Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Półkrwi Tom 2

Półkrwi Tom 2

Autorzy
Laura B.L.
Lektury
16,0K
Rozdziały
54
Autorzy
Laura B.L.
Lektury
16,0K
Rozdziały
54
🐺Paranormaline🎭Dramatyczne👩‍❤️‍👨Prawdziwy partner🧙‍♂️Paranormalne i fantasy👑Rodzina królewska i arystokraci😇Anioły i demony

Życie Daphne przybiera mroczny obrót, gdy traci pracę i zawiera desperacki pakt z demonem, by ocalić brata. Związana służbą, staje się łowczynią dla demonicznego króla Rothvalna. Poruszając się w zdradzieckim świecie demonów, czarownic i likanów, Daphne odkrywa sekrety, które wystawiają na próbę jej lojalność i zmuszają ją do zmierzenia się z własnym przeznaczeniem. Gdy życie brata wisi na włosku, Daphne musi zdecydować, komu zaufać i jak daleko posunie się, by chronić tych, których kocha.

Prolog

Księga Druga: Pokusa nie do odparcia

Daphne poświęciła swoje życie tropieniu tych, którzy łamią obietnice złożone Królowi Demonów, odkąd zawarła z nim układ, by ocalić życie swojego brata. Kiedy jednak sprzeciwia się królowi i uwalnia tajemniczego jeńca, jej działania narażają na niebezpieczeństwo wszystkich, na których jej zależy. Pomimo jej nienawiści do demona, którego uwolniła, wzbudza on w niej dotychczas nieznane uczucia strachu i tęsknoty. Daphne wie, że jest gotowa zapłacić każdą cenę, by zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim.
Nowa Anglia, 1878 r.
Odgłos pospiesznych kroków odbijał się echem po schodach, a każdy stopień wykonany z ciemnego drewna skrzypiał pod ciężarem Daphne, gdy wchodziła na górę ze świeżą pościelą.
Jej kroki przerywane były tykaniem wielkiego zegara, stojącego w jadalni na wysokości dwóch i pół metra.
Zegar stał na solidnej, kwadratowej podstawie, a jego długa mahoniowa obudowa miała wyrzeźbiony kształt, podtrzymującej czasomierz.
Pan Ormand wkrótce miał wrócić do domu. Wszyscy służący spieszyli się, by przygotować dla niego wieczorny posiłek i kąpiel. W każdą środę odbywała się bezbłędnie ta sama rutyna.
Ale dziś przypadał dzień kąpieli.
Daphne dotarła na szczyt schodów i pospieszyła w kierunku dużych, czarnych, podwójnych drzwi na końcu korytarza, które prowadziły do prywatnej kwatery pana Ormanda.
Nikt nie lubił wchodzić do tego pokoju. Tylko Daphne się na to odważyła, ponieważ nie miała innego wyboru, jeśli chciała zachować pracę. A utrata pracy była czymś, na co nie mogła sobie pozwolić.
Jej młodszy brat, James, który zbliżał się do swoich osiemnastych urodzin, był słabego zdrowia, a ona była wszystkim, co zostało mu na świecie.
W końcu weszła do pokoju, a jej oczy błądziły po szarych ścianach ozdobionych setkami krucyfiksów.
Białe świece musiały pozostawać zapalone przez cały czas. W przeciwnym razie złe duchy lub demony, jak nazywał je pan Ormand, wyłaniały się z cienia.
Wszyscy w wiosce wiedzieli o religijnej obsesji jednego z najbardziej szanowanych członków kościoła.
Wielu nadal bało się wchodzić do jego pokoi, a ona nie była wyjątkiem. Jedyną różnicą było to, że musiała wykonywać swoją pracę bez narzekania, bez wyrażania opinii, które mogłyby zagrozić jej pozycji.
Otoczona świecami i krucyfiksami, zaczęła przygotowywać łazienkę przylegającą do głównej sypialni. Zamieniła brudne prześcieradła na czyste.
Kiedy skończyła, nie mogła powstrzymać się od ponownego spojrzenia na niesamowity pokój. Krucyfiksy wisiały jeden obok drugiego, a różańce były porozrzucane na komodzie i łóżku.
Wzrok Daphne ponownie wylądował na przedmiocie, który co dwa tygodnie wywoływał krzyki pana Ormonda.
Brązowy bicz z jasnymi piórami leżał na podłodze obok dużego, wysokiego łóżka, zużyty i bezczynny, czekając, aż jego właściciel wróci i zrobi z niego użytek.
Wszyscy znali przeznaczenie bata. Pan Ormond, dręczony poczuciem winy, ukarze się po powrocie z domu pani Wallace: wdowy w wieku prawie trzydziestu ośmiu lat, prawie dwadzieścia lat młodszej od niego.
Nie mogąc się oprzeć, Daphne podniosła pejcz.
Przyjrzała mu się, zastanawiając się, jak ktoś mógł zadawać sobie taki ból, by uwolnić się od tak błahej winy jak fizyczna przyjemność.
Chociaż nie była zaznajomiona z tą ciemniejszą stroną świata, w której przyjemność może przeważać nad rozsądkiem, nie uważała się za tak pruderyjną jak niektóre kobiety.
W wieku dwudziestu dwóch lat jej świadomość nieco wzrosła, bo nauczyła się z opowieści innych pokojówek w domu, że akt seksualny nie był tak grzeszny, jak wierzył pan Ormand.
A jednak pochłaniała go żądza.
Wiedziona ciekawością, przesunęła palcami po biczu. Czy to możliwe, że poprzez ból pan Ormand mógł pozbyć się poczucia winy?
Jak mógł znosić takie tortury bez przerwy? Zagubiona w swoich myślach, nie zauważyła zbliżających się ciężkich kroków.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a gniewne, niebieskie oczy podstarzałego mężczyzny zaskoczyły ją tak bardzo, że Daphne aż sapnęła, upuszczając bicz.
Wzrok pana Ormanda padł na leżący na podłodze bicz, a jego twarz z każdą sekundą stawała się coraz bardziej zagniewana.
„Tak mi przykro, sir…” Daphne zaczęła przepraszać, ale on jej przerwał.
„Wynoś się stąd”.
„Proszę pana, proszę zrozumieć. Nie chciałam…”
„Powiedziałem wynoś się. Natychmiast!”
Daphne ogarnęła rozpacz. Ze łzami w oczach upadła na kolana, błagając pana Ormanda o litość.
Chwycił ją szorstko za ramię, ciągnąc po podłodze i zostawiając poza pokojem.
Była zrujnowana. Jej jedyny sposób na utrzymanie siebie i brata zniknął z powodu jej błędu. Dlaczego? Dlaczego musiała podnieść bicz z podłogi?
Dlaczego nie mogła po prostu zająć się swoimi zwykłymi sprawami bez wtrącania się w sprawy pana Ormanda?
Daphne właśnie naraziła życie Jamesa na niebezpieczeństwo.
Z żalem wróciła do Jamesa, który czekał na nią na skraju wioski.
Był z Agatą, ekscentryczną starszą kobietą, która pomagała jej już przez prawie trzy lata.
Na początku Daphne nie mogła pojąć, dlaczego Agate chciała jej pomóc przy opiece nad bratem.
Rzadko zdarzało się, by zubożali ludzie pomagali innym zubożałym ludziom i chociaż Agate była nieco dziwna, nigdy nie wypowiedziała ostrego słowa ani nie wykonała niegrzecznego gestu pod jej adresem.
Dźwięk suchych liści chrzęszczących pod jej stopami odbijał się echem, gdy Daphne szła leśną ścieżką do chaty.
Okolica skąpana była w odcieniach pomarańczy i czerwieni, a chłodne powietrze muskało jej twarz, pozostawiając różowe plamy na policzkach i czubku nosa.
Im głębiej zapuszczała się w las, tym bardziej odczuwała zimno.
Zastanawiała się nad możliwymi sposobami zarabiania pieniędzy. Być może mogłaby poszukać pracy w domu pana Browna.
Pomimo jego reputacji jako surowego dla tych, których uwięził, mówili, że był całkiem przyzwoity, nawet jeśli jego żona była niemiła dla służby.
