
Odrzucony wojownik
Autorzy
Melanie Gomez
Lektury
2,9M
Rozdziały
24
Bycie jedynym człowiekiem w rodzinie zmiennokształtnych powinno być trudne, ale dla Tricory to był po prostu jej sposób na życie. Od nauki, co oznacza bycie przywódcą u swojego adoptowanego ojca Alfy, po walki z trzema niesfornymi przybranymi braćmi – uwielbiała każdą chwilę... aż do momentu, gdy jej partner odrzucił ją za to, że jest człowiekiem. Teraz Król Alfów upomniał się o nią dla siebie. Czy jednak ona go zaakceptuje?
Tricora
TRICORA
Obudzenie się dziś rano przychodzi mi z trudem. Kocham swoją pracę, ale ostatnio robi się nudna. Jestem człowiekiem żyjącym w świecie zmiennokształtnych i chociaż czuję, że tu należę, zawsze się zastanawiam – a co, gdyby było inaczej?
Moja matka zostawiła mnie w sierocińcu zaraz po urodzeniu. Zostałam adoptowana jako niemowlę przez alfę Cannona i jego partnerkę ze stada Krwawych Wojowników. Ludzie mówią, że mam w sobie wilczą krew, ale nikt nie potrafił tego udowodnić. Mój tata chciał córkę, więc mnie adoptował.
Dorastanie było inne, ale nie znałam niczego innego i nie zmieniłabym tego za nic w świecie.
Byłam trenowana tak samo jak jego synowie. Musiałam pracować ciężej, bo byłam człowiekiem. Musiałam się bardziej starać, żeby udowodnić swoją wartość, właśnie dlatego, że jestem człowiekiem.
Moja mama, luna Callie, nauczyła mnie wszystkiego, co powinnam wiedzieć o zarządzaniu stadem. Mój tata i moi bracia Cameron, Caston i Carson nauczyli mnie walczyć i być jak alfa.
Z biegiem lat zarobiłam na tatuaże plemienne na ramionach. Zarobiłam też tatuaże na linii włosów. Nie są zbyt duże i wyglądają jak plemienne wzory, ale każdy coś znaczy. Są wystarczająco duże, żeby było je widać, ale mogę je też ukryć, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Kiedy skończyłam osiemnaście lat, czekał mnie prawdziwy test – walka z głównym wojownikiem w naszej grupie. Jeśli wytrzymam w walce dłużej niż dziesięć minut, zarobię piętno na ramieniu. Naznaczenie, które pokaże, że jestem jedną z najlepszych wojowniczek i ciężko na to zapracowałam.
To zaszczyt móc na nie zasłużyć i nosić je tak, żeby wszyscy widzieli.
Walka była ciężka. Przeżyłam, ale ledwo. Musiałam to zrobić nie tylko dla rodziny, ale i dla siebie. Musiałam dać z siebie wszystko, podczas gdy moi rodzice i bracia patrzyli.
Upadłam zaraz po walce, ale dałam radę. Kiedy leżałam, próbując złapać oddech, moi bracia przytrzymali mnie, a tata wypalił mi piętno na ramieniu. Nie mogłam nawet krzyczeć, więc po prostu płakałam.
Potem bracia mnie przytulili i położyli się ze mną na ziemi. Szeptali, jak bardzo są dumni, że jestem ich siostrą. Nigdy nie zapomnę tego dnia do końca życia.
Potem poszłam na studia, żeby zdobyć dyplom z zarządzania. Po czterech latach wróciłam i dostałam obecną pracę u alfy Martina. Na papierze jestem jego sekretarką, ale jestem też doradczynią i księgową.
Ciężko pracowaliśmy, żeby doprowadzić jego stado do obecnego stanu. Radzi sobie dobrze i nie chce mnie puścić. Więc podniósł mi pensję i dał mniej pracy.
Nie że sobie nie radzę, ale zostaję, bo współpracuje z wieloma lokalnymi stadami. Zawsze miałam nadzieję, że może uda mi się znaleźć partnera.
To znaczy, myślę, że jestem niezłym łupem. Mam metr sześćdziesiąt osiem wzrostu, ważę sześćdziesiąt sześć kilogramów. Musiałam być silna do walki i musiałam walczyć z trzema braćmi o jedzenie. To były ciekawe posiłki.
