Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Skyler, ostateczne wyzwanie

Skyler, ostateczne wyzwanie

Autorzy
Mirjam Kik Pollemans
Lektury
17,2K
Rozdziały
34
Autorzy
Mirjam Kik Pollemans
Lektury
17,2K
Rozdziały
34
🏈Historie sportowe🏃🏿‍♂️Sportowcy😌Druga szansa🏙️Współczesne💪🏻Obrońca💂🏻‍♀️Żołnierze🏈Zawodnicy futbolu amerykańskiego

„Wciąż jestem gorąca”, pisze Skyler, „tylko… teraz nieco cichsza”. 😏 A mężczyzna, który to czyta? Jej były. Ten, którego dłonie pamiętają wszystko.

Skyler budzi się w szpitalu polowym z ciszą tam, gdzie powinien być dźwięk, i bandażami w miejscu, gdzie jeszcze niedawno miała nogi. Próbuje się nie rozsypać, uzbrojona w nowy telefon, niepewne pierwsze znaki i jedną, bardzo konkretną prośbę: chce pochować swoje amputowane nogi tak, jakby miały znaczenie (bo miały). Jej przyjaciele medycy zjawiają się z tablicami do pisania i łagodnym spojrzeniem, co jest urocze. A potem wchodzi Wysoki Fin, udając bohatera, bo przeniósł jej kontakty, co szczerze mówiąc, tylko pogarsza sprawę. Bo każde nazwisko na tej liście to mina lądowa… zwłaszcza Declan. I wiesz, że powinna go zablokować. Nie robi tego. Ty też byś nie zrobiła. Sky szarpie kciukiem w stronę drzwi i wskazuje na telefon, a na tablicy Fina pojawiają się nagryzmolone słowa: „On tu jest”. Declan wchodzi na salę. Wszyscy się odwracają.

Pytanie brzmi: Jak pocałować byłego, gdy patrzy na was cała jednostka?

Rozdział 1

Cisza była absolutna. Była tak głęboka, że ukryła nawet potworny ból w każdej komórce jej ciała. Na pewno nie była martwa, chociaż ta dziwna cisza mogła tak sugerować. Leżała w łóżku. Bolały ją plecy, ale nie od twardej ziemi.
Kiedyś uczono ją, jak skanować ciało w poszukiwaniu źródła bólu — aby dokładnie je zlokalizować, zamiast pozwolić, by ból ją zalał. Zaczęła od palców u stóp… Nic tam nie czuła.
Spróbowała nimi poruszyć. Nic się nie wydarzyło.
Poczuła uderzenie gorąca. Chciała otworzyć oczy, ale nie mogła.
Z wysiłkiem, na jaki ledwie było ją stać, zdusiła panikę rosnącą jej w gardle.
Skupiła uwagę z powrotem na nogach. Kostki. Łydki. Piszczele.
Poczuła ucisk w klatce piersiowej.
Tam. Straszny ból, promieniujący tuż poniżej obu kolan. Jej uda też: ostry, piekący ból, jak z otwartych ran.
Jeszcze raz spróbowała poruszyć palcami u stóp. Nic.
Jęknęła. Wiedziała, że jęczy — czuła wibracje — ale nic nie słyszała.
O Boże. Jestem głucha…
„NIE! NIE!” – krzyknęła. Tego też nie usłyszała.
Może to było tylko chwilowe. Próbowała przypomnieć sobie, co się stało.
Jej umysł był pusty, a cisza w głowie stawała się nie do zniesienia — słyszała w niej tylko własne, przerażone myśli.
Nie widziała, gdzie jest. Czy była też niewidoma?
Coś zimnego leżało na jej oczach. Podniosła chłodny okład jedną ręką i zamrugała, a potem sprawdziła drugą rękę, ruszając palcami.
Przynajmniej jej ręce i dłonie wciąż działały.
Jej powieki były spuchnięte. Mogła tylko mieć nadzieję, że to był jedyny problem.
Spróbowała ponownie odtworzyć to, co się stało, ale nie pojawiły się żadne świeże wspomnienia — tylko te starsze, łagodniejsze i odległe. Pozwoliła sobie na chwilę w nie odpłynąć.
Podążała za swoimi marzeniami. Rodzice prosili ją, żeby najpierw skończyła studia — żeby miała jakiś plan awaryjny — i zrobiła to dla nich. Ale zawsze wiedziała, do czego naprawdę dąży.
Kochała biegać. Kochała przesuwać swoje granice, sprawdzać się w trudnym terenie i jeszcze trudniejszych warunkach. Chciała chronić ludzi, służyć im. Od zawsze planowała wstąpić do wojska.
W tamtych czasach jej najbliższym przyjacielem był sąsiad, Declan. On miał swoje własne marzenie.
Chciał grać w futbol amerykański. Zostać rozgrywającym.
Rozumieli się bez słów. Właśnie dlatego poszli swoimi własnymi drogami.
Kochała go. Nadal go kochała. Wiedziała też, że on kocha ją. Jednak oboje rozumieli, że porzucenie marzeń zniszczyłoby to, co ich łączyło — żal dopadłby ich prędzej czy później.
Jeśli tak było im pisane, w końcu znowu do siebie wrócą. A w międzyczasie utrzymywali ze sobą kontakt.
Wysyłali sobie tylko krótkie wiadomości od czasu do czasu.
Odzywała się, żeby mu pogratulować, gdy widziała, że coś wygrał. On pisał, żeby zapytać, jak się czuje i przypomnieć, żeby o siebie dbała. Proste, stałe i ciepłe relacje.
Oboje osiągnęli swoje cele. On grał teraz zawodowo w futbol.
Może jej rodzice mogliby sprowadzić go do swojej drużyny.
Od kilku lat spełniali marzenie jej matki — Grace zawsze kochała futbol amerykański — więc oczywiście Grace miała słabość do Declana. Sky uśmiechnęła się na tę myśl.
Jej matka była Amerykanką. Jej ojciec, Felix, był odnoszącym sukcesy holenderskim biznesmenem z większą ilością pieniędzy, niż ktokolwiek potrzebował. Sprzedał połowę swoich firm, gdy w Ameryce wystawiono na sprzedaż drużynę futbolową.
Jej matka zostawiła Amerykę dla Holandii ze względu na niego. Teraz zamienili się miejscami.
Sky znów się uśmiechnęła, myśląc o rodzicach. W biurze Felix był niezwykle rzeczowym i bezwzględnie skupionym biznesmenem — ale w domu był czuły i delikatny dla Grace, Vayèn i dla niej.
Powoli zapadała z powrotem w sen, mimo bólu promieniującego z nóg i kolan. Głowa też ją bolała.
Ale była taka zmęczona…
***
Kiedy znowu się obudziła, Shannae i Colin stali przy jej łóżku. Dopiero wtedy zorientowała się, że otworzyła oczy.
Wszystko było zamazane, ale to zawsze coś.
Zobaczyła, że Colin mówi — jego usta się poruszały, a wyraz twarzy był bardzo skupiony — i z jej oczu natychmiast popłynęły łzy. Nadal go nie słyszała.
„Nie słyszę cię” – powiedziała, a kiedy nie usłyszała nawet własnego głosu, jej płacz tylko się nasilił.
Płacz nie był w jej stylu. Nie pamiętała, kiedy ostatnio płakała — może dopiero wtedy, gdy pożegnała się z Declanem.
Panika przeszła przez nią jak prąd. Spróbowała usiąść, a wężyk od kroplówki mocno naciągnął się na jej dłoni.
