
Brudne sekrety miliardera
Autorzy
S. L. Adams
Lektury
736K
Rozdziały
29
Kinley przysięgła, że nigdy więcej nie postawi stopy w domu swojego ojczyma. Minęło szesnaście lat, a jej rany wciąż są świeże, uniemożliwiając jej życie, jakiego pragnie. Harland był zadowolony ze swojego kawalerskiego życia w Nowym Jorku, ale teraz jego ojciec i macocha nie żyją. Czy dwoje przyrodniego rodzeństwa zdoła przezwyciężyć nienawiść i podzielić się spadkiem – oraz opieką nad dwunastoletnią przyrodnią siostrą?
Rozdział 1
KINLEY
Wiosenne liście i kwiaty lśniły w porannym świetle. Jaskrawozielony kolor maja działał na mnie kojąco. To była moja ulubiona pora roku. Wszystko wyglądało świeżo i nowo, a lato było tuż-tuż.
Maine było pięknym stanem. Z wyjątkiem zimy. Zimy w Nowej Anglii były prawie tak okropne jak zimy w Nowym Jorku. Mieszkałam w Rochester od szesnastu lat i śnieg z jeziora potrafił być naprawdę straszny.
Spotkanie z prawnikami było zaplanowane na dziewiątą. Dzień wcześniej jechałam sześć godzin. Na ten poranek zostawiłam sobie trzy godziny. Potem spędziłam prawie bezsenną noc w hotelu w Concord w New Hampshire.
Wyjechałam z hotelu o piątej rano. Do Bangor dotarłam tuż po ósmej. GPS zaprowadził mnie do starego ceglastego budynku. Był dokładnie taki, jakiego się spodziewałam.
Orland Hollingbrook był dziwnym starym człowiekiem, który lubił, żeby wszystko wokół niego było równie stare jak on. Z wyjątkiem jego kobiet. Jeśli chodziło o znalezienie kobiety do pieprzenia, im młodsza, tym lepsza.
Mam nadzieję, że cierpisz na wieki, obrzydliwa świnio.
Mogłam wyjechać. Mogłam wrócić do Rochester. Mogłam zapomnieć o ostatnich dwóch dniach. To byłby najlepszy wybór dla mojego zdrowia psychicznego.
Nie zależało mi na pieniądzach. Kiedy uciekłam szesnaście lat temu, obiecałam sobie, że nigdy nie wrócę do tego smutnego, okropnego domu.
Aż do telefonu, który wszystko zmienił.
Zaparkowałam mojego starego zielonego hondę na parkingu obok kancelarii prawniczej. Wyciągnęłam Kindle'a. Równie dobrze mogłam poczytać jedną ze swoich romansowych powieści, czekając. Moje książki pomagały mi uciec od mojego samotnego, singielskiego życia.
Jak by to było zakochać się w facecie takim jak ci z moich książek? Duzi, silni mężczyźni, którzy traktowali swoje kobiety naprawdę dobrze?
Moje romansowe bohaterki zawsze musiały przejść przez jakiś ból i zmartwienia. Ale zawsze znajdowały swój happy ending. Szkoda, że prawdziwy świat tak nie działał.
Happy endingi nie były gwarantowane. Zwłaszcza dla tak popieprzonych kobiet jak ja.
O ósmej czterdzieści pięć schowałam Kindle'a i otworzyłam drzwi samochodu. Nogi miałam jak z ołowiu, kiedy szłam w stronę wejścia.
Pchnęłam ciężkie drewniane drzwi i weszłam do środka. Wyglądało tam jak w 1980 roku.
Jasne, urodziłam się dopiero pod koniec tamtego okresu. Ale wiem, jak wyglądał ten styl. Dekoratorka wnętrz we mnie nie lubiła ciemnobrązowych drewnianych paneli i kwiecistych kanap.
Kobieta zza lady spojrzała na mnie ponad drucianych okularów.
„Mogę w czymś pomóc?”
„Jestem Kinley Davenport. Mam umówione spotkanie z panem File.”
