
Porwana przez plemię
Autorzy
Lektury
632K
Rozdziały
70
Rozdział pierwszy
Ta książka jest zaaprobowaną przez autora adaptacją Taken by the Alpha
Jason Storm
Metaliczny dźwięk odbił się echem w mrocznym lesie. Odgłosy ciężkiego oddechu i pojękiwania mieszały się ze sobą. Skóra pękała, a ciało było rozrywane i rzucane na zlaną krwią ziemię.
Atak mężczyzny roznosił się echem w niemal cichej nocy. Noże były przekręcane, pięści uderzały, a kości pękały. Ten widok był po prostu przerażający. Trawa była przesiąknięta gęstą kałużą czerwonej krwi. Mrożący krew w żyłach krzyk przeciął powietrze. Potem nastała głucha cisza.
Mężczyzna znoszący tę brutalność nie mógł już krzyczeć z bólu ani prosić o pomoc. Zrozumiał swoje złe położenie, gdy czuł, jak jego ciało jest rozrywane na strzępy. Zdał sobie sprawę, że brakuje mu dłoni. Połowa jego ciała już nie działała.
Chociaż nocna ciemność ukrywała jego oprawcę, on wiedział, kto to jest. To był człowiek, o którym w The Tribe mówiło się tylko szeptem. The Tribe była tajną grupą, w której żył. Chociaż The Tribe i jej poszczególne Rodziny były chronione przed większością reszty świata przez fizyczne odosobnienie, izolację i miliardy dolarów — ta noc udowodniła, że nikt z nich nie był w pełni bezpieczny przed swoim Prime Elder, ich najwyższym przywódcą, kiedy wpadał w szał. Mężczyzna nie musiał widzieć jego twarzy, aby się upewnić. Mężczyzną, który go torturował, był Prime Elder. To on był potworem z tych wszystkich historii, które krążyły w jego Rodzinie. I nie miał on zamiaru puścić go wolno.
Zabijanie było po prostu częścią przetrwania dla tej wyższej klasy społecznej. Ale dla Jasona Storma, Prime Elder, było to tylko formą rozrywki. Był człowiekiem, który nie znał żadnych konsekwencji. Znał tylko władzę.
Oczy mężczyzny wychodziły z orbit, a krew sączyła się z każdego miejsca na jego ciele. Jego twarz była zupełnie blada. Nie miał wyboru, musiał zaakceptować swój los. Był bezsilny i nie miał już woli walki.
Człowiek, który wciąż go rozrywał, był nie do pokonania. Nosił sygnety na każdym palcu. Każdy z nich miał ukryte pojedyncze ostrze. Z każdego ostrza kapała krew. Był władcą, który stał ponad wszystkimi. Rządził twardą ręką. Był powodem ich bogactwa i ich wiecznej lojalności. Był powodem, dla którego w ogóle trwali. Ale był też powodem ich śmierci, jeśli tylko tak by postanowił.
Mężczyzna cicho jęknął z bólu, z opuszczoną głową, licząc, że uda mu się umrzeć z resztką godności.
Prime Elder zaśmiał się chrapliwie. Cieszył się strachem, który bił od mężczyzny. Rozkoszował się uczuciem skóry rwącej się pod jego okutymi w pierścienie palcami. Podobała mu się też ciepła krew, która zbierała się na jego dłoniach. Tortury trwały długie godziny. Mężczyzna znosił ból najdłużej jak potrafił bez krzyku. W lesie panowała upiorna cisza, ale wiatr zaczął złowrogo wiać.
Gdy jego ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa, czuł zbliżającą się śmierć. Prime Elder wciąż nie był zadowolony z zadanego bólu. Podniósł więc głowę mężczyzny i zaśmiał się zimno prosto w jego na wpół otwarte oczy.
Prime Elder odsunął się i uśmiechnął złośliwie. Niemal każdy centymetr jego ciała był pokryty krwią. Popchnął drgające ciało mężczyzny na krwawą trawę i cicho się zaśmiał. Prime Elder rzucił mu ostatnie spojrzenie i odszedł. Zniknął w gęstym, mrocznym lesie. Zostawił mężczyznę samego, by cierpiał, dopóki jego ciało całkowicie się nie podda.
Mężczyzna zwinął się w kłębek i cały się trząsł. Łzy płynęły z jego przekrwionych oczu. Nie mógł już dłużej tego w sobie dusić. Tortury były nie do zniesienia.
Więc wyrzucił to z siebie. Krzyczał, dopóki drzewa się nie zatrzęsły, a ptaki nie odleciały w strachu. Jego ciało się poddawało, a oczy wychodziły z orbit. Kiedy w końcu zamilkł, jego ciało przestało działać. Oczy miał szeroko otwarte, ale jego już tam nie było.
Był martwy.













































