
Książka 4: Coś, co zmieniło wszystko
Autorzy
Lektury
362K
Rozdziały
23
Spojrzenie w przeszłość
Księga 4: Coś, co zmieniło wszystko
VIOLA
Mama i ja właśnie wprowadziłyśmy się do nowego domu. Kiedy pracownicy kończą wnosić nasze rzeczy, mama uznaje, że dobrym pomysłem będzie zabranie mnie na miejscowy plac zabaw. Stoję po kolana w piasku, otoczona dziećmi w moim wieku.
Próbuję zbudować zamek z piasku, ale okazuje się to trudne. Piasek tutaj różni się od piasku na plaży, do którego jestem przyzwyczajona.
Nagle pada na mnie cień. Patrzę w górę i widzę stojącego tam chłopca. Posyłam mu przyjazny uśmiech.
„Chcesz mi pomóc?” – pytam, starając się ukryć nieśmiałość, gdy wstaję.
Robi kilka kroków w moją stronę, nie mówiąc ani słowa. Stoję w bezruchu, ciekawa, co zaraz zrobi.
Wtedy, zupełnie znikąd, mocno mnie popycha. Lecę do tyłu i ląduję płasko na tyłku.
Naprawdę?
Czuję pieczenie łez, ale powstrzymuję je. Patrzę na niego w górę z drgającym nosem.
„Dlaczego to zrobiłeś?”
Próbowałam być miła, a on po prostu mnie popchnął. Chłopcy bywają czasem tacy wredni.
Wytyka mnie palcem. „Bo jesteś dziwna!”
Nawet mnie nie zna. Skąd mógł uznać, że jestem dziwna? Chcę do mamy.
Zanim udaje mi się wstać, wkracza inny chłopiec. Staje między mną a łobuzem, żeby mnie chronić.
„Lubisz popychać innych? Zobaczmy, czy ci się to spodoba.” Bez chwili wahania popycha łobuza na ziemię. Robi to o wiele mocniej, niż ja zostałam popchnięta.
„Jeśli jeszcze raz ją popchniesz, będziesz miał ze mną do czynienia” – ostrzega.
Łobuz kiwa głową i ucieka jak spłoszony królik. Mój wybawca odwraca się do mnie i wyciąga rękę, żeby pomóc mi wstać.
Jest po prostu boski.
Nigdy nie widziałam tak przystojnego chłopca. Czy mogłabym go zatrzymać?
Pomaga mi wstać, po czym puszcza moją dłoń i strzepuje piasek z moich pleców. Czuję, jak moje policzki robią się gorące.
„Jestem Ian” – mówi.
„Viola” – odpowiadam z uśmiechem.
Ian kiwa głową. „Jeśli znowu będzie cię zaczepiał, daj mi znać. Dobrze?”
Nagle ogarnia mnie odwaga. Wyciągam rękę i chwytam go za dłoń. Ian patrzy na nasze złączone dłonie, ale nie cofa swojej.
Odchrząkuję, czując lekkie zdenerwowanie. „Chcesz mi pomóc przy zamku z piasku?”
Co, jeśli powie, że nie?
Uśmiecha się do mnie szczerze. „Przepraszam, ale mama mnie woła. Muszę iść. Może następnym razem.”
Sama nie wiem dlaczego, ale gdy on odchodzi, budowanie zamku z piasku przestaje być takie fajne.
Podbiegam do mamy. „Mamusiu, możemy już iść?”
Szczypie mnie w policzki, czego nie cierpię. „Jeśli jesteś gotowa, to pewnie.”
Mój tata zostawił mamę, kiedy była ze mną w ciąży. Nigdy go nie poznałam. Przeprowadziłyśmy się tutaj z powodu awansu, który dostała mama.
Nic nie mówię. Tylko kiwam głową. Mama bierze mnie za rękę i prowadzi do samochodu. Rozglądam się z nadzieją, że znów zobaczę Iana, ale nigdzie go nie ma.
„Spójrz, kochanie, syn naszych nowych sąsiadów bawi się na podwórku. Chcesz się z nim przywitać?” – pyta mama, gdy podjeżdżamy pod dom.
Wzdycham. Mam ochotę bawić się tylko z Ianem, tak sobie myślę.
Wysiadam z samochodu tuż za mamą.
