Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Potyczki z kowbojem

Potyczki z kowbojem

Autorzy
Brittany Carter
Lektury
19,6K
Rozdziały
43
Autorzy
Brittany Carter
Lektury
19,6K
Rozdziały
43
💕Romantyczne💪🏻Samce alfa🕯️Slow Burn🎭Dramatyczne⚔️Od wrogów do kochanków☯️Przeciwieństwa się przyciągają🏙️Współczesne💪SIlne kobiety😂Komedia🤠Kowboje🔒Wymuszona bliskość🏡Miasteczka i wsie

Pisarka z miasta wraca na farmę, która ukształtowała jej dzieciństwo, spodziewając się kurzu, dramatów i szybkiej ucieczki. Zamiast tego ląduje w samym środku burzliwego sporu z gburowatym kowbojem, z którym dzieli spadek i który nie zamierza pozwolić, by ta ziemia wyślizgnęła mu się z rąk. Mężczyzna jest uparty, lojalny i niebezpiecznie pociągający, zwłaszcza po jednej namiętnej chwili, o której żadne z nich nie potrafi zapomnieć. Kiedy pojawia się sabotaż, a presja rośnie, kobieta odkrywa, że bydło to nie jedyne, co jest dzikie na tym ranczu. Rozdarta między ostrymi słowami a spojrzeniami pełnymi tłumionego pożądania, musi zdecydować, o co tak naprawdę walczy – i komu jest gotowa zaufać.

