
Samotny Wilk Alfy
Autorzy
Louise V. Armstrong
Lektury
2,1M
Rozdziały
44
Podróż z nieznajomym
ALLIE
Stoję na przystanku autobusowym z torbą w ręku i patrzę, jak autobus zatrzymuje się przede mną.
Między szkołą, nauką i dwiema pracami na pół etatu nie miałam za wiele czasu dla siebie, ale teraz wszystko wydaje się tego warte. Wszystko, na co tak ciężko harowałam przez ostatnie trzy lata, staje się rzeczywistością.
Jadę do Linton, żeby studiować na jedynym uniwersytecie w kraju, gdzie wilki i ludzie uczą się razem. Tam samotny zmiennokształtny jak ja jest mile widziany.
W autobusie bez trudu znajduję wolne miejsce mniej więcej w połowie. Jesteśmy jednym z pierwszych przystanków, więc autobus jest zapełniony tylko w jednej czwartej. Staram się usiąść wygodnie – czeka mnie długa podróż.
Linton leży po drugiej stronie kraju i dotarcie tam zajmie ponad dobę. Autobus pojedzie krętą trasą przez cały kraj, zatrzymując się w ponad tuzinie dużych miast.
Jestem przyzwyczajona do podróżowania, nigdy nie zostaję w jednym miejscu na długo, więc przeprowadzka do nowego miasta na własną rękę mnie nie przeraża.
Ale jedną z najlepszych rzeczy związanych ze studiowaniem w Linton jest to, że mogę tam zostać na całe pięć lat. Po raz pierwszy będę miała szansę gdzieś zostać i nazwać to miejsce domem.
Koniec z wymuszonym wyjeżdżaniem, bo lokalne stado nienawidzi samotników albo bo mama pewnego dnia postanawia, że czas się przeprowadzić.
W końcu jadę gdzieś, gdzie samotny zmiennokształtny jest mile widziany. Będę mogła zmienić się w wilka i biegać bez strachu, że lokalne stado wypędzi mnie z miasta.
Wpatruję się w okno, obserwując zmieniający się krajobraz, gdy zostawiamy Dunnington daleko w tyle. Co kilka godzin autobus zatrzymuje się, żeby zabrać nowych pasażerów, i powoli się zapełnia.
Po pięciu godzinach docieramy do pierwszego dużego miasta na naszej trasie i cicho jęczę, widząc długą kolejkę ludzi czekających na wsiadanie. Miejsce obok mnie nie pozostanie puste na długo.
Nie ma prawie żadnych szans, że usiądzie obok mnie inny wilk – ci, którzy są częścią stada lub mają wystarczająco dużo pieniędzy, pojechaliby własnym samochodem albo polecieli.
Tylko osierocony samotnik jak ja musiałby podróżować autobusem.
Nowi pasażerowie wsiadają do autobusu, a wysoki mężczyzna z brudnoblond włosami i mocną sylwetką idzie w moją stronę, rozglądając się po autobusie i pasażerach, zastanawiając się, gdzie usiąść.
Zatrzymuje się i patrzy prosto na mnie, a mój oddech zamiera, gdy widzę jego elektryzująco niebieskie oczy. Jego szerokie usta wykrzywiają się w najseksowniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam.
Jest zbyt przystojny, zbyt idealny, żeby być człowiekiem. Serce podskakuje mi w piersi, gdy uświadamiam sobie, kim jest: wilkiem, takim jak ja.
Pasażer uwięziony za nim narzeka:
„Blokujesz przejście. Muszę znaleźć miejsce”.
Seksowny nieznajomy odwraca się, żeby spojrzeć na człowieka, który blednie i cofa się.
„Przepraszam” – szepcze.
To najwyraźniej satysfakcjonuje przystojnego wilka, bo odwraca się z powrotem w moją stronę. Jego oczy utkwione są w mojej twarzy, a uśmiech błądzi mu po ustach, gdy idzie alejką i wskazuje na miejsce obok mnie.
„Czy to miejsce jest zajęte?” – pyta głębokim głosem. Jego oczy nie opuszczają mojej twarzy.
„Nie, jest wolne” – mówię nerwowo.
Uśmiecha się szyderczo i wsuwa się na siedzenie.
Gdy już się wygodnie rozsiadł, odwraca się do mnie i mówi cicho, tak żebym tylko ja mogła usłyszeć:
„Nie muszę zgadywać, dokąd jedziesz, mały wilku. Uniwersytet w Linton”.
„Tak, ty też tam jedziesz? Jesteś studentem uniwersytetu?”
Jego uśmiech się poszerza.
„Coś w tym stylu. Planuję trochę posiedzieć nad książkami, ale jeszcze nie zdecydowałem, czy zostanę. Samotnikowi jak ja niełatwo się gdziekolwiek osiedlić”.
Wpatruję się w niego. Nie wygląda na samotnika. Wygląda na silnego, a jego ubrania są wyraźnie drogie. Ma wygląd wilka ze stada.
Ten wilk wygląda, jakby był w stanie stawić czoła każdemu stadu, które mogłoby spróbować go zaatakować, i jestem całkiem pewna, że wygrałby walkę.
Musi domyślać się części tego, o czym myślę.
„Spotkasz wiele różnych typów wilków, gdy dotrzesz do Linton” – mówi mi. „Wiele wilków ze stad, ale też innych samotników. Nie wszyscy mieliśmy te same doświadczenia”.
Kiwam głową. Nie mam zbyt dużego doświadczenia z innymi wilkołakami. Mama upewniała się, że trzymamy się z dala od innych samotnych wilków.
„Nie wszystkie samotne wilki są dobre jak my” – mówiła mi. „Wiele to łotry, które wykorzystałyby każdą okazję do ataku. Widziałyby nas jako łatwe cele, ofiary. Jesteśmy bezpieczne tylko wtedy, gdy jesteśmy ukryte przed innymi wilkołakami”.