Skupiła się na ustach Colina, wyłapując fragmenty słów. Następnie wykonał ruch pisania. Usiadł — najwyraźniej miał jej dużo do przekazania.
Shannae zaczęła badanie: sprawdziła jej oczy, uszy i ciśnienie krwi. Shannae chciała podnieść prześcieradło, ale Colin powstrzymał ją spojrzeniem i krótkim słowem — jeszcze nie — a potem pisał dalej.
Shannae kiwnęła głową, z uważnym wyrazem twarzy. Sky poczuła, jak zalewa ją fala gorąca.
Coś było bardzo nie tak. Colin wyciągnął do niej notatnik.
Szybko go wzięła.
Twój oddział został zaatakowany, a pocisk z moździerza uderzył blisko ciebie, gdy wracałaś do nich po zabraniu czegoś z pojazdu. Reszta twojej drużyny ma się dobrze.
Sam był żołnierzem, więc wiedział, że pomyśli o tym w pierwszej kolejności. Ledwo pamiętała powrót do pojazdu, ale nie wiedziała, co z niego zabrała — i na pewno nie pamiętała drogi powrotnej do reszty.
Oczywiście, oni ruszyliby od razu prosto do pojazdu.
Siła wybuchu odrzuciła cię na bok. Fala uderzeniowa najprawdopodobniej uszkodziła twój ślimak w uchu — dowiemy się więcej po odpowiednich badaniach. Ciężko pracowaliśmy, żeby uratować twoje nogi, i udało nam się zachować oba kolana.
Twój stan zostanie ustabilizowany tutaj, w szpitalu polowym, a potem przetransportują cię do szpitala wojskowego na dalsze leczenie. Pełna rehabilitacja potrwa miesiące — przed tobą długa droga. Ale żyjesz, a twoje kolana są całe, i to ma ogromne znaczenie.
Pisał tak, jak zawsze. Jak prawdziwy medyk, jak ktoś, kto przekazywał trudne wieści tak wiele razy, że wiedział, iż trzeba zakończyć je szczerze, a nie ponuro. To prawie ją rozbawiło.
Dziwne było to, że potrafiła niemal zaakceptować utratę nóg. Ale to, że nie słyszała zupełnie niczego — ta całkowita, pusta cisza — już teraz nienawidziła tego z całych sił.
Płakała cicho, a łzy spływały po jej skroniach wprost do włosów.
„Ja… Mówienie… To… jest… dziwne.” Pokręciła głową, po czym natychmiast przestała. Ból przeszył jej czaszkę, a ona mocno zacisnęła oczy. Ostrożnie podniosła notatnik z kolan i wskazała na długopis, który wciąż trzymał Colin.
Będę mówić, ale siebie nie słyszę, więc wybaczcie mi, jeśli zabrzmi to dziwnie.
„Okej, no więc… nogi nie przeszkadzają mi tak bardzo, jak uszy. Czy z nimi nie będzie już dobrze?”
Colin pokręcił głową.
Opuściła brodę na klatkę piersiową. „Wczoraj pomalowałam sobie paznokcie u stóp.”
Shannae złapała jej spojrzenie i wskazała na siebie — Widziałam to — z małym, smutnym uśmiechem na twarzy.
„Jak to w ogóle wygląda? Odcinają je i tak po prostu… odkładają na bok?”
„Okropnie.” Zobaczyła, że oboje wypowiadają to słowo, a ich głosy są ściśnięte od emocji.
„Czy mogę pochować swoje nogi?”
Shannae wzięła notatnik i długopis. Porozmawiam o tym z kapitanem. Słyszałam, że żołnierze tak robią — to może pomóc w poradzeniu sobie z tym wszystkim. Shannae wypowiadała te słowa na głos do Colina, podczas gdy pisała. On kiwnął głową.
„Zróbmy to” – powiedziała Sky.
Colin pokazał jej przycisk wzywania pomocy na barierce łóżka, w razie gdyby potrzebowała ich w nocy.
„Dziękuję” – powiedziała Sky.
„Czujesz ból, Skyler?” – zapytała Shannae, patrząc wprost na nią i mówiąc bardzo wyraźnie, żeby Sky mogła czytać z jej ust.
„Trochę. Da się to wytrzymać.” Chciała brać najmniej leków przeciwbólowych, jak to możliwe — ale nie zrezygnowałaby z nich, gdyby to był jedyny sposób na to, żeby w ogóle zasnąć.
Rozłożyła ramiona. Potrzebowała tego. Shannae podniosła prześcieradło, żeby sprawdzić, czy opatrunki nadal wyglądają w porządku.
Skyler czuła się tak, jakby patrzyła na cudze nogi.
Odwróciła wzrok, skupiając go na Colinie. „Gdzie jest mój telefon?” Słowa uchodziły z niej powoli i ciężko, jakby usta jeszcze za nią nie nadążały.
„Zepsuty” – powiedział Colin, odwracając się do niej przodem, żeby mogła zrozumieć z ruchu warg.
Podniósł notatnik. Ale załatwimy ci nowy z już wgranym numerem do rodziców. Wysoki Fin właśnie wszystko przenosi, jeśli wszystko pójdzie dobrze.
Przesłała mu całusa w powietrzu. „Dziękuję” – powiedziała.
Wysoki Fin… Uśmiechnęła się mimo woli. Kiedy po raz pierwszy ich sobie przedstawiono, założyła, że pochodzi z Finlandii — ale miał na imię Finley.
Pracowali blisko siebie przez miesiąc, w różnych zespołach, które prowadziły równoległe operacje. Teraz był jednym z nich, tak samo jak Roel — który pracował z psami tropiącymi — i Ian, który był przydzielony do straży pożarnej.
