
Na końcu świata
Autorzy
E. J. Lace
Lektury
🔥11,9M
Rozdziały
96
Pierwszy dzień
Savannah
„Ruchy, dziewczyny, jazda, jazda”.
Trener Kline gwiżdże w swój gwizdek. Ten głośny dźwięk sprawia, że osoby stojące najbliżej niego aż się wzdrygają.
Jego szara koszulka sportowa zwisa z piwnego brzucha. Biało-niebieskie spodenki do koszykówki są trochę zbyt krótkie i ciasne.
Jego wąsy w stylu gwiazdy porno z lat siedemdziesiątych wyglądają komicznie.
Jestem pewna, że je przeczesuje i pewnie smaruje je kremem z filtrem jak jakiś obrzydliwy zboczeniec.
Bije od niego dokładnie taka energia.
Klaszcze w dłonie. Wszyscy schodzimy z bieżni i wracamy do szatni, wchodząc do środka jedno po drugim.
Mijamy pomalowane na biało betonowe bloki. Podłogę pokrywają niebieskie płytki.
Namalowane na ścianie logo z wilkiem ma budzić szkolnego ducha. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym czuła cokolwiek do tego gównianego miejsca.
A przynajmniej jeszcze nie teraz.
Jestem spocona i obrzydliwa od przymusowych ćwiczeń fizycznych i tego ogromnego upału. Wiem, że muszę wziąć prysznic.
Sierpień to jeden z najgorętszych miesięcy. Mieszkanie na wybrzeżu wcale w tym nie pomaga.
To dopiero trzeci tydzień szkoły. Wciąż jeszcze nie wtopiłam się w tłum.
Ciągle robię coś, co zdradza, że jestem tu nowa.
Jeśli nie przekręcam nazwisk nauczycieli i nie robię niczego dziwnego, to ludzie i tak patrzą na mnie z pytaniem w oczach. Rzucają złośliwe uwagi i plotkują o tym, kim jestem. Zastanawiają się też, dlaczego Percy i ja jesteśmy nierozłączni.
Nikt z nich nie potrafi pilnować swojego cholernego nosa. No cóż, w końcu to liceum.
Wchodzę ciężkim krokiem do szatni. Biorę swoje ubrania i próbuję rozpracować tę kretyńską szkolną kłódkę. Po chwili poddaję się po raz piętnasty z rzędu i idę pod prysznic.
Te kłódki są stanowczo zbyt skomplikowane. Miały być proste w obsłudze, ale wcale takie nie są.
Percy mi to tłumaczył. Przysięgam, że daję radę ją otworzyć, kiedy na mnie patrzy. Sama jednak nigdy nie potrafię otworzyć swojej szafki, bez względu na to, jak bardzo i jak długo się staram.
Przez to już kilka razy spóźniłam się na lekcje. Dostałam za to dwie uwagi za spóźnienie, a nie minął nawet miesiąc szkoły.
Przełykam irytację. Nie mogę się doczekać, aż skończę liceum i uwolnię się od takiego gówna.
Kto, do cholery, nie potrafi otworzyć pieprzonej kłódki?!
Oczywiście, że ja.
Najbardziej nienawidzę wuefu. Nie tylko przez aktywność fizyczną, do której czuję całkowitą odrazę. To po prostu jedyne zajęcia, na których nie jesteśmy razem.
Percy to mój kuzyn i mój jedyny przyjaciel w tej szkole. Nie żebym chciała poznać innych ludzi. Po prostu łatwiej jest mieć kogoś po swojej stronie. On stara się mi pomagać.
Naprawdę bardzo się stara.
Wchodzę za jasną beżową zasłonę pod prysznicem, która jest o połowę za krótka. Odkręcam wodę i rozbieram się w tak zwanej prywatności.
Szybko zdejmuję ubrania i chowam się przed wzrokiem innych dziewczyn. Staram się skupić na tym, żeby po prostu się umyć.
Kiedy się namydlam i spłukuję brudny pot z ciała, reszta dziewczyn wychodzi.
W pomieszczeniu zapada cisza. Chociaż lubię być sama, to jest to zły znak.
Znowu się spóźnię, jeśli się nie pospieszę.
Kończę brać prysznic po trzech minutach. Przekręcam chromowane kurki, żeby zakręcić wodę.
Wyciągam rękę po ręcznik, ale nic tam nie ma.
