
Nieświęte Więzy
Autorzy
Shay Watkins
Lektury
970K
Rozdziały
45
Rozdział 1
DUSTY
Zimny wiatr przewiał przez sypialnię i zadrżałam. Cicho przeklinałam jesienną pogodę w Phoenix, która ciągle się zmieniała.
Wciąż przechodziła od ciepła do zimna.
Przysięgam, kto by pomyślał, że na pustyni może być aż tak zimno! Nadal nie mogłam zrozumieć, dlaczego mama zdecydowała się wysłać mnie na studia właśnie tutaj.
Arizona była ładna, musiałam przyznać, ale chyba najbardziej nudne miejsce na świecie. Podciągnęłam koc wyżej na ramiona. Wróciłam uwagą do małego laptopa na kolanach.
Proszę, tylko nie teraz! – pomyślałam, szybko wystukując kolejne akapity.
Jeszcze tylko jeden akapit, obiecuję!
Mały błąd przemknął po ekranie i skrzywiłam się, gdy ekran zgasł. Kurczę! Spojrzałam ze złością na komputer. Serio?
Znowu padł. Najprawdopodobniej skasował cały mój referat. Uszczypnęłam się w nasadę nosa, po czym zamknęłam laptopa i rzuciłam go na sofę obok siebie.
„Naprawdę potrzebujesz nowego, co?” Moja współlokatorka Melissa spojrzała na mnie z góry. Zachichotała na moje gniewne spojrzenie.
„Hej, no chodź. Kurtis zaprosił mnie dziś wieczorem na imprezę. Powiedziałam mu, że my też tam będziemy.”
„Nie chodzę na imprezy Pheta Ki, Missy” – powiedziałam.
„Ci idioci upijają się za bardzo. Nie ma mowy, żebym cokolwiek piła. Zbliżają się egzaminy.” Zmarszczyłam brwi. „Poza tym, co jeśli znowu wezwą policję?”
„Dusty, przysięgam, że skończysz jako stara panna z kotami, jeśli nie przestaniesz siedzieć w tym ciemnym pokoju cały czas.”
Przewróciła oczami. Wyciągnęła torbę z zakupami. „Poza tym już zdecydowałam, że idziesz, więc włóż to, okej?”
„Trochę śmiałe z twojej strony” – uniosłam brew – „po prostu podejmować za mnie decyzje, nie uważasz?”
Zajrzałam do torby. Czarny top na ramiączkach i znoszony dżinsowy mini. Rzuciłam torbę na jej łóżko. „Zdecydowanie tego nie założę.”
„Dusty!” – krzyknęła i rzuciła się obok mnie na sofę. „Jezu, jesteś taka nieśmiała! Dla mnie, tylko ten jeden ostatni raz, chodźmy.”
Spojrzała na mnie wielkimi oczami. Wystawiła dolną wargę. „Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami i minęła wieczność, odkąd gdzieś razem wyszłyśmy! Proszę, proszę, proszę?”
Przewróciłam oczami. „Dobra, Jezu. Ale tego nie założę!”
Od razu dostała figlarny wyraz twarzy. „Tchórz.” Uśmiechnęła się. „Myślę, że wyglądałabyś w tym seksownie.”
„Kto powiedział, że chcę wyglądać seksownie na imprezie z bandą pijanych kretynów?” – warknęłam. Spojrzałam ze złością na torbę, gdy znowu wepchnęła mi ją na kolana.
„Dusty, znam cię. Bierzesz lekcje samoobrony od sześciu lat.” Skrzywiła się.
„Szczerze mówiąc, sama bym nie chciała być idiotą, który próbuje z tobą czegoś, czego nie chcesz.”
„Naprawdę nie chcę iść, Missy” – westchnęłam, patrząc na torbę.
Cholera, a może jednak? Może miała rację. Potrzebowałam kogoś. Ale to nie znaczy, że potrzebuję idiotycznego brata z bractwa, który się nade mną ślini, gdy jest pijany!
„Połóż ich na łopatki, dziewczyno” – dotknęła mojego podbródka i zerwała się podekscytowana.
„Muszę iść się przygotować. Powiedzieli, że będzie około ósmej, więc niewiele czasu!” Zniknęła w łazience.
Westchnęłam i wstałam. Odwróciłam się do komody, żeby znaleźć coś bardziej rozsądnego.
„Nawet o tym nie myśl!” Melissa wystawiła głowę z drzwi łazienki. Spojrzała na mnie ze złością, już zgadując, co zamierzałam zrobić.
„Założysz strój, który kupiłam. Twoje ubrania są zbyt nudne.”
