestem zła i mam ochotę na kimś wyładować te emocje. Nie ufam mu. Zawsze, gdy to robiłam, on niszczył moje życie. Nie powinnam mu wierzyć.
Może to po prostu skutek zbyt wielu emocji i orgazmu, który mi przed chwilą zafundował... Teraz pękło to we mnie i wychodzi w postaci czystej wściekłości. Gotuję się w środku jak wulkan. Mam wielką ochotę uderzyć go moimi butami po głowie.
Alexi patrzy na mnie w milczeniu. Wygląda, jakby nie wiedział, co zrobić. A może to jest jego plan. Jego gra.
Chuj wie, o co tu w ogóle chodzi. Sama już nie wiem.
Wszystkie moje obawy znikają, a ja nie potrafię powstrzymać złości. Wspomnienia uderzają do głowy. Odsuwam się od ściany i staję przed nim z odwagą, którą zyskałam kiedyś na mrocznych ulicach Londynu.
„Jesteś kłamcą… jesteś pierdolonym kłamcą. Byłam tam. Wszystko pamiętam. Nie robi się takich rzeczy komuś, kogo się kocha. Nie traktuje się kogoś jak śmiecia, a potem wmawia mu miłość. Nie możesz, kurwa, po tym wszystkim przyjść i tylko mnie przeprosić”. Wykrzykuję mu to prosto w twarz. Nie potrafię już ukryć wściekłości. Nienawidzę tego, że on usprawiedliwia to, co mi zrobił.
Nic nie tłumaczy jego zachowania. On nigdy nie zrozumie, przez co musiałam przejść. W moim sercu została dziura w kształcie diabła i nic tego nie zmieni.
Złość pomaga mi odciąć się od jego czułych słówek. Chroni mnie przed uwierzeniem w to jego gówno po raz kolejny. Pomaga mi nie być znowu naiwną i nie zrujnować sobie życia.
„Mogę to wyjaśnić…” Zaczyna, ale nie pozwalam mu skończyć. Wstępuje we mnie czysta furia. Nie zamierzam znowu tego z nim przechodzić.
„WYJAŚNIĆ?! CO WYJAŚNIĆ?! Że jesteś chorym sadystą, który całkowicie zniszczył mi życie, a teraz próbuje wepchnąć mi te kłamstwa?! Mam ci niby uwierzyć, bo przestałeś bawić się moimi uczuciami? Mam paść ci do stóp i zapomnieć o wszystkim, bo... O mój Boże... sadystyczny dupek naprawdę mnie kocha?” Ciskam w niego słowami. Łzy przesłaniają mi wzrok z ogromnych emocji. Głos mi drży, ale nic mnie to nie obchodzi. Odarł mnie ze wszystkiego i zostawił nagą w moim bólu, a teraz musi ponieść tego konsekwencje.
To nic innego jak gra. Powtarzam to sobie jak mantrę, próbując zignorować to, jak na mnie patrzy.
„To wcale nie było tak. To było… skomplikowane”. Alexi rozgląda się wokół niekomfortowo. Cofa się i czuje niepokój. Nie podoba mu się to, że przestał mieć nade mną kontrolę. Ale ja chcę, żeby czuł się niezręcznie. On nie wie, jak to jest nie mieć kontroli. Przez niego czułam się tak przez wiele miesięcy.
Chcę, żeby czuł się zagubiony i słaby. Gdybym potrafiła go tak zranić, zrobiłaby to. Ale wiem, że nie mam do tego serca. On zmienił mnie i nie jestem już chłodną i obojętną dziewczyną z ulicy.
„Jesteś dupkiem. Pierdolonym dupkiem o gigantycznych rozmiarach. Sadystycznym chujem, który zasługuje na to, żebym kopnęła go z całej siły w jaja!” Krzyczę na niego, uderzając obcasem w przycisk windy, żeby stąd uciec. Wiem, że to nie ma sensu. On nadal blokuje drzwi, więc nigdzie nie pójdę, a to denerwuje mnie jeszcze bardziej. Trzyma mnie tu wbrew mojej woli. Puszczają mi nerwy z frustracji.
„Puszczaj!” Warczę na niego. Macham butem, uderzając go w ramię, żeby się odsunął, ale on stoi i świdruje mnie wzrokiem. Znów przybiera zimną i obojętną postawę, by zablokować moją ucieczkę. Zamyka się w sobie. Myślę, że wie, że to będzie walka. I wolę go w tej wersji.