Ogarnia mnie wielka panika.
Nic nie leży na stołku obok. Nic nie wisi na małym haczyku obok wejścia pod prysznic.
Nic a nic.
Odsłaniam zasłonę i przyciskam ją do piersi. Rozglądam się, ale nie widzę żadnych moich ubrań. Nikogo też tu nie ma.
Gdzie, do kurwy nędzy, są moje ciuchy?
Czuję, jak panika zaczyna krążyć w moich żyłach i zżera mnie od środka.
Może ktoś zobaczył je na podłodze i zaniósł z powrotem do mojej szafki?
Mając wielką nadzieję, że tak właśnie było, zrywam zasłonę z białych kółek i owijam się nią.
Przeszukuję szatnię, ale nie znajduję żadnych moich rzeczy.
W mojej szafce nic nie zostało. Nie ma torby sportowej, butów, stanika, majtek, szczotki do włosów. Zupełnie niczego.
Wiem, że ktoś musiał to zabrać. Prawdopodobnie te snobistyczne dziewczyny, które od pierwszego dnia posyłają mi nienawistne spojrzenia.
Sprawdzam kosze na śmieci. Modlę się, żeby po prostu je tam wyrzuciły, ale mam cholernego pecha.
Szybko skręcam za róg i szukam czegoś w każdym miejscu. Szarpię nawet za losowe szafki. Mam nadzieję, że znajdę chociaż jedną otwartą, żeby pożyczyć jakieś ubrania na ten dzień.
Oczywiście moje szczęście jest w tym momencie gorsze niż moje życie i nie znajduję absolutnie nic.
Uderzam głową o szafkę i przeklinam swoje istnienie. Wiem, jaka jest moja jedyna opcja, a wcale nie jest ona dobra.
Opatulam się zasłoną jeszcze ciaśniej. Upewniam się, że na górze, na środku i na dole wszystko dobrze się trzyma. Zaczynam biec.
Poruszam się tak szybko, jak to możliwe. Wbiegam po krótkich schodach na parter szkoły.
Potem pędzę pustym korytarzem, aż docieram do męskiej szatni i przechodzę przez drzwi.
Na szczęście nikogo tu nie ma. Trwają lekcje i jestem pewna, że Percy zastanawia się, gdzie u licha jestem.
Modlę się o odrobinę szczęścia. Mam cichą nadzieję, że te szafki są podpisane tak samo jak nasze. Przechodzę między rzędami i szukam imienia Percy'ego.
Wchodzę w drugi rząd i znajduję to, czego szukałam.
Znowu walczę z kłódką.
Nie potrafię jej otworzyć!
Łzy szczypią mnie w oczy i spływają po policzku. Czuję, jak beznadzieja przenika mnie do szpiku kości.
Płacz w zawiniętej zasłonie prysznicowej, po tym jak włamałam się do męskiej szatni, to chyba mój największy życiowy upadek.
Co mogłoby to przebić?
Podnoszę wzrok. Mam zamiar przeklinać Boga za to, że nadal żyję, ale dostrzegam niebiesko-srebrne wybawienie.
Kątem oka zauważam szafkę, na której nie wisi żadna głupia kłódka. W środku leży coś, co wygląda jak upchnięte ubrania.
Co mogłoby to przebić?
Kradzież od niewinnego nieznajomego.
Właśnie to.
Wstrzymuję oddech. Staję przed szafką i otwieram ją. Wyciągam ubrania i sprawdzam, co to takiego.
Koszulka i spodenki do koszykówki, a do tego nawet klapki. Dzięki Bogu!
Są za duże, ale wystarczą.
Zabieram swoje nowe znaleziska pod męski prysznic. Ubieram się w szaleńczym tempie. Chcę zakryć się prawdziwymi ubraniami, nawet jeśli nie należą do mnie.
Wiem, że moja kurtka jest bezpiecznie schowana w mojej prawdziwej szafce. Do tego czasu mogę chodzić bez stanika.
Posiadanie dużych cycków jest do bani.
Jeśli nie mam na sobie stanika, to bardzo rzuca się w oczy.
Nie to, że zwisają jakoś strasznie nisko, ale po prostu... duże cycki to duże problemy.
Główny problem został rozwiązany, ale odzywa się moje sumienie.
Nie mogę ukraść ubrań tego nieznajomego.
Mój wujek jest, na litość boską, zastępcą szeryfa.
Ale ja ich potrzebuję.
Więc może je pożyczę?
Wrócę w nich do domu, wypiorę je i oddam.
Kiedy wpadam na ten pomysł, czuję się lepiej. Wracam do szafki. Biorę podartą kartkę z górnej półki i długopis rzucony na dno, żeby napisać oświadczenie o długu.
„Pożyczyłam ciuchy na wuef. Przepraszam.”
Miałam zamiar się podpisać, ale myślę, że będzie lepiej, jeśli po prostu oddam je w tajemnicy.
Przebijam kartkę i wieszam ją na małym haczyku. W ten sposób mam pewność, że on to zobaczy.
Zamykam szafkę i zapamiętuję imię napisane na froncie. Muszę wiedzieć, komu je oddać, razem z liścikiem z podziękowaniem i prawdopodobnie jakąś kartą podarunkową.
Czuję się jak gówno, że je wzięłam.
Nawet jeśli mam szczery zamiar je oddać, to i tak czuję się jak złodziejka.
„Przepraszam, D. Henley” – szepczę w ciszy. Wychodzę z szatni i zostawiam ten mały wypadek za sobą.
Kiedy docieram do mojej prawdziwej szafki, dzwoni dzwonek. Uczniowie ze wszystkich klas wylewają się na korytarze.
Korytarz wypełnia się dzieciakami w moim wieku. Ich ukradkowe spojrzenia sprawiają, że czuję się bardzo niekomfortowo.
Trzymam ręce skrzyżowane na klatce piersiowej. Szybko otwieram drzwi swojej szafki i zakładam kurtkę, żeby ukryć swoje uwolnione cycki.
„Gdzie, u licha... Co ty masz na sobie? Co się stało?” Percy posyła mi zmartwione spojrzenie.
Jego proste blond włosy opadają mu na twarz. Jego ciepłe, brązowe oczy badają mnie, szukając jakichkolwiek oznak problemów.
„Myślę, że te pieprzone plastikowe lalki Barbie ukradły moje rzeczy. Musiałam zakryć się zasłoną prysznicową. Potem pomyślałam, że założę twoje ciuchy na wuef, ale nie umiałam otworzyć twojej durnej kłódki.
„Na szczęście znalazłam to wszystko w szafce jakiejś przypadkowej osoby”.
Przeczesuję palcami moje długie, miodowe włosy i zgarniam kosmyk z twarzy. Przygotowuję się do ostatniej lekcji tego dnia.
„Zaraz, biegałaś po szkole nago i włamałaś się do męskiej szatni? Czyje to ubrania?” Jego brwi marszczą się ze zdziwienia.
Dzwoni dzwonek, który zmusza nas do pójścia na lekcję.
Kręcę głową i zmuszam się do działania. Percy i ja idziemy do klasy.
On idzie trochę przede mną i mówi o tym, ile pracy będę musiała nadrobić.
Kolejne półtorej godziny mija bardzo wolno. Wlecze się w ślimaczym tempie.
Idziemy do domu tak samo, jak każdego innego dnia. Dzieciaki ze szkoły, które mają samochody, przejeżdżają tuż obok nas.
„Wiesz, że mogę sama chodzić do szkoły i z powrotem. Wiem, że tęsknisz za prowadzeniem auta. Nie musisz z tego rezygnować z mojego powodu”.
Słońce mocno nas grzeje. Poca się i wachlujemy twarze teczką.
Kiedy patrzymy przed siebie na drogę, widzimy fale gorąca unoszące się nad chodnikami.
Percy ma samochód, prawo jazdy i miejsce parkingowe pod szkołą, za które zapłacił.
„W porządku, Van. Spacer dobrze nam obu zrobi”. Szturcha mnie łokciem.
Wiem, że po prostu był miły.
Tęskni za swoim samochodem i za jeżdżeniem.
Ale ja nie wsiadłabym do żadnego auta, nawet żeby uratować sobie życie. Dlatego postanowił zgodzić się na moje szaleństwo. Chciał pomóc mi poczuć się lepiej w związku z samotnością.
Nie zawsze taka byłam.
Ale pięć miesięcy temu moje życie się zmieniło.
Pewnego dnia pojechaliśmy na przejażdżkę. Jechaliśmy tylko do kina, a wtedy zaczęło padać.