„Nie chcę być interesująca” – zmarszczyłam brwi. „Mówię ci, to zły pomysł.” Zrzuciłam strój na łóżko. Spojrzałam na niego z niechęcią. Tak, nie ma mowy!
„Nie zmuszaj mnie, żebym założyła zamek na twoją komodę!” – powiedziała. „Nie założysz dziś wieczorem nudnych ciuchów. Koniec dyskusji!”
Wydałam wściekły dźwięk. Szybko przebrałam się w obcisły strój. Melissa nigdy się nie wycofywała. Była jak pies z kością. Po prostu próbowała, aż coś ustąpiło.
Spojrzałam w lustro. Zmarszczyłam brwi na bladą, zielonooką dziewczynę, która patrzyła na mnie ze złością.
Nie wiem, kogo Melissa myśli, że oszukuje. Bardzo wątpię, żeby ktokolwiek w ogóle zwrócił na mnie uwagę.
Odwróciłam się szybko. Poszłam znaleźć szczotkę i próbowałam okiełznać rozczochrane brązowe włosy zwisające nisko na plecach.
Po kilku minutach wydałam wściekły dźwięk i związałam je gumką.
„Ooo, rozczochrane włosy.” Melissa wyszła z łazienki. Obejrzała mnie z aprobatą. „Podoba mi się!”
Wyglądała wprost seksownie w spódnicy jeszcze krótszej niż moja i topie z głębokim dekoltem, który ledwo ją trzymał.
„Melissa, zwariowałaś?” – powiedziałam. „Proszę, powiedz mi, że to nie jest to, co założysz dziś wieczorem. Jest lodowato!”
Mrugnęła do mnie. „Nie martw się o mnie. Wiem dokładnie, co robię.” Chwyciła swoje kozaki za kolano i założyła je. Rzuciła mi parę sandałów na paski.
„Chodź, idziemy!” Chwyciła mnie za ramię po tym, jak założyłam buty i wyciągnęła mnie za drzwi.
Przeszłyśmy przez przecznicę w kierunku głębokiego dudniącego hałasu.
Cholera, brzmi, jakby miała być dzika – pomyślałam zmęczona, gdy Melissa podekscytowana ciągnęła mnie przez trawnik przed domem.
Niemal natychmiast zostałyśmy otoczone przez tłum imprezowiczów. Muzyka była bardzo głośna, gdy w końcu dotarłyśmy do drzwi wejściowych. Melissa została porwana przez Kurtisa w ciągu kilku minut.
Spojrzałam ze złością na jej plecy, gdy praktycznie wspinała się na jego klatkę piersiową. Ugh, moje oczy potrzebują chemicznego płukania!
Przepchnęłam się przez poruszający się tłum imprezowiczów. Znalazłam tylne drzwi i wymknęłam się. Chyba powinnam znaleźć spokojne miejsce. To miejsce będzie tylko dziksze.
Rozejrzałam się. Zaczęłam iść w kierunku linii drzew wzdłuż tylnego ogrodzenia. Czułam się winna, że zostawiłam Melissę.
Kogo ja oszukuję? Prawdopodobnie nawet nie zauważy, że mnie nie ma – pomyślałam surowo. Prawie dotarłam do drzew, gdy ktoś złapał mnie za ramię.
„Gdzie myślisz, że idziesz, piękna?” Wysoki, bez koszuli facet kołysał się nade mną pijany. „Co powiesz na spędzenie trochę czasu ze mną?”
Złapał mnie brutalnie. Wsunął ręce pod moją koszulę, na plecy.
Byłam w szoku. Podniosłam ostro kolano między jego nogi i upadł na kolana, wydając dźwięk bólu.
„Ty suko!” Wyciągnął wolną rękę i złapał mnie za kostkę. Ściągnął mnie, gdy próbowałam się cofnąć.
Sapnęłam, gdy uderzenie o ziemię wybiło ze mnie powietrze. „Zejdź ze mnie!” – powiedziałam wściekle, gdy próbował się na mnie wspiąć.
Wyrwałam rękę. Wbiłam nasadę dłoni w jego szczękę tak mocno, jak mogłam, a on stoczył się ze mnie, oszołomiony.
Zerwałam się na nogi i pobiegłam w drzewa. Biegłam, aż poczułam się bezpiecznie.
Gdy w końcu się zatrzymałam, pochyliłam się, łapiąc powietrze. Moje ręce trzęsły się mocno. Cholera! Wiedziałam, że nie powinnam była przychodzić!
Po kilku minutach próbowania złapania oddechu wyprostowałam się i rozejrzałam.