Znowu płaczę. Czuję się żałośnie, bo on z łatwością mnie niszczy, chociaż próbuję z nim walczyć. Zabił pewną siebie Camillę Walters i zmienił ją we wrak człowieka, który nie potrafi ogarnąć własnego życia.
„Nie pozwolę ci znowu odejść z mojego życia”. Zaciska zęby, a jego słowa brzmią groźnie, chociaż wyznaje mi miłość. Patrzę na niego i widzę tylko potwora. Wiem, że ma ogromną siłę, by niszczyć mój świat.
„Nie jestem twoją więźniarką i nie zamierzam słuchać tego emocjonalnego bełkotu. Wiem, co próbujesz osiągnąć, ale tym razem ci się nie uda. Nie pozwolę, żebyś mi w głowie zrujnował życie jeszcze bardziej. Nie zostanę tu jako twoja zabawka. Jeśli myślisz, że przykujesz mnie do łóżka, bardzo się mylisz. TAK KURWA BARDZO!” Macham znowu butem, a on unika mojego ciosu. Łapie za brzeg drzwi od windy i trzyma je mocno.
Budzi to we mnie psychopatyczną stronę.
„To wcale nie tak. Jestem z tobą szczery. Niczego ci nie próbuję wcisnąć. Nie zamierzam cię ranić ani z tobą grać. Chcę, żebyś tu została, bo ty tak zdecydujesz. Nie dlatego, że cię tu zamknę”. Alexi robi zręczny unik, gdy znowu z całą złością próbuję go zaatakować moim obcasem. Jedną ręką trzyma skrzydło od drzwi. Swoim wielkim ciałem zasłania wyjście z windy. Nie mam z nim szans i przez to złość zżera mnie od środka.
„W takim razie puść, kurwa, te drzwi, bo chcę wyjść. Nie chcę mieć z tobą więcej nic do czynienia”. Piszczę na niego i z desperacji rzucam w niego butem. Cudem unika ciosu i but leci na podłogę. Alexi patrzy w tył, żeby sprawdzić, gdzie uderzył. Wściekły, mruży na mnie oczy.
„Poważnie?” Jego ton brzmi pogardliwie. Zapominam o jego złości i sięgam po drugiego buta. On zasługuje na to, bym wbiła ten obcas w jego piękną twarz.
Nie będzie już taki ładny, jeśli zafunduję mu operację nosa moim obcasem.
Moja dojrzałość gdzieś ulatuje. Rzucam drugim butem, a on zmuszony jest ustąpić, by uchronić swoją twarz i ostatecznie puszcza te cholerne drzwi.
„Tak, poważnie!” Odkrzykuję. Rzucam moją torebką, celując prosto w tył jego czaszki, żeby go zabić, ale rzuca się i znów cudem uchodzi z tego cało. Rozwściecza mnie to jeszcze bardziej, dlatego pozbawiona resztek racjonalnego myślenia, po prostu ciskam w niego czym się da. Mam ochotę go zranić i to fizycznie.
Czuję niesamowitą złość za to, że on myśli, że może robić ze mną, co chce bez ponoszenia za to żadnych konsekwencji. Jakby kupił moje serce i umysł i posiadał mnie w tej swojej grze na planszy. Nienawidzę tego, że robi mi wodę z mózgu, bo ma gdzieś to, jak ja się przez to czuję.
„Do kurwy nędzy, Cam!” Alexi uskoczył w bok, a torebka dosłownie minęła jego policzek o milimetr. Wzdycham głośno. To niesamowite, że nie oberwał, ale musiałam spróbować. Skrzydła od drzwi windy zaczynają się zasuwać. Nareszcie. W końcu zniknę z jego oczu.
Zamykają się na tyle szybko, że on nie potrafi złapać za brzeg na czas, i kiedy te stalowe drzwi zatrzaskują się przede mną bezlitośnie, dochodzi do mnie mały fakt. Ja wyrzuciłam przed chwilą wszystko do tego apartamentu jak głupia. Pozbyłam się jedynej rzeczy, w której trzymałam gotówkę, karty debetowe, prawo jazdy i dowód.
Przecież nie mogę biegać po Nowym Jorku w samej cienkiej sukience. Nie mam na sobie nawet bielizny.
Jezu, kurwa mać!














