„Jego biuro jest na trzecim piętrze” – powiedziała. „Jeśli pójdzie pani tym korytarzem, znajdzie pani windę po lewej stronie.”
„Dziękuję.”
Przeszłam ciemnym, wykładzinowym korytarzem. Ktoś powinien powiedzieć prawnikom z File, Fitch i Ferguson, że wykładzina już nie jest modna. I nie jest zdrowa.
Nacisnęłam przycisk windy i czekałam. Drzwi się otworzyły. Nikt nie wyszedł, więc weszłam do wyłożonej lustrami windy. Pokręciłam głową na widok brązowej wykładziny i mosiężnej poręczy.
Drzwi zaczęły się zamykać. Ale zatrzymały się, gdy wielka dłoń wsunęła się do środka.
„Przytrzymaj” – powiedział głos, który znałam.
Harland Hollingbrook.
Osoba, która uczyniła moje życie koszmarem od minuty, gdy moja matka wyszła za jego ojca, aż do mojego wyjazdu. Mój przyrodni brat był dla mnie okrutny przez całe osiem lat, które z nim mieszkałam. Nienawidził mojej matki. I wyżywał się na mnie.
Wszedł do windy. Jego uśmiech zniknął, kiedy mnie zobaczył.
Ostatni raz widziałam Harlanda, kiedy miał dziewiętnaście lat. Myślałam wtedy, że to duży facet. Ale ten palant dalej rósł. Był ode mnie znacznie wyższy. Moje oczy sięgały mu do klatki piersiowej.
Bardzo umięśnionej klatki piersiowej, okrytej bardzo obcisłą czarną koszulą.
Szaropasiasta krawat i czysty czarny garnitur dopełniały jego wyglądu „jestem kimś ważnym”. Moje oczy opadły na wyglądającą drogo teczkę. Jego bardzo duże palce były mocno zaciśnięte na rączce.
Całkowita nienawiść przetoczyła się przez mój żołądek. Wzbierała z głębi mnie. Była cicha przez szesnaście lat, czekając tuż pod powierzchnią na odpowiedni moment, by eksplodować.
„Wiedziałem, że nie będziesz w stanie się powstrzymać” – powiedział gniewnym głosem. Jego głęboki głos wypełnił małą windę. „Ta twoja złodziejska kurwa matka nauczyła cię dobrze.”
„Nie jestem niczym jak moja matka” – warknęłam.
„To dlaczego tu jesteś?”
„Dla mojej siostry.”
Skrzywił się złośliwie.
„Nawet nie wiedziałaś, że istnieje, dopóki nie zadzwonili dwa dni temu.”
„Jest moją krwią.”
„Jest twoją przyrodnią siostrą.”
„Więc mam ją po prostu zostawić?”
„Zadbam o nią” – powiedział. „Możesz wrócić do jakiejkolwiek dziury, w której się ukrywałaś przez ostatnie szesnaście lat. Nie potrzebuje kogoś takiego jak ty w swoim życiu.”
„Co to ma znaczyć? Kogoś takiego jak ja?”
„Dokładnie to, jak brzmi. Kogoś, kto chce tylko pieniędzy.”
Wcisnęłam palec w przycisk Otwórz.
„Chyba wezmę schody.”
Kiedy drzwi się nie otworzyły, zaczęłam walić w przycisk kciukiem.
Harland sięgnął wokół mnie i nacisnął przycisk Zamknij.
„Chcę wyjść z tej windy!” – wrzasnęłam. „Zejdź mi z drogi, ty przerosły tyran!”
„Przerosły tyran?” – Pokręcił głową. „To najlepsza obelga, jaką potrafisz wymyślić?”
Próbowałam sięgnąć wokół niego, żeby znowu nacisnąć przycisk Otwórz. Ale blokował cały panel.
„Zejdź, Harland. Musimy jechać na górę. Spóźnimy się na spotkanie.”
„Spokojnie, Ryża Pizda.”
„Nie nazywaj mnie tak.”
„Ryża Pizda.”
Zacisnęłam pięści. Spojrzałam w górę na mężczyznę, który uczynił moje życie koszmarem. Pierwszego dnia w liceum słodko pogadał ze szkolną sekretarką. Namówił ją, żeby pozwoliła mu zrobić ogłoszenie przez szkolny radiowęzeł.
Życzył mi powodzenia pierwszego dnia roku. Potem powiedział całej szkole, że mój pseudonim to Ryża Pizda. Powiedział, że to dlatego, że mam wielki, jasnoczerwony krzak. Twierdził, że widział go, kiedy przypadkiem wszedł na mnie pod prysznicem.
Nic z tego nie było prawdą. Ale wszyscy mu uwierzyli. Nazywali mnie Ryżą Pizdą aż do dnia, gdy wyjechałam, latem przed ostatnią klasą. Harland został zawieszony w szkole. Jego ojciec zabrał go na mecz Red Sox jako „karę”.
„Uspokój się, Kinley” – powiedział z długim westchnieniem. Przesunął się na drugą stronę windy. „Wcale się nie zmieniłaś. Wciąż jesteś bardzo spięta, widzę.”
Nacisnęłam przycisk trzeciego piętra. Ale nic się nie stało.
„Dlaczego ta winda się nie rusza?” – powiedziałam cicho.
„Zejdź” – powiedział głośno. Odepchnął mnie wielkim ramieniem. Zapach jego wody po goleniu czy kolońskiej wdarł się do mojego nosa.
Pachniał mieszanką skóry i sosny. To był przyjemny zapach. Szkoda, że osoba go nosząca była dupkiem pierwszej klasy.
Nacisnął wszystkie przyciski. Zaklął pod nosem.
„Chyba utknęliśmy.”
„Dobra robota, dupku.”
„To było trochę nie na miejscu.”
„Jak ulał.”
„Dorośnij, Kinley.”
„Ty pierwszy.”
Jego oczy przesunęły się po moim ciele. Zatrzymały się na mojej klatce piersiowej, zanim spotkały moje wściekłe spojrzenie z figlarnym.
„No, no, Mała Ryża Pizda dorosła. Zrobiła się z ciebie całkiem pieprzalny kawałek dupy, Kinley Davenport.”
Gniew wypełnił moje ciało. Szesnaście lat tłumionej złości groziło eksplozją w tej windzie. Zamknęłam oczy. Brałam powolne, ostrożne oddechy. Słowa mojej terapeutki działały kojąco.
Nie pozwól, żeby twój gniew tobą kierował. Nie może cię teraz skrzywdzić, chyba że mu pozwolisz. Nie pozwól mu. Nie jest tego wart. Nie może dalej cię ranić, chyba że zdecydujesz się mu na to pozwolić.
„Kurwa, Kinley” – zaśmiał się Harland. „Spokojnie. To był żart. Nigdy nie potrafiłaś znieść żartu.”
„Potrafię znieść żart” – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. „Robienie seksualnych komentarzy o czyimś ciele nie jest zabawne.”
„Musisz się nauczyć odpuszczać, kochanie.”
„Nie mów mi, co mam robić.”
Jego oczy się zmrużyły.
„Wracaj do domu, a nigdy więcej cię nie będę niepokoił.”
„Chciałbyś tego, prawda, Harland?”
„Bardzo. Dlatego to powiedziałem.”
„Ale dlaczego?”
„Bo moja siostra i ja nie powinniśmy dzielić się z tobą ani centem. Bardzo wątpię, żeby zostawił ci dużo.”
„Zobaczymy.”
„Miał pieprzonego alzheimera! Twoja podstępna matka pewnie go nabrała.”
„Jasne” – powiedziałam w sposób pokazujący, że mu nie wierzę. „Moja matka wiedziała, że oboje umrą tego samego dnia.”
„I miała mnie w dupie. Więc jeśli nabrała go, żeby zmienił testament, to po to, żeby upewnić się, że dostanie wszystko. Nie obchodziłoby jej, co się stanie, kiedy umrze.”
„O czym ty mówisz? Była bardzo smutna, kiedy wyjechałaś. Płakała przez całe dni.”
„Jasne.”