Byli też Graysonowie — możliwe, że trojaczki, a może bliźniacy i starszy brat; nikt nigdy nie dostał na to jasnej odpowiedzi — i zresztą dawno przestali używać ich imion.
I Devil. Damian to było jego prawdziwe imię, a te jego oczy — ciemne jak jego włosy, osadzone na niemal niepokojąco bladej skórze — słowo wampir pasowałoby do niego zdecydowanie lepiej.
Będzie za nimi tęsknić. Będzie tęsknić za Shannae i Colinem.
Musiała odejść zdecydowanie za wcześnie. Łza spłynęła po jej policzku, a ona zasnęła, wciąż płacząc.
***
Kiedy znów się obudziła, jej przyjaciele zgromadzili się wokół łóżka. Na moment — jedną litościwą sekundę — zapomniała. Potem powracająca świadomość połączyła ból i ciszę ze sobą na nowo, a rzeczywistość uderzyła w nią z całą siłą.
„Bycie głuchą ma swoje zalety” – powiedziała.
Obserwowała, jak Devil pisze. Jego twarz przybrała wyraz przesadzonego, udawanego oburzenia. Jasne. Kto by pomyślał, że to właśnie ty znajdziesz w tym jakieś plusy.
„Przynajmniej nie obudzi mnie już twoje chrapanie” – zażartowała.
Zaśmiali się. Wyglądało to trochę na wymuszone, ale było szczere.
Zauważyła, że Fin i jeden z Graysonów — zawsze mówiono do nich po nazwisku, tylko tak można było ich odróżnić — przygotowywali własne karteczki.
Fin jako pierwszy wyciągnął notatnik. Pójdziemy z tobą na pochówek nóg.
Uśmiechnęła się przez łzy.
„To takie miłe. Dziękuję.” Posłała mu całusa w powietrzu.
Potem Grayson podał jej swoją wiadomość: Czegokolwiek potrzebujesz, po prostu powiedz słowo. Załatwimy to.
„W tej chwili niczego. Nie mam na nic siły. Ale dziękuję.” Przerwała na moment. „Jeśli o czymś pomyślę, na pewno się dowiecie. To bardzo dziwne, mówić i nie słyszeć samej siebie — czuć tylko wibracje w klatce piersiowej. Jestem wdzięczna, że potrafię chociaż mówić.”
Kiwnęli głowami. Fin znowu zaczął pisać.
Gdy tylko poczujesz się na siłach, przyjdziemy zabrać cię na pochówek.
Skyler się roześmiała. „Idealnie. Mam nadzieję, że to nie potrwa zbyt długo, bo inaczej mogłyby pójść sobie bez nas.”
Uwielbiała patrzeć, jak ich ciężkie i bezradne twarze przełamują się w czymś szczerym i prawdziwym.
Próbowali podtrzymać rozmowę, ale wymienianie się długopisem i papierem w końcu stawało się męczące. Kiedy zauważyli, że Sky opada z sił, pożegnali się, całując ją w policzek.
„Tak się cieszę, że mogłam was wszystkich zobaczyć. Bardzo się cieszę, że z wami wszystko w porządku” – powiedziała, a głos jej się załamał.
„Jesteś… taką… wspaniałą… dziewczyną” – powiedział powoli Colin, przez cały czas patrząc w jej stronę. „Tak… nam… przykro… że… to… się… stało.”
Pokręciła głową. „Czasami tak to już bywa.”
Zmusiła się do uśmiechu. „Nie martwcie się o mnie. Zdobędę specjalne protezy do biegania i wrócę do treningów — w domu albo w Ameryce u rodziców.”
Wszyscy zaśmiali się na tę myśl. Widziała, jak to wyobrażenie pojawia się na ich twarzach — wszyscy widzieli ją biegającą na protezach w kształcie ostrzy.
Kiedy odwrócili się do wyjścia, Fin nagle się zatrzymał. Odwrócił się na pięcie i wyjął jej telefon z kieszeni.
Chwycił notatnik po raz ostatni. Masz tu zapisane wszystkie kontakty — rodziców i całą resztę. Aplikacja bardzo to ułatwi; możesz po prostu do nas pisać. Wiemy, że nie zawsze zdołamy odpisać od razu, ale odezwiemy się tak szybko, jak to możliwe.
:) Nie ma na nim hasła. Wrzuciłem tam też zdjęcia nas wszystkich — żebyś nie musiała tak mocno tęsknić.
Gdy tylko skończyła czytać, znów rozłożyła ramiona. Pochylił się nad nią tak bardzo, jak pozwalały na to jej obrażenia, mocno ją przytulił, a potem pocałował w policzek.
„Jak… tylko… będziemy… mogli… przyjdziemy… a… do tego… czasu… piszemy” – powiedział.
Kiwnęła głową, a on machał do niej w drodze do samych drzwi.

Odkryj Galateę

Bez wyjściaLód pod skórąNie kochaj mnieMiłość do króla Wikingów i inne złe decyzjeBrudny mały sekret tatusia

Najnowsze publikacje

To, co pozostaje: Historia Johna BakeraRóża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate Alfy

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 68

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 80

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 36

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 19

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 73

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Czekające

by Martita

liczba książek: 11