
Karmazynowy Kielich
Autorzy
Decide Your Destiny
Lektury
259K
Rozdziały
19
Rozdział 1
OPHELIA
Znak na naszych drzwiach głosi: Upadłość firmy. Natychmiastowe przejęcie przez pałac.
Został przybity pod osłoną nocy. Na początku go nie zauważyliśmy, nikt nie zadał sobie trudu, by nam o tym powiedzieć, ale to ostateczny dekret z Królewskiego Pałacu Wampirów.
Dla pałacu nie mamy żadnego znaczenia. Oto i ona, nasza zguba, wypisana krwistoczerwonym atramentem.
Wkrótce zastąpią naszą rodzinną księgarnię bazą wojskową. Setki książek znikną, a ich miejsce zajmą mężczyźni w mundurach.
Książki w naszej bibliotece nie są zwyczajne. Kiedy je otwierasz, strony emanują ciepłym blaskiem, wciągając czytelnika w swój świat.
Byłam przerażona, kiedy to stało się po raz pierwszy. To było jak zanurzenie się w świetle. Nagle znalazłam się w samym środku dzikiej bitwy, gdzie ciała zderzały się ze sobą w makabrycznym tańcu.
Płynęłam przez tę scenę jak widmo, nietknięta przez otaczające mnie koszmary. Mój umysł wędrował, podczas gdy moje ciało leżało nieprzytomne, bezpiecznie ukryte między regałami.
Przeczytałam już każdą książkę w naszym sklepie. Nie mając nic innego do roboty, pochłaniam jedną książkę dziennie, odkrywając jej świat zamiast tego, który znajduje się za moimi drzwiami.
Dzisiaj jestem na łące. Leżąc na plecach, przesuwam palcami po wysokiej trawie. Źdźbła dzwonią, gdy je poruszam.
Stado chochlików przemyka obok, a ja obserwuję srebrnego jednorożca, który bryka dookoła, zanim znika między drzewami.
Nagle dostrzegam cień. To sylwetka mężczyzny czającego się tuż poza zasięgiem światła. Wygląda na to, że mnie obserwuje.
„Ophelia” – woła odległy głos, brzmiący tak, jakbym była pod wodą.
Ignorując ten głos, wstaję i zbliżam się do postaci, próbując jej się lepiej przyjrzeć. Ale kiedy ruszam do przodu, on wycofuje się w mrok lasu, znikając mi z oczu.
„Ophelia” – powtarza ten sam głos, teraz już o surowym tonie.
Wzdycham, wyrywając się z książki. „Co?” – marudzę, przecierając oczy.
„Ophelia” – moja matka, Lucinda, staje nade mną – „znowu zgubiłaś się w wymyślonym świecie?”
„Nazywa się je książkami”. Wstaję i całuję ją w policzek.
Mój ojciec, Dante, pakuje za nią pudła. „Wiesz, prawdziwy świat nie jest taki zły”.
„Może prawdziwy świat byłby lepszy, gdybyście pozwolili mi wyjechać z miasta” – odpowiadam sarkastycznie.
„No już, już” – strofuje mnie ojciec – „przecież wiesz, że lasy przy granicy są zbyt niebezpieczne”.
„Czyżby?” – rzucam wyzwanie. „Bo z tego, co wiem, nikt nigdy nie widział tam niczego niebezpiecznego, a co dopiero został zabity”.
„Tak” – zaczyna moja matka – „ale krążą opowieści, że...”
„Ale to tylko opowieści, mamo...”. Wzdycham, sfrustrowana ich uporem.
Podobno tuż za granicami czai się nieznane zło.
I chociaż docierają do nas tylko szepty i sprzeczne plotki, wielu i tak się przestraszyło, zbyt przerażonych, by zapuścić się na obrzeża królestwa.
Wygląda na to, że wszystkie królestwa, żyjące niegdyś w harmonii, stały się wobec siebie podejrzliwe.
Każde z nich obwinia inne o ten zły cień rzucony na krainę. Chociaż nikt nie spotkał go osobiście, w jakiś sposób wszyscy nadal w to wierzą.
Czasy pokojowego współistnienia odeszły w zapomnienie. Nie pamiętam czasów sprzed tej izolacji.
Odczuwam to bardziej niż inni, ponieważ jestem w wyjątkowej sytuacji.
Jestem człowiekiem. Jako niemowlę zostałam adoptowana przez rodzinę wampirów.