Daphne dźwigała ciężar opieki nad bratem i płaciła Agate wynagrodzenie za wszystkie mikstury, które ta uwarzyła dla Jamesa. Żaden lekarz nie chciał leczyć jej brata z obawy przed zarażeniem.
Podejrzewano, że James miał gruźlicę, ale ona sama nigdy na nią nie zachorowała.
Oczywiście nikt nie zdawał sobie sprawy z trudnej sytuacji Daphne, ponieważ obawiała się, że gdy wieść się rozejdzie, już nigdy nie znajdzie pracy.
Przypomniała sobie dzień, w którym po raz pierwszy spotkała staruszkę.
Pewnego dnia, gdy wędrowała po mieście, pytając o potencjalne oferty pracy, natknęła się na Agate, kobietę, która twierdziła, że ma co najmniej siedemdziesiąt lat.
Siwe włosy miała splecione w warkocz, brązowe oczy, dłonie usiane piegami i haczykowaty nos.
Gdy Daphne zobaczyła ją po raz pierwszy, widziała, jak pan Brown i jeden z jego zbirów krzyczeli na nią „heretyczka” i „czarownica”, pozostawiając ją znieruchomiałą.
Wielu naprawdę obawiało się tych słów, ponieważ wciąż opowiadano historie o procesach w Salem.
Daphne obserwowała ją z daleka, nie chcąc się do niej zbliżać i być z nią kojarzona. Gdy już miała się odwrócić i odejść, coś w niej pękło.
Jak mogła porzucić bezbronną staruszkę na ulicy? Nie było żadnych dowodów na poparcie tych oskarżeń o czary.
Pomyślała wtedy o swojej matce, która zniknęła dawno temu, zostawiając ją i jej brata.
Zniknęła bez śladu. A jej ojciec? Nawet nie wiedziała, kim był.
Daphne podeszła do Agate i dotknęła jej ramienia. Niektórzy przyglądali się z daleka zaciekawionymi oczami, podczas gdy inni patrzyli z dezaprobatą.
Pan Brown zdążył już odejść.
„Wszystko w porządku?” zapytała Daphne.
Staruszka wpatrywała się w nią przez długi czas, a Daphne wciąż pytała, czy wszystko z nią w porządku.
„Nic mi nie jest, dziękuję, kochanie”. Uśmiechnęła się, a jej otoczone zmarszczkami oczy ponownie przyjrzały się Daphne.
„Dobrze, uważaj proszę na siebie”. Daphne już miała odejść, gdy starsza kobieta nagle chwyciła ją za nadgarstek.
„Jak masz na imię?”
„Daphne Brooks” odpowiedziała, przyglądając się ostrożnie starym palcom ściskającym jej skórę.
„Jak mogę się odwdzięczyć Daphne Brooks za twoją dobroć?”
„Nie trzeba, proszę pani…?”
„Agate”.
„Po prostu Agate?”
„Tylko Agate. Nie chcę, żebyś odeszła bez podarowania mi możliwości na odwdzięczenie ci się”.
„Nie sądzę, byś mogła mi pomóc…” Daphne odpowiedziała cicho, starając się nie brzmieć niegrzecznie.
„Myślę, że potrafię… Regana Damonish”. Wyraz twarzy Agate był dziwny.
„Słucham? Co pani powiedziała?” zapytała Daphne lekko zaniepokojona. Nie rozumiała ostatniego zdania wypowiedzianego przez staruszkę.
„Jeśli potrzebujesz pomocy, znajdź mnie. Mieszkam na obrzeżach wioski, w lesie”.
„Miłego dnia, Agate”.Daphne szybko się pożegnała i odeszła, nie oglądając się za siebie.
Agate nie ruszyła się z miejsca, obserwując jak młoda kobieta znika w oddali. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
Regana w końcu się pojawiła, a ponowne pojawienie się Antequroma było tylko kwestią czasu.
Daphne w końcu dotarła do chaty Agate, w której ona i James mieszkali, starając się odsunąć wszystkie myśli na bok i wchodząc do środka.
Choroba jej brata wciąż nie została wyleczona, ale eliksiry Agate łagodziły jego ból.
„Daphne, co tu robisz? Miałaś przyjść dopiero za dwa dni” zapytał James, marszcząc brwi, gdy leżał na wąskim łóżku.