Pękła opona po stronie pasażera. Wjechaliśmy w kałużę i wpadliśmy w poślizg. Zjechaliśmy z drogi i wpadliśmy do rzeki.
Tata zginął na miejscu od uderzenia.
Mama wyciągnęła Morgan i mnie z samochodu, ale porwał ją nurt i utonęła.
Morgan zmarła tydzień później w szpitalu na zapalenie płuc.
Ja obudziłam się dwa tygodnie później. Dowiedziałam się, że cała moja rodzina nie żyje.
Zostali mi tylko Percy i jego tata, wujek Jonah.
Ten jeden wypadek samochodowy był gorszy niż apokalipsa na progu mojego domu.
Po prostu... mój świat się skończył.
Jednak życie toczy się dalej.
Ludzie wokół wracają do śmiechu i uśmiechania się. Planują przyszłość i są szczęśliwi. Ale nie ja.
Od tamtego czasu ani razu się nie uśmiechnęłam i nie zaśmiałam.
Właśnie nad tym pracujemy podczas zaleconej przez sąd terapii, do której mnie zmuszono.
Ale jak mogę się śmiać, skoro śmiech Morgan był tak zaraźliwy, a teraz przepadł na zawsze?
Jak mogę się uśmiechać, skoro uśmiech mamy rozświetlał każde pomieszczenie i sprawiał, że robiło mi się ciepło na sercu?
Z czego mam się śmiać bez strasznie suchych żartów taty? Kiedyś sprawiały, że jęczałam i przewracałam oczami, a teraz brakuje mi ich najbardziej na świecie.
„Przykro mi, że miałaś gówniany dzień. Czy pizza by go poprawiła?” Percy wpisuje kod przy drzwiach wejściowych. Drzwi się odblokowują i otwierają.
Mroźne, zimne powietrze z klimatyzacji uderza w nas, jakby zmarznięty bałwan posłał nam całusa.
Dom wujka Jonaha jest ładny. Oczywiście teraz jest też mój, o czym oni lubią mi przypominać.
Jest mniejszy niż dom mojej rodziny. Ale ponieważ mieszkali w nim tylko Percy i mój wujek, nie potrzebowali wiele miejsca.
To prosty, dwupiętrowy dom z białej cegły. Z tyłu jest basen, a z przodu ładny ganek. Wujek zamontował na nim huśtawkę specjalnie dla mnie.
Znajduje się w przyjemnej okolicy. Nie jest tu tak duszno jak w ślepych uliczkach, ani tak snobistycznie jak na strzeżonych osiedlach.
Nasz dom jest jedynym na końcu ślepej uliczki, ale dalej wzdłuż drogi są rozsiane inne domy. Widzimy je z przedniego ganku.
„Pizza sprawia, że wszystko jest lepsze”. Przewracam oczami i idę na górę.
Rzucam torbę na podłogę. Zdejmuję ubrania nieznajomego i przebieram się w piżamę.
Kiedy zakładam stanik i majtki, znowu czuję się jak człowiek.
Mój czarny T-shirt z gry Odyssey wisi na mojej klatce piersiowej i całkowicie ukrywa moją figurę.
Moje proste, czarne spodenki są wystarczająco długie, żeby zakryć blizny po samookaleczaniu, które pokrywają górną część moich ud.
Wrzucam koszulkę i spodenki nieznajomego do pralki. Pilnuję, by dodać więcej płynu do prania. Chcę, żeby ładnie i czysto pachniały, kiedy je oddam.
Czyszczę też niebiesko-czarne klapki na błysk i wycieram je do sucha.
„Myślisz, że powinnam kupić kartę podarunkową, na przykład do jakiegoś sklepu, czy po prostu, nie wiem, na stację benzynową? To chyba pewniejsza opcja, prawda?”
Percy zatrzymuje grę. Siada prosto na szarym narożniku, który zajmuje część salonu.
Płaski telewizor wisi na ścianie przed nami. Przyciąga naszą uwagę niczym latarnia morska.
„Czyje ubrania wzięłaś? Prawdopodobnie znam tego kogoś na tyle dobrze, żeby ci pomóc”.
Wrzuca do ust chrupka Cheetos. Podaje mi paczkę, a ja padam na kanapę tuż obok niego.
„Ech... kurwa, chyba zapomniałam”. Mam pustkę w głowie i nie potrafię przypomnieć sobie tego imienia na szafce. Percy śmieje się i kręci głową.
