
Nasza Delilah Książka 2
Autorzy
Lektury
93,5K
Rozdziały
15
Księżniczka
Księga druga: Trująca Księżniczka
TATIANA
Założyłam rękawiczki. Przygotowywałam się na wyjście do prawdziwego świata, aby zająć się ogrodem. Rosły w nim jedyne rzeczy, które potrafiły przetrwać moją klątwę: moje trujące rośliny.
Nie potrzebowałam rękawiczek do pracy z moimi roślinami. Bardzo jednak pilnowałam, by je nosić, aby nie zarazić nikogo, kto by mnie odwiedził.
Wszelkie pozostawione komórki skóry, sebum, a nawet ślady po kichnięciu mogły sprawić, że inni bardzo chorowali. Wystarczył tylko krótki kontakt. Przynajmniej... tak było w przypadku ludzi.
Psianka, belladonna, wężowy korzeń i inne rośliny, w tym małe czerwone grzyby z białymi plamkami. Bardzo lubiłam moich jedynych towarzyszy. Z biegiem lat człowiek uczy się kochać to, co mu jeszcze pozostało.
Ten mały dom był pierwszym miejscem od czasu rzucenia na mnie klątwy, w którym mogłam mieszkać bez krzywdzenia ludzi.
Byli też tacy, z którymi mogłam kontaktować się przez internet. W końcu znów miałam przyjaciół, takich jak Delilah z amerykańskiego sabatu na zachodnim wybrzeżu.
Zamiast czarownic, które miały pecha i musiały się mną na zmianę opiekować. Albo wynajętych Fae, którzy lepiej znosili moją klątwę, choć na nich też działała.
Ludzie w ogóle nie żyli w moim pobliżu zbyt długo...
Wiedziałam, że z czasem inne czarownice nazwały mnie Trującą Księżniczką. Chciałabym móc powiedzieć, że przeszkadzało mi to bardziej, niż w rzeczywistości.
Teraz, po upadku monarchii i służeniu nowym przywódcom w różnych regionach, wszyscy wiedzieli, że mogą mnie wezwać. Zrobiłabym to za odpowiednią cenę i na moich własnych warunkach.
Zawsze najlepiej było dla nich żyć ze mną w zgodzie w zamian za przysługę.
Przez ostatnie trzysta lat ten sabat się mną opiekował. Nazywali się Crest of the Rose. Niektórzy członkowie mojej dawnej rodziny z dawnej monarchii wciąż byli w ich szeregach.
Nie byłam głupia. Wiedziałam, że wcale mnie nie kochają i że w końcu poproszą mnie o przysługę. O tę przysługę poproszono mnie właśnie dzisiaj.
Zignorowałam e-mail i nie odpisałam, by zająć się ogrodem i pomyśleć. To, o co mnie prosili, było zabójstwem. Robiłam to już kiedyś, gdy świat wciąż wiedział o moim istnieniu. To wcale nie było dla mnie zaskoczenie.
Niespodzianką był tylko sposób wykonania zadania. Kiedyś po prostu wysyłano mnie w jakieś miejsce...
Spędziłam kilka lat w Europie. Moim zadaniem było chodzenie po ulicach, podczas gdy oni dbali o bezpieczeństwo Królowych Czarownic, Elizabeth i Mary. Chronili je, zanim posadzili je na tronach.
To była zemsta za zaklęcie rzucone na króla. Zaklęcie stało się klątwą, gdy zaczął on chwalić się swoimi kochankami z różnych sabatów, z których każdy próbował w ten sposób zdobyć większe wpływy.
Religia nie miała z tym żadnego związku.
To było też ostatnie zadanie, które wykonałam z własnej woli. Zobaczyłam wtedy martwe ciała przewożone na wozach i martwe dzieci trzymane przez matki.
Te okropności na zawsze wypaliły się w mojej duszy. Teraz prosili mnie, żebym zrobiła to po raz kolejny.
Chcieli, żebym poślubiła przeklętego księcia. On poprosił ich o przysłanie czarownicy.
Fae przekazali mu pewną przepowiednię. Był on głównym strażnikiem bramy między światami. Czarownice oddałyby życie, aby móc nad nią zapanować.
Oznaczało to dostęp do stworzeń i przedmiotów, których nie mieliśmy na ziemi, chyba że zawarlibyśmy umowy z innymi. Chodziło o wielką moc.
Chcieli, żebym go poślubiła i poszła z nim do łóżka. Potem miałam uciec, gdy tylko on umrze, a inni zaczną chorować. To nie byłaby taka rzeź, jakiej doświadczyłam kiedyś w innych miejscach, ale sama myśl o tym sprawiała, że robiło mi się niedobrze.
Uprawiałam kiedyś seks z pewnym Fae, zanim dowiedziałam się o mojej klątwie, zanim sprawiałam, że wszyscy wokół mnie chorowali. Zmarł bardzo szybko, nawet jak na jednego z Fae. Przeżył u mojego boku może trzy dni.
Wszyscy wokół mnie umierali.
Wszyscy. Nawet wampiry.
Właśnie o to w tym chodziło. Miałam zniszczyć wampirze imperium i przejąć nad nim kontrolę. Byłam przerażona. Z pewnością żyli tam też ludzie. Z pewnością były tam dzieci.
To był dom, zamek. Miejsce, w którym po prostu żyli inni.
Ale zamierzałam to zrobić...
To był mój obowiązek wobec mojego sabatu.

















































