
– Nie jestem twoim wakacyjnym romansem. Deacon słyszy to i tak się uśmiecha. Zupełnie jakby już zaczął odpinać guziki tego argumentu.
Allie przyjeżdża do odosobnionego domu nad jeziorem z jedną zasadą: żadnych facetów, żadnych dram i absolutnie żadnych braci byłych partnerów. Wciąż napędza ją wściekłość, która pcha człowieka do cudownie złośliwych czynów… co tylko pogarsza sprawę. Nagle słyszy chrapanie, otwiera drzwi do sypialni i znajduje Deacona, rozwalonego na łóżku, jakby to on płacił tu czynsz. Oczywiście, że to on. Ten flirciarski CEO z wesela jej siostry. Ten, który pożerał ją wzrokiem jak deser, prosił o jedną noc i usłyszał „nie”.
Teraz on trzyma klucz, ona walizkę, a ty zaraz zobaczysz, jak negocjują „godziny korzystania z kuchni”, jakby nie dzieliły ich sekundy od rzucenia się sobie do gardeł. Deacon wyciąga szkicownik, kładzie go na blacie i zaczyna spisywać zasady panujące w domu.
Wtedy drzwi wejściowe otwierają się na oścież i czyjś głos woła: – Allie?
ALLIE
Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników