
Odkrywając siebie 3: Wytrwałość
Autorzy
K. L. Jenkins
Lektury
1,3M
Rozdziały
67
Prolog
VIOLET
„Gdzie on jest?” szeptem pytam. Od trzech dni siedzę sama w moim dawnym pokoju w Anglii. Słońce wschodzi i zachodzi, a ja z nikim nie rozmawiam.
Ten pokój, który kochałam jako dziesięciolatka, teraz przypomina więzienie. Wysokie sufity, ozdobne gzymsy i miękki fioletowy dywan, których tak pragnęłam, teraz wydają się przytłaczające. Duże szklane drzwi na mały balkon z widokiem na ogród są zamknięte na głucho.
Małe łóżko, które kiedyś uwielbiałam, jest teraz jak klatka. Miękki materac pokryty jest złotymi bawełnianymi prześcieradłami ze wzorem koni – pamiątka z przeszłości. To dom, w którym mieszkałam z mamą i Henrym przed jej śmiercią.
„Jest blisko. Bardzo blisko.”
„Chcę go zobaczyć.” Czy wszystko z nim w porządku? Czy jest ranny? Co Henry z nim robi? Dlaczego po prostu mnie nie zabrał?
„Zobaczysz go, gdy zasłużysz dobrym zachowaniem.”
Zasłużyć dobrym zachowaniem? Co on ma na myśli? „Idź do diabła.”
Przechodzi przez pokój i staje u stóp łóżka, z tym uśmiechem, którego nie znoszę. To ten sam uśmiech, który ma w swoim specjalnym pokoju.
„Nie odmawiaj, zanim nie usłyszysz propozycji, księżniczko.” Podnoszę wzrok i widzę oczy, które przerażały mnie przez miesiące. Nienawidzę go. Nienawidzę go z całego serca.
Gdybym wiedziała, gdzie jest Zach i jak się czuje, zraniłabym tego człowieka nożem z tacy. Dlaczego nic nie jadłam? Nie ufam, że nie dodali czegoś do jedzenia. Głos Lillie w mojej głowie mówi, żeby nie jeść niczego od porywaczy.
„Teraz dowiesz się, dlaczego tu jesteś. Jesteś gotowa słuchać?”
Śmieję się z niego, zanim zauważam, że mówi poważnie. „Tak gotowa, jak tylko mogę być,” odpowiadam ze złością.
„Dobrze. Będę szczery, księżniczko. Zabrałem cię, bo cię pragnę. I będę cię miał... nie wątp w to.” Przechodzi przede mną, trzymając ręce za plecami, a jego słowa przyprawiają mnie o mdłości. „Ale! Zrobię ci dzisiaj propozycję,” mówi. „Tylko... dzisiaj.”
Jego słowa mnie denerwują. Nigdy się nie zgodzimy.
„Możesz wybrać, czy oddasz mi się dobrowolnie, czy... będę cię brał codziennie wbrew twojej woli.” Przestaje chodzić, czekając na moją odpowiedź.
Pluję mu w twarz, nie chcąc odpowiadać na jego słowa.
„Uważaj, księżniczko. Mam kogoś, na kim ci zależy, i nie boję się go skrzywdzić, żeby coś udowodnić. Zgwałcę cię, a potem zmuszę cię do patrzenia, jak moi ludzie go biją. Mogę nawet zmusić go do patrzenia, jak cię gwałcę.”
Słowo gwałt sprawia, że moje serce podskakuje. Nie myśl, nie pamiętaj.
„Idź do diabła.”
Ignoruje moją obelgę, podchodząc bliżej.
„Pozwolisz mi się pieprzyć kiedy, gdzie i jak zechcę. Możesz walczyć, jeśli chcesz. Lubię ostry seks. Podoba mi się myśl o gwałceniu cię. Właściwie byłbym zadowolony, gdybyś walczyła za każdym razem, gdy cię dotknę.”
Odwracam się od niego, ukrywając strach na twarzy. Dlatego mnie porwał... chce więcej tego, co ledwo miał... chce mnie gwałcić jak te wszystkie dziewczyny, raz za razem, aż stanę się nikim.
„Chcę cię pieprzyć teraz.”