„Chyba będę musiała teraz znaleźć drogę z powrotem do akademika. Nie ma mowy, żebym wracała na tę głupią imprezę” – powiedziałam głośno do siebie.
„A tu myślałem, że będę musiał interweniować.”
Męski głos mnie zaskoczył i natychmiast przyjęłam postawę obronną.
„Całkiem nieźle sobie radzisz jak na tak małą dziewczynę.”
Wściekłam się, stając twarzą w twarz z dziwnym mężczyzną, który wyszedł z drzew przede mną.
„Uważaj, kogo nazywasz małą” – powiedziałam wściekle, gdy trafił w mój czuły punkt. „Kim ty do cholery jesteś?” Nie wyglądał na studenta.
Miał łatwo sześć stóp wzrostu. Nosił ciemne dżinsy i czarną kurtkę naciągniętą na biały T-shirt.
Nie mogłam odczytać, co było na nim napisane w słabym świetle księżyca. Fielding's miał dress code, a to zdecydowanie nim nie było.
Uśmiechnął się powoli, pokazując idealnie biały uśmiech. „Kto ja? Jestem nikim ważnym.” Jego ostre bursztynowe oczy były niepokojące.
Cofnęłam się o krok, patrząc na niego ze złością.
„Dlaczego jesteś na terenie Fielding?” – zażądałam ostro, a on się roześmiał. „Nie jesteś studentem.”
„Z żadnego dobrego powodu, jak sądzę” – powiedział. Rzucił rozbawione spojrzenie na moją postawę bojową, gdy przejechał ręką przez rozczochrane czarne włosy. „Twarda z ciebie, co?” Zwęził spojrzenie, a ja zesztywniałam.
„Zadzwonię po ochronę kampusu” – powiedziałam. Cofałam się, gdy podszedł bliżej. „Mówię poważnie!” Było w nim coś nie tak. Moja skóra się jeżyła. Dlaczego wydaje się taki niebezpieczny?
„Uspokój się” – powiedział. Poprawił małe okulary na nosie i wyciągnął rękę. „Nazywam się Liam Cross.”
Spojrzałam ostrożnie na jego rękę.
„No dalej. Nie gryzę.”
„Myślisz, że jestem na tyle głupia, żeby pozwolić jakiemuś obcemu facetowi złapać mnie za rękę w lesie w środku nocy?” – powiedziałam, a jego oczy się rozszerzyły. Wyglądał na zaskoczonego.
„Cóż, nie jesteśmy już obcy” – powiedział lekko po chwili. „Teraz znasz moje imię. Potrzebujesz pomocy w znalezieniu drogi z powrotem na kampus?”
Jego pytanie mnie zaskoczyło. „Mogę znaleźć go sama, dziękuję” – powiedziałam sztywno. Ten facet jest dość uparty. „Będziesz mnie śledzić, jeśli odejdę?”
„Oczywiście, że nie” – powiedział, wyglądając na obrażonego. „Nie będę ci narzucać swojego towarzystwa. Możesz iść.”
Ostrożnie się cofałam, sprawdzając stopami grunt. Nie zrobił żadnego ruchu, żeby za mną pójść, więc odwróciłam się i pobiegłam pierwszą ścieżką, którą znalazłam.
***
Wydawało się, że minęła godzina, a ja wciąż tkwiłam na ścieżce. Cholera, chyba się zgubiłam. Może ten facet mógłby mi pomóc.
Szybko potrząsnęłam głową, odpychając tę myśl. Nie ma mowy! Dlaczego w ogóle był w lesie?
Ta myśl niepokoiła mój umysł. Skręciłam na zakręcie ścieżki i sapnęłam. Liam siedział spokojnie na kamieniu. Byłam z powrotem w miejscu, od którego zaczęłam.
Spojrzał w górę z rozbawioną miną. „Oferta wciąż aktualna” – zadrwił. Roześmiał się, gdy wydałam wściekły dźwięk i odwróciłam się, wracając na ścieżkę.
Co za arogancki palant! Rozejrzałam się nerwowo po ciemnym lesie. Chłodna bryza wiała delikatnie przez liście i zadrżałam.
Cholera, Missy. Dlaczego jej posłuchałam? Jest środek października! – pomyślałam z tęsknotą o moich zwykłych swetrach i dżinsach.
Wędrowałam trochę dalej i weszłam znowu na polanę. Tym razem wyglądał na sfrustrowanego, gdy na mnie spojrzał. Zakląłam mimo woli. Co jest z tym lasem?!