Był wysokim, chudym młodym mężczyzną, którego blada cera zawsze przyćmiewała jego przystojne rysy. Jego brązowe włosy opadały falami wokół twarzy.
„Zostałaś stamtąd wyrzucona” powiedziała Agate, odwracając się od bulgoczącego nad ogniem kotła.
Daphne patrzyła, jak oczy Jamesa rozszerzają się ze zmartwienia. „Co się stało, Daphne? Skrzywdzili cię?” James zaczął się poruszać, próbując wstać, ale ostry kaszel zmusił go do pozostania w pościeli.
Daphne rzuciła się w jego stronę i dopiero wtedy zauważyła zakrwawione szmatki na podłodze, podobne do tych w dłoni Jamesa.
Delikatnie przesunęła dłonią po czole brata, składając na nim pocałunek. „Nikt mnie nie skrzywdził, James”.
„Zawaliłam sprawę i przez to straciłam pracę. Ale nie martw się, jutro wrócę do wioski i sprawdzę, czy ktoś inny nie potrzebuje pomocy”.
„Daphne…” Głos Agate był zmęczony, gdy zwróciła na nią uwagę. „Muszę z tobą porozmawiać”.
Daphne skinęła głową i wyszła za nią na zewnątrz chaty. „O co chodzi?” zapytała, w jakiś sposób wyczuwając powagę następnych słów wiedźmy.
„James, nie zostało mu wiele czasu. Moje lekarstwa nie działają”.
Daphne zamilkła.
„Ale czy nie obiecałaś, że go uleczysz? Czy nie przechwalałaś się, że jesteś potężną czarownicą, która może mu pomóc?” Jej słowa były przeplatane złością i łzami.
„Daphne, czy pamiętasz, co ci powiedziałem, gdy po raz pierwszy mnie odszukałaś?” Wyraz twarzy Agate był surowy.
Daphne mogła tylko płakać.
„Powiedziałam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby przedłużyć życie twojego brata”.
„Tak, jestem czarownicą, dziecko, i jestem wdzięczna, że opiekowałaś się mną, gdy spłacałam mój dług wobec ciebie”.
„Ale nie mogę uratować twojego brata. Moje moce mają swoje ograniczenia. Nie mogę uratować śmiertelnej duszy, która jest już skazana na zagładę”.
Daphne upadła na kolana, szlochając w sposób niekontrolowany. Nie mogła stracić Jamesa, swojego brata, swojej jedynej rodziny. Ukryła twarz w dłoniach, a jej policzki były mokre od łez.
Co by bez niego zrobiła? Jak mogłaby istnieć na tym świecie bez swojego drogiego brata? Nie słysząc jego głosu? Nie widząc jego uśmiechu?
„Nie mogę go uratować, Daphne, ale znam kogoś, kto może to zrobić”.
Szloch Daphne ustał nagle i wstała. „Znasz kogoś i mówisz mi o tym dopiero teraz? Kto to jest? Zaraz go znajdę”.
„To nie jest ktoś, kogo łatwo znaleźć. I… jest też cena, którą będziesz musiała zapłacić”.
„Cokolwiek będzie konieczne, zrobię to” odpowiedziała Daphne, nie zważając na potencjalne konsekwencje.
„Skoro tak”.
Agate zamknęła oczy i zaczęła intonować nieznane słowa. Jej pomarszczone, wykręcone palce dotknęły pierścienia z groteskowym czarnym kamieniem, który wisiał na jej szyi.
„Czego znów chcesz?”
Męski głos zaskoczył Daphne, która odwróciła się. Jej bursztynowe oczy spotkały się z ciemnobrązowym spojrzeniem i wydatnym nosem mężczyzny.
Mężczyzna, który pojawił się pozornie znikąd, był niezaprzeczalnie atrakcyjny, ale Daphne wyczuła mroczną aurę za jego przystojną powierzchownością. Coś złowieszczego.
„Potrzebuję przysługi” zaczęła Agate. „To jest Daphne Brooks. Jej brat potrzebuje pomocy. Jest gotowa zawrzeć z tobą umowę”.
Mężczyzna przyjrzał się Daphne od stóp do głów; pomimo jej zwykłej szarej sukienki, zatrzymał się, by przyjrzeć się jej twarzy. Była niezaprzeczalnie piękna.