Patrzę na niego z powrotem, pokazując zęby, zanim przemówię. „Jeśli mnie choćby dotkniesz, złamię ci rękę.”
Siada na łóżku przede mną, ściskając jedną z moich piersi, ignorując to, co powiedziałam. Uderzam go w twarz i odpycham, gdy jest zaskoczony.
„Stałaś się bardziej agresywna, odkąd cię nie było, księżniczko. Może pokażę ci, co się dzieje, gdy mówisz nie?”
Prycham. Czy mam wybór?
Najwyraźniej nie, bo uśmiecha się do siebie, wyciągając telefon i pokazując mi transmisję na żywo z ciemnego pokoju. Wyrywam mu telefon z ręki, gdy widzę, kto jest na nagraniu.
Zach jest w pokoju, opierając się o ścianę, z wyprostowanymi plecami i zgiętymi nogami przed sobą. Ma na sobie tylko spodnie dresowe. Jego dłonie są zaciśnięte, gdy wpatruje się w przestrzeń, ale czuję, jakby patrzył prosto w kamerę... prosto na mnie.
Czy on wie, że ona tam jest? Czuję, jakby na mnie patrzył, jakby wiedział, że go obserwuję, ale to chyba niemożliwe?
Wygląda na w miarę całego, więc wypuszczam powietrze i patrzę z powrotem na Henry'ego. „Czy to dzieje się teraz?”
„Tak.”
„Czy go skrzywdziłeś?”
„Tylko w Ameryce.”
„Zabiję cię, jeśli go w ogóle skrzywdzisz.”
Uśmiecha się, jakbym właśnie spełniła jego marzenia. „W takim razie, księżniczko, chyba będziesz musiała pozwolić mi się pieprzyć.”
„Nie ma mowy.”
Zabiera mi telefon z rąk i kładzie go na stole, zanim nachyla się nade mną. Jego zapach jest zbyt intensywny i myślę o tym dniu w specjalnym pokoju w domu. Dniu, w którym po raz pierwszy mnie zgwałcił.
Przestań o tym myśleć. Nie wpuść go do środka. Nie pozwól mu wygrać.
„Pragnę cię, księżniczko.”
„Powiedziałam, że nie ma mowy.”
Nachyla się, aż nasze usta prawie się stykają. Prawie czuję smak starej whisky w jego oddechu, przypominający mi o ostatnim razie.
Zwilża usta językiem, a ja robię to samo, ale u mnie to z nerwów. To ten sam zapach.
„Jesteś pewna, księżniczko?” Unosi lewą brew.
„Jestem pewna, że nigdy więcej mnie nie dotkniesz.”
„Dobrze, jak sobie życzysz, księżniczko. Najpierw to.” Podnosi telefon, pozostając bardzo blisko mnie. Wybiera numer, uśmiechając się do siebie.
„Powiedziała nie.” To wszystko, co mówi, zanim rzuca telefon z powrotem na łóżko obok mnie.
Próbuję go szybko podnieść, ale upuszczam go kilka razy, zanim mi się udaje. Patrzę z przerażeniem, jak trzech mężczyzn wchodzi do pokoju, w którym jest Zach. On się nie rusza, nawet nie drga. Jedyne, co Zach robi, to przesuwa oczy, by na nich patrzeć.
„Co oni robią?”
„Patrz, księżniczko. To twoja pierwsza lekcja.”
Spoglądam z powrotem na telefon, gdy otaczają Zacha. On patrzy w górę, uśmiechając się do trzech mężczyzn.
„Znowu?” Jego głos. „Naprawdę chcecie bawić się w te gierki, chłopcy? Co u Franka? Czy jego żebra się już zagoiły?”
Patrzę wtedy na Henry'ego, a potem z powrotem w dół. Skłamał. Cholera, skłamał. „Skłamałeś,” mówię cicho, zdając sobie sprawę, że go skrzywdził.
„Po prostu patrz, księżniczko.”
Patrzę, jak podnoszą Zacha na nogi. On nie rusza się pierwszy, choć chcę, żeby to zrobił.
Skrzywdź ich, pobij ich, Zach.