„Słuchaj, po prostu pozwól mi przynajmniej odprowadzić cię z powrotem na imprezę” – powiedział. Wpatrywał się mocno w ziemię.
„Powiedziałem, że cię nie skrzywdzę. Czego jeszcze chcesz? Bardziej prawdopodobne jest, że złapiesz zapalenie płuc, włócząc się tu po lesie ubrana w to.”
Poczułam, jak moja twarz robi się gorąca i spojrzałam na niego ze złością. „Nie chcę wracać na tę cholerną imprezę. Chcę wrócić do akademika!”
Spojrzał na mój wybuch. Miał drwiący uśmiech na twarzy.
„Nie wiem, gdzie jest twój akademik. Może powinnaś mi pokazać.” Nagle wyglądał wprost niebezpiecznie.
Zawahałam się, cofając o krok. „Mogę znaleźć drogę stamtąd z imprezy.” Moja twarz była rozpalona. To wyszło tak źle!
„Heh... jesteś słodka.” Wstał i zaoferował ramię. Jego idealnie biały uśmiech olśnił mnie. Wzdrygnęłam się na jego niespodziewaną pochwałę. „Chodź, idziemy.”
„Wierzę, że dam sobie radę” – powiedziałam. Szybko ominęłam jego ramię. „Dziękuję, po prostu pójdę za tobą, jeśli nie masz nic przeciwko.”
Uniósł brew pytająco, ale wzruszył ramionami i zaczął iść.
Cholera, jest taki wysoki! – pomyślałam, gdy walczyłam, żeby za nim nadążyć. Nagle żałowałam, jak niska jestem.
Spojrzał przez ramię na mnie po chwili. Zatrzymał się, żebym mogła go dogonić. „Potrzebujesz pomocy?” – powiedział, gdy się zatrzymałam, łapiąc ciężko powietrze.
„Nie, potrzebuję, żebyś zwolnił” – sapnęłam między oddechami. „Nie wszyscy są tak wysocy jak ty.” Moje stopy zaczynały boleć.
Roześmiał się. „Cóż, niewielu ludzi jest tak niskich jak ty” – odpalił, a ja spojrzałam na niego ze złością.
Palant!
Przykucnął. Obserwował, jak próbuję złapać oddech, uśmiechając się. Nawet nie oddychał ciężko.
„Nie jesteś zbyt miły” – poskarżyłam się. Moja dłoń swędziała, żeby spoliczkować ten zadowolony uśmiech z jego twarzy. „Nazywanie dziewczyn niskimi jest niegrzeczne.”
„Nie uważam, że to niegrzeczne” – powiedział. Spojrzał na mnie zdezorientowany. „Myślę, że powinnaś uznać to za komplement.”
„Dlaczego miałabym to robić?” Wyprostowałam się. W końcu! Mogę oddychać! Spojrzałam na niego ze złością. Skrzyżowałam ramiona. „Ludzie wyśmiewają mnie za to, że jestem niska.”
Zwęził oczy. „Cóż, to czyni ich palantami, prawda? Myślę, że jesteś w sam raz taka, jaka jesteś.”
Zatrzymał się, jakby się sprawdzał i wstał nagle. „To nie ma znaczenia. Chodź. Musisz wrócić do akademika.”
Ruszyłam za nim, zdezorientowana. Czekaj, co? Ała! Ból w stopie był ostrzejszy niż wcześniej i potknęłam się o jego plecy.
Spojrzał na mnie i westchnął. „Proszę, nie bij mnie, okej?” – powiedział ostrożnie, ale zanim mogłam cokolwiek powiedzieć, pochylił się i wsunął ramię pod moje nogi. Wziął mnie na ręce.
Zesztywniałam, zszokowana. „Postaw mnie! Mogę chodzić!” Szarpałam się w jego ramionach, a on nagle szybko się odwrócił. Posadził mnie na kamieniu. „Czekaj, co ty...?”
Uklęknął i zdarł mi but, zanim mogłam zaprotestować. „Mówiłaś?”
Cała moja stopa była wściekle czerwona i otarta od środka butów. Cóż, nikt nie mówił, że Melissa jest ekspertem w wybieraniu rozsądnych butów.
„Dlaczego w ogóle nosisz te śmieszne rzeczy? Nie pasują do ciebie.”
„Cóż, nie planowałam dziś wieczorem wędrówki!” – warknęłam. Wyrwałam stopę. „I nie pamiętam, żebym ci mówiła, żebyś mnie dotykał.”
DUSTY
Wzięłam but z jego ręki, wstałam i ruszyłam ścieżką. Stopy mnie bolały.