Rozdział 1

TORRENCE

Zacisnęłam palce na prętach bramy z kutego żelaza. Zawiasy wciąż piszczały, gdy ją pchałam, wchodząc na teren farmy Jamesonów.
Jej ciężar dorównywał temu niewidzialnemu w mojej klatce piersiowej. Grzebał mnie we wspomnieniach rozsianych po tym miejscu – moich wspomnieniach z dzieciństwa.
Przekroczyłam próg, a żwir zachrzęścił pod moimi obcasami. Zauważyłam wielkiego Forda F-350 i sportowe auto zaparkowane pod wielką magnolią.
Szybko wytarłam czoło wierzchem dłoni. Zdecydowanie nie tęskniłam za upałem w Teksasie.
Zamknęłam bramę, patrząc na dużą czerwoną stodołę i kurnik w oddali. Spędziłam tyle wakacji, zbierając jajka dla dziadków.
W kącikach oczu zebrały mi się łzy. Kiedyś kochałam tę farmę, ale nie miałam pojęcia o rolnictwie. Z oczywistych powodów planowałam ją sprzedać. Zrujnowałabym to miejsce przez moje puste konto bankowe i brak wiedzy.
Zarabiałam na życie, pisząc romanse. Nie opiekowałam się zwierzętami na farmie.
Idąc ze zgrzytem po żwirowej ścieżce w stronę domu, zebrałam się w sobie. Trudno było patrzeć na moją babcię w tej trumnie.
Wielkie poczucie winy przygniatało mnie niczym niewidzialny koc, ale to były myśli na inną okazję.
Skrzypnęły schody frontowe, gdy weszłam na werandę i ruszyłam w stronę wejścia. Otworzyłam drzwi z siatką i prawie zapukałam, ale w końcu zmieniłam zdanie.
Dom mojej babci zawsze pachniał tak samo, lawendą i wanilią.
Zagroziły mi niechciane łzy. Musiałam utrzymać się na powierzchni. Miałam do załatwienia sprawy prawne, a płacz na pewno nie pomógłby mi jasno myśleć.
Zobaczyłam swoje odbicie w lustrze w korytarzu. Skrzywiłam się na ten widok.
Na pogrzeb poszłam bez makijażu. Ciemne worki pod oczami jasno ogłaszały, że spędziłam większość nocy jadąc z Denver do Teksasu.
„Weź się w garść”, szepnęłam.
Moje kasztanowe włosy były pofalowane, co stanowiło jedyną część mnie, która nie wyglądała w tym momencie na całkowicie martwą.
„Pani Harper?”
Odwróciłam się.
Pan Hammonds, prawnik mojej babci, stał w drzwiach do salonu. Był mojego wzrostu, czyli niezbyt wysoki: miał około metra sześćdziesięciu, plus minus kilka centymetrów.
Ale jego skrojony na miarę garnitur i te buty ze skóry krokodyla kosztowały więcej niż całe moje mieszkanie.
„Panie Hammonds. Przepraszam, że kazałam panu czekać.”
Machnął ręką. Spojrzał za siebie na coś w pokoju. „Proszę do nas dołączyć.”
Zamarłam w bezruchu. Do nas? Dlaczego jest tam ktoś jeszcze?
Uśmiechnął się. Pokazał idealnie równe zęby pod dużymi wąsami. „Pan Jacks tu jest. To pracownik farmy pani babci.”
To miało sens. Mój dziadek przebywał w domu opieki z powodu demencji, a babcia nie mogła sama zarządzać farmą.
Nie chciałam mówić temu mężczyźnie, żeby szukał nowej pracy. Niestety, nie mogłam go u siebie zatrudnić.
Przeszłam po starej, drewnianej podłodze, stukając obcasami i czując, jak pocą mi się dłonie. Weszłam za róg do salonu, zszokowana widokiem tych samych mebli z czasów mojej młodości. Fioletowy koc mojej prababci wciąż spoczywał na oparciu małej, brązowej kanapy.
Ale najbardziej zszokował mnie potężny mężczyzna, stojący tuż przy kominku.
Jego kowbojski kapelusz w kolorze północy opadał mu na oczy, ale reszta jego ciała… Musiałam usiąść.
Nawet nie zdałam sobie sprawy, że przestałam iść, dopóki pan Hammonds nie odchrząknął. „Proszę usiąść, pani Harper. Pan Jacks woli stać.”
Bardzo chciałam przejść te ostatnie kilka kroków.
Jakoś wyciągnęłam z tyłka resztki sił i usiadłam.
Pan Jacks poruszył się, podnosząc rondo kapelusza. Jego stalowoniebieskie oczy napotkały moje spojrzenie z drugiego końca pokoju. Gęsia skórka pokryła moje ciało aż po same palce u stóp.
Dobry Boże, co za Kowboj.
Przełknęłam ślinę, czując, że gardło nagle mi zaschło, i splotłam palce na kolanach. Twarz kowboja wyglądała, jakby wyrzeźbiono ją z kamienia, a jego kwadratową szczękę pokrywał ciemnoblond zarost.