„Dzień dobry, nazywam się Sandra Lennox, a to moja córka, Viola. Zastanawiałam się, czy moja córka mogłaby pobawić się z pani synem?” – pyta kobietę stojącą przed nami.
Kobieta ściska dłoń mamy. „Musicie być naszymi nowymi sąsiadkami. Witamy w okolicy.” Patrzy na mnie, a potem znowu na mamę. „Ian!” – woła głośno.
Zaraz, czy ona powiedziała Ian? Mój książę z bajki Ian?
Czy to możliwe, że moim nowym sąsiadem jest Ian?
Ledwo potrafię ukryć podekscytowanie, gdy widzę Iana podbiegającego do swojej mamy. Kobieta pochyla się, by z nim porozmawiać.
„Ian, to nasze nowe sąsiadki. Chcesz się trochę pobawić z Violą?”
Ian patrzy na mnie i wzdycha. „Okej.”
Mama wraca do domu, zostawiając mnie samą z Ianem. Jestem zachwycona, że spędzę więcej czasu z moim księciem.
On chwyta mnie za rękę, a moje serce na moment zamiera.
„Więc, co chcesz robić?”
„Zauważyłam domek na drzewie na moim podwórku. Chcesz go zobaczyć?” – staram się mówić zwyczajnym tonem.
Czas leci, a Ian i ja stajemy się jak papużki nierozłączki. Jest moim najlepszym przyjacielem. Haczyk polega na tym, że coś do niego czuję. Głębokie, silne uczucia. Jestem w nim zakochana.
Nie jestem pewna, czy on czuje to samo. Strach, że go stracę, jeśli wyznam mu prawdę, mnie paraliżuje. Jeśli się ode mnie odwróci, nie wiem, jak sobie z tym poradzę.
Postanawiam pójść do naszego domku na drzewie, miejsca, gdzie narodziła się nasza przyjaźń. Kiedy wchodzę na drzewo, słyszę dźwięki dobiegające ze środka. Czy Ian już tam jest?
Otwieram klapę i moje serce pęka na milion kawałków.
„Viola?” Ian wygląda na wstrząśniętego. „Jesteś tu za wcześnie.”
Nie potrafię nic odpowiedzieć. Szybko schodzę z drzewa i pędzę prosto do domu. Jak on mógł mi to zrobić?
Zanim udaje mi się uciec daleko, Ian chwyta mnie za ramię i mnie zatrzymuje.
Odwracam się gwałtownie i go odpycham. „Jak mogłeś, Ian?” – krzyczę. „To jest nasze miejsce, nasz sekret. A ty przyprowadzasz tu dziewczynę, żeby się z nią lizać? Jak mogłeś?”
Wzdycha głośno. „Dlaczego robisz z tego taką wielką aferę? Jesteśmy tylko przyjaciółmi.”
Jego słowa mocno we mnie uderzają. „Wiem o tym.” Staram się brzmieć twardo, ale w środku całkowicie się rozsypuję. „Wiem o tym, ale to nadal mój domek na drzewie. Znajdź sobie inne miejsce do lizania się. A przy okazji znajdź sobie też nową przyjaciółkę. Bo z nami koniec” – wypluwam z siebie przez zaciśnięte zęby.
„Niech ci będzie!” – odszczekuje.
I to by było na tyle. Nie zamierza o nas walczyć. Znaczę dla niego tak mało. Myślałam, że nasza przyjaźń była o wiele silniejsza.
Od tamtego dnia wszystko się zmienia. Brakuje mi go każdego dnia. Wciąż go kocham. Widuję go z jego znajomymi. Żyjemy teraz w zupełnie innych światach. On jest na samym szczycie, a ja jestem na dnie, całkowicie niewidzialna.
Nie ma pojęcia, co czuję, i nigdy się tego nie dowie.
„Dyrektor Rheims teraz cię przyjmie.” Pani Lily Salazar sprowadza mnie z powrotem do rzeczywistości.
Wstaję z krzesła i idę w stronę jego gabinetu. Dzisiaj mam za zadanie oprowadzić po szkole nową uczennicę, Hannę Parker. Mam nadzieję, że nie jest taka jak inni, którzy uważają się za lepszych od reszty.
Biorę głęboki oddech i otwieram drzwi.















