Szedł za mną przez chwilę. „Jesteś twarda. Chyba się zakochałem.” Zaśmiał się cicho. „Jesteś bystra i piękna, jak roślina z kolcami.”
Twarz mi zapłonęła. „Przestań ze mną flirtować!” Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć. „Nawet nie wiesz, kim jestem. Poza tym to dziwne.”
Zaśmiał się i minął mnie. Dalej prowadził mnie w górę ścieżki.
Wkrótce usłyszałam przed nami głośną muzykę.
„No i jesteś z powrotem na imprezie.” Odwrócił się do mnie i uśmiechnął przyjaźnie. „Miło było cię poznać... ee, przepraszam, zapomniałem. Nie dosłyszałem twojego imienia.” Wyciągnął rękę na powitanie.
W końcu mi pomógł. Wypuściłam powietrze i wyciągnęłam rękę, żeby uścisnąć jego dłoń. „Dusty, dziękuję.”
Chwycił moją dłoń. Jego ręka była znacznie większa i całkowicie okrywała moją. Dziwne uczucie przebiegło mi po ramieniu, kiedy się dotknęliśmy, a on szybko cofnął rękę. Wyglądał na zaskoczonego.
Co to było?
Wyglądał na zdezorientowanego i rozkojarzanego. „Nie ma sprawy. Zobaczymy się, okej?” Odwrócił się i wrócił do lasu.
To była najdziwniejsza rzecz, jaka mi się kiedykolwiek przydarzyła. Pokręciłam głową, odwróciłam się i ruszyłam przez drzewa w stronę muzyki.
„O mój Boże! Gdzie byłaś?” Melissa podeszła do mnie, jak tylko wyszłam z lasu. „Wyglądasz okropnie!”
Spojrzałam na siebie. Na moich ubraniach była ziemia i małe dziury po spacerze. „Przepraszam, Missy” – powiedziałam, podnosząc na nią wzrok. „Trochę się zgubiłam.”
„Co robiłaś w lesie?” Przechyliła głowę. Piła. Oczy miała zbyt błyszczące, a twarz czerwoną.
„Po prostu szukałam spokojnego miejsca. Znasz mnie” – powiedziałam, kiedy skrzywiła się niezadowolona. „Nie lubię imprez. Potrzebowałam cichego kąta.”
„Poznałaś jakiegoś faceta, prawda?” Zmrużyła oczy i spojrzała na mnie figlarnie. „No dalej, powiedz mi, dust bunny” – użyła mojego przezwiska, uśmiechając się na widok mojej wściekłej miny.
Pomyślałam o tym, żeby opowiedzieć jej o Liamie, ale potem się rozmyśliłam. Zdenerwuje się, zwłaszcza jeśli dowie się, że nawet nie jest studentem tej szkoły.
„Ile wypiłaś?” – powiedziałam, zmieniając temat.
Spojrzała na mnie, jakby mi nie wierzyła. „Tylko jakieś dwa, może trzy. Nie jestem pewna.” Winny uśmiech pojawił się na jej twarzy.
„Powinnaś wypić. Naprawdę pomaga się zrelaksować, a wiem, że martwisz się egzaminami.”
„Nie, dziękuję. Chcę zachować komórki mózgowe.” Westchnęłam ciężko, kiedy jej uśmiech zmienił się w smutną minę. No i zaczyna się.
„Dlaczego już nie chcesz się ze mną bawić?” – powiedziała smutnym głosem, krzyżując ramiona. „Robisz się taka poważna, jakbyś w ogóle nie chciała już ze mną spędzać czasu.”
Nie czekała na moją odpowiedź. Przeszła przez podwórko i zniknęła w tłumie.
Cholera – powiedziałam cicho. Dlaczego ona zawsze sprawia, że czuję się winna? Wypuściłam powietrze, czując się zdenerwowana, i przepchnęłam się przez pijany tłum w stronę drzwi wejściowych.
„To ta dziewczyna!” Usłyszałam głos i szybko się odwróciłam. Palant z wcześniej patrzył na mnie ze złością. „To ona mnie uderzyła.”
On i dwóch innych facetów złapało mnie i wyciągnęło przez drzwi wejściowe.
„Zabierzcie łapy!” – warknęłam, uderzając ich łokciem.
Rzucili mnie na trawę. „Myślisz, że możesz przyjść na naszą imprezę i uderzyć naszych braci z bractwa?” – powiedział jeden ze złością. „Myślę, że musisz się czegoś nauczyć.”
„Wasz brat z bractwa na to zasłużył” – powiedziałam wściekłym głosem, patrząc z satysfakcją na siniak na jego brodzie, kiedy wstawałam. „Powinien trzymać ręce przy sobie.”
