Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Oblubienica berserkera

Oblubienica berserkera

Autorzy
Gina O’Connor
Lektury
18,0K
Rozdziały
46
Autorzy
Gina O’Connor
Lektury
18,0K
Rozdziały
46
💕Romantyczne⚓Wikingowie💍Zaaranżowane małżeństwo🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪SIlne kobiety⚔️Akcja i przygoda👑Rodzina królewska i arystokraci🧙‍♀️Czarodziejki i magowie🐉Fantasy

Księżniczka Sylviara zostaje wysłana z Hrafnhall na mroźną Północ jako „pokojowa branka”. Związana przysięgą krwi z budzącym grozę wojownikiem Kaeltharem z Vargfjord, ma położyć kres brutalnej waśni.

Jednak w miarę jak poznaje surowe zasady panujące w jej nowym domu i odkrywa prawdziwe oblicze mężczyzny kryjącego się pod legendą, uświadamia sobie, że ich sojusz może opierać się na kłamstwach. Tymczasem daleko stąd ktoś już planuje, jak zmienić jej małżeństwo w iskrę, która wznieci wojnę.

Rozdział 1: Krwawiąca przysięga

Sylviara wiedziała. Wiedziała o tym na długo przed przybyciem kruka z północnych twierdz i na długo przed tym, jak brat wezwał ją do wielkiej sali.
Bogowie od tygodni przemawiali cicho, lecz natarczywie: w zmieniających się wzorach śniegu na drzewach, w krukach krążących po niebie bez żadnego dźwięku, w niespokojnym milczeniu pieśniarzy urywających pieśni w połowie. Nawet samo powietrze wydawało się inne, napięte niczym cięciwa łuku. Nadchodziła zmiana i nie zamierzała czekać.
Śnieg padał jak szeptane sekrety, spowijając wysokie wieże i mury Twierdzy Hrafnhall grubym, białym całunem. Każdy płatek opadał bezszelestnie, zbierając się na blankach, zmarzniętym kamieniu i futrze płaszcza Sylviary.
Dym z kominów unosił się w powolnych spiralach, plamiąc szare niebo zapachem sosny i torfu. Silny wiatr wiał nad wodami fiordu w dole, przenikając swym chłodem nawet przez najgrubsze futra.
Sylviara stała na szczycie murów, a jej dłonie w rękawiczkach spoczywały na oszronionym kamieniu. Ciemnymi oczami patrzyła na horyzont, gdzie fiord łączył się z odległym morzem. Mróz szczypał ją w policzki, ale prawie go nie czuła. Chłód, który ją przenikał, był silniejszy niż zima. W końcu odwróciła się i zeszła do zamku.
Jej buty uderzały o kamienną podłogę w równym rytmie, gdy szła przez lodowate korytarze Hrafnhall. Służba kłaniała się na jej widok, spuszczając wzrok, a ich ruchy były sztywne z nerwów. Nawet paziowie, chłopcy mający ledwie dziesięć zim, prostowali się gwałtownie, gdy się zbliżała.
To nie był jedynie strach. To było rozpoznanie: aura kobiety już naznaczonej przez los, która jednak zamierzała stawić mu czoła i pozostać niezłomną.
Na dziedzińcu samotny kruk siedział na ramieniu zniszczonego przez pogodę posągu, a jego pióra wyraźnie odznaczały się na tle śniegu. Sylviara zatrzymała się, przekrzywiając głowę. Wyciągnęła z kieszeni kawałek suszonego mięsa z jelenia i rzuciła go w górę.
Ptak złapał je w locie i wzbił się w pochmurne niebo, a jego skrzydła poruszały się cicho w szarości dnia. Znak dany. Znak przyjęty.
Z jej ust unosił się obłok pary, gdy podchodziła do okutych żelazem drzwi wielkiej sali. Mróz malował na drewnie delikatne wzory. Położyła dłoń w rękawiczce na zimnych wrotach i wzięła powolny, uspokajający oddech, po czym pchnęła drzwi i weszła do środka. Uderzyło ją ciepło, lecz nie poczuła ulgi.
Ogień huczał na środku komnaty, dzieląc salę na poruszające się pasma złota i cieni. Żelazne żyrandole błyszczały w górze, a ich blask ginął w odległych zakamarkach sali. Powietrze było gęste od dymu, żelaza i mokrej wełny.
Jarlowie i członkowie rady starszych siedzieli przy długich stołach, ubrani w wilcze skóry i cisi jak wyrzeźbione posągi. Napięcie między nimi przypominało lód na głębokiej wodzie.
Na drugim końcu sali stał jej brat, Ulfar, pod sztandarem ich rodu: czarnym krukiem na głębokim błękicie. Odwrócił się, gdy weszła, a jego wyraz twarzy już stężał od powagi rozkazu.
„Kazałaś na siebie czekać”, powiedział.
„Byłam w wieży świątynnej”, odpowiedziała spokojnie. „Wzywałeś mnie”.
„Dziś rano przybył kruk z Vargfjord”. Jego głos niósł się po sali. „Ich wódz zgadza się na pokój. Ale tylko pod warunkiem, że zostanie on przypieczętowany krwią”.
Sylviara poczuła w sobie chłodną pewność. „Małżeństwo”, powiedziała cicho.
„Sojusz”, poprawił ją.
„I wybrałeś mnie”.
„Jesteś dorosła. Jesteś cenna”.
Jej uśmiech był słaby i smutny. „Więc jestem teraz tylko monetą? Rzeczą na wymianę?”
„Tak właśnie zawiera się pokój”, powiedział Ulfar. „Nie mieczami, ale układami”.
„A co wiesz o mężczyźnie, którego mam poślubić?”
