Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Lodowe serca

Lodowe serca

Autorzy
Lizette Combrinck
Lektury
17,2K
Rozdziały
32
Autorzy
Lizette Combrinck
Lektury
17,2K
Rozdziały
32
🏈Historie sportowe🏃🏿‍♂️Sportowcy⚔️Od wrogów do kochanków🏙️Współczesne💪SIlne kobiety🏒Hokeiści

Chloe uwielbia kontrolę, cięte riposty i ratowanie reputacji, które wydają się nie do naprawienia. Kiedy więc drużyna Frozen City Vipers zatrudnia ją, by posprzątała po ich ostatnim skandalu, wkracza do akcji w pełnej gotowości. Problem? Ryder. Ponury kapitan drużyny wolałby przejechać przez ścianę niż uśmiechnąć się do kamery i zdecydowanie nie życzy sobie, by królowa PR-u mówiła mu, co ma robić.

Zmuszeni do wspólnych wystąpień i udawanej współpracy, szybko zamieniają nieustanne sprzeczki w niebezpieczną chemię, której żadne z nich nie może zignorować. Pomiędzy lodowatymi spojrzeniami, nocnymi sesjami strategicznymi i napięciem, które mogłoby roztopić lodowisko, Chloe i Ryder zaczynają kruszyć swoje mury obronne. Jednak tajemnice, duma i zawodowe ambicje sprawiają, że wzajemne uczucie staje się najbardziej ryzykownym zagraniem ze wszystkich.