Stoi tam przez sto siedemdziesiąt cztery sekundy, przyjmując cios za ciosem, aż traci kontrolę. Jego oczy stają się czarne na jego pięknej twarzy.
Patrzę z podziwem, jak z łatwością ich pokonuje. Uderza jednego w gardło, posyłając go na podłogę, próbującego złapać oddech. Odwraca się do drugiego, uderzając go raz za razem, jak robi to z workami bokserskimi w domu, aż ten upada na podłogę.
Ostatni walczy. Walczą przy ścianie, aż obaj upadają na podłogę. Zach przyjmuje pięć lub sześć ciosów w twarz, zanim się przetaczają i role się odwracają.
Patrzę, jak pięść mężczyzny uderza w różne części twarzy Zacha raz za razem. Krzyczę, jakbym to ja była bita, moja klatka piersiowa boli, gdy patrzę, jak to się dzieje.
Próbuję odwrócić wzrok, ale nie mogę. Nie chcę przegapić niczego, co Henry nam robi. Kiedy w końcu będę miała szansę go zabić, chcę to zrobić bez wyrzutów sumienia.
„Zatrzymaj ich.”
„Zanim zdążę im powiedzieć, żeby przestali, on go pokona,” mówi Henry.
I Zach to robi. To tak, jakby ciosy dodawały mu sił. Udaje mu się kopniakiem odepchnąć ich obu, chwytając jednego za gardło i dusząc go, aż jego ciało porusza się w panice, desperacko łapiąc powietrze.
Panika ci nie pomoże. Głos Lillie odbija się echem w mojej głowie.
Cieszę się, widząc, jak mężczyzna się szamocze. Im szybciej umrze, tym lepiej. Ale on nie umiera.
Zach puszcza go, pozwalając mu upaść na podłogę, z oczami wywróconymi do tyłu. Zach opiera się z powrotem o ścianę, tak jak był, gdy go po raz pierwszy zobaczyłam. Jego oddech jest równomierny, nawet gdy krew spływa mu po twarzy z rozcięcia nad brwią i rozciętej wargi. Jego kostki są czerwone i opuchnięte.
Cholera, to przeze mnie. To ja sprawiłam, że Henry to zrobił.
„To wszystko, na co cię stać, Henry?” Zach rzuca wyzwanie, znów patrząc w kamerę.
„Czy to ma mnie przestraszyć?” Udaję. Ale to mnie przeraża.
„Przyznaję, potrzebuję lepszych ludzi. Nadchodzą, księżniczko. Ale potraktuj to jako zapowiedź. Jeśli powiesz mi nie, on zostanie ukarany przed tobą. Rozumiesz?”
Przełykam ciężko. Jak długo Zach wytrzyma? Czy Henry go karmi? Daje mu wodę?
Znienawidzi cię, jeśli dowie się, że mogłaś powstrzymać jego ból. Możesz powstrzymać jego ból.
Jak długo wytrzymam, zanim schowam się w swoim umyśle? W miejscu, gdzie kiedyś się chowałam?
„Pozwól mu wrócić do domu.”
„Och, księżniczko, nie jestem głupi. On będzie cię trzymał w ryzach. Nigdzie się nie wybiera.”
„Czy go karmisz?”
„Odmówił, tak jak ty.”
„Pozwól mu wrócić do domu. Zostanę z tobą, jeśli to zrobisz.”
„Jeśli wróci do domu, będzie ich troje szukających ciebie. On zna układ tego domu. Wie, jak długo tu jesteś. Ilu ludzi mam tu ze sobą. Że to ja cię porwałem. Zostaje tu z nami.”
„Pozwól mi z nim porozmawiać. On im nic nie powie, nie jeśli go o to poproszę. Nie będą mnie szukać. Nie będą próbowali mnie znaleźć. Zostanę z tobą.” Kłamstwa, same kłamstwa. Czuję się chora, mówiąc to.
Zach prawdopodobnie nie odszedłby, gdyby wiedział, że nie idę z nim. A gdyby odszedł, wróciłby po mnie. Nie zostawiłby mnie tu samej na długo.
