
Seria Miłość na 50 Jardzie Książka 2
Autorzy
Lektury
264K
Rozdziały
39
Asystentka trenera
SYDNEY
„GDZIE SĄ WSZYSCY? Mecz zaraz się zacznie!” – wołam z miękkiej kanapy w salonie, podrzucając piłkę do futbolu amerykańskiego i łapiąc ją, gdy spada.
Moja rodzina zaczyna się schodzić. Pierwsza zjawia się Luna, nasz trzynastoletni pies, który wciąż ma w sobie mnóstwo energii, mimo chorych stawów.
„Hej mała, chodź, usiądź obok mnie”. Klepię miejsce obok siebie na kanapie. Luna wskakuje i wtula się w moją nogę, przyciskając mokry nos do mojej skóry.
Kiedy mój tata wchodzi do pokoju, telewizor przyciąga moją uwagę. Zaczynam nucić moją tradycyjną piosenkę. Lubię myśleć, że wzywa ona futbolowych bogów, aby pomogli naszej drużynie wygrać.
„Gwiazdy przybyły, czas wstać i kibicować. Najlepsi z NFL przyszli grać!”
„Stadion szaleje! Czas podkręcić dźwięk!” – dołącza Drew, mój brat, a jego głos jest wysoki i kpiący. Tańczy po pokoju, trzęsąc tyłkiem. Naśladuje ruchy cheerleaderek i potrząsa klatką piersiową, jakby miał piersi. – „Cały dzień czekałem na niedzielny wieczór!”
„Jesteś idiotą”. Przewracam oczami i rzucam piłką prosto w jego twarz.
Pochłonięty swoim śmiesznym tańcem, Drew niczego nie zauważa. Piłka uderza w butelkę Gatorade w jego dłoni, co ratuje jego twarz przed uderzeniem. Zginam się wpół ze śmiechu, a Luna zaczyna szczekać, podekscytowana zamieszaniem. Napój wylewa się na podłogę, a Luna szybko zaczyna go zlizywać.
„Tym razem cię załatwiłam” – mówię, wytykając go palcem, podczas gdy on patrzy na mnie ze złością.
„Nie widziałem tego”. Wzrusza ramionami, przez co śmieję się jeszcze mocniej.
„Naprawdę... Czy właśnie to chciałbyś powiedzieć w wywiadzie po meczu? Nie widziałem tego! Musisz popracować nad swoimi umiejętnościami, bo inaczej nigdy nie dostaniesz się do drużyny”.
„Przykro mi, kolego, ale ona ma rację” – mówi mama. Rzuca mokrą szmatkę do Drewa, żeby posprzątał to, co rozlał. Udaje mu się ją złapać.
„A wszystkie gorące cheerleaderki z liceum, na które tak się ślinisz, nawet na ciebie nie spojrzą, jeśli nie przejdziesz eliminacji” – dodaję, uderzając go znowu tam, gdzie wiem, że zaboli to jego ego.
„Ej!”
„W tym też ma rację” – wtrąca się tata. Zaraz potem obrywa od mamy szybkim plaskaczem w tył głowy.
„Ał”. Tata wydyma wargi. Potem łapie mamę za talię i przyciąga ją na swoje kolana. Składa na jej ustach wielki pocałunek.
„Fuj! Co mówiłem o obściskiwaniu się przy ludziach!” – narzeka Drew. Domyślam się, że dla większości dzieci to dziwne widzieć, jak ich rodzice się całują. Mnie to jednak nie przeszkadza. Tak naprawdę im tego zazdroszczę.
W przeciwieństwie do Drewa, nie dorastałam patrząc na szczęśliwych i zakochanych rodziców. Pamiętam czasy, kiedy byłyśmy tylko mama i ja. Zawsze wydawała się smutna, a nawet samotna, chociaż nigdy tego nie mówiła. Zawsze stawiała mnie na pierwszym miejscu.