Rozdział 1

CHLOE

Wiesz, że twój dzień zmierza ku katastrofie, kiedy prywatny odrzutowiec pachnie bourbonem i żalem.
Poprawiłam okulary przeciwsłoneczne i wyjrzałam przez okno, gdy w oddali ukazała się panorama Frozen City, pełna szkła, stali i ośnieżonych dachów. Miasto było dokładnie tak samo zimne i błyszczące, jak sugerowała to jego nazwa. Pasowało idealnie. Nie przyjechałam tu przecież po ciepło.
„Lądujemy za pięć minut” – rozległ się w interkomie głos pilota.
Świetnie. To dawało mi pięć minut na psychiczne przygotowanie się do wejścia w sam środek katastrofy PR-owej na tyle wielkiej, by trafiła na krajowe nagłówki – i prawdopodobnie zniszczyła reputację jednej z najpotężniejszych drużyn w NHL: The Frozen City Vipers.
To dom wyprzedanych do ostatniego miejsca aren, milionów ze sprzedaży gadżetów i – od dzisiejszego ranka – skandalu z jazdą po pijanemu, tak paskudnego, że trzech graczy już zostało zawieszonych, a sponsorzy wpadli w panikę.
A wszystko to, zanim kapitan postanowił zignorować wszystkie wystąpienia w prasie, które miały po tym miejsce. I właśnie dlatego tu byłam.
Chloe Bennett. Fixer. Ekspertka od zarządzania kryzysowego w PR. Ognioodporna osobowość na obcasach.
Odpięłam pas i przeczesałam włosy dłonią, strosząc loki tylko na tyle, by złagodzić surowy wygląd mojej idealnie dopasowanej, granatowej marynarki. Moja asystentka, Gracie, zdążyła już przesłać mi pięć folderów pełnych wycinków z prasy oraz cztery pasywno-agresywne wiadomości od menedżera drużyny.
Nie potrzebowałam tych folderów. Znałam tę grę. Kiedy drużyna stawała w płomieniach, nie dzwonili po trenera. Dzwonili po mnie.
Limuzyna czekała na płycie lotniska. Czarna, elegancka i złowieszcza. Dokładnie w takim stylu, w jakim tego typu franczyzy lubiły się poruszać – cicho i poza radarami. Wślizgnęłam się do środka i włączyłam najnowszy filmik, który krążył po Twitterze.
Gracz Vipers – ktoś, kogo nie rozpoznawałam – wytaczał się z klubu i wpadał w ramiona policjanta. Bełkotał. Był agresywny i wojowniczo nastawiony. Aż się wzdrygnęłam.
Kamera przesunęła się w górę tylko na tyle długo, by uchwycić w tle Rydera Kane'a, kapitana drużyny – z kamienną twarzą i zimnym spojrzeniem, który odchodził bez słowa. Żadnego ratowania sytuacji. Żadnego komentarza. Żadnych oznak przywództwa.
Taki też był nagłówek: Kapitan Chłód: Ryder Kane milczy, gdy Vipers się rozpadają
Zamknęłam wideo z westchnieniem. Miałam już do czynienia z toksyczną kulturą w zespole, roszczeniowymi sportowcami, fałszywymi przeprosinami i starannie wyreżyserowanymi powrotami na szczyt. Ale tym razem było inaczej. Ponieważ Ryder Kane nie był tylko rozpieszczonym żółtodziobem z problemem z nastawieniem. Był legendą.
I z tego, co wyczytałam w jego aktach prasowych, ten facet był też koszmarem dla każdego PR-owca – zaciekle chroniącym swoją prywatność, niemal uczulonym na wywiady i całkowicie niezainteresowanym odgrywaniem miłego faceta.
Cóż. To miało się właśnie zmienić.
Siedziba główna Vipers była nowoczesnym kompleksem ze szkła i stali w centrum miasta, z wysoką wieżą mieszczącą biura, gabinety odnowy biologicznej i apartamenty zarządu. Media zdążyły już zacząć krążyć wokół głównego wejścia jak sępy.