„Ty mała suko!” Gołoklatny rzucił się na mnie, powalił mnie znowu na ziemię i przytrzymał. „Mogę dotykać, kogo chcę.”
Usłyszałam dwa ciche odgłosy uderzenia za nim, a nagle został ze mnie zdjęty i odrzucony na bok.
„Zdaje się, że słowa, które padły z jej ust, brzmiały: «Trzymaj cholerne ręce przy sobie».”
Znajomy głos sprawił, że zamarłam. Liam?
Liam pochylił się i postawił mnie na nogi, otrzepując ze mnie brud, patrząc na trzech facetów ze złością. „Myślę, że powinniście wrócić do picia i zostawić ją w spokoju” – powiedział ostro.
Faceci wstali, patrząc na niego ze złością. „Kim ty, kurwa, jesteś?” – powiedział jeden z nich, pocierając szczękę, na której tworzył się siniak.
„Tak, pilnuj swojego cholernego nosa, frajerze!” – warknął drugi, podobny siniak rozlewał mu się po policzku.
Gołoklatny rozejrzał się po swoich dwóch kumplach. „To teren Pheta Ki i nie jesteś bratem. To nasza sprawa. Nie wtykaj nosa.”
„Robię z tego swoją sprawę” – powiedział Liam zimnym głosem. „Myślicie, że możecie tak po prostu krzywdzić kobiety?” Jego oczy wyglądały groźnie.
„Nazywasz to kobietą?” – powiedział Gołoklatny złośliwie.
Wściekłam się.
„Żartujesz sobie? Spójrz na nią. Przydałby jej się porządny pieprzyk, a potem pogadamy o tym, czy jest kobietą.” Otworzył usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale nagle został przerwany.
Liam zamachnął się szybko, a ja cofnęłam się na dźwięk obrzydliwego trzasku, kiedy jego ręka uderzyła mocno w kość.
Gołoklatny upadł ciężko na ziemię. Ręce mi podfrunęły do ust, kiedy krew polała mu się po piersi.
„Pilnuj swojej obrzydliwej gęby!” – powiedział Liam wściekłym głosem.
Dwaj pozostali faceci rzucili się na Liama, wymachując pięściami.
Patrzyłam w milczeniu, zdumiona, jak przyjął pozycję bojową jak jakieś zwierzę, którego nigdy wcześniej nie widziałam, i odrzucił ich z łatwością kilkoma celnymi ciosami.
Upadli na ziemię obok Gołoklatnego, który trzymał się za nos i wydawał dźwięki bólu.
„Złabałeś bi nos!” – powiedział przez krew. „Co do kurwy, ty skurwysynu!”
Pozostali faceci spojrzeli na Liama ostrożnie, uznając, że nie jestem warta walki. Szybko podnieśli swojego zakrwawionego brata z bractwa i zniknęli w tłumie.
Liam odwrócił się do mnie z uśmiechem. Nawet się nie spocił. „W porządku?” Jego swobodny ton mnie zdezorientował. „Nie skrzywdzili cię?”
„Dlaczego wciąż tu jesteś?” – w końcu powiedziałam, nie odpowiadając na jego pytanie. „Nie jestem jakąś dziewczyną, która potrzebuje ratowania. Nie potrzebowałam twojej pomocy. Miałam to pod kontrolą.”
Uniósł brew. „Zostałem w pobliżu. Chciałem zobaczyć, jak znowu kogoś walisz.” Uśmiechnął się. „Przepraszam, to już idę.” Odwrócił się, żeby odejść.
Przygryzłam wargę. W końcu mi pomógł. Może powinnam być milsza. „Hej, Liam!”
Odwrócił się, kiedy zawołałam jego imię.
„Jeszcze raz dziękuję.” Cholera, dwa razy w jeden wieczór. Ten facet musi myśleć, że jest Batmanem czy coś. „Um... możesz iść ze mną, jak sądzę.” Twarz mi zapłonęła. Mam nadzieję, że to nie jest zły pomysł.
„To tak wyrażasz wdzięczność?” Zaśmiał się, podchodząc z powrotem do mnie. „Nie sądziłem, że potrafisz być wdzięczna, lodowa księżniczko.”
„Przezywanie mnie do niczego nie prowadzi” – powiedziałam ostro, kiedy szliśmy z powrotem przez ciche tereny.
Szedł obok mnie z rękami w kieszeniach kurtki.
Spojrzałam kątem oka na jego spokojną twarz, kiedy utrzymywał kroki w tym samym tempie co moje, zostając przy mnie. Niezły z niego przystojniak.
