
Poza planami
Autorzy
Lektury
277K
Rozdziały
15
Rozdział 1
AVA
„Bella! Co to jest?” zawołałam do mojej pięcioletniej siostrzenicy, trzymając w dłoni zgniecioną kartkę, którą właśnie wyjęłam z jej plecaka.
Słowa „Bądź moja na zawsze?” były na niej napisane starannym pismem, obok bardzo ładnego rysunku mężczyzny i kobiety trzymających się za ręce przed idealnie naszkicowanym domem.
Weszła do pokoju i spojrzała na mnie, kucającą na podłodze.
Wzruszyła ramionami i powiedziała: „Dakota mi to dał”.
„Kim jest Dakota?” zapytałam.
„To jeden z moich kolegów z klasy”.
„I on tak ładnie rysuje?” dopytywałam.
Znów wzruszyła ramionami, wykonując ten uroczy ruch jednym ramieniem, który potrafią zrobić tylko pięciolatki.
„Nie wiem, ciociu Avo”.
Odwróciła się na pięcie i pobiegła z powrotem do salonu, aby dalej oglądać swój program w telewizji.
Westchnęłam. Byłam pewna, że mały Dakota tego nie narysował; pismo było drobiazgowe, a detale na domu wyglądały tak, jakby stworzył je artysta, a nie dziecko.
Wzięłam rysunek, wsunęłam go do tylnej kieszeni i skończyłam pakować jej plecak do szkoły.
„Umyj zęby, a potem weź kurtkę, proszę. Wychodzimy za dziesięć minut” zawołałam do niej.
Stałam w kuchni, krojąc banany na jej przekąskę i czekając, aż usłyszę wodę lecącą z kranu w łazience.
Bella przywitała się ze mną pięć minut później, szeroko się uśmiechając.
„Umyłam zęby, ciociu”.
Odwzajemniłam uśmiech. „Gotowa?”
„Tak!”
Droga do szkoły podstawowej Springvale trwała tylko dziesięć minut, ale Bella mówiła przez całą drogę z tylnego siedzenia o tym, jak bardzo cieszy się na klasową imprezę walentynkową. Obchodzili ją dzisiaj, dwunastego, ponieważ w tym roku to święto wypadało w weekend.
„A mamusi naprawdę tam nie będzie?” zapytała, gdy zatrzymałam samochód przed jej szkołą, a jej duże, zielone oczy były pełne smutku.
„Przykro mi, Bello. Nie w tym roku. Ona wie, jak bardzo lubisz to święto, jednak obiecała, że będzie na następnym. I pamiętaj, że będę tu w porze lunchu, żeby pomóc przy imprezie”.
Pokiwała głową, spojrzała przez okno, a potem znów odwróciła się do mnie z uśmiechem.
„Dobrze, ciociu”.
Zawsze mnie zdumiewało, jak szybko dzieci przechodzą nad wszystkim do porządku dziennego. Chciałabym mieć tyle samo odporności w obliczu życiowych rozczarowań.
Zatrzymaliśmy się przed szkołą, a ja wysiadłam od strony kierowcy i obeszłam samochód, żeby pomóc Belli wyjść z fotelika. Poprawiając jej czapkę i rękawiczki, mocno pocałowałam ją w policzki.
„To był z tobą wspaniały poranek. Jestem z ciebie bardzo dumna. I bardzo się cieszę, że jesteś moja” powiedziałam, patrząc jej w oczy, po czym mocno ją przytuliłam.
To sformułowanie było naszym specjalnym pożegnaniem, które powtarzałam Belli, odkąd była niemowlakiem.
„To Dakota” powiedziała, przerywając nasz uścisk i wskazując kilka samochodów dalej w kolejce na małego chłopca z ciemnymi, rozczochranymi włosami, który rozmawiał z kucającym obok niego dorosłym.
Odwróciłam się do Belli. „Dobrze, pójdę porozmawiać z jego tatą o tym małym prezencie. Życzę ci wspaniałego dnia. Zobaczymy się w porze lunchu”.
Pokiwała głową i szybko pobiegła do środka, nie mogąc się doczekać spotkania z przyjaciółmi.
„Przepraszam” powiedziałam, podchodząc do mężczyzny, który wciąż kucał obok Dakoty.
Odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć, z uśmiechem ukazując jasnobrązowe oczy, tak złote, że były prawie bursztynowe. Najbardziej urocze dołeczki zdobiły jego policzki pokryte szorstkim zarostem.