Mój biologiczny ojciec, John Moore, złamał jej serce. Nigdy o tym nie mówiła ani nie wypowiadała się o nim źle. Kiedy jednak dorosłam, wygooglowałam jego nazwisko i dowiedziałam się, co naprawdę się stało.
John wyładowywał się na wszystkich po tym, jak poważna kontuzja futbolowa zakończyła jego karierę. Colin, mój ojczym, zajął jego miejsce. John nienawidził go za to. Sytuacja się pogorszyła, kiedy Colin uległ kontuzji i poszedł do mojej mamy na fizjoterapię.
Właśnie wtedy Colin po raz pierwszy pojawił się w naszym życiu. Widziałam, jak moja mama zmienia się przy nim. Była szczęśliwsza, a Colin sprawił, że nasze życie stało się lepsze.
Mama nigdy nie chciała, żebym angażowała się w futbol. Bała się, że zrobię sobie krzywdę, tak jak mężczyźni, na których jej zależało. Ale Colin przełamał te bariery. Stał się najlepszym i jedynym tatą, jakiego mogłabym kiedykolwiek chcieć.
Zwykły rodzinny chaos przerywa dzwonek do drzwi. Moja mama wyplątuje się z objęć taty. Oznajmia: „Pizza przyjechała”. Rusza do drzwi. Luna szczeka podekscytowana tuż za jej piętami. Drew w końcu siada obok mnie i wszyscy znów skupiamy uwagę na meczu.
Czas ucieka, a nasza drużyna utrzymuje niewielką przewagę 17-14. Patrzę z uwagą, jak zespół kończy naradę i ustawia się do kopnięcia z czterdziestu dwóch jardów.
„Nie ma mowy! Oni chyba nie mówią poważnie! Kopnięcie na bramkę? Powinni po prostu zaryzykować!” – krzyczę do telewizora.
Colin patrzy na mnie ze zdziwieniem. „Naprawdę się zdenerwowałaś. Co jest nie tak z kopnięciem na bramkę?”
„Ich kopacz to najsłabsze ogniwo! Nie potrafiłby trafić w bramkę, nawet gdyby od tego zależało jego życie!” Właśnie kiedy kończę narzekać, wchodzi moja mama z pizzą w rękach.
„Sydney! Uważaj na słowa!” – gani mnie, jak zawsze. Ja tylko przewracam oczami i to ignoruję.
„To prawda! Zawsze kopie zbyt nisko i go blokują” – bronię się. Nawet moja mama wie, że w świecie futbolu dominują mężczyźni, a my wszyscy jesteśmy w niego mocno zaangażowani. To wiąże się z pewnym poziomem brutalności. Nie zamieniłabym tego na nic innego. Nie jestem dziewczyną, która szaleje za chłopakami i chwali się swoim ciałem. Zupełnie mnie to nie obchodzi. Moje myśli skupiają się na grze, zawsze tak było i zawsze tak będzie.
„Założę się, że zablokują to kopnięcie” – mówię, znów skupiając się na meczu.
„Przegrany zmywa naczynia” – rzuca wyzwanie Drew. Zawsze musi grać adwokata diabła.
„Stoi”.
Stetson cofa się do kopnięcia. Dokładnie tak, jak przewidziałam, strzela nisko. Defensywny liniowy z drużyny przeciwnej blokuje piłkę. Wszyscy zrywamy się z kanapy. Piłka odbija się i wraca w ręce Stetsona, a on zaczyna biec.
„Dajesz! Dajesz! Dajesz!” – krzyczę. Widzę, że zaczyna opadać z sił. Stetson próbuje podać do gwiazdy ataku, Aarona Diaza. Wtedy zostaje powalony na ziemię. Piłka leci prosto w górę i ląduje w rękach ofensywnego cornerbacka, Felixa Prange.
„Nie!” – krzyczymy wszyscy. Prange biegnie z przechwyconą piłką i zdobywa przyłożenie. Wygrywa mecz zaledwie trzema marnymi punktami.
