
Za maską
Autorzy
Jessie F Royle
Lektury
4,1M
Rozdziały
28
Rozdział 1
BOOK 1
ROXANNE
Wysiadam nerwowo z czarnego lincolna town car i patrzę w górę na ogromny, pięciogwiazdkowy hotel Manfredi przede mną.
Budynek ma trzydzieści pięć pięter. To najelegantszy hotel w mieście. Nowoczesny gmach ze lśniącej stali i szkła wznosi się wysoko nade mną.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że dałam się Casey namówić na to. Spoglądam w dół na moją długą zieloną sukienkę bez ramiączek. Idealnie przylega do ciała i podkreśla biust.
Ma nawet długie rozcięcie sięgające aż do uda. Jest piękna i seksowna, ale to nie jest coś, co normalnie bym na siebie włożyła.
Zazwyczaj chodzę w dżinsach i T-shircie, ale dziś wieczorem czuję się odważna.
Odwaga to dla mnie nowość, a ta impreza wymaga naprawdę dużo odwagi – ekskluzywne przyjęcie wydane przez właściciela hotelu i miliardera Spence'a Manfrediego osobiście.
Można przyjść tylko z zaproszeniem i trzeba być elegancko ubranym. Tylko nieliczni wybrani są kiedykolwiek zapraszani na coś takiego.
Nowy chłopak Casey, Lucas, którego nigdy nie spotkałam, pracuje dla pana Manfrediego i był w stanie zdobyć cztery zaproszenia.
Ale nawet jeśli masz zaproszenie, musisz wysłać swoje zdjęcie organizatorom imprezy, żeby zatwierdzili cię tydzień wcześniej.
Wysłałam niezręczne zdjęcie siebie stojącej w salonie, które Casey zrobiła w zeszłym tygodniu, kiedy powiedziała mi o tej imprezie.
Dlaczego?
Nie mam pojęcia, bo ta impreza jest tak tajna, że żadni dziennikarze nie są wpuszczani.
Na szczęście uznali, że jestem wystarczająco dobra. Dodano mnie do listy gości i przysłano małą czarną kartę z nazwą hotelu wypisaną złotymi literami.
Casey i ja nigdy nie byłyśmy na czymś takim, ale Casey mówi, że jej chłopak zna wielu ważnych ludzi w Houston.
W końcu go dziś poznam, razem z tajemniczym mężczyzną, który będzie moją randką w ciemno.
Randki w ciemno... ugh! Po prostu ostatnio nie miałam czasu na randki.
Moja praca jako szefowej kuchni w popularnej i bardzo ruchliwej steakhouse pochłonęła mnie całkowicie. Casey mnie męczyła, aż w końcu się poddałam, więc wzięłam wolny weekend.
Łapię równowagę na moich pięciocalowych zielonych szpilkach, które sprawiają, że czuję się jak olbrzym, dodając do moich pięciu stóp i sześciu cali, i wchodzę do hotelowego lobby.
Portier uśmiecha się do mnie, otwierając przede mną drzwi. Zanim pójdę do sali balowej, postanawiam szybko sprawdzić, jak wyglądam.
Tuż obok dużego lobby znajduję toalety. Stojąc przed lustrem na całą długość, dokładnie sprawdzam, czy moje włosy i makijaż wciąż wyglądają perfekcyjnie.
Mój makijaż wciąż wygląda świeżo na mojej jasnej skórze, ciemny cień do powiek sprawia, że moje zielone oczy się wyróżniają, a usta wciąż lśnią.
Moje długie rude włosy są wciąż idealnie upięte w ciasny kok na czubku głowy. Spędziłam trzy godziny, przygotowując się dziś po południu, i się opłaciło.
Zadowolona, decyduję, że w końcu czas iść na imprezę. Wyciągam telefon z mojej małej czarnej skórzanej torebki i sprawdzam go. Jest wiadomość od Casey.
Casey
Roxie, trochę się spóźnię. Utknęłam w korku. Wejdź beze mnie, będę tam wkrótce, mam nadzieję!
Wiadomość przyszła zaledwie sześć minut temu. Zastanawiam się, dlaczego jej nie słyszałam. Potem zdaję sobie sprawę, że mój telefon jest na wibracji.
Wygląda na to, że jestem sama przez chwilę.
Idąc w stronę ogromnych stalowych podwójnych drzwi, wzdycham do siebie, chowam telefon z powrotem do torebki i biorę głęboki oddech.