Ten szczegół wcale nie pomaga w moich prośbach o zwiedzanie ziem poza naszym miasteczkiem, Fayvein.
Większość ludzi w świecie wampirów to chowańce. Poświęcają swoje życie służbie wampirzym panom.
Moi rodzice martwią się o mnie. Nie chcą, abym została odkryta i zmuszona do służby.
Fayvein to moje sanktuarium. Położone w lesie, wygląda tak, jakby przeniosło się z bajki prosto do rzeczywistości.
Wampiry w Fayvein wiedzą o mojej „przypadłości”, jak to nazywają. To nasz sekret.
Znają mnie od dzieciństwa i przysięgli mnie chronić. Ale nie można tego samego powiedzieć o tych spoza Fayvein.
Znów myślę o znaku na drzwiach naszego sklepu. Myśl o tym, że moje sanktuarium zostanie splamione przez placówkę wojskową, wywołuje u mnie mdłości.
Jasne jest, że powszechny strach przed tym, co leży poza granicami królestwa, zainfekował pałac królewski.
A może po prostu nie dbają o kulturę i sztukę, preferując śmierć i zniszczenie.
Istnieją dawne historie o podróżnikach, którzy przejeżdżali tędy, dzieląc się książkami ze swoich światów – opowieściami o nieznanych cywilizacjach i stworzeniach z dalekich stron.
Dzieciom wciąż opowiada się historie o Królestwie Wilkołaków, Królestwie Fae, Królestwie Czarownic, a nawet Królestwie Ludzi.
Ale to było tak dawno, że stały się one mitami.
Rozglądając się po sklepie, pękającym w szwach od książek, ale pozbawionym życia, wiem, że tamte dni już minęły. Ostatnio mamy szczęście, jeśli zjawi się u nas jeden klient w miesiącu.
Nagle dzwoni dzwonek przy drzwiach.
Zaskoczona, szybko wygładzam sukienkę. Nie zorientowałam się, że rodzice wyszli z pokoju i zostałam sama. Słyszę ich w piwnicy, gdzie segregują nasze archiwa.
„W czym mogę pomóc?”
Prawie wstrzymuję oddech, gdy widzę zakapturzoną postać. Jego twarz jest w większości ukryta, a kaptur odsłania tylko lodowate, niebieskoszare oczy i cień figlarnego uśmiechu.
Trzyma kawałek pergaminu.
„Czy mogłabyś wywiesić to na tablicy ogłoszeń na zewnątrz?” – pyta, nie zadając sobie trudu, by się przedstawić.
Ostrożnie podaje mi papier.
Znak mieni się złotem.
Szkarłatny Puchar.
Pałac Królewski zaprasza wszystkie panny z królestwa do wzięcia udziału w tej niepowtarzalnej okazji.
Jeśli zdecydujesz się wziąć udział, możesz mieć szansę na zdobycie serca króla wampirów.
Wydarzenie odbędzie się 14 lutego bieżącego roku w Pałacu Królewskim.
Ten turniej nie jest dla osób o słabych nerwach.
Znajomy karmazynowy emblemat Pałacu Królewskiego jest odciśnięty na dole strony. To ten sam znak, który znajduje się na zawiadomieniu o zamknięciu na zewnątrz.
Od razu zauważam datę: Walentynki. Chyba król jest w głębi duszy romantykiem.
Niewiele wiadomo o królu Atticusie.
Ale brak dziedzica to gorący temat. Nie ma królowej, więc nie ma i dziedzica. Wszyscy się zastanawiają, kiedy to się zmieni. Zgaduję, że odpowiedź brzmi... wkrótce.
Król jest pewnie zmęczony ciągłym zrzędzeniem swojej rady. Ale jego prawo do tronu będzie niepewne, dopóki ich nie posłucha.
Czymże jest król bez królowej?
Kiedy znowu podnoszę wzrok, zakapturzony mężczyzna już zniknął. Ale w jego miejscu stoi ktoś inny.
Rozpoznaję go z miasteczka: Roanoke Briar.
Światło księżyca przenika przez witraż, rzucając czerwoną poświatę na jego skórę.
Lord Briar to bogaty miejscowy szlachcic. Jest znany z chłodu i spędza większość czasu z niewielką grupą wyobcowanych, sarkastycznych wampirów.
Wszyscy uważają się za lepszych od reszty i rzadko zadają się z mieszkańcami miasta.