Drobne piegi zdobiły grzbiet jej nosa i policzki, bursztynowy odcień oczu w kształcie migdałów rozświetlał jej twarz, a orzechowe włosy doskonale uzupełniały jej naturalne piękno.
„Kim jesteś?” zapytała Daphne, a wewnętrzny głos ostrzegł ją, by nie ufała temu mężczyźnie.
„Rothvaln”.
„On jest demonem” wyjaśniła Agate.
Daphne spojrzała na nią z niedowierzaniem i ogarnął ją atak śmiechu.
„Demonem?” powtórzyła, zerkając na Agate, która pozostała poważna. Następnie odwróciła się z powrotem do dziwnego mężczyzny w czerni, który nie wydawał się być poruszony jej pozorną kpiną.
„Chcesz, żebym pomógł twojemu bratu? Tak czy nie?” zapytał Rothvaln, a jego cierpliwość zdawała się być na wyczerpaniu.
„Czy możesz… Czy naprawdę możesz go uratować?” Głos Daphne ledwo przekraczał szept.
„Mogę przedłużyć jego życie, ale będzie to miało swoją cenę”.
„Nie mam pieniędzy…”
„Pieniądze to zmartwienie śmiertelników. Ja potrzebuję czegoś więcej”.
Daphne była zagubiona. Co jeszcze mogłaby zaoferować? Czy mogła zaoferować siebie, swoje ciało i duszę? Swoją niewinność?
„Jeśli to mnie chcesz, to… oddam ci się” zaoferowała, a jej głos zadrżał.
Uśmiech Rothvalna nie był ciepły ani rozbawiony. Był to złowieszczy uśmiech, pełen sekretów, które tylko on znał.
„Intrygujesz mnie, Daphne” głos Rothvalna był miękki, co sprawiło, że serce zabiło jej mocniej w piersi. Czuła strach. „Trzysta lat dla twojego brata, a w zamian będziesz pracować dla mnie”.
„Jak długo?”
„Pięćset lat? Ale jeśli mnie wkurzysz lub będziesz nieposłuszna, życie twojego brata skończy się natychmiast”.
Myśli Daphne szalały w jej głowie. Jej życie już i tak było w rozsypce.
Zawarcie układu z demonem nie pogorszy już sytuacji, a nawet może ją poprawić. A co najważniejsze, James będzie żył dłużej.
Nawet jeśli nie na zawsze, to będzie miał trzy zdrowe stulecia, a ona będzie mogła spędzić z nim więcej czasu.
Sprzedać swoją duszę? Oddać się demonowi? Zrobiłaby wszystko, by ocalić Jamesa i móc spędzić z nim więcej czasu. Spojrzała z Rothvalna na Agate.
Po raz pierwszy odkąd się poznali, Agate się uśmiechnęła. Rothvaln nie przegapił tego.
To było dziwne, że Agate Brevil, biorąc po uwagę jej naturę, pomagała zwykłemu śmiertelnikowi.
I niestety dla niego, nie mógł odmówić starej kobiecie, która znała największy sekret Królestwa Demonów i była związana z nim paktem.
„Zgoda” zgodziła się w końcu Daphne.
***
Czas teraźniejszy
Krople wody nieubłaganie spadały na twarz zabójczyni, kobiety pracującej, by spłacić swój dług.
Ci, którzy zawarli pakt z demonem i nie dotrzymali go, bali się jej. Ten koszmar czaił się teraz w cieniu, czekając na swoją kolejną ofiarę.
Daphne była ubrana w czarną koszulę, skórzane spodnie i buty, a wszystko to skrywała ciężka peleryna, która otulała jej sylwetkę i roztaczała onieśmielającą aurę.
Mogła mieć tylko nadzieję, że jej kolejne zadanie nie będzie tak niepokojące jak poprzednie. Dwa tygodnie zajęło Daphne dojście do siebie po zaklęciu, które powodowało nieustanne halucynacje.
I po raz kolejny, dzięki Rothvalnowi, udało jej się uciec przed udręką. To było nie do zniesienia patrzeć, jak jej brat James umiera w każdy możliwy sposób.
Daphne ponownie spojrzała na drzwi czegoś, co wyglądało na dom, a dokładniej na zrujnowaną ruderę.
Słabe światło, prawdopodobnie pochodzące ze świecy, było jedynym źródłem oświetlenia wewnątrz. Grzmoty i deszcz były jej towarzyszami tego popołudnia.