Przy drzwiach stoją dwaj przerażający ochroniarze w identycznych smokingach. Ostrożnie podchodzę do nich.
„Zaproszenie?” pyta mnie mężczyzna po lewej głębokim, donośnym głosem.
Wyciągam je z torebki i podaję mu. Patrzy na nie przez chwilę, potem kiwa głową, oddając mi je. Ten po prawej otwiera dla mnie drzwi.
Przekraczam próg i wchodzę do kolejnego pomieszczenia oddzielonego od imprezy. Tutaj jest trochę inaczej.
Ściany są pokryte bogatą czerwoną tkaniną. Przy ścianie stoi bardzo duży regał wypełniony lśniącymi czarnymi pudełkami.
Przed regałami jest długi stół przykryty białą tkaniną, a za nim cztery kobiety w identycznych czarnych sukienkach. Wszystkie noszą identyczne maski maskaradowe.
Nie wiedząc, co o tym myśleć, podchodzę do stołu, gdzie jedna z dziewczyn trzyma notes.
„Nazwisko?” pyta mnie tonem służbowym, podczas gdy jedna z pozostałych kobiet zaczyna przeglądać regały.
„Roxanne Vice” odpowiadam kobiecie, a ona sprawdza swoją listę.
W końcu znajduje moje nazwisko i całkowicie zmienia się ze służbowej na przyjazną.
„Witamy w hotelu Manfredi, panno Vice, i witamy na Manfredi Masque.”
Jej czerwone usta wykrzywiają się w uśmiechu, odsłaniając idealny zestaw białych zębów.
Kobieta, która przeglądała regały, podchodzi, stawia pudełko na stole przede mną i podnosi jego wieko, pokazując piękną maskę ze złotymi cekinami wokół oczu, całkowicie pokrytą pawich piór.
„Wow, jest piękna i pasuje” mówię radośnie, ostrożnie wyjmując ją z pudełka.
Jedna z kobiet wychodzi zza stołu i pomaga mi ją założyć.
„Mamy wiele do wyboru” mówi cicho, zakładając mi ją na głowę.
„A teraz jest kilka zasad” mówi pani z notesem, podczas gdy maska jest dopasowywana na mojej twarzy. „Po pierwsze, nie zdejmuj maski, w ogóle” stwierdza, znów poważna.
„Po drugie, nie mów nikomu swojego nazwiska” kontynuuje. „Tylko organizatorzy imprezy mają tę informację.”
„Goście, którzy przychodzą na tę imprezę, lubią pozostać jak najbardziej anonimowi. Niektórzy nawet używają fałszywych imion, jeśli chcą.”
Marszczę brwi za moją maską, zaczynając czuć się trochę zaniepokojona. Co to za impreza, na której nie wolno podawać nazwiska? Jeśli chcę je podać, to powinno zależeć ode mnie.
„Co to dokładnie za impreza?” pytam nerwowo.
„To bal maskowy i może być wszystkim, czym chcesz, żeby był.” Uśmiecha się tajemniczo i nie mówi nic więcej.
„Dzięki, to bardzo pomaga” mówię sucho, ale postanawiam nie zadawać jej więcej pytań.
Para wchodzi przez drzwi za mną.
Zastanawiam się, czy nie powinnam po prostu poczekać na Casey, ale chcę zobaczyć, co jest w środku, i decyduję się wejść.
Kolejny duży mężczyzna w smokingu, którego wcześniej nie zauważyłam, odsuwa czerwoną tkaninę, odsłaniając kolejne drzwi. Otwiera je, machając mi, żebym przeszła.
Robię kilka kroków do środka i zatrzymuję się, żeby moje oczy przyzwyczaiły się do oświetlenia, zanim się rozejrzę.
Jest ciemno, z wyjątkiem kolorowych świateł, które migoczą po całym pomieszczeniu w różnych odcieniach błękitu i fioletu, tworząc klimat nocnego klubu.
Na środku jest gigantyczny parkiet, a w rogu DJ puszczający głośną, pełną basów piosenkę taneczną. Co? Żadnego kwartetu smyczkowego?
Wokół parkietu są stoły przykryte białymi satynowymi obrusami i dużymi białymi świecami filarowymi o różnych długościach.
Wszystkie ściany wokół pomieszczenia są pokryte czarnym satynowym materiałem, który sięga aż do sufitu i łączy się w centrum, gdzie wisi ogromny nowoczesny żyrandol.