„Jak tak dalej będziesz na mnie patrzeć, to pomyślę, że się mną interesujesz” – powiedział figlarnie, nie patrząc na mnie.
Cholera! Jak mnie zobaczył? Szybko odwróciłam wzrok, nie odpowiadając.
W końcu dotarliśmy do wejścia prowadzącego do akademików. „No cóż, chyba już jesteśmy” – powiedziałam niezręcznie, przestępując z bosej stopy na stopę. „Dzięki, że szedłeś ze mną.”
„Nie ma sprawy” – powiedział, uśmiechając się szeroko i patrząc w górę na wysoki budynek akademika. „Na którym jesteś piętrze?”
Nagłe pytanie mnie zaskoczyło. „A co cię to obchodzi?” – powiedziałam, mrużąc na niego oczy. „Hej, a co ty w ogóle robiłeś w lesie?”
„Bo chciałem wiedzieć, czy będziesz potrzebować pomocy. Te miejsca nie mają wind, a jestem pewien, że twoje stopy nie czują się teraz zbyt dobrze.”
Spojrzał na moje stopy, sprawiając, że zapomniałam o swoim pytaniu.
„Facetom nie wolno wchodzić do akademików” – skłamałam szybko. „Dam sobie radę. Jestem tylko na trzecim piętrze.” Co z tym facetem?
Uśmiechnął się w niedobry sposób. „Boisz się mnie?”
Od razu cofnęłam się, patrząc w ziemię.
„Byłem już na tym uniwersytecie i wiem na pewno, że w tym akademiku mieszkają studenci płci męskiej. Bo to był też mój akademik.”
„Nie ma nic złego w ostrożności!” – powiedziałam ostro i odwróciłam się, żeby wejść do wejścia.
Ostry ból przeszył mi stopę i upadłam na chodnik, krzywąc się z bólu. „Auć! Cholera!” Trzymałam stopę ostrożnie.
Pochylił się obok mnie i znowu mnie podniósł.
„Po prostu powiedz mi, dokąd iść.”
Próbowałam się wyrwać z jego ramion, ale potrząsnął mną.
„Przestań być taka uparta. Po prostu próbuję pomóc.”
Skrzyżowałam ramiona na piersi ze złością. „Trzecie piętro, pokój trzysta czterdzieści siedem” – powiedziałam ostro, patrząc na niego ze złością. „Co to było, co mówiłeś o ludziach trzymających cholerne ręce przy sobie?”
Uśmiechnął się ostro, a ja zadrżałam. „Nie próbuję cię skrzywdzić. Po prostu pomagam przyjaciółce.” Boże, z bliska jest jeszcze przystojniejszy!
„Kto powiedział, że jesteśmy przyjaciółmi?” – powiedziałam wściekłym głosem, kiedy szedł zdecydowanie przez drzwi. „Nawet tak naprawdę nie wiem, kim jesteś.”
„Cóż, po pierwsze, jestem zastępczym profesorem. Będę uczył za panią Treymor przez resztę tego semestru” – powiedział, śmiejąc się, kiedy otworzyłam szeroko usta.
„Po drugie, mogę śmiało powiedzieć, że się znamy, przynajmniej. Uratowałem cię dwa razy, a teraz niosę cię do twojego pokoju.” Uśmiechnął się drwiąco, a ja od razu odwróciłam wzrok. Twarz mi zapłonęła.
„Cóż, to wciąż nie wyjaśnia, dlaczego byłeś w lesie” – powiedziałam cicho, próbując zmienić temat.
„Pani Treymor jest moją profesorką nauk o przyrodzie.” Studiowałam fotografię. Uwielbiałam robić zdjęcia zwierząt, więc chodziłam na jej zajęcia, żeby lepiej zrozumieć, gdzie żyją.
„Och, więc będziesz jedną z moich studentek?” Uniósł brew. „To... interesujące.”
Minęliśmy drugie piętro w milczeniu.
„Przypuszczam, że miło mi pana poznać, panie Cross” – powiedziałam, próbując przerwać ciszę.
Spojrzał na mnie w dziwny sposób.
„Przepraszam, że byłam niegrzeczna.”
„Och nie, możesz mówić mi Liam.” Uśmiechnął się do mnie. „Nie przepraszaj. Lubię, kiedy dziewczyny mają temperament. Dziewczyny, które mdleją, nie są zabawne.”
„Co?” Wydałam zdezorientowane dźwięki. Czy on właśnie? Nie. Pokręciłam mocno głową, kiedy ostrożnie postawił mnie na nogi przed moim pokojem w akademiku.