Widziałam go kilka razy w mieście, jego kruczoczarne włosy zawsze były gładko zaczesane do tyłu, a ciemnozielone oczy oceniały wszystkich. Ale nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy.
„Mogę zobaczyć?” – pyta.
„Chcesz, żebym cię oprowadziła?” – proponuję.
„Masz jakiś ulubiony dział?”
„Dział powieści historycznych”. Kieruję go na tył sklepu.
„Ach, te stare, dobre czasy, kiedy wszyscy byliśmy przyjaciółmi” – mówi.
Wychwytuję nutę sarkazmu. Odchodzi, przechadzając się alejką i przesuwając palcami po grzbietach książek.
„Ophelia, potrzebujemy cię na dole. Twój ojciec i ja...”. Moja mama milknie, kiedy widzi, że nie jestem sama. Jej oczy szeroko się otwierają.
Minęło sporo czasu, odkąd mieliśmy gościa.
Niech no tylko się dowie, że mieliśmy dziś dwóch. Prawie zapomniałam o tym dziwnym mężczyźnie z niebieskimi oczami.
Widząc moją mamę, Roanoke wraca.
„Mogę uratować to...” – rozgląda się po półkach, jakby próbował pojąć, w jakim miejscu się znajduje, a w jego oczach dostrzegam przebłysk wstrętu – „...miejsce” – dokańcza.
Następnie jego wzrok pada na mnie. „Ale w zamian” – mówi, zwracając się do mojej mamy – „chcę poślubić twoją córkę”.
Gdy tylko to mówi, serce zamiera mi w piersi. Gardło mi się zaciska i nie potrafię wydusić z siebie słowa.
„Ja” – zaczynam – „ja...”
„Rozważy twoją hojną propozycję, lordzie Briar” – mówi moja mama, skłaniając głowę.
Kiwa głową, obdarzając mnie ostatnim spojrzeniem przed wyjściem.
„Mamo, nie wyjdę za niego” – szepczę, kiedy znika.
„Dlaczego nie?”
„Znowu się kłócicie?” – pyta mój tata, przerywając nam.
„Nie” – mówię. „Mama po prostu chce mnie wydać za lorda Briara, żeby uratować sklep”.
„Nie jest taki brzydki” – mówi mój tata.
„To sam za niego wyjdź” – odgryzam się.
„Och, tylko żartujemy” – mówi moja mama, przytulając mnie. „Wymyślimy coś innego”. Wzdycha.
Słyszę smutek w jej głosie. Wiem, że nie mamy wielu innych opcji. Moi rodzice zaczęli już nawet pakować sklep.
Nie chcę wychodzić za Roanoke. Dopiero jutro skończę dwadzieścia jeden lat, a on ma trzydzieści... a raczej ma trzydzieści lat od ponad stu pięćdziesięciu lat.
Ale muszę uratować księgarnię. Muszę uratować moją rodzinę.
„Twój tata i ja idziemy zapolować. Zamkniesz sama?”
„Nie” – mówię, puszczając do niej oczko.
Moi rodzice przestali pić ludzką krew, kiedy mnie adoptowali, co jest moim zdaniem urocze, ale w mieście wciąż są inni, którzy ją lubią.
Zamykając księgarnię, rozmyślam o swoich możliwościach.
Mogłabym wyjść za Roanoke i przenieść się do Posiadłości Briar. Słyszałam, że to miłe miejsce, okazałe i wygodne, a co najważniejsze, wystarczająco blisko, abym mogła często odwiedzać rodzinę.
Dzięki pieniądzom i wpływom Roanoke w pałacu księgarnia zostałaby uratowana.
Wygląda to na idealne rozwiązanie.
Wtedy dostrzegam kawałek pergaminu przypięty do naszej tablicy ogłoszeń.
Szkarłatny Puchar
Zupełnie zapomniałam o tym turnieju.
Gdybym tylko miała okazję porozmawiać z królem, mogłabym przekonać go do zmiany zdania w sprawie sklepu, jestem tego pewna.
Muszę podjąć decyzję...
ZDECYDUJ O SWOIM LOSIE...
Czy Ophelia powinna wyjść za Roanoke i przenieść się do Posiadłości Briar? A może powinna udać się do Pałacu Królewskiego, by wziąć udział w walce o Szkarłatny Puchar i zyskać szansę na zdobycie serca króla?
Przejdź do następnego rozdziału, aby zagłosować.
Rozdziały ukazują się co tydzień, w piątki!