Podałam kierowcy nowy punkt docelowy: rampę załadunkową i boczne wejście. Przeszłam na obcasach przez wystarczająco wiele stref działań wojennych, żeby wiedzieć, jak unikać min.
Ochroniarz wpuścił mnie do środka i odprowadził na piętro zarządu. Moje obcasy ostro stukały o polerowany beton, gdy wkraczałam do jaskini lwa.
Claudia Desrosiers, właścicielka drużyny i kobieta, która potrafiła zapanować nad całą salą konferencyjną samym uniesieniem brwi, już na mnie czekała.
„Pani Bennett” – przywitała się, wyciągając zadbaną dłoń. – „Dziękuję, że przyjechała pani tak szybko”.
„Dziękuję za lot pierwszą klasą” – odpowiedziałam, stanowczo ściskając jej dłoń. – „A teraz proszę mi powiedzieć, jak bardzo po uszy w tym tkwimy”.
Kąciki ust Claudii drgnęły, ale jej spojrzenie pozostało napięte. „Głęboko. Trzech sponsorów wstrzymało kontrakty. Nasz najlepszy skrzydłowy ma usłyszeć zarzuty. A Kane to... cóż. Kane”.
Uniosłam brew. „Czy wydał jakieś oświadczenie?”
Zaśmiała się ostro i bez cienia humoru. „Ryder Kane nie rozmawia z nikim. Chyba że absolutnie musi”.
„Jest kapitanem. Musi”.
„Proszę spróbować mu to powiedzieć”.
Oj, na pewno spróbuję.
Poszłam za nią korytarzem w stronę pokoju prasowego. Przemknęła obok nas garstka stażystów o szeroko otwartych, zmartwionych oczach. Napięcie było tak gęste, że można by po nim jeździć na łyżwach.
„Potrzebuję spotkania z całą drużyną” – powiedziałam. – „Jeszcze dziś”.
Claudia skinęła głową. „Już to załatwiłam. O drugiej będą w szatni”.
„A Ryder?”
Zawahała się. „On jest... dość nieprzewidywalny”.
Odpowiedziałam jej powściągliwym uśmiechem. „Ja też”.
***
Szatnia Vipers była większa niż większość apartamentów na Manhattanie – królowało tu ciemne drewno, szczotkowana stal i testosteron. W powietrzu unosił się zapach skóry oraz potu o nucie sosny, a także naelektryzowane napięcie pół tuzina mężczyzn, udających, że mnie nie zauważają.
Stanęłam na samym środku pomieszczenia, z małą podkładką z klipsem w dłoni i niemal dziesięcioma centymetrami strategicznego obcasa pod spodem. Moja marynarka była dopasowana, postawa niczym w wojsku, a wyraz twarzy starannie neutralny.
To nie był mój pierwszy raz, gdy wchodziłam do pokoju pełnego napakowanych sportowców ze złym PR-em. Ale po raz pierwszy jeden z nich sprawił, że moje mięśnie wzdłuż kręgosłupa zesztywniały, zanim w ogóle zobaczyłam jego twarz.
„Panowie” – powiedziałam, omiatając wzrokiem przestrzeń. – „Nazywam się Chloe Bennett. Jestem tu w imieniu właścicieli drużyny i działu PR. Nie przyszłam tu, by szukać przyjaciół, tylko by uratować waszą reputację”.
Rozległo się kilka cichych chichotów. Jeden z nich nawet puścił do mnie oko. Zmierzyłam go takim spojrzeniem, że natychmiast odwrócił wzrok.
„Nie obchodzi mnie wasze ego, wasze statystyki ani to, do jak wielu umów sponsorskich uważacie, że macie prawo. W tym momencie wasze kariery są podpięte pod respirator, a ja jestem jedyną przeszkodą między wami a publicznym upokorzeniem”.
To przykuło ich uwagę.
„Oczekuję pełnej współpracy. Żadnych przecieków, żadnych rajdów po barach i żadnych komentarzy off-the-record dla waszych ulubionych twórców podcastów. Będziecie chodzić na każdy nakazany wam wywiad. Będziecie trzymać się punktów, które wam przekażę. I jeśli choć raz wyłamiecie się z szeregu—”