Ten facet jest dla mnie za dobry, a poza tym jest moim nauczycielem. Musi być też ode mnie starszy. Skrzywiłam się na to, dokąd poszły moje myśli.
„Jesteś czymś zdenerwowana?” Spojrzał ostrożnie na moją niezadowoloną minę. „Mogę cię też wnieść do środka, jeśli chcesz.” Mały uśmiech zakrzywił kącik jego ust.
„Ee, nie. Dam sobie radę!” – powiedziałam szybko, rumieniec sięgał mi aż do czubka głowy. „Dziękuję, panie... um... Liam.” Miałam problem z wypowiedzeniem jego imienia.
Zaśmiał się lekko i stuknął mnie w czoło. „Jesteś urocza, kiedy się rumienisz.”
Byłam pewna, że mogłabym teraz usmażyć jajko na mojej skórze.
„Cóż, przypuszczam, że zobaczę cię jutro na zajęciach” – powiedział wesoło. „Dobranoc, Dusty.” Odwrócił się i szybko poszedł korytarzem.
Odwróciłam się i szybko weszłam przez drzwi, wypuszczając powietrze z ulgą.
Jezu, co ze mną jest?! Uderzyłam się w czoło. Czy to tylko ja, czy nowy profesor ze mną flirtował?
„Kto to był?”
Melissa prawie mnie przestraszyła na śmierć. Kiedy wróciła do domu?
„Czekaj, to był facet?” Zmrużyła na mnie oczy.
„Przyszłaś tu sama?” – powiedziałam, próbując sprawić, żeby zapomniała o swoim pytaniu. „Kiedy wyszłaś z imprezy?”
„To nie odpowiada na moje pytanie” – powiedziała, w ogóle nie odpowiadając na moje. „Właśnie słyszałam męski głos. Powiedz mi, dust bunny.”
„To był tylko przyjaciel” – powiedziałam obronnie, rozglądając się za sposobem ucieczki przed jej intensywnym spojrzeniem. „Odprowadził mnie do domu.”
Oczy jej zabłysły. „Znalazłaś faceta!” Klasnęła w dłonie z podekscytowaniem.
„Widzisz? Mówiłam ci, że strój zadziała!” – powiedziała radośnie i usiadła na moim krześle biurkowym, patrząc na mnie wyczekująco. „Opowiedz mi o nim.”
„Nie ma o czym opowiadać” – powiedziałam, krzywąc się, kiedy szłam z trudem przez pokój i wdzięcznie usiadłam na łóżku.
„Zraniłam sobie stopy, chodząc w tych głupich butach, więc upewniał się, że dotarłam do domu.” Rzuciłam sandały pod jej stopy ze złością.
„Ooch, jaki dżentelmen” – powiedziała, jej oczy błyszczały figlarnie. „Jest przystojny? Proszę, powiedz mi, że znowu się z nim zobaczysz.”
Westchnęłam, opadając na poduszkę. „Nie mam wyboru. Zastępuje panią Treymor.”
Otworzyła szeroko usta. „Profesor?” Wyglądała na zszokowaną. „Wow, nie wiedziałam, że lubisz starszych mężczyzn, Dusty.” Uśmiech zakrzywił jej wargi.
„Nie mamy nic!” – powiedziałam ostro, odwracając się od niej, żeby patrzeć na ścianę.
Tak, w moich snach, pewnie – powiedział smutno mój wewnętrzny głos. Ten facet jest dla mnie o wiele za dobry. „Tylko mi pomógł.”
„Okej, jak sobie chcesz.” Usłyszałam, jak wstaje z krzesła i pada na własne łóżko. „Faceci nie pomagają dziewczynom bez powodu. Myślę, że się tobą interesuje.” Zaśmiała się.
Rzuciłam w nią dodatkową poduszką przez pokój. „Idź spać. Jesteś pijana” – powiedziałam wściekłym głosem. „Nie umawiam się z nauczycielami.”
Westchnęła, a po kilku minutach usłyszałam jej cichy oddech we śnie.
Dzięki Bogu! – powiedziałam cicho i szybko wstałam, żeby przebrać się ze stroju, który mi dała.
Kiedy w końcu przebrałam się we własne ubrania, opadłam z powrotem na łóżko, krzywąc się.
Dlaczego w ogóle mi pomógł? Myśli kręciły mi się po głowie. Nazwał mnie uroczą... Wiercił się niespokojnie i w końcu zasnęłam.















