„Mój tata też był dość zdenerwowany. Bardzo cię lubił, Kinley.”
Głębokie oddechy, Kinley. Trzymaj się. Ostatnie, czego potrzebujesz, to stracić kontrolę w kancelarii prawniczej. Zwłaszcza przy Harlandzie Hollingbrooku.
„Kinley? Wszystko w porządku?”
„W porządku” – warknęłam.
„Wyglądasz trochę blado.”
„Muszę wyjść z tej pieprzonej windy!”
„Język, Ryża Pizdo.”
„Och, zamknij się, Harland.”
„Ała. Twoje ostre słowa ranią moje uczucia.”
Śmiał się, podczas gdy ja waliłam w drzwi. Krzyczałam o pomoc. Co za dupek. Harland Hollingbrook ani trochę się nie zmienił.
„Zaraz panią wyciągniemy, proszę pani!” – zawołał głos z drugiej strony drzwi. „Proszę wytrzymać!”
„Co robiłaś przez ostatnie szesnaście lat?” – zapytał Harland. Skrzyżował ramiona na ogromnej klatce piersiowej, opierając się o ścianę.
„Co cię to obchodzi?”
„Próbuję tylko nawiązać rozmowę, Kinley. Kurwa. Może powinnaś pomyśleć o lepszym ukrywaniu swojej nienawiści do mnie przed dzieciakiem.”
„Nie planuję tu długo zostać. Mam nadzieję załatwić papiery opiekuńcze i wrócić do Rochester do końca tygodnia.”
„Słucham?”
„Słyszałeś mnie, Harland.”
„Co sprawia, że myślisz, że dostaniesz opiekę?”
„Bo to dwunastoletnia dziewczynka. Potrzebuje być z kobietą, a nie z singlem, który co noc przyprowadza inną dziwkę.”
„Potrzebuje być wokół ludzi ze swojej klasy społecznej. Odziedziczy miliony. Dlaczego miałaby chcieć mieszkać z tobą w jakiejkolwiek nędznej dziurze, którą nazywasz domem?”
„Nic nie wiesz o moim życiu.”
„Ależ wiem. Mieszkasz w jednopokoiowym mieszkaniu w Rochester. Jeździsz zardzewiałym złomem. Pracujesz dla drugorzędnej firmy projektowej, która płaci ci grosze. I żyjesz od wypłaty do wypłaty bez grosza przy duszy.”
Zamrugałam szybko. Szok zamienił się w gniew.
„Skąd to wszystko wiesz?”
„Wynająłem prywatnego detektywa, jak tylko dostałem telefon o tacie i Susan. Domyśliłem się, że wypełzniesz z jakiejś dziury.”
„Co za kompletne naruszenie prywatności!”
Wzruszył ramionami.
„Pieniądze mogą kupić wiele rzeczy. Informacje z pewnością są jedną z nich.”
„To, że nie mieszkam w penthousie w Nowym Jorku, nie znaczy, że nie powinnam dostać opieki.”
„Ledwo stać cię na utrzymanie siebie! Jak zamierzasz utrzymać dziecko?”
„Zgaduję, że z naszego spadku!”
„I to jedyny powód, dla którego tu jesteś!”
„To nieprawda! Nic o mnie nie wiesz, Harland Hollingbrook! Pierdol się!”
Drzwi windy się otworzyły. Pokazały dwóch konserwatorów stojących tam. Wyglądali na zakłopotanych. Wyraźnie słyszeli naszą kłótnię. I dwóch mężczyzn w garniturach było za nimi. Prawdopodobnie prawnicy, z którymi mieliśmy się spotkać.
„Zakładam, że to pan Hollingbrook i panna Davenport” – zapytał jeden z mężczyzn w garniturach. Zmarszczył brwi z dezaprobatą.
Poszliśmy za prawnikami do sali konferencyjnej. Siedziały tam dwie kobiety z laptopami przed sobą.
„Jestem Farley File, a to mój wspólnik, Roland Fitch. Proszę przyjąć nasze najgłębsze kondolencje z powodu straty.”