Jego twarz stężała. Przez chwilę nic nie mówił. Ta cisza powiedziała jej wszystko.
„Nawet nie znasz jego imienia”, powiedziała cicho.
„To nie ma znaczenia. Jego ród jest silny. Tylko to się liczy. Liczy się to, że będziemy mieli jedzenie na zimę. Liczy się to, że nie zaatakują nas wiosną”.
Spojrzała za niego, na starszyznę. „Czy wszyscy się zgadzacie, abym została posłana na oślep do wilczego legowiska?”
Żaden z mężczyzn nie spojrzał jej w oczy.
Starszy lord odchrząknął. „Ludzie z Północy są okrutni. Jeśli odmówimy, wezmą sobie to, czego chcą, przy pomocy mieczy”.
„Więc jestem waszą ochroną”, szepnęła. „Jestem ceną za bezpieczeństwo tego zamku”.
Ulfar podszedł bliżej, a jego oczy były zimne jak kute żelazo. „Jesteś odpowiedzią, Sylviaro. Kluczem do utrzymania naszych ziem”.
Sylviara wyprostowała się. „Kiedy?”
„Wyjeżdżasz pod koniec tygodnia”.
Skinęła głową tylko raz, dostojna i opanowana. Przyjęła to jak królowa, a nie siostra. Następnie odwróciła się i wyszła bez słowa.
Tej nocy nie zmrużyła oka. Otulona futrami przy pokrytym szronem oknie, Sylviara pisała w świetle gasnącego ognia. Atrament płynął po stronach jej dziennika: starannie rozrysowane konstelacje, przepisy na lecznicze wywary, runy ochrony i pętania.
Bogowie nie mówią wprost, napisała. Wystawiają nas na próbę poprzez ciszę.
Strach nie był jej wrogiem. Wrogiem był brak kontroli.
Myślała o mężczyźnie, który czekał na północy: nienazwanym, niewidzianym, nieznanym, a ucisk w jej piersi przybrał na sile. Jednak jej ręka ani razu nie zadrżała. Pisała, dopóki ogień nie przygasł, a jej umysł układał plany awaryjne i strategie przetrwania.
Kolejne dni mijały z pełnym powagi celem. Po cichu pożegnała się ze wszystkimi, zapamiętując każdy dźwięk w Hrafnhall: bicie dzwonów na wieży, odgłos ćwiczebnych mieczy na dziedzińcu oraz śmiech kuchennych dziewek i pomywaczy.
W komnacie bogów zapaliła świece dla Frigg, zostawiła monety dla Tyra i ofiarowała krew starszym bogom, których imiona już dawno zatarły się w pamięci.
Razem z medykiem przygotowała pęczki ziół: kozłek lekarski na sen, szałwię na rany i czarny bez na gorączkę. Jej dłonie pracowały z wyćwiczonym spokojem, podczas gdy myśli wędrowały na północ, prosto w mrok.
W pokoju dziecięcym opowiadała o mądrych kobietach, które przechytrzyły potwory, oraz o wojownikach triumfujących bez użycia miecza. Jedna mała dziewczynka mocno się do niej przytuliła, a jej policzki były spierzchnięte od zimowego mrozu.
„Oni zrobią ci krzywdę”, szepnęło dziecko. „Nie jedź”.
Sylviara objęła ją mocno. „Nie złamią mnie”. Powiedziała to bardzo łagodnie. „Ogień się nie łamie. Ogień płonie”.
Codziennie ćwiczyła na dziedzińcu, trenując ciosy i bloki drewnianym mieczem. Każdy jej ruch był kontrolowany i przemyślany; nie robiła tego dla dumy, lecz by przetrwać. Służba przystawała, aby popatrzeć, dostrzegając w niej tę cichą siłę, dzięki której ojciec niegdyś faworyzował ją bardziej niż inne swoje dzieci.
W przeddzień wyjazdu sprawdziła swoje rzeczy: rzeźbione w kości runy, wisiorek babki, słoje z ziołami, owinięte korzenie, grzebień z wyrzuconego przez morze drewna, krzesiwo i bukłak z miodem pitnym. Żadnych klejnotów. Żadnych jedwabiów. Tylko to, co wzięłaby ze sobą zdeterminowana kobieta.
Poranek nastał rześki i szary. Gruby śnieg pokrywał kamienie na dziedzińcu. Strażnicy czekali obok sań, gotowi na podróż na północ, a jej wierzchowiec, biały jak kość, stał spokojnie w padającym śniegu.
Ulfar czekał na schodach, a doradcy otaczali go niczym cienie. Spojrzała mu w oczy. Przez krótką chwilę ujrzała w nim chłopca, którym kiedyś był, dziecko, które chowało się za jej spódnicą w tych korytarzach.
„Kiedy wrócę”, powiedziała, a jej głos brzmiał czysto w mroźnym powietrzu, „zrobię to na własnych zasadach”.
Ulfar pierwszy odwrócił wzrok.
Ona tego nie zrobiła. Nie obejrzała się też na zamek, gdy wsiadała do sań. Lejce napięły się mocno, a płozy ruszyły gwałtownie do przodu, żłobiąc ślad w nietkniętym śniegu. Wiatr zagłuszył dźwięki dziedzińca, jej domu i wszystkiego, co do tej pory znała.
Sylviara patrzyła na północ. Ku nieznanemu. Ku mężczyźnie, którego miała poślubić. Ku przyszłości, która nie została jeszcze zapisana.

Odkryj Galateę

Jupiter's MC Książka 1: DuchZawsze Ty: Zakochać się w najlepszym przyjacieluMilczące objęcia: Księga 2Seria Wilczyca Książka 3: Panowanie WilczycyHarvest Flower

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną noc

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Czekające

by Martita

liczba książek: 11

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8