„Kto, u diabła, sprowadził tu nianię?” – przerwał mi głęboki, męski głos.
Odwróciłam się w stronę źródła dźwięku i wtem go zobaczyłam. Ryder Kane. O jasna cholera. Przeszedł przez drzwi szatni niczym burza owinięta w idealnie skrojoną czerń.
Prawie dwa metry ostro zarysowanej szczęki, burzowo szarych oczu i budowy, jakby został wyrzeźbiony z mrozu i furii. Jego włosy były wilgotne, zaczesane do tyłu, a on sam miał na sobie tylko dresy i koszulkę treningową bez rękawów. Jego ramiona były czystym grzechem.
A spojrzenie, jakim mnie zmierzył, mogłoby błyskawicznie zamrozić wodę.
„Ach” – powiedziałam lekkim tonem. – „Kapitan Kane. Jak miło, że do nas dołączyłeś”.
W pokoju zapadła cisza jak makiem zasiał.
Ruszył naprzód, a każdy jego ruch był precyzyjny i drapieżny. Nie ustąpiłam nawet na krok, nawet gdy jego obecność wypełniła przestrzeń przede mną, uderzając niczym pociąg towarowy. „Jesteś nową dyrektor od PR-u” – stwierdził beznamiętnie.
„Wolę określenie menedżer ds. kryzysowych”.
„Z pewnością”. Jego głos był niski, chropowaty i ani trochę przyjazny.
„Jestem tu na bezpośrednie polecenie Claudii Desrosiers” – powiedziałam równym głosem. – „Zakładam, że pojęcie bezpośredniego rozkazu nie jest ci obce?”
W jego oczach coś błysnęło. Irytacja. Albo rozbawienie. Trudno było powiedzieć. Skrzyżował ramiona, napinając bicepsy. „Nie potrzebujemy spin doktora. Potrzebujemy czystej szatni”.
„Nie” – odparłam spokojnie. – „Potrzebujecie nie stracić kolejnego sponsora. Musicie pokazać opinii publicznej, że nie jesteście bandą przepłaconych chłopców, którzy myślą, że konsekwencje ich nie dotyczą”.
Ryder zacisnął szczękę. „Ja nie piję” – powiedział. – „Nie imprezuję. Od pięciu lat nie opuściłem ani jednego spotkania z mediami”.
„Ale też nie odezwałeś się słowem, gdy zakuto w kajdanki twojego kolegę z drużyny przed klubem nocnym” – odpowiedziałam. – „Jesteś kapitanem. Ta cisza kosztuje cię więcej, niż myślisz”.
Podszedł bliżej, a jego głos stał się jeszcze zimniejszy. „Nie wiesz kompletnie nic o tej drużynie”.
„Więc mnie uświadom” – wypaliłam. – „Ale nie myl milczenia z siłą. Świat patrzy i nie jest pod wrażeniem”.
Ryder wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym zwrócił się do reszty drużyny. „Wynocha” – rozkazał.
Faceci zebrali się w pośpiechu, niemal tratując się w drodze do wyjść. Ryder i ja zostaliśmy sami, a buczenie automatu z napojami było jedynym dźwiękiem, jaki niósł się po pokoju.
Wziął wdech. Potem kolejny. Skontrolowany. Wykalkulowany. „Nie podoba mi się ten cyrk” – powiedział. – „Nie ufam prasie i nie występuję przed kamerami”.
„Będziesz musiał” – powiedziałam łagodnie. – „Ponieważ jedyną rzeczą bardziej szkodliwą niż skandal... jest milczenie. A ty aż w nim tkwisz”.
Nasze spojrzenia się spotkały – krzesiwo i płomień. „Nie boisz się mnie” – powiedział cicho.
„Nie” – odparłam. – „Za to ty jesteś czymś przerażony. I mam zamiar dowiedzieć się czym”.
Nie odpowiedział. Po prostu odwrócił się i odszedł, zostawiając po sobie zapach czystego potu, mrozu i frustracji.
Zostawił też po sobie niezaprzeczalny fakt, że ta robota będzie najtrudniejszą, jakiej kiedykolwiek się podjęłam. I to wcale nie z powodu skandalu. Z powodu niego.