Nie mam dużego biustu i nie przeszkadza mi to, bo mam niezły tyłek. Siedzę przed gabinetem szefa, żeby być pierwszą osobą, którą ludzie widzą. Mówi, że to dlatego, że jestem ładna do patrzenia dla samotnych wilków, którzy przychodzą.
Kiedy tak mówi, jego partnerka zwykle go uderza, ale się zgadza. Zawsze mówi, że ktokolwiek zostanie moim partnerem, byłby szalony, gdyby mnie nie chciał.
Dzisiaj jest dzień spotkania. Nowe stado przychodzi na spotkanie z Martinem w sprawie możliwej transakcji biznesowej. Więc włożyłam czarną ołówkową spódnicę ze szmaragdowozieloną bluzką z długim rękawem i szpilki. Upiełam włosy w niski kok, żeby zakryć tatuaże.
Muszę wyglądać profesjonalnie i zachowywać się odpowiednio do sytuacji biznesowej. Zwykle pozwala mi nosić dżinsy i ładną koszulę, ale w takie dni jak dzisiaj musimy być odpowiednio ubrani.
Robię ostatnie kopie w pomieszczeniu za moim biurkiem, kiedy słyszę dzwonek windy. Wiem, że nasi goście przybyli. Martin kazał mi zrobić kopie i zaprowadzić ich do sali konferencyjnej.
Kiedy wchodzą, widzę alfę Sterna, betę Cantona i jego gammę Darrena. Alfa zatrzymuje się w pół kroku i gapi się na mnie. Wącha powietrze. Chyba wiem, co to znaczy. Mama mi o tym mówiła, ale skoro ja nie mogę tego wyczuć, myślę, że on by coś powiedział.
„Jeśli panowie usiądą, będę z wami za chwilę.”
Patrzę, jak mówi coś swoim ludziom i zaczynają się z nim kłócić. Wracam do tego, co robię, kiedy wychodzą ostatnie kopie.
Wracam do biurka, żeby zszyć kopie. Słyszę, że wyraźnie prowadzą gorącą dyskusję. Alfa brzmi, jakby był o coś wściekły. Nie słyszę dokładnie, co mówią, ale nie wygląda to zbyt dobrze.
„Dobrze, panowie, jeśli zechcą panowie za mną, zaprowadzę panów do sali konferencyjnej na spotkanie. Alfa Martin wkrótce do panów dołączy.”
Idę, a oni podążają za mną. Kiedy wchodzą i zajmują miejsca, wręczam im teczki i odwracam się, żeby wyjść i przyprowadzić Martina.
„Jak masz na imię?” – pyta Canton.
„Mam na imię Tricora.”
Canton patrzy na swojego alfę, kiedy wychodzę, żeby przyprowadzić Martina. Zastanawiam się, dlaczego pytał o moje imię?
***
ALPHA STERN
Chyba sobie żartujesz. Jakie są szanse, że spotkam swoją partnerkę na kilka dni przed ceremonią kojarzenia, gdzie mam naznaczyć moją wybrankę, Briannę?
Moi ludzie są wściekli, że myślę o jej odrzuceniu, ale ona jest człowiekiem. Nie wezmę człowieka na lunę mojej sfory. Nie obchodzi mnie to, partnerka czy nie. Nie ma mowy.
Canton patrzy na mnie, jakbym zwariował. Ciągle powtarza, że jest w niej coś szczególnego, tylko nie może pojąć, co.
„Jeśli ją odrzucisz, jesteś idiotą. Jest w niej coś, a to nazwisko znam skądś!” – powiedział do mnie ze złością.
„Nie obchodzi mnie to! Kocham Briannę i to ona jest moją partnerką. Zajmę się tą dziewczyną po spotkaniu.”
Siedzimy cicho i czekamy, aż widzimy, jak alfa Martin i dziewczyna wracają do środka. Cholera, teraz muszę sobie z nią poradzić, próbując jednocześnie skupić się na tym, co on mówi. Nie wychodzi mi to, bo szybko znów czuję jej zapach.
