
Odrzutek Alfy Książka 2
Autorzy
Lektury
155K
Rozdziały
20
Friends with Benefits
Destan, młodszy brat Miry, jest już dorosły. Jest gotów zająć miejsce ojca jako Alpha. Ale jest jeden problem — potrzebuje Luny, aby z nią rządzić. Zwrócił uwagę na wojowniczkę, która nie została jeszcze zdobyta przez żadnego Alphę. Destan postanawia spróbować swoich sił. Ale żeby ją zdobyć, musi z nią walczyć — i wygrać. Myśli, że to będzie bardzo łatwe, dopóki jej nie poznaje. Waverly wcale nie jest zwykłą wilczycą.
„O KURWA, DESTAN!” – krzyczy Muriel, a każde mocne pchnięcie sprawia, że jęczy głośniej. Jej paznokcie wbijają się w jego plecy, zęby zatapiają się w jego ramieniu, a on wzdycha z przyjemności.
„Coś nie tak?” Jego dłonie chwytają ją za tyłek, gdy on nadal mocno posuwa ją opartą o ścianę. „Zawsze lubiłaś na ostro.” Muriel zagryza dolną wargę, a na jej ustach igra uśmiech.
Są przyjaciółmi z korzyściami od około trzech lat. Próbowali być parą, ale to nie wyszło — było za dużo zdrad z obu stron.
Tak jak kutas Destana ma tendencję do skoków w bok, tak samo jest z cipką Muriel. Ale nigdy się nawzajem nie oceniają. Zamiast tego obracają to w żart.
Są na krawędzi orgazmu, kiedy przerywa im pukanie.
„Hej Destan, Muriel” – głos Jaxona niesie się z drugiej strony drzwi. „Prawie skończyliście? Musimy już iść, Destan.”
„Dajcie nam kilka minut” – odkrzykuje Destan. „Myślę, że musimy to dokończyć. Jak sądzisz?” Nie czeka na odpowiedź, zamiast tego przyspiesza tempo, aż oboje dochodzą.
Delikatnie opuszcza Muriel, aż jej stopy dotykają ziemi. Destan podciąga dżinsy, poprawiając się, podczas gdy ona obciąga swoją mini spódniczkę.
Destan podnosi z podłogi swoją czarną koszulkę i zakłada ją, gdy Muriel podchodzi do niego z uśmiechem na twarzy.
„Hej, bądź tam ostrożny, okej.” Muriel związuje swoje blond włosy w luźny kok.
Destan salutuje jej z uśmieszkiem. „Jasna sprawa, szefowo.” Składa pocałunek na jej policzku, przechodząc obok, by wyjść. „Trzymaj się, Muriel.” Ona puszcza do niego oko, gdy chłopak wychodzi.
Destan pakuje tylko dwie torby i wrzuca je na tył swojej furgonetki razem z torbami swojego przyszłego Bety Jaxona i Delty Borisa.
Podchodzi, by przytulić swoją matkę, Lunę Jennę, która może się tylko uśmiechnąć do syna. „Mamo, proszę, nie zaczynaj robić na drutach kocyków dla dzieci.”
„Naprawdę próbujesz pozbawić mnie możliwości zrobienia mojemu przyszłemu wnukowi lub wnuczce kocyka?”
Destan szczypie się w nasadę nosa, a potem wzdycha. Zamiast kłócić się z matką, po prostu ją obejmuje i całuje w czubek głowy. „Nigdy bym tego nie zrobił, mamo.
„Rób te kocyki.” Widząc uśmiech na jej twarzy, chłopak ma nadzieję, że znajdzie swoją Lunę, aby przywieźć ją do domu choćby tylko dla matki. Ta myśl sprawia, że cicho się śmieje.
Jego ojciec wychodzi, by stanąć obok Jenny. Destan ściska dłoń ojca i bez słowa rusza do swojej furgonetki.
Destan włącza radio, by posłuchać muzyki podczas długiej drogi. Dotarcie do stada Silver Lake zajmie im trzy dni. Ma nadzieję, że ta podróż nie będzie stratą czasu.
„Hej” – Jaxon przerywa jego myśli. „Chcę po prostu zrozumieć, w co ty się pakujesz.” Kładzie palec na swojej krótko ostrzyżonej brodzie, jakby się zamyślił.
„Żeby ją zdobyć, musisz z nią walczyć... Tak naprawdę z nią walczyć, w sensie walki wręcz albo inne takie gówno?” Destan tylko kiwa głową, nie mówiąc ani słowa. „To będzie dla ciebie łatwe.
„Ona jest już praktycznie twoja” – mówi z pewnością siebie, wrzucając sobie do ust kilka czipsów, nie zauważając okruchów na swojej koszuli.
„Czy nie będzie tam innych Alphów?” – pyta Boris z tylnego siedzenia. „Którzy też będą zabiegać o tę samicę?”
„Zabiegać?” Jaxon odwraca się, by spojrzeć na Borisa. „Od kiedy używasz słów takich jak zabiegać? Znowu spałeś w bibliotece stada?” – drażni się Jaxon, co wywołuje cichy śmiech u Destana.
Boris przewraca oczami, śmiejąc się razem ze swoim przyjacielem z dzieciństwa.
„Zamknij kurwa mordę, dupku”. Boris uderza Jaxona w tył lewego ramienia, co wywołuje u niego jęknięcie.