RYDER

Wiedziałem, że będą z nią kłopoty, gdy tylko weszła. Nie takie jak zazwyczaj – nie była reporterką szukającą sensacji ani hokejową groupie próbującą przez łóżko załatwić komuś miejsce w składzie. Nie, Chloe Bennett była czymś znacznie gorszym.
Była opanowana. Wykalkulowana. Miała bystre spojrzenie i jeszcze ostrzejszy język. I sprawiła, że w mojej szatni można było poczuć się jak na polu bitwy.
Nienawidziłem tego.
Oparłem się o ścianę korytarza tuż przed salą treningową, ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami, udając, że przeglądam podkładkę z klipsem, której tak naprawdę nie potrzebowałem. Wciąż słyszałem jej głos odbijający się echem z tyłu głowy – ostry, stanowczy i konkretny. Nawet nie mrugnęła okiem, gdy się jej postawiłem. Nie drgnęła. Po prostu odgryzła się, jakby powietrze między nami należało do niej.
Większość ludzi cofała się, gdy zabijałem ich wzrokiem. Ona wychyliła się do przodu. Powinienem być wkurzony, ale zamiast tego czułem... coś zupełnie innego.
„Wszystko w porządku?” – zapytał Boone, przechodząc obok, jeden z naszych obrońców. Dobry gość. Cichy. Niezawodny.
„Jasne” – skłamałem.
Uśmiechnął się kpiąco pod nosem, ale poszedł dalej.
Prawda była taka, że wcale nie było w porządku. I to nie z powodu skandalu z jazdą po pijanemu – to akurat było do przewidzenia. Idioci piją, idioci prowadzą, a my się z tym zmagamy.
Ale od zeszłego sezonu trzymałem tę drużynę w ryzach za pomocą taśmy klejącej i zaciętości. Odkąd straciliśmy trenera Harveya i przejęli nas nowi właściciele, czułem się, jakbym jeździł na łyżwach z zawiązanymi oczami.
Ale na to byłem przygotowany. Nie byłem za to przygotowany... na nią.
W mojej głowie raz po raz odtwarzała się nasza rozmowa: „Nie myl milczenia z siłą”. Nie wiedziała o mnie absolutnie nic. O tym, dlaczego milczałem. O tym, jak szybko prasa mogła zamienić słowa w broń.
Mój ojciec był strażakiem. Zarabiał na życie, wbiegając do płonących budynków. Uosabiał starą szkołę, szorstką miłość i mentalność pod hasłem: zwycięstwo albo śmierć. Zwykł mawiać, że media to po prostu kolejny rodzaj pożaru – z tym wyjątkiem, że nie można go ugasić wodą.
Szybko nauczyłem się jednej zasady: im mniej mówisz, tym mniej się poparzysz. I to działało. Aż do teraz. Teraz te sępy chciały chwytliwych tekstów, a właściciele naprawy wizerunku. I najwyraźniej to właśnie Chloe Bennett była ich bronią z wyboru.
Odepchnąłem się od ściany i ruszyłem w stronę biur na zapleczu. Claudia chciała, żebym wziął udział w kolejnej rundzie omawiania strategii zarządzania kryzysowego – cokolwiek to miało znaczyć. Prawdopodobnie czekała tam kolejna notatka prasowa, której przeczytania i tak bym odmówił.
Drzwi do sali konferencyjnej były jednak uchylone, a jej głosu nie dało się pomylić z żadnym innym. „On nie jest problemem” – mówiła. – „On jest filarem. Wizerunkiem, któremu fani wciąż ufają. Ale jeśli wkrótce nie zabierze głosu, to zaufanie legnie w gruzach”.
Ścisnęło mnie w żołądku.
„Zatem go napraw” – powiedziała sucho Claudia. – „Przecież właśnie po to tu jesteś, prawda?”
Zapadła cisza. Po chwili Chloe odezwała się cicho: „Moim zadaniem nie jest naprawianie go, ale zdobycie jego szacunku”.
Jasna cholera. Rozumiała więcej, niż zakładałem.
Wszedłem do środka bez pukania. Chloe przysiadła na brzegu stołu, ze skrzyżowanymi nogami i tabletem w dłoni, a jej upięte włosy tworzyły ten pozornie niedbały efekt „właśnie wstałam i wyglądam idealnie”, który kobiety takie jak ona opanowały do perfekcji.
Sądząc po w połowie opróżnionym pudełku z tajskim jedzeniem tuż obok, ona wciąż musiała jeść, jak my wszyscy.
Nie podskoczyła ze strachu, gdy mnie zobaczyła. Nawet nie mrugnęła.
„Pójdę do mediów” – powiedziałem, co wywołało uniesienie brwi u Claudii. – „Ale zrobię to po swojemu” – dodałem. – „Żadnych tandetnych sloganów. Żadnych półprawd”.
Chloe uśmiechnęła się lekko. „Szczerość to dobry materiał dla prasy. Mogę z tym pracować”.
Jej pewność siebie była irytująca. A jednocześnie zniewalająca.
„Żebyśmy mieli jasność” – powiedziałem, wbijając w nią wzrok. – „Nie rządzisz mną. Nie znasz mnie. Jesteś tu, ponieważ właściciele uważają, że wizerunek jest ważniejszy od wyników. Ja jestem tu, bo tylko one się dla mnie liczą”.
Przechyliła głowę. „A ja jestem tu po to, by mieć pewność, że te wyniki nie przejdą niezauważone przez ludzi, którzy wypłacają wam pensje”.
Powietrze między nami iskrzyło. Nie potrafiłem zdecydować, czy mam ochotę nią potrząsnąć, czy ją pocałować. Zamiast tego krótko skinąłem głową i odwróciłem się do wyjścia.
„Ryder?” – zawołała za mną.
Zatrzymałem się.
„Nie jestem tu po to, by zmieniać cię w kogoś, kim nie jesteś” – powiedziała. – „Ale nie bierz mojego uśmiechu za oznakę uległości. Nie boję się kapitanów. Szczególnie tych, którzy chowają się za milczeniem”.
Nie odpowiedziałem. Ale napięcie w mojej klatce piersiowej? To już nie była tylko irytacja. To było zainteresowanie.
A to… To było niebezpieczne.

Odkryj Galateę

Troje PartnerówMilenijne Wilki - On i ZamglenieNiefortunni przyjacieleWalka o to, co mojeSeria Księżycowy cień

Najnowsze publikacje

To, co pozostaje: Historia Johna BakeraRóża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate Alfy

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 68

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 80

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 19

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 36

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 73

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Czekające

by Martita

liczba książek: 11