Starałam się ograniczyć gapienie do minimum, ale ten facet był czystą męską perfekcją. Każdy twardy mięsień napierający na jego ubranie ukazywał siłę. Oddanie. Ciężką, fizyczną pracę.
Jego usta były pełne. Aż chciało się je całować. Pomyślałam, że mógłby robić nimi strasznie sprośne rzeczy, gdyby nie były teraz wykrzywione w złości.
Zamrugałam z niedowierzaniem. Pomyślałam o tym, co się właściwie dzieje. Czy ten facet robił wściekłą minę do mnie?
Spojrzałam na niego równie gniewnie, próbując zrozumieć tę sytuację. Dlaczego ten niezaprzeczalnie przystojny mężczyzna warczał na mnie?
Wyglądał dokładnie jak ktoś, o kim pisałabym w moich książkach.
„Pani Harper. Wspominałem, że farma została zapisana w spadku pani”, powiedział cicho pan Hammonds. „Ale to nie była cała prawda. Pięćdziesiąt procent farmy należy teraz do pani.”
Oderwałam wzrok od wkurzonego kowboja. Spojrzałam szybko na pana Hammondsa. „Nic z tego nie rozumiem”, powiedziałam. „Jestem jedyną żyjącą krewną. Kto w takim razie dostaje drugą połowę?”
Pan Hammonds spojrzał znacząco na tego faceta.
Zamrugałam oczami. Ten facet? Tak na poważnie? Ich pracownik rolny? Jak długo on w ogóle tu pracował?
Pan Hammonds odchrząknął. „Wojskowa emerytura pani dziadka pokryje koszty domu opieki. Jednakże dom został zapisany w funduszu powierniczym na wypadek śmierci, a w takiej sytuacji się teraz znajdujemy w związku z pani babcią. Zostawiła go panu Jacksowi i pani. Żadni inni krewni nie będą w stanie uzyskać praw do tego domu.”
Zamrugałam; wiedza, że dziadek ma zapewnioną opiekę, zrzuciła ogromny ciężar z moich barków.
Ale teraz musiałam użerać się z tym facetem.
„Nazywa się pan Jacks, prawda?” zapytałam go.
Wyprostował się, przez co wydawał się wyższy niż zakładałam. Nienawidziłam tego, jak leżała na nim ta koszula. Nie wspominając o tym, jak wypełniał swoje jeansy. Przekładając nogę na nogę, spróbowałam potrzeć o siebie udami.
Minęło zbyt wiele czasu, odkąd byłam blisko przystojnego mężczyzny, którego sama sobie nie wymyśliłam.
„Zgadza się, pan Jacks”, odpowiedział chłodnym tonem.
Jego głos był głęboki i z południowym akcentem, co przyprawiło mnie o drżenie ud. Odepchnęłam te zdradzieckie myśli. „Cóż, panie Jacks. Mam nadzieję, że nadajemy na tych samych falach, ale nie planuję zatrzymać farmy. Chcę ją sprzedać.”
Następne kilka chwil zlało się w jedną całość.
Pan Hammonds wpatrywał się we mnie z szokiem i strachem wymalowanym na twarzy. Strachem przed czym? Nie miałam pojęcia.
Nagle ten wściekły facet ruszył się z kąta. Pan Jacks podszedł bliżej. Stanął nade mną w żałosnej próbie zastraszenia mnie. „Nie spodziewałem się po tobie niczego lepszego, Torrence.”
Położyłam dłoń na piersi. Prychnęłam z oburzeniem. „Nie wiem, za kogo ty się w ogóle uważasz...”
„Jestem facetem, który opiekuje się tym miejscem i twoimi dziadkami, ponieważ ty jesteś zbyt zajęta pisaniem sprośnych książek, by zrobić to sama.”
Wstałam, a obraz przed oczami mi się zamazał, gdy podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć. Końcówki jego ciemnoblond włosów wystawały spod kapelusza. Wyobraziłam sobie, że pod spodem są potargane.
Ale coś podpowiadało mi, że on zawsze wyglądał cholernie dobrze.
„Nie życzę sobie, żebyś mówił mi, jaka jestem, Kowboju Tumbleweed. Nie życzę sobie również, byś snuł domysły na mój temat. Sprzedaję moją część tej farmy, czy ci się to podoba, czy nie.”
Wyciągnęłam rękę w jego stronę. Mój palec odruchowo dźgnął go w klatkę piersiową.
Była bardzo twarda.
Nienawidziłam tego, jak twarda była pod tą czarną koszulą.
Mój wzrok zatrzymał się na moim pomalowanym paznokciu na jego piersi. Moje serce podskoczyło mi do gardła. Pan Jacks to zauważył. Kącik jego zmysłowych ust wygiął się w bezczelnym uśmiechu. Ten uśmiech mocno rozgrzał moją krew.