Przy ścianach są różne zestawy eleganckich niebieskich i fioletowych sof i foteli.
Więcej kobiet ubranych bardzo podobnie jak kobiety, które mnie zameldowały, chodzi z tacami szampana.
Podają go licznym gościom, którzy już wypełniają przestrzeń, wszyscy w smokingach i sukniach, każdy w masce.
Wszyscy mężczyźni noszą prostą czarną maskę, a wszystkie kobiety mają różnie zaprojektowane maski, które wydają się ładnie pasować do ich sukien, podobnie jak moja własna.
Nie wiedząc, od czego zacząć, kieruję się do baru, gdzie barmani również są w smokingach i maskach. Widzę, że łatwo byłoby tu kogoś zgubić, skoro wszyscy są tak podobnie ubrani.
„Co mogę dla pani podać?” pyta mnie gładko jeden z barmanów, gdy podchodzę do lady.
„Poproszę kieliszek białego wina” proszę uprzejmie.
Mężczyzna kiwa głową i szybko idzie do lodówki po butelkę. Odwracam się i opieram o bar, patrząc na wszystko, co dzieje się wokół mnie.
Poza maskami, jak dotąd wygląda to jak zwykła elegancka impreza. Nie żebym była na wielu takich wcześniej, ale jedna rzecz się wyróżnia – wszyscy, których widzę, wydają się być atrakcyjni.
Czy to był powód przesyłania zdjęć? Tylko ci, którzy są wystarczająco atrakcyjni, mogą przyjść? To wydaje się trochę niesprawiedliwe. Kto oni są, żeby decydować?
Oczywiście to tylko moje przypuszczenie i może to być po prostu zbieg okoliczności.
Mam nadzieję, że Casey wkrótce przyjedzie, bo nikogo tu nie znam.
„Proszę, pani wino.” Barman przesuwa kieliszek w moją stronę, gdy sięgam do torebki po pieniądze.
„Otwarty bar, proszę pani” mówi mi i kręci głową, gdy wyciągam dwudziestkę.
„Naprawdę?” wzdycham z niedowierzaniem.
„Oczywiście. Pan Manfredi nie życzyłby sobie inaczej dla swoich gości dziś wieczorem.”
„Cóż, to miły bonus” mówię do niego radośnie, a on kiwa głową i odchodzi, żeby pomóc innemu gościowi.
Podnoszę kieliszek z lady i biorę łyk. Wow! To najlepsze wino, jakie kiedykolwiek piłam. Zastanawiam się, co to jest – prawdopodobnie za drogie dla mnie.
Odkładam kieliszek i znów się rozglądam, nie czując się jeszcze wystarczająco odważna, żeby spróbować rozmawiać z pięknymi nieznajomymi.
Spoglądam wzdłuż baru i dostrzegam mężczyznę opartego o bar, obserwującego mnie z końca. Z tego, co widzę z jego twarzy, ma gładką, kanciastą linię szczęki i ładny prosty nos.
Jego ciemnobrązowe włosy i pełne usta przypominają mi młodego Marlona Brando.
Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, uśmiecha się i unosi swój kieliszek z czymś, co wygląda jak whisky albo coś na lodzie, a ja lekko unoszę swój kieliszek. Rumienię się pod maską i daję mu uśmiech.
Odpycha się od baru i podchodzi. Kiedy do mnie dochodzi, staje bardzo blisko. Za blisko jak na nieznajomego, ale się nie odsuwam.
„Cześć.”
Bierze moją dłoń w bardzo gładki, dżentelmeński sposób i pochyla głowę, żeby pocałować wierzch mojej dłoni. „Jestem John. Jak masz na imię?” pyta głębokim, gładkim głosem.
„To twoje prawdziwe imię?” pytam go, przypominając sobie kobietę mówiącą o fałszywych imionach.
Powolny uśmiech rozciąga się na jego twarzy i wzrusza ramionami. „Chyba to ja mam wiedzieć, a ty się domyślać... albo nie. Jeszcze nie zdecydowałem.”
„Och, naprawdę? Cóż, mam na imię Roxanne” mówię mu.
„To twoje prawdziwe imię?” drażni się, pocierając dolną wargę palcem wskazującym, i nie mogę oderwać od tego wzroku.