„Szukają cię od ponad tygodnia, księżniczko. Twój ochroniarz już się domyślił, że zostałaś wywieziona z kraju wcześniej, niż chciałem. Znajdą cię wkrótce. Nie ma co do tego wątpliwości. Ale do tego czasu będę miał ciebie dość.” Przesuwa palcem po moim policzku, gdy zastanawiam się nad jego słowami.
Tydzień? Ponad tydzień? Nie, to nie może być prawda.
Widziałam trzy wschody słońca. Przed tym pamiętam tylko wsiadanie do vana, gdy przystawiali pistolet do ciała Zacha na parkingu.
Jak straciłam cztery dni?
Czuję się chora. Jak tak szybko nas znaleźli?
Lokalizator.
Zach ma lokalizator. Cholera, dlaczego nie zgodziłam się na lokalizator?
Głupia dziewczyno, twój upór mógł kosztować Zacha cenny czas.
A jeśli nas rozdzielą? Nie będą w stanie mnie znaleźć. Muszę zatrzymać Zacha tutaj ze mną.
Nie masz wyboru. Musisz dać Henry'emu to, czego chce... I tak to weźmie.
Nie mogę pozwolić, żeby Zach został skrzywdzony. On jest naszą jedyną nadzieją na ucieczkę z tego koszmaru.
Straszny, wysoki jęk dobiega z telefonu. Szybko go podnoszę. To, co widzę, sprawia, że czuję zimno. Pierwszy mężczyzna, ten, którego Zach wcześniej dusił, używa na nim paralizatora. Ciało Zacha trzęsie się na podłodze, gdy wstrząs za wstrząsem przechodzi przez niego.
Wstrzymuję oddech, licząc sekundy, aż jego ciało w końcu przestaje się ruszać. Potem moje serce bije szybko, gdy Zach leży tam nieruchomo.
Wstań. Proszę, obudź się.
Dwie minuty. Trzy minuty. Sześć minut mija, zanim Zach budzi się z jękiem w pustym pokoju. Leży tam, patrząc w sufit. Łzy spływają po mojej twarzy, gdy podnoszę wzrok znad telefonu.
„Dobry stary Diego. Nigdy nie był zwolennikiem uczciwej walki. A teraz chodź tu, księżniczko.” Chwyta mnie za nadgarstek, ale kopię go w nagłym akcie buntu.
Jęczy, gdy spada z łóżka. Patrzymy na siebie, gdy planuje swój następny ruch. Gdy sięga po moje kostki, kopię go w ramiona.
„Cholera, księżniczko. Robisz mnie twardym.”
Wzdrygam się na jego słowa, gdy ciągnie mnie w dół materaca, pod siebie. Jego palce szarpią czarną koronkową bieliznę, którą mam na sobie. Poruszam się, próbując uciec, ale ona się rozdziera, pozostawiając mnie odsłoniętą. Chłodne powietrze dotyka moich nóg.
Jego zimne, szorstkie palce rozsuwają moje nogi, gdy układa się między nimi. Czuję strach, gdy zdaję sobie sprawę z tego, co się dzieje. Znowu to zrobi. Znowu mnie zgwałci. A najgorsze jest to, że ledwo walczyłam.
„Zejdź ze mnie,” mówię słabo, poruszając się pod nim, sprawdzając, jak mnie trzyma.
„Jeden telefon sprawi, że znowu będzie się trząsł na podłodze.”
Zamykam oczy na jego słowa.
Nie ma z tego wyjścia. Weźmie cię, czy pozwolisz, czy nie.
Nie pozwól, żeby Zach został skrzywdzony przez ciebie.
„To twoja druga lekcja. Powinnaś była oddać mi się dobrowolnie.” Wchodzi we mnie brutalnie, jego dłonie zaciskają się na mojej szyi.
„Wreszcie,” jęczy, biorąc mnie bez litości.
Odwracam głowę na bok, patrząc na ogrody. Nie walcz. Po prostu wstrzymaj oddech, jak uczył cię Zach. Idź do spokojnego miejsca, szczęśliwego miejsca.
Oddziel umysł od ciała. Ciebie tu nie ma. To tylko twoje ciało, którego on używa. Zapomnij o nim.
Nie pozwól mu się złamać.















