„Dziękuję” – powiedziałam cicho. Usiadłam przy długim stole.
„Doceniam pańską szybką uwagę w tej sprawie” – powiedział Harland.
„Zarządzałem osobistymi i biznesowymi sprawami pańskiego ojca przez lata” – powiedział pan File. „Był dobrym przyjacielem. Grywaliśmy razem w golfa, zanim jego zdrowie zaczęło się pogarszać. Chcę się upewnić, że jego córka jest zaopiekowana. I chcę się upewnić, że jego ostatnie życzenia zostaną spełnione.”
Harland zajął krzesło obok mnie.
„Naprawdę?” – szepnęłam. „Jest dziesięć wolnych miejsc, a ty musisz usiąść tutaj?”
„Śmierdzę czy coś?”
„Nie.”
„To jaki problem, Ryża Pizdo?”
„Przestań tak mnie nazywać” – powiedziałam cicho, gniewnym głosem. Spojrzałam w górę. Cztery pary oczu nas obserwowały. Wyglądały na zirytowane i ciekawe.
Trzecia kobieta weszła i usiadła na końcu stołu. Miała złośliwy wyraz na cienkich, bladych ustach. Jej siwe włosy były zaczesane w ciasny kok.
Okulary siedziały na jej czole, podczas gdy na nas patrzyła. Robiła notatki na bloku przed sobą.
„Powiem ci co” – szepnął Harland. Pochylił się blisko mojego ucha. „Przestanę, jeśli udowodnisz, że się mylę.”
„Jesteś świnią” – powiedziałam cicho.
Pan File chrząknął.
„Panie Hollingbrook, panno Davenport, jesteście gotowi zacząć?”
„Tak” – powiedzieliśmy oboje.
„Dobrze. Mamy wiele rzeczy do omówienia. Za dużo na jeden dzień. Wiem, że oboje przyjechaliście z daleka. I macie pogrzeb do przygotowania. To bardzo trudny czas. Nie chcę was przytłaczać. Ale są pewne kwestie, które muszą zostać rozstrzygnięte dzisiaj.”
„W porządku” – powiedział Harland. „Wyłóżmy wszystko na stół. Chcę to jak najszybciej zakończyć.”
„Obawiam się, że to nie będzie takie proste” – powiedział pan File.
„Dlaczego nie?”
„Pański ojciec zostawił bardzo szczegółowe instrukcje w testamencie.”
„Oczywiście” – powiedział cicho Harland.
„Jak pan wie, pański ojciec był bardzo bogatym człowiekiem. Jestem pewien, że nigdy nie myślał, że on i Susan umrą razem. Ale zostawił instrukcje na taką sytuację. Jeśli umrze, i jeśli Susan już nie będzie żyła, chciał, żeby wszystkie jego pieniądze i majątek zostały podzielone równo między jego troje dzieci.”
„Co?” – wrzasnął Harland. „Troje dzieci! Kinley nie zasługuje na ani centa. Nie jest rodziną!”
„Przykro mi, Harland. Ale pański ojciec był w tej kwestii bardzo jasny.”
„Miał alzheimera! Będę z tym walczył!”
„Pański ojciec dokonał tej zmiany czternaście lat temu. Mogę panu zagwarantować, że tego dnia był w pełni świadomy.”
„Dlaczego miałby to zrobić?”
Pan File pokręcił głową.
„Nie mam na to odpowiedzi.”
„Mój tata nigdy nie chciałby, żeby dom został sprzedany. Jest w naszej rodzinie od pokoleń.”
„Ma pan rację. Nie chciał, żeby rodzinna posiadłość została sprzedana. Własność zostanie przeniesiona na pana, pannę Davenport i dziecko. Jeśli troje z was zdecyduje się go zatrzymać, jest fundusz utworzony na opłacenie podatków i wykonanie niezbędnych napraw i konserwacji. Jeśli zdecydujecie się sprzedać nieruchomość, pieniądze pójdą na cele charytatywne.”














