„Chyba to ja mam wiedzieć, a ty się domyślać albo nie... Ja też jeszcze nie zdecydowałam.” Flirtuję z nim, czując się odważna. Myślę, że to przez maskę.
Użyłam prawdziwego imienia, bo nie chcę używać fałszywego, ale on nie musi tego wiedzieć... jeszcze, może.
Nienawidziłam swojego imienia, dorastając. Przypominało mi piosenkę o prostytutce. Moja matka zawsze miała słabość do pewnego piosenkarza, ale naprawdę nie musiała posuwać się aż tak daleko.
Teraz je polubiłam, ale moja najlepsza przyjaciółka, Casey, nazywa mnie Roxie, a to przypomina mi imię striptizerki.
„Cóż, Roxanne, chciałabyś się do mnie przyłączyć na drinka?” pyta John, jeśli to jego prawdziwe imię.
„Myślałam, że to właśnie robimy.” Wskazuję na mój kieliszek, a on się śmieje.
„Mam na myśli, czy chciałabyś przenieść to w bardziej komfortowe miejsce?” Uśmiecha się i wskazuje na ciemny kąt z kilkoma pustymi sofami, oświetlonymi tylko świecami na stole.
Przełykam ślinę i kiwam mu głową.
„Świetnie.” Oferuje mi ramię, żebym je wzięła.
Zauważam, że jest dość wysoki, nieco ponad sześć stóp. Prowadzi mnie do wygodnego miejsca i wskazuje, żebym usiadła.
Ostrożnie siadam, starając się nie pogniecić za bardzo sukienki, i zakładam nogę na nogę, przez co rozcięcie mojej sukienki podjeżdża, odsłaniając sporo uda i czubek mojej czarnej pończochy.
Zauważam to i próbuję ściągnąć sukienkę trochę w dół, żeby to zakryć. Patrzę w górę na Johna, który stoi nade mną, obserwując mnie.
„Proszę, nie zakrywaj się przeze mnie. Trochę mi się to podoba.” Uśmiecha się figlarnie, siadając na sofie obok mnie, znów bardzo blisko.
Opieram się o sofę. Nie jest zbyt miękka.
John robi sobie wygodniej i kładzie ramię na oparciu sofy za mną.
„Więc, Roxanne, opowiedz mi o sobie” mówi, biorąc łyk swojego drinka.
„Co chcesz wiedzieć?” odpowiadam, podnosząc własny kieliszek do ust. Czuję się nerwowa i podekscytowana jednocześnie.
Zapach wody kolońskiej Johna zaczyna docierać do mojej uwagi, a jej mocny aromat sprawia, że się wzdrygnę, chociaż jest mi dość ciepło.
„Powiedz mi cokolwiek. Zacznijmy od czegoś łatwego, na przykład czym się zajmujesz?” zachęca, wpatrując się w moje nogi.
„Jestem szefową kuchni.”
Czuję, jak jego oczy we mnie wbijają. Podnosi wzrok z moich nóg na moją twarz.
„Naprawdę? Cóż, uwielbiam kobiety, które potrafią gotować” mówi z uśmiechem. Wpatruję się w jego oczy i zauważam, że są ciemnobrązowe jak czekolada, ale to wszystko, co mogę stwierdzić przez ochronę jego maski.
„Zawsze lubiłam gotować, więc pomyślałam, że mogę coś z tym zrobić” wyjaśniam, a on kiwa głową w zamyśleniu.
„A ty czym się zajmujesz, John?” Odwracam uwagę od siebie, chcąc dowiedzieć się więcej o tym przystojnym tajemniczym mężczyźnie.
Waha się, jakby zastanawiał się przez chwilę, zanim mi odpowie. „Jestem w branży hotelarskiej” mówi w końcu.
„W branży hotelarskiej? To dość ogólnikowe.” Uśmiecham się do niego figlarnie, biorąc kolejny łyk chłodnego, pysznego wina.
„Cóż, na razie będzie musiało wystarczyć” mówi zadowolony z siebie.
„Okej, w porządku, jeśli tak chcesz to rozgrywać.”
Kręcę głową. Czuję jego palce dotykające mojego nagiego ramienia, gdzie spoczywa jego ręka.
Jego dotyk wysyła dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa, ale jestem zaskoczona jego bezpośredniością i faktem, że mi to nie przeszkadza.
