
Kochaj swojego alfę Książka 2
Autorzy
Lektury
202K
Rozdziały
31
Rozdział 1
Księga 2: Kochaj swoją watahę
JENNESSA
„Dobrze się czujesz, kochanie?” zapytał Clay, obejmując mnie w pasie i przyciągając do ciepła swojej klatki piersiowej.
„Tak, wszystko okej. Jestem tylko trochę zmęczona”, odpowiedziałam, przerywając sobie ziewnięciem. Grillowanie z watahą wyczerpało mnie do cna, ale było to przyjemne zmęczenie — takie jak po świątecznym spotkaniu, gdzie się za dużo je i pije.
„Cieszę się, że dobrze się bawiłaś”, mruknął Clay, muskając ustami skórę za moim uchem. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, rozkoszując się czułością mojego partnera. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, gdy poczułam jego podniecenie napierające na moje plecy. Fala gorąca przeszła przez całe moje ciało.
Niski pomruk zawibrował na mojej szyi, kiedy przycisnął biodra do mnie, ocierając się twardością o moje plecy. Siła jego pożądania, wzmocniona przez więź partnerską, posłała falę przyjemności prosto w moje wnętrze.
„Bosko pachniesz, Jennessa”, warknął, a jego gorący oddech owiewał moje ucho. „Czuję twoje podniecenie.” Jego dłoń powędrowała po moim boku i zatrzymała się na piersi.
„A ja czuję twoje podniecenie”, zażartowałam, wciskając pośladki w niego prowokująco.
„Nie wątpię…” Jego ręka zsunęła się z piersi, po brzuchu i pod gumkę bokserek, które miałam na sobie. Palce wsunęły się między moje wilgotne wargi, wyrywając mi westchnienie. Zacisnęłam się na jego dłoni.
„Tak jak myślałem”, mruknął, wodząc nosem po mojej szyi, wdychając mój zapach. „Jesteś taka mokra.”
Jego palce zaczęły zataczać kółka na mojej łechtaczce, posyłając fale rozkoszy przez moje ciało. „O tak…”
„Podoba ci się, kochanie?” zapytał, całując mnie po szyi.
„Mhm” — to było wszystko, co zdołałam z siebie wydusić, gdy jego palce przyspieszyły. Byłam już na krawędzi, nasze wspólne emocje pchały mnie coraz bliżej.
„A to?” Jego palce zsunęły się niżej i dwa z nich wsunęły się we mnie. Złapałam oddech, gdy trafił na moje czułe miejsce, zginając palce i pieścąc mnie od środka.
„O kurwa”, syknęłam, podrywając biodra ku jego dłoni. „Tak, kochanie. Jeszcze. Proszę.”
„Jeszcze?” W jego głosie słychać było satysfakcję. „Powiedz mi, czego chcesz, Jennessa.”
„Ciebie”, błagałam, ocierając się o jego rękę. „Chcę ciebie, Clay. Całego. Potrzebuję cię. Proszę.”
Błagałam, ale nie obchodziło mnie to. Byłam na skraju orgazmu, ale wiedziałam, że poczucie go w sobie będzie jeszcze intensywniejsze. Nie było nic lepszego niż połączenie, które dzieliliśmy, gdy stawaliśmy się jednym.
„Ale uwielbiam czuć swoją rękę na twojej ślicznej cipce”, mruknął, zostawiając ścieżkę pocałunków na mojej szyi.
„Ale uwielbiasz czuć moją cipkę wokół twojego twardego…” — złapałam oddech, gdy orgazm mnie zalał. Moje myśli wypełnił obraz Claya we mnie.
Długi, przeciągły jęk wyrwał się z moich ust, gdy dalej mnie pieścił, przedłużając moją rozkosz. Zdawało się, że minęła wieczność, zanim w końcu opadłam z wyżyn.
„To moja dziewczyna”, wyszeptał mi do ucha.
Westchnęłam, czując się bezpiecznie w jego ramionach. Wolałam czuć go w sobie, ale każdy orgazm, który mi dawał, był niesamowity.
„Jeszcze nie skończyliśmy”, powiedział, a jego podniecenie znów napierało na moje plecy. Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć, z wymownym uśmiechem na ustach.
Teraz była jego kolej, a uwielbiałam doprowadzać go do szczytu tak samo, jak sama uwielbiałam go osiągać. Odwróciłam się w jego ramionach twarzą do niego i przycisnęłam usta do jego ust w czułym pocałunku.
„Twoja kolej”, wyszeptałam przy jego ustach z uśmiechem na twarzy.
Pomógł mi zdjąć bokserki, po czym pociągnęłam za gumkę jego. Uniósł biodra, pozwalając mi zsunąć je po umięśnionych nogach.
„Czego chcesz, Clay?” zapytałam, patrząc na niego spod rzęs. Posłałam mu najbardziej uwodzicielski uśmiech, siedząc między jego nogami, gdzie jego podniecenie stało twardo przy brzuchu. Wyczułam przez więź falę pożądania — moje starania nie były daremne.
Clay warknął i gwałtownie usiadł, chwytając mnie dużymi dłońmi w pasie i podnosząc, jakbym nic nie ważyła.
Posadził mnie na sobie okrakiem. Moje kolana były po obu stronach jego bioder, a jego twardość znalazła się między moimi mokrymi wargami.
Fala pożądania przeszła przez nas oboje, gdy moja wilgoć pokryła go. Jego oczy na chwilę rozbłysły jaskrawym złotem — znak, że jego wilk był równie podniecony.
„Tego właśnie chcesz?” zapytałam, ocierając się o niego. Clay syknął, zaciskając zęby, mocniej chwytając mnie w pasie. Jego biodra uderzyły w górę. Powtórzyłam ruch raz za razem.
Teraz oboje dyszaliśmy ciężko, nasze oddechy rwały się, gdy dalej go drażniłam. Tarcie o moje wnętrze sprawiało, że serce waliło mi jak młotem, a puls dudnił mi w uszach.
„Kurwa, będziesz moją zgubą”, warknął Clay, zaciskając zęby. Uwielbiałam patrzeć, jak traci kontrolę. Poza sypialnią rzadko można było to zobaczyć. Zawsze był taki opanowany, więc widok, jak się rozpadał, był nie do opisania.
Jego duże dłonie spoczywały na mojej talii, ciemne oczy skupione na miejscu, gdzie nasze ciała się spotykały. Szczęka zaciskała się i rozluźniała, usta układały się w idealne „O”.
Mięśnie napinały się pod opalenizną. Mogłabym patrzeć na to do końca życia i nigdy bym się nie znudziła.
„Jennessa!” warknął Clay, podciągając kolana i wytrącając mnie z równowagi. Złapałam się w ostatniej chwili, opierając ramiona po obu stronach jego głowy.
Spojrzałam na niego pytająco, aż zauważyłam jego rękę między nami. Ustawiał się przy moim wejściu.
„Koniec z drażnieniem na dzisiaj”, powiedział, naprowadzając mnie na siebie. Jęknęłam, gdy wypełnił mnie do końca.
„Ujeżdżaj mnie, maleńka”, powiedział Clay. Jego brązowe oczy lśniły złotem — wilk był obecny i patrzył. Zaczęłam powoli, obserwując, jak Clay rozpada się pode mną. Syczał i warczał, gdy obracałam biodrami.
„Nie, chyba jeszcze nie skończyłam cię drażnić”, wyszeptałam z uśmiechem, patrząc na niego z góry, a on warknął w odpowiedzi.
„Gdyby to nie było tak dobre, tobym się wkurzył”, powiedział, ściskając moje biodra mocniej. Uniósł mnie lekko, po czym wbił się we mnie.
„Nie, Clay”, zaprotestowałam, choć czułam się niesamowicie. Próbowałam odsunąć jego ręce z moich bioder, ale nawet nie drgnął.
Ponownie wbił się we mnie, trafiając w idealne miejsce. Sapnęłam. Uczucie było niesamowite, ale się martwiłam. „Twoja noga, kochanie”, zdołałam powiedzieć między westchnieniami.
„Jest okej”, warknął, ponownie wbijając się we mnie. „A jeśli tak się martwisz o moją nogę” — kolejne pchnięcie — „to pieprz mnie, maleńka.”
Puścił moje biodra, sadzając mnie nisko na sobie. Nie trzeba mi było powtarzać trzeci raz. Chwyciłam za zagłówek łóżka i zaczęłam poruszać się tak, jak lubił.
Wystarczyło kilka minut, zanim oboje jęczeliśmy, orgazmy uderzyły w nas jednocześnie. Więź między nami wzmacniała doznania — jego rozkosz podsycała moją, czyniąc ją jeszcze intensywniejszą.
Kiedy skończyliśmy, położyłam się obok niego. Jego ramię służyło mi za poduszkę, gdy wtuliłam się w jego bok, kompletnie spełniona i szczęśliwa. Wdychałam jego zapach, pozwalając mu ukołysać mnie w głęboki, spokojny sen.
***
Następnego ranka obudziłam się sama, co nie było niczym niezwykłym. Od czasu ataku, a zwłaszcza odkąd lekarz dał Clayowi zielone światło, wstawał wcześnie i szedł na Wzgórze Treningowe. Mimo śmierci Andrew, Clay wciąż uważał, że mogliśmy się lepiej spisać — zarówno przed atakiem, jak i w jego trakcie.
Nie mogłam go za to winić. Czuł ogromną odpowiedzialność za ochronę watahy. Moim zdaniem był dla siebie zbyt surowy, ale taki jest ciężar bycia alfą. Kiedy coś idzie nie tak, to alfa bierze na siebie winę.
Poranek bez niego wydawał się trochę pusty, ale miałam nadzieję, że niedługo wszystko się uspokoi. Przeżyliśmy jedno za drugim i tęskniłam za spokojnymi chwilami, które moglibyśmy spędzić razem.
Ale potrzeby watahy musiały być na pierwszym miejscu.
Wytoczyłam się z łóżka i pozwoliłam sobie na długi, gorący prysznic. Potem wciągnęłam woskowane jeansy, Dr. Martens i lekki oliwkowy sweter. Szybki bieg wydarzeń — związek z Clayem, atak — sprawił, że nie do końca wiedziałam, jaka jest moja rola jako nowej luny. Ale byłam zdecydowana każdego dnia znajdować sposób, żeby się przydać.
Dzisiaj razem z Lindsey planowałyśmy odwiedzić rodziny, które straciły bliskich w ataku. Mama pokazała mi, czym powinna się zajmować luna, i chciałam, żeby ci, którzy przeżywają żałobę, wiedzieli, że ich alfa i ja jesteśmy przy nich.
Zeszłam na dół do kuchni, żeby szybko coś przekąsić przed wyjściem. Była dopiero wpół do dziesiątej rano i czułam, że zdążę ze wszystkim, co zaplanowałam na ten dzień.
W kuchni było już kilkoro członków watahy. Przywitałam ich ciepłym uśmiechem, a oni wyglądali na szczerze zadowolonych na mój widok. Postanowiłam sobie, że zorganizuję więcej wspólnych spotkań, jak wczorajsze grillowanie, żeby podnieść morale.
„Hej, jesteś gotowa? Zapakowałam już twoje auto.” Głos Lindsey wyrwał mnie z zamyślenia. Wyglądała bardziej jak dawna siebie, co mnie cieszyło. Po ataku zmagała się z poczuciem winy i przygnębieniem, ale Clay i ja zapewniliśmy ją, że nikt nie obwinia jej za to, co się stało.