Królestwo Czarownic wydawało się jeszcze bardziej opustoszałe, zwłaszcza w tej części królestwa, gdzie mieszkali tylko wyrzutkowie elitarnego społeczeństwa Evanory.
Ta ziemia była znana jako „Miejsce Niczyje”. Nie było tu żadnych wspaniałości. Zamiast dróg było błoto, domy przypominające szałasy, stare wozy oraz obdarte czarownice i czarnoksiężnicy.
Różnica między nimi a klasą wyższą była ogromna.
Daphne ponownie poprawiła płaszcz, jeszcze bardziej ukrywając swoje rysy pod ciemnym kapturem. Zaczęła zbliżać się do celu.
Jej palce ściskały groteskowy kamienny pierścień, który Agate dała jej lata temu, zanim zniknęła.
W jakiś sposób biżuteria dawała jej komfort, którego potrzebowała w najbardziej niespokojnych chwilach.
Błotnista woda rozpryskiwała się z każdym jej krokiem; smród wszechogarniającej zgnilizny został tymczasowo zamaskowany przez burzę.
Domy z podniszczonymi dachami i rozpadającymi się ścianami ciągnęły się wzdłuż wąskiej, podmokłej ścieżki. To była atmosfera mrożąca krew w żyłach, biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo tego miejsca.
Strach był najbardziej logiczną emocją, jaką mogła teraz odczuwać, pamiętając, co stało się ostatnim razem – ale nie miała innego wyboru.
Lata spłacania długów były jej obowiązkiem, odkąd zawarła pakt z samym Królem Demonów.
Weszła po dwóch rozpadających się drewnianych stopniach, nie przejmując się hałasem zdradzającym jej obecność. Gdy nadchodził Zabójca z Rothvaln, nie było ucieczki.
Lata rygorystycznego treningu, krew na twarzy, rany, które nigdy się nie goiły, niezliczone tortury, które wydawały się nie mieć końca, ukształtowały ją taką, jaką była dzisiaj.
Rothvaln zadbał o to, by była dobrze przygotowana do tego zadania.
Bez pukania pchnęła drzwi i z charakterystyczną dla siebie, onieśmielającą gracją, Daphne weszła do środka. Obejrzała pokój.
Pojedyncza świeca, prawie wypalona, stała na stole, podczas gdy inna, ledwo używana, stała na parapecie. Ciemnozielony płaszcz wskazywał na zbliżające się niebezpieczeństwo.
Oczy Daphne wylądowały na kobiecej postaci skulonej w kącie. Ubrana była w coś, co kiedyś mogło być białą szatą. Jej włosy miały złoty odcień, a młode ramiona kryły jej twarz.
Tajemnicza postać wydała z siebie cichy szloch. Światło w pokoju przygasło, gdy prawie wypalona świeca w końcu zgasła.
Daphne ostrożnie zbliżyła się do celu. Sztylet, który trzymała przy udzie, był gotowy do akcji.
„Filix Wood” zaczęła Daphne.
Ciałem kobiety wstrząsnął szaleńczy szloch.
„Spiskowanie przeciwko demonowi jest poważnym wykroczeniem w Królestwie Rothvaln…”
Histeryczny śmiech przerwał Daphne. Kobieta pozostała zgarbiona, z twarzą ukrytą między ramionami i kolanami.
„Rothvaln…?” Ze śmiechu wyłoniła się twarz. Kobieta była tak młoda, jak sugerowały jej ramiona, z zielonymi oczami i pełnymi ustami.
„Wiem coś, czego nie wie nikt inny…” Śmiech kobiety nie ustawał, dziki i niepohamowany.
Daphne przyglądała się jej z obojętną miną. Jej zaciekawienie słowami kobiety pozostało nieujawnione.
„Antequrom” powtórzyła kobieta, wciąż się śmiejąc.
Antequrom? Co to znaczy? ~Daphne nigdy wcześniej nie słyszała tego słowa.
„Czym jest Antequrom?” zapytała Daphne.
Kobieta, wciąż siedząca na podłodze, odwróciła się do niej. Jej śmiech ucichł, zastąpiony cichym, bezzębnym uśmiechem.
„Nikt nie wie… nikt nie wie… wszyscy umrą… on umrze… wszyscy umrą… niewdzięczni…” Słowa kobiety stały się powtarzalnym śpiewem.