Ciekawostka o urazach głowy: utrata pamięci to ich spora część.
Może być to pamięć krótko- lub długotrwała. Trudno też określić stopień utraty pamięci, to jak szukanie igły w stogu siana.
Z moją pamięcią jest całkiem nieźle. Nie jestem jak Ten-Second Tom z filmu 50 pierwszych randek ani nic w tym stylu.
Po prostu trudniej mi zapamiętać małe kawałki informacji, a kiedyś miałam pamięć słonia.
Teraz łatwo zapominam rozmowy i trudniej mi się uczyć. Zapominam o rzeczach, których potrzebuję, jeśli nie zrobię listy. Poza tym zapamiętanie czyjegoś imienia jest dla mnie niesamowicie trudne.
I to jeszcze nie wszystko. Miewam też nagłe ataki niekontrolowanego gniewu, koszmary i okropne migreny.
Uderzenie głową w szybę samochodu przy prędkości ponad stu kilometrów na godzinę powoduje problemy.
Kto by pomyślał, prawda?
Poza tym byłam przez chwilę pod wodą. Brak tlenu sprawił, że w moim mózgu niektóre rzeczy totalnie się spierdoliły.
„Przypomnisz sobie, nie martw się. Gdzie była ta szafka w stosunku do mojej?” Pożera garść chrupek.
Pokazuję rękami, jak układał się ten pokój.
„Nawet nie wiem. Jeśli twoja szafka jest tutaj, to myślę, że jego szafka jest naprzeciwko. Może to była czwarta szafka w rzędzie?” Sama biorę garść chrupek i daję mu pomyśleć.
„Kup kartę na stację benzynową. To pewnie szafka Noah, Patricka albo Zacka. Czekaj, nie. Mówiłaś, że nie miała kłódki?”
Jego brązowe oczy rozszerzają się ze zmartwienia, gdy uświadamia sobie, czyja to musi być szafka.
Kiwa głową, rzuca kontroler i wstaje.
„Czy to był D. Henley?” Jego głos błaga, żebym powiedziała, że nie. To imię brzmi jednak znajomo i jestem prawie pewna, że to był właśnie on.
„Nie wiem, może? A może nie”. Unoszę brew i zastanawiam się, dlaczego on nagle wygląda na tak przerażonego.
Jego twarz wyraźnie blednie. Znikają z niej wszelkie kolory.
„Nikt cię nie widział, prawda?” Kuca przede mną, żeby spojrzeć mi prosto w oczy.
„Oczywiście, że nie. Byłam owinięta zasłoną od prysznica”. Nie rozumiem, czym on się tak bardzo przejmuje.
Przykłada rękę do twarzy, wsuwa palce we włosy i wzdycha.
„Zapomnij o oddawaniu tych ubrań, dopóki nie dowiem się, komu je wzięłaś. Nigdy nikomu nie mów, co się stało. Nawet tacie, okej?”
Kiwa głową i wstaje. Przechodzi z jadalni na środek salonu.
„Włamałam się do szafki dziecka burmistrza czy kogoś takiego?” Odzywa się we mnie ciekawość.
Percy zatrzymuje się i sucho się śmieje.
„Raczej do szafki dziecka diabła. Damon Henley to syn Luciena Henleya. To szef motocyklowego gangu, z którym tata ciągle walczy.
„Jeśli uda mu się któregoś z nich aresztować, zawsze coś się dzieje. Sprawa zostaje umorzona, dowody giną, świadkowie znikają. Zawsze się z tego wywijają”.
Kręci głową. Zanim zdążam o cokolwiek zapytać, przez drzwi wchodzi wujek Jonah. W rękach trzyma trzy ogromne pudełka z pizzą, a na jego ustach błąka się zmęczony uśmiech.
„Hej, dzieciaki. Jak się trzymają moje zuchy?”
Mówi lekkim tonem. Jednak w jego głosie słychać zmęczenie i stres.
Wujek Jonah, zupełnie jak mój tata, stara się ukrywać przed nami problemy dorosłych.
Poczułam się jeszcze gorzej.
Teraz będziemy musieli ograniczać straty, zanim wkurzę cały motocyklowy gang.
Świetnie.
Tego nam właśnie było trzeba.















