Cytrusy i cynamon. Choć bardzo się starałem to ignorować, mój wilk Kyro szaleje w mojej głowie. Jest wściekły na to, co chcę zrobić, i powiedział mi, że przejmie kontrolę, jeśli tylko spróbuję. Więc w samym środku spotkania je przerywam.
„Tricora, jak brzmi twoje pełne imię?”
Zdezorientowana odpowiada:
„Tricora Cannon, dlaczego?”
Zanim moi ludzie czy wilk zdążyli mnie powstrzymać, wypowiedziałem to, zanim ktokolwiek się tego spodziewał.
„Tricora Cannon, jesteś moją partnerką, ale cię nie chcę. Ja, alfa Jack Stern, odrzucam cię, Tricora Cannon, jako moją prawdziwą partnerkę.”
Serce mnie bolało, gdy tylko się gapiłem, zaciskając zęby. Widziałem, jak chwyta się za serce i upada na podłogę, a mój wilk i ludzie zaczęli na mnie krzyczeć.
„Co ty do cholery zrobiłeś!” – wrzeszczy na mnie Canton.
„Akceptuję twoje odrzucenie” – szepcze.
Tylko patrzę, jak zwija się w kłębek na podłodze. Wstaję i wychodzę z pokoju, bo nie mogę tu dłużej zostać i oglądać tego widoku.
Gdy wychodzę, moi ludzie wciąż na mnie krzyczą, a alfa Martin właśnie wyrzuca mnie z budynku biurowego. Już mnie to nie obchodzi. Chcę tylko wrócić do Brianny.
***
ALPHA MARTIN
. . To, co właśnie zobaczyłem, przewyższa wszystko, co kiedykolwiek myślałem, że zobaczę. Jak ktoś, zwłaszcza alfa, mógł zrobić coś takiego mojej Corze? Nie zasługuje na nią!
Patrzę na niego, gdy szybko ją podnoszę i idę do gabinetu mojej partnerki. Kopniakiem otwieram drzwi. Widzi mnie trzymającego Corę i podbiegła. Bierze Corę w ramiona, podczas gdy ja kładę ją na kanapie.
„Co się, do licha, stało z Corą, Seth?” zapytała mnie, jakbym miał coś wspólnego z tym bałaganem!
„Właśnie została odrzucona przez swojego partnera, alfę Sterna.”
Sara wygląda, jakby miała zamiar kogoś zabić. Wychodzi z pokoju tupając i kieruje się do holu przy biurku Cory. Wszyscy mężczyźni wciąż tam stoją, kłócąc się o to, co się właśnie wydarzyło. Wtedy słyszę, jak moja partnerka zmusza ich wszystkich do milczenia.
Wychodzę, gdy ona próbuje uspokoić swojego wilka, żeby nie pozabijała wszystkich.
„Kim ty się, do cholery, myślisz, że jesteś, żeby odrzucić moją Corę!” krzyczy. „Nie masz pojęcia, kogo właśnie odrzuciłeś, a kiedy się dowiesz, obiecuję, że będziesz żałował!”
Wszyscy tylko się gapią, gdy odchodzi tupając, zostawiając mnie z nimi. Wskazuję na windę i patrzę, jak odchodzą.
Wyciągam komórkę i dzwonię do Chase'a, jej ojca. Wyjaśniam, co się właśnie stało. On i jego partnerka są w drodze, żeby ją zabrać. Zabiorą ją do jej mieszkania. Nie chcę, żeby próbowała teraz jechać do domu.
Po prostu wracam do gabinetu Sary i widzę, jak pociesza Corę. Mówi jej, że będzie żałował. Nie ma bladego pojęcia, i ma rację! Cora byłaby pomocna dla każdego stada, zwłaszcza dla jego stada, które ledwo wiąże koniec z końcem.
Musimy zabrać ją do domu, żeby mogła się przespać i spróbować dać jej coś, co odwróci jej uwagę od tego. Wiem, że w ten weekend jest spotkanie dla partnerów. Może mogłaby pomóc swojej przyjaciółce Tarze przy rejestracji.
Zadzwonię do niej. Dziś jest czwartek, a wydarzenie zaczyna się w sobotę. To będzie tylko kilka godzin, a kto wie, może znajdzie drugą szansę na partnera.













