Zwykle taki ruch sprawiłby, że zwróciłabym facetowi uwagę, zwłaszcza nieznajomemu. Ale to jest noc odwagi i może jakiejś przygody z tym tajemniczym Johnem.
„Więc ile masz lat, Roxanne?”
Sposób, w jaki wymawia moje imię, jakby nie wierzył, że jest prawdziwe, bawi mnie i nie mogę powstrzymać cichego chichotu.
„Czy to nie niegrzeczne pytać kobietę, ile ma lat?” pytam go.
„Nie wiem. Czy to niegrzeczne?”
„Mam dwadzieścia sześć lat” i tak mu odpowiadam. „A ty ile masz lat, John?”
„Mam trzydzieści jeden.”
„Och? Żadnej wymijającej odpowiedzi?”
„Nie, jestem zadowolony ze swojego wieku. A ty? Naprawdę masz trzydzieści pięć, ale mówisz, że dwadzieścia sześć?”
„Nie, naprawdę mam dwadzieścia sześć lat i naprawdę mam na imię Roxanne” informuję go.
Nic na ten temat nie mówi i tylko się uśmiecha.
„Cóż, Roxanne...” zaczyna, ale przerywa mu inny mężczyzna, który podchodzi i siada po drugiej mojej stronie, znów za blisko.
„Hej, John” mówi drugi mężczyzna w znaczący sposób, przeglądając mnie wzrokiem „kto to jest?”
Pokazuje kolejny idealny uśmiech, kompletny z dołeczkami. Ten facet też ma ciemne włosy, ale są ułożone w niedbały faux hawk.
„To jest Roxanne” mówi mu John. „Roxanne, to jest mój przyjaciel, ee... Joe” mówi.
„Naprawdę? Na to się zdecydowałeś?” pytam, odwracając się do Joe.
„Chyba tak.” Joe się śmieje.
„Cóż, miło cię poznać, Joe.” Wyciągam rękę, a on ją bierze, całując wierzch mojej dłoni, tak jak John.
„Roxanne.” Uśmiecha się jak wilk. „Podoba mi się.”
Joe się nie odsuwa i jestem ściśnięta między Johnem a Joe, czując się coraz bardziej rozgrzana.
„Właśnie miałem zaprosić Roxanne do tańca, zanim tak niegrzecznie przerwałeś” mówi John do Joe.
„Nie pozwól, żebym ci przeszkadzał” mówi Joe, a John patrzy na mnie.
„Więc, Roxanne, chciałabyś ze mną zatańczyć?” pyta.
„Um, jasne, chyba tak” mówię.
Nagle John się przesuwa i wstaje, wyciągając do mnie rękę, a ja ją biorę, wdzięczna za pomoc, bo w tej obcisłej sukience trochę trudno wstać z gracją.
John prowadzi mnie z dala od sof na parkiet, gdzie gra szybka, pulsująca piosenka pop. Parkiet jest wypełniony innymi ludźmi tańczącymi i ocierającymi się o siebie po całym parkiecie.
To dziwny widok, wszyscy tańczą w taki sposób w swoich formalnych strojach. Po prostu to nie pasuje. Myślisz eleganckie ubrania i spodziewasz się klasycznego zespołu czy czegoś takiego.
To bardziej jak bardzo formalny klub taneczny, z samymi przystojnymi ludźmi.
Wszyscy kołyszą się i poruszają razem w seksualny sposób, a ja zaczynam znów czuć się nerwowa, gdy John obejmuje mnie w talii, przyciągając mnie bliżej.
Zaczynamy tańczyć w rytm, a wkrótce jestem w to wciągnięta. John jest zaskakująco dobrym tancerzem, nie wygląda niezręcznie ani nie na miejscu. Przyciąga moje ciało do swojego i dalej się porusza.
Potem czuję dwie kolejne ręce wokół mojej talii od tyłu. Odwracam twarz w szoku i widzę, że to przyjaciel Johna, Joe.
„Po prostu się temu oddaj” szepcze mi John do ucha, jego wargi lekko muśkają mój płatek. „O to chodzi dziś wieczorem, o puszczenie swoich lęków i po prostu dobrą zabawę, bez względu na to, co to może być.”
„Tak, nie martw się” szepcze Joe do mojego drugiego ucha. „Nie gryziemy... chyba że chcesz, żebyśmy gryzli.”














