Była ofiarą okrucieństwa Andrew, tak jak my wszyscy. Gdyby ktokolwiek odważył się patrzeć na nią inaczej, zajęłabym się nim osobiście.
Odwiedziny u rodzin dotkniętych atakiem były dla Lindsey trudne. Podobnie jak Clay, czuła wielką odpowiedzialność, żeby poległym i ich rodzinom okazać najwyższy szacunek. Uważała, że jest im to winna.
Zgadzałam się, że te rodziny zasługują na wsparcie po stracie, ale nie wierzyłam, że to Lindsey jest im coś winna. Zależało jej na tych rodzinach, ale obawiałam się, że robi to z potrzeby odkupienia albo żeby udowodnić swoją wartość watasze. Mnie nie musiała niczego udowadniać.
„Tak, tylko wezmę coś do jedzenia po drodze”, zapewniłam ją, kiwając głową z uśmiechem.
„Super. Weźmiesz mi parfait z lodówki?” Jej prośba ułatwiła mi decyzję. Jogurt z granolą brzmiał idealnie.
„Już się robi!” zawołałam wesoło, wyciągając dwa parfaits z lodówki. Wzięłam dwie łyżeczki i ruszyłam w stronę Lindsey stojącej przy drzwiach. „Teraz jestem gotowa.”
„Świetnie, ruszamy”, powiedziała Lindsey, prowadząc mnie do holu.
„Mamy dziś trzy rodziny do odwiedzenia”, poinformowała mnie, gdy wsiadałyśmy do grafitowego SUV-a, którym Clay zaskoczył mnie kilka dni temu. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, choć nie do końca rozumiałam, po co mi tak duży samochód.
„Najpierw Krateowie, potem Millerowie, a na końcu Cashowie. Wszyscy mieszkają dość blisko siebie, po stronie Wzgórza Treningowego. Ale Cashów zostawiamy na koniec, żeby spotkać się z synem Lindy po jego treningu.”
Mąż Lindy, Michael, zginął podczas ataku. Był szanowaną postacią na Wzgórzu Treningowym — pracował jako instruktor walki dla nowych wojowników. Jego śmierć była szczególnie brutalna. Andrew celował w niego, wiedząc, że będzie groźnym przeciwnikiem.
Atak widziało kilka osób. Mówili, że Michael walczył dzielnie i zdołał zabić dwóch wilków, ale napastnicy byli bezwzględni. Rozszarpali go, a grupa wysoko postawionych wilków musiała zebrać jego szczątki na pogrzeb.
To był potworny widok i starałyśmy się odwiedzać ich tak często, jak to możliwe.
Syn Lindy był nastolatkiem, miał około piętnastu albo szesnastu lat. Dni spędzał w szkole i na treningach z Clayem. Nie udało nam się jeszcze z nim spotkać z powodu jego napiętego grafiku, ale Linda wyrażała niepokój o to, jak radzi sobie ze śmiercią ojca. Obiecałyśmy, że odwiedzimy go przy następnej wizycie, bez względu na to, jak długo będziemy musiały czekać.
Obie z Lindsey martwiłyśmy się o niego. Wiedziałam z własnego doświadczenia, jak to jest stracić ojca, i bałam się, że ten ból zostanie z nim na zawsze.
Sama prawie odrzuciłam Claya z powodu źle skierowanego gniewu wobec jego rodziny. Jaki to byłby błąd! Był moim partnerem, moją bratnią duszą.
Lindsey podzielała moje obawy, ale miała też swoje lęki. Bała się, że chłopak obwini ją za jej rolę w ataku. Bała się też, że trenuje tak ciężko z pragnienia zemsty. To byłoby daremne, bo Andrew nie żył, ale żal i gniew potrafią zaćmić rozsądek.
„Jasne. Wpisz adres w GPS i ruszamy”, powiedziałam, uruchamiając silnik SUV-a i wyjeżdżając z podjazdu.
















