„Nazywam się Mason Jacks, nie Kowboj. Prowadzę tę farmę od dziesięciu lat. Nie pozwolę, by jakaś rozpieszczona gówniara przyszła i ją sprzedała.”
Zgrzytnęłam zębami. Zabrałam palec z klatki piersiowej Masona i spojrzałam na skrępowaną twarz pana Hammondsa. To wymykało się spod kontroli. Nie znałam tego mężczyzny, a on nie znał mnie.
Ta nagła wrogość wzięła się zupełnie znikąd.
Przynajmniej tak to wyglądało z mojej strony.
„Myślę, że możemy usiąść i coś ustalić”, powiedział pan Hammonds. „Rodzina Smithów wyraziła już zainteresowanie farmą...”
Mason zaśmiał się ponuro. „Po moim trupie. Nigdy nie sprzedam tej farmy Bryce'owi Smithowi.”
Najwyraźniej Mason dobrze znał Bryce'a. Kilka dni wcześniej otrzymałam od niego maila o jego zainteresowaniu farmą, co zresztą już rozważałam.
„Bardzo dobrze. Jednakże...” Spojrzał w dół na zegarek. „Mam spotkanie na drugim końcu miasta za trzydzieści minut. Może wy dwoje spotkacie się ze mną jutro...”
„Jutro”, powiedziałam. „Muszę wracać do domu. Nie mogę tu dłużej zostać.”
„Oddaj mi swoją część i możesz stąd wyjechać od razu”, powiedział Mason.
To wcale nie był tak zły pomysł. Cholera, nie zależało mi na tej farmie. Jednak widok słodkiej twarzy mojej babci nad kominkiem u boku dziadka, przeszył moją pierś.
Nie chciałam, by ten parobek, który nie był częścią rodziny, przejął to miejsce. Poza tym, bardzo potrzebowałam pieniędzy. Tonęłam w długach studenckich po uszy i nie dałabym rady się utrzymać, płacąc tyle na raz.
Sprzedaż farmy, lub chociaż jej części, pozwoliłaby mi odetchnąć z ulgą.
„Nic ci nie oddam”, wyplułam z siebie. „Może gdybyś miał inne nastawienie, to bym to przemyślała.”
Ponownie się zaśmiał. Ten dźwięk wywołał dreszcze na mojej skórze. „Może gdybyś chociaż zadzwoniła do babci i zapytała, co u niej, nie miałbym do ciebie takiego żalu.”
Zacisnęłam dłonie w pięści u boków. Nie potrzebowałam, by jakiś nieznajomy mnie oceniał. Nie miał pojęcia, przez co przeszłam, ani jak wyglądało tu moje dzieciństwo.
„Panie Hammonds, czy może mi pan łaskawie dać klucze? Jeden dzień nie zrobi różnicy.”
Poszukał w kieszeni swojej marynarki. Wyciągnął pojedynczy klucz i podał mi go.
Zacisnęłam go w dłoni. Czułam ciężkie spojrzenie Masona na mojej twarzy.
„Przyjadę jutro do pana, panie Hammonds. Proszę wysłać mi maila z adresem biura w wolnej chwili.”
Zaczął zbierać swoje rzeczy. Ja odważyłam się spojrzeć na Masona. „Możesz już stąd iść. Nie mam ochoty na gości z oczywistych powodów.”
Kącik jego ust uniósł się w górę; dwa dołeczki wgryzły się w jego policzki pod tą warstwą zarostu. „Cóż, to bardzo smutne, bo tak się składa, że ja tu mieszkam.”
Zamrugałam głupio. Czekałam, aż ktoś powie mi, że to tylko żart.
„Ty co? Chyba sobie żartujesz... Ty mieszkasz tutaj?” zapytałam zszokowana. Wskazałam palcem na podłogę.
Mason tylko na mnie patrzył. Ewidentnie wcale nie żartował.
Spojrzałam na pana Hammondsa. Prawnik próbował właśnie uciec z domu. Pomachał mi tylko ręką przez ramię. „Miłego wieczoru, Torrence. Zobaczymy się jutro.”
Drzwi z siatką się zamknęły, nagle dusząc mnie jego piżmowym zapachem. Zgrzytnęłam zębami, próbując znaleźć coś, czego bym w nim nie lubiła.
„Myślę, że musimy porozmawiać, Torrence”, odezwał się Mason za moimi plecami.
Jego głęboki głos zadudnił z tyłu. Poruszył we mnie coś, do czego nie chciałam się przyznać. Byłam przecież na niego wściekła.

Odkryj Galateę

Mroczne UciechyTransakcjaObiekt TestówDomek nad jezioremKlauzula małżeńska

Najnowsze publikacje

Luna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorni

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Aktualne

by Magdalena gajewska

liczba książek: 277