Gdy Daphne miała zadać kolejne pytanie, kobieta rzuciła się na nią.
Tam, gdzie kiedyś były młodzieńcze ramiona i skóra, teraz były tylko zmarszczki i zniszczone wiekiem ciało.
Wiedźma zaatakowała Daphne, próbując wydłubać jej oczy długimi, brudnymi paznokciami.
Daphne uderzyła ją w nos, powodując, że czarownica się cofnęła. Korzystając z okazji, Daphne wstała, a jej prawa ręka zacisnęła się wokół gardła wiedźmy. Dusiła wiedźmę, podnosząc ją z podłogi.
Wiedźma próbowała się uwolnić, ale uścisk Daphne zacieśnił się. Jęki czarownicy ustały wraz z odgłosem pękającej szyi.
Ciało czarownicy upadło na podłogę. Daphne spojrzała na nią, a jej twarz była pozbawiona emocji i żalu.
Już dawno zapomniała o poczuciu winy.
Początkowo opłakiwała każdą ofiarę, która padła z jej ręki, ale myśl o Jamesie była tym, co sprawiało, że wstawała każdego ranka, i napędzało ją do wypełnienia swojej misji.
Nie mogła porzucić wszystkiego, na co tyle pracowała. Zostawić Jamesa? Nie, kiedy czerpała taką radość z jego szczęścia, z życia, które prowadził przez te wszystkie lata. Nigdy nie żałowała swojego wyboru.
Gdy deszcz nie przestawał padać, Daphne zdjęła z szyi przedmiot. Czarny, żelazny medalion nosił godło Królestwa Demonów.
Żelazne fale formowały skrzydła, tuląc w środku symbol przypominający romb. Z czwartego punktu wyłaniał się kształt przypominający sztylet.
Daphne przyłożyła medalion do twarzy wiedźmy. Pomarszczona skóra zaczęła płonąć, przybierając kształt przedmiotu. To była ostateczna kara dla tych, którzy złamali pakt.
Wszystkich zdrajców spotyka ten haniebny los, wszyscy noszą piętno dłużników Królestwa Rothvaln.
Założyła medalion na szyję, pozostawiając za sobą martwe ciało i poznaczoną bliznami twarz. Znaczenie tej sceny było jasne. Czarownica zawarła pakt z demonem i nie dotrzymała go.
Wzrok Daphne padł na małą kryształową fiolkę zwisającą z szyi martwego ciała, wypełnioną czerwonym płynem. Podniosła ją.
To nie był pierwszy raz, kiedy znalazła taką fiolkę wypełnioną krwią, znaną przez czarownice jako Dotyk Demona – była to krew demona, równie zabójcza jak pocałunek Fae.
Naciągając płaszcz z powrotem na głowę, odwróciła się i odeszła, przenosząc się do Królestwa Demonów.

Odkryj Galateę

Rodzeństwo Hart 2: Kochając TheoBracia SicilianoSługa AlphyPomóż mi, Alpha: FinałKlauzula małżeńska

Najnowsze publikacje

Nie ma czegoś takiegoTo, co pozostaje: Historia Johna BakeraRóża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawsze

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 73

Finished books Library 2

by Donna Cravens Cooper

liczba książek: 475

Books read and loved 2

by Lau reads n reads

liczba książek: 226

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28

Good book but 1/2 spicy 🌶️🌶️

by Chicken Momma

liczba książek: 36

Books I’ve Read 2

by JoannaS

liczba książek: 51

2024 Christmas Contest

by Mia Mina MacDonald

liczba książek: 65

2 books in 1 & maybe another book

by Cuddlywifey

liczba książek: 4

Lista 2

by Amela

liczba książek: 13

Hot

by goshka

liczba książek: 135

Przeczytane bez kontynuacji

by Jo ann

liczba książek: 174

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 68

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

2025 Spooky, Sexy, Scary

by Mia Mina MacDonald

liczba książek: 6