„A nie mówiłam! To było jedno z najgorszych zagrań w historii NFL!” Opadam z powrotem na kanapę i patrzę na moją na wpół zjedzoną pizzę. Nagle tracę apetyt. Oddaję ją Lunie. Pies mało co nie odgryza mi ręki, z taką chęcią ją pożera.
„Wygrałam. Wygląda na to, że masz dziś dyżur przy zmywaniu”. Wciskam swój talerz w klatkę piersiową Drewa.
„Byłabyś lepszym trenerem niż trener Daugherty, Syd” – mówi mój tata. Chwali moje trafne przewidywania i ocenę akcji.
Colin przez lata trenował moją dziewczęcą drużynę futbolową. Potem byłam już za stara na tę ligę. Jego kariera trenera na uczelni nabrała tempa. Najlepsi zawodnicy zaczęli wybierać Duke University, bo wiedzieli, że głównym trenerem jest była gwiazda NFL. Wiedzieli, że gra w drużynie Duke Blue Devils bardzo pomoże ich karierom. Prawie wszyscy trafiali do drużyn NFL od razu po ukończeniu studiów.
Potem przyszła kolej na mnie. Skończyłam liceum i wiedziałam, że chcę iść na uniwersytet Duke. Miałam nadzieję, że Colin, będąc w zarządzie, stworzy żeńską drużynę uniwersytecką. Byłam pełna nadziei, ale rzeczywistość okazała się bolesna. Futbol to sport dla mężczyzn, a kobieta na szczycie to coś niespotykanego.
Ale się nie poddałam. Przez lata więcej sportsmenek próbowało przełamać bariery płciowe w NFL. W Stanach Zjednoczonych istnieje teraz kobieca liga pełnokontaktowa. Niestety w reszcie świata uważana jest za dziecinną zabawę. Wszystkie zawodniczki nadal muszą pracować na pełny etat. Zamiast brać udział w drafcie i zarabiać miliony jak mężczyźni, muszą same płacić, żeby móc grać! To niewiarygodne!
Mam misję łamania barier. Mój cel? Zostać pierwszą kobietą na stanowisku głównego trenera w NFL. Z Colinem u boku, moim największym wsparciem, jestem pewna, że mogę coś zmienić. Mój pierwszy rok studiów dobiega końca. Do tej pory skupiałam się na psychologii sportu i zarządzaniu w sporcie.
„Miałam zamiar cię o coś zapytać...” – mówię, odwracając się do Colina.
„Co myślisz o tym, żebym została w tym roku asystentką trenera?” Nie potrafię odczytać wyrazu jego twarzy i zaczynam się jąkać. „To znaczy, i tak jestem na każdym meczu. Praktycznie stoję obok ciebie w pierwszym rzędzie. Myślę, że to byłoby dobre doświadczenie, jeśli chcę kiedyś zostać trenerem futbolu...”
„W porządku” – mówi Colin. Przerywa mój słowotok i całkowicie mnie zaskakuje.
„C-co?”
„Powiedziałem w porządku! Myślę, że to byłoby dla ciebie świetne doświadczenie, jeśli właśnie to chcesz robić”.
„M-mówisz poważnie? Czy władze uczelni nie będą miały z tym problemu? Nie sądzę, żeby to było wcześniej robione...”
„Zostaw to mnie” – mówi z pokrzepiającym uśmiechem. – „Poza tym, wciąż jestem Tym Colinem Scholtzem. Lubię myśleć, że wciąż mam jakieś wpływy”. Jego arogancja zawsze sprawia, że moja mama przewraca oczami. Ja jednak nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
„Dzięki, tato” – mówię, przygryzając wargę. Próbuję ukryć mój pełen ekscytacji uśmiech.
„Będziesz trenerem futbolu?” – droczy się Drew, naśladując wysoki głos. – „Wszyscy gorący studenci z drużyny nawet na ciebie nie spojrzą, jeśli będziesz córeczką tatusia trenera!”