„Słyszałem o tej wojowniczej wilczycy, której nikt nie może pokonać, a mówię tu o Alphach.” Zabiera Jaxonowi paczkę czipsów, opiera się wygodnie i zaczyna żuć.
„Ta dziewczyna, Waverly, to twarda sztuka” – mamrocze z ustami pełnymi jedzenia. „Stawiam 50 dolców, że skopie ci tyłek, Destan.” Śmieje się, a Jaxon dołącza do niego.
„Pieprzcie się obaj” – śmieje się Destan. „Muszę przyznać, że uważam ją za intrygującą i nie mogę się doczekać, aż zobaczę, jak kopie tyłki, ale nie mój, tylko innych.”
Jaxon odwraca się, by spojrzeć na Borisa. „Zapisz mnie na 100 dolców, stary.”
Waverly rzuca swojemu przeciwnikowi ostre spojrzenie, gdy krążą wokół siebie. Alpha Franz trzyma się za lewe żebra, starając się nie jęczeć przy każdym ruchu.
Jego platynowe włosy są przyklejone do twarzy od potu, który spływa z jego brody. Wykonała dobrą robotę, łamiąc mu żebra trzema szybkimi ciosami, których wcale się nie spodziewał.
Zaczął szanować swoją przeciwniczkę za jej umiejętności walki. Alpha Franz zlekceważył jej zdolność do pokonania go ze względu na swój status Alphy. To był błąd, który kosztował go trzy żebra. Po jednym za każdy cios.
Ma metr dziewięćdziesiąt trzy wzrostu, ale jego wzrost nie ma szans w starciu z jej zabójczymi, długimi nogami. Waverly rusza na niego, ale myli go, gdy ślizga się po podłodze, używając swoich silnych nóg, by zwalić go z nóg.
Alpha Franz upada twarzą do przodu, głośno chrząkając, gdy jego żebra uderzają o podłogę. Waverly szybko wskakuje mu na plecy, łapiąc go za lewą rękę i ciągnąc ją do tyłu, by ją złamać, ale wtedy on się poddaje.
Ona uśmiecha się złośliwie, pochylając się, by szepnąć mu do ucha. „Dobra decyzja.” Zeskakuje z niego i odchodzi, jakby wcale właśnie nie ośmieszyła kolejnego Alphy.
Waverly bierze prysznic, a następnie ubiera się w wygodne czerwone spodnie dresowe i czarną koszulkę na ramiączkach.
Waverly zbiega po schodach i wchodzi do kuchni, gdzie jej siostra Jaime i brat Benz są już zajęci pożeraniem resztek lasagny.
Chwyta widelec i dobiera się do odgrzanego makaronu. Smak sprawia, że jęczy z zachwytu. „To jest cholernie dobre, Jaime” – mamrocze z pełnymi ustami.
„No nie?!” – odmamrotuje Jaime, która ma równie pełne usta.
„Nie mówcie z pełnymi ustami” – upomina Benz, sam również mając pełną buzię. „To obrzydliwe.”
Wszyscy patrzą na siebie i wybuchają śmiechem. Waverly bierze kubek, napełnia go mrożoną herbatą, wypija duszkiem i dolewa sobie znowu.
Benz wyciąga mały notatnik na spirali, otwiera go i coś w nim bazgrze. „To daje... jedenastu Alphów, którym nie udało się ciebie pokonać.” Rzuca notatnik na stół, aby jego siostry mogły go zobaczyć.
„Co oznacza, że... Jaime wisi mi... zobaczmy... O tak, czterysta dolarów.” Wyciąga rękę w stronę Jaime. Ona przewraca oczami, sięga do kieszeni i wręcza mu gotówkę.
„Założyłaś się przeciwko mnie, J?” Waverly patrzy na siostrę, udając zranioną.
„Byłam pewna, że on cię pokona, a ja w końcu dostanę twój pokój.”
„Cóż, przykro mi... a właściwie to nie.” Waverly pokazuje jej środkowy palec, po czym przybija piątkę z Benzem. Jaime przewraca oczami na ich wygłupy.
„Mam też ekscytujące wieści” – ogłasza, zacierając ręce. „Tata powiedział, że przyjeżdża jeszcze czterech Alphów, co oznacza...”
„TURNIEJ!!!” Krzyczą Waverly i Benz jednym głosem.
„Kto przyjeżdża i kiedy tu będą?” – pyta Waverly, dopychając sobie do ust więcej lasagny.
„Alpha Brian Daytees, Alpha Norman Hamil, Alpha Ken Judd i wkrótce mający zostać Alphą, Destan...”
„Masz na myśli osławionego brata Luny Miry?!” Brwi Waverly wędrują do góry.
„Jedynego w swoim rodzaju” – potwierdza Jaime, krzyżując ramiona z triumfem. „On jest kimś ważnym i będzie tu w piątek, więc powodzenia.”
„Pfft, nie potrzebuję szczęścia” – odpowiada Waverly, pełna pewności siebie. „Mam to pod kontrolą.”
Później tej nocy Waverly rozciąga się na swoim dużym łóżku, a jej umysł tętni myślami o nadchodzącym turnieju.
Jak dotąd udawało jej się powstrzymać Alphów przed zdobyciem jej i niech ją szlag, jeśli teraz przegra. Wie, że do końca tygodnia musi trenować wyjątkowo ciężko i eksperymentować z nowymi taktykami walki.
















