„Więc, mały wilku, jakie masz plany, gdy tam dotrzesz? Znalazłaś miejsce do mieszkania?”
„Uniwersytet skontaktował mnie z innym samotnym wilkiem, który załatwił mi miejsce do życia” – wyjaśniam. „A ty?”
„Och, mam tam przyjaciół, którzy mi pomogą. Poza tym to nie będzie mój pierwszy pobyt w Linton”.
Odwracam się, żeby przyjrzeć mu się bliżej i zdaję sobie sprawę, że musi mieć między dwadzieścia pięć a trzydzieści lat.
„Co sprawiło, że zdecydowałeś się wrócić i studiować teraz?” – pytam.
„Rzeczy zaczynają się zmieniać w Linton i chcę tam być, gdy to się stanie” – mówi bez podawania szczegółów, po czym zmienia temat. „Więc co planujesz studiować?”
„Medycynę”.
„To niezwykły kierunek dla wilka. Ludzcy lekarze niewiele wiedzą o naszych ciałach”.
„Nie, ale skoro uzdrowiciele są tylko w stadach, a żaden uzdrowiciel ze stada nie będzie leczył samotnego wilka, pomyślałam, że jeśli mogłabym dowiedzieć się więcej o medycynie w ogóle, mogłabym zmienić szkolenie, żeby leczyć samotników. Może to nie będzie tak dobre jak leczenie u prawdziwego uzdrowiciela, ale byłoby lepsze niż opieka, którą dostajemy teraz”.
„To miłe z twojej strony, że próbujesz pomagać innym wilkom” – mówi poważnie.
Rumienię się.
„Dzięki. A ty? Co planujesz studiować?”
„Trochę tego i tamtego. Myślę, że zdecyduję, gdy tam dotrzemy. Gdy zobaczę, jak sprawy wyglądają”.
Z tymi słowami uśmiecha się do mnie i zamyka oczy, kończąc naszą rozmowę.
Przez resztę podróży dzielę czas między odpoczynek a rozmowy z moim nowym towarzyszem.
Mówi mi, że ma na imię Callum i że jest samotnym wilkiem od czasów, gdy był nastolatkiem.
Podróżował po całym kraju, a miejsca, w których przebywał, i rzeczy, które robił, brzmią o wiele bardziej ekscytująco niż tymczasowe życie, które prowadziłam do tej pory.
Nie dla niego nudna, ciężka praca przetrwania, której doświadczałam dorastając. Jednak zdaję sobie sprawę, że nigdy nie mówi mi niczego osobistego, na przykład gdzie się urodził ani żadnych historii o swojej rodzinie.
Przypuszczam, że jestem obcą osobą, którą właśnie poznał, i prawdopodobnie nie czuje, że może mi zaufać. Nie narzekam – nie jestem bardziej chętna niż on, żeby otwierać się na temat mojego życia osobistego.
Mówię mu, że spędziłam życie podróżując z miejsca na miejsce z mamą, ale trzymam się zwięzłości, wspominając tylko, że niedawno zmarła, bez podawania jakichkolwiek szczegółów.
Jest współczujący, ale cieszę się, że nie naciska mnie, żebym opowiadała o tym, co się stało.
Jestem zaskoczona tym, jak komfortowo czuję się w jego towarzystwie i jak szybko mija czas. Zanim się zorientuję, jesteśmy trzydzieści mil od Linton i nasza podróż zaraz się skończy.
„Dziękuję, że sprawiłeś, że ta podróż była tak przyjemna. Bałam się nudy siedzenia tutaj godzinami bez nic do roboty, ale z tobą jako towarzystwem to była prawdziwa przyjemność”.
„Ja też się dobrze bawiłem” – przyznaję. „Mam nadzieję, że będziemy mogli się jeszcze zobaczyć. Nie znam nikogo w Linton”.
„Jestem pewien, że tak będzie. Gdy tam dotrzemy, pozwól, że pomogę ci z torbą. I mogę cię przedstawić Jasonowi, wilkowi, który mi pomagał. Przyjedzie po mnie i zabierze mnie do mojego nowego domu”.
„Oczywiście”.
Gdy autobus przyjeżdża do Linton, Callum dotrzymuje słowa i zostaje ze mną, gdy wysiadam, i niesie moją torbę do budynku dworca autobusowego.
Podekscytowanie buzuje we mnie. W końcu tu jestem.
Znajduję Jasona czekającego na mnie przy wyjściu, trzymającego szorstki kartonowy szyld z moim imieniem napisanym dużymi czarnymi literami, ale gdy odwracam się, żeby wskazać go Callumowi, mojego towarzysza podróży już tam nie ma.
Moja torba stoi na ziemi obok mnie, dokładnie tam, gdzie Callum stał jeszcze kilka chwil temu. Rozglądam się po budynku, próbując go znaleźć, ale zniknął jak kamfora.
Jestem zaskoczona tym, jak szybko i cicho się poruszył i że nie zauważyłam, jak odchodzi.
Wzdycham i wyrzucam go z myśli. Nie pozwolę, żeby brak zainteresowania Calluma mną zepsuł mi pierwszy dzień w Linton. Zbyt długo czekałam na to, żeby tu być.
Nakładam na twarz szeroki uśmiech i idę w stronę Jasona.
„Allie, miło cię poznać” – mówi z ciepłym uśmiechem.
Pisaliśmy do siebie codziennie przez ostatni miesiąc i wspaniale jest spotkać go osobiście.
„Witaj w Linton. Wiem, że pokochasz to miejsce”.
















