Ściskam piłkę, gotowa rzucić nią w Drewa, ale Colin wyrywa mi ją z ręki.
„Przepraszam, nie tym razem. Pamiętasz czasy, kiedy tuliłaś brata w ramionach, zamiast celować w jego głowę piłką?” Tata rzuca mi spojrzenie pełne ojcowskiego rozczarowania.
„Tylko pomagam mu trenować” – mówię. Próbuję udawać, że to miły gest, choć wiem, że mi się to nie upiecze.
„Tym razem byłem na to gotowy”. Drew przewraca oczami.
„No dobrze w takim razie. Trening zaczyna się teraz. Na zewnątrz, idziemy!” – krzyczy Colin. Wszyscy zrywamy się z kanapy i biegniemy do tylnych drzwi.
Colin podłącza swój telefon do głośnika. Puszcza głośno Thunderstruck zespołu AC/DC, żeby nas nakręcić.
Moja mama schyla się, żeby podać piłkę, a tata kuca za nią. Nie oszuka nikogo, mając taki widok na jej tyłek.
Puszcza do mnie oko, a ja wiem, że nasza gra się zaczęła. Mama udaje, że podaje do Drewa. Ja chwytam piłkę i pędzę przez podwórko, by zdobyć przyłożenie.
„Cholera! Za każdym razem mnie nabierasz” – mówi Colin, łapiąc oddech.
„Myślałam, że po tylu latach w końcu będziesz się tego spodziewał” – mówię, biorąc łyk wody.
„To znaczy... jasne, wiem, że to zrobisz” – mówi Colin. Próbuje brzmieć przekonująco. – „Po prostu nie jestem już taki szybki jak kiedyś”.
„Jasne!” Przewracam oczami z uśmieszkiem.
„Cóż, to twój popisowy numer, Syd. Może w tym roku nauczysz tego drużynę, trenerze”. Jego entuzjazm sprawia, że się uśmiecham, ale muszę go poprawić.
„Asystentko trenera”.
„Na jedno wychodzi. Tylko obiecaj mi, że utrzymasz dobre oceny i...”
„Wiem. Utrzymam”.
„Jeszcze nie skończyłem” – mówi. Dorównuje mi zuchwałością. Przewracam oczami, krzyżuję ramiona i wysuwam biodro do przodu.
„I...” – podkreśla – „żadnego umawiania się z zawodnikami”. Znowu przesadnie przewracam oczami, ale on czeka na moją odpowiedź.
„Dooobraaa!” – mówię pyskatym tonem. Zna mnie na tyle dobrze, by wiedzieć, że w przeciwieństwie do większości dziewczyn w moim wieku, chłopaki zupełnie mnie nie obchodzą.
„Mówię poważnie, Sydney. To moje jedyne dwie zasady”.
„Obiecuję, tato. Wiesz, że w tym semestrze miałam dobre oceny”.
„Wiem...”
„I proszę, nie zmuszaj mnie do rozmów o chłopakach w twoim towarzystwie” – mówię. Na samą myśl zbiera mi się na wymioty.
„Tak, pamiętam czas, kiedy użyłaś mojego nazwiska, żeby zwrócić na siebie uwagę pewnego chłopaka w szkole”.
„O mój boże! Fuj! Nie będziemy o tym rozmawiać!” – mówię, odsuwając się od taty.
„Okej, okej. Po prostu obiecaj, że będziesz przestrzegać moich zasad?”
„Taaaak” – mówię. Przewracam oczami i układam w głowie plan.
„Drew! Biegnij daleko!”
„Nie miniesz mnie!” – mówi Colin i przyjmuje pozycję do blokowania. Uśmiecham się złośliwie, gotowa przejąć kontrolę.
„Hej!” – mówi Colin, kiedy robię unik i rzucam piłkę idealnie do Drewa.

















