Wstrzymałam oddech, niespodziewanie zaskoczona jego uderzającą atrakcyjnością. Było w nim coś wyjątkowego – był prawdziwym mężczyzną.
Gdy teraz wstał, górował nade mną, a mięśnie pod jego koszulką polo z długim rękawem wyraźnie odznaczały się na klatce piersiowej i bicepsach. Pachniał świeżo ściętym drewnem i sosnowymi igłami, a ja byłam w połowie skłonna zapytać go, czy mieszka w chacie z bali.
Szukając odpowiednich słów, w końcu zapytałam: „Czy to ty jesteś tatą Dakoty?”
Uśmiechnął się i pokiwał głową, wyciągając do mnie rękę. „Tak, jestem Theo Garrison”.
Uścisnęłam jego dłoń, zaskoczona wstrząsem, który przeszedł przez moje ciało na dotyk jego szorstkich, dużych dłoni przy mojej znacznie mniejszej.
Puszczając jego dłoń trochę zbyt szybko, uśmiechnęłam się do Dakoty, żeby odwrócić swoją uwagę od ciepłych, bursztynowych oczu, które wciąż na mnie patrzyły.
Niestety, Dakota miał takie same, urzekające oczy, więc patrzenie na niego niewiele pomogło w odciągnięciu mnie od nieodpowiednich myśli o jego ojcu, które krążyły mi po głowie.
Nie chcąc wpędzać tego uroczego chłopca w kłopoty, postanowiłam udawać, że o niczym nie wiem. „Myślę, że mogłeś przypadkowo wrzucić to do plecaka Belli, Dakoto” powiedziałam do niego, sięgając do kieszeni i wyciągając rysunek.
Theo odwrócił się, by spojrzeć na to, co pokazałam, i kucnął obok swojego syna wraz ze mną. Jego kolano delikatnie otarło się o moje.
„Dakoto, pamiętasz, co ci mówiłem o wchodzeniu do mojego pokoju i zabieraniu różnych rzeczy?”
Dakota westchnął i spojrzał na ziemię. „Przepraszam, tato. Po prostu mówiłeś mi, że dałeś to mamie, kiedy byłeś młodszy i ci się podobała, więc chciałem dać to dziewczynie, która mi się podoba, z okazji walentynek”.
Moje serce stopniało na te słodkie słowa małego chłopca.
Theo zmierzwił mu włosy i pocałował go w głowę. „Miłego dnia, Dakoto. Kocham cię” powiedział, gdy jego syn wesoło pobiegł do szkoły.
„Przepraszam za to. Mam z nim trochę problemów z zabieraniem rzeczy, których nie powinien, i dawaniem ich dzieciom w swojej klasie”. Znów się uśmiechnął, ukazując te dwa urocze dołeczki, a ja poczułam nagłą słabość z wrażenia.
Pewnie jest żonaty. Weź się w garść, Avo.
„Więc to ty musisz być słynną ciocią Belli?” Uśmiechnął się szeroko.
„Tak, to ja” odpowiedziałam, zastanawiając się, skąd o mnie słyszał.
„Często pomagam jako wolontariusz w klasie Dakoty i słyszałem, jak Bella o tobie mówiła. Wydaje się, że naprawdę uwielbia ciocię, która pozwala jej siedzieć do późna i oglądać The Bachelor oraz Holiday Baking Championship”.
Zarumieniłam się ze wstydu.
Muszę pamiętać, żeby powiedzieć Belli, by NIE mówiła o tym, co robimy, gdy nocuje w moim domu.
„Bez obaw, nagrywam wcześniej The Bachelor, żebyśmy mogły przewinąć wszystkie nieodpowiednie sceny, a programy o pieczeniu są w celach badawczych. Mam własną cukiernię” wyjaśniłam, czując nagłą potrzebę utrzymania odpowiedniego wizerunku przed tym idealnym nieznajomym.
Zaśmiał się. „Nie martw się, nie powiem twojej siostrze”.
„Cóż, jeszcze raz dziękuję za oddanie mi tego” powiedział po kilkusekundowej pauzie.
Pokiwałam głową, odwracając się, by odejść.
„Czy zobaczę cię później na dziecięcej imprezie walentynkowej?” zapytał zza moich pleców.
Odwróciłam się, by zobaczyć, że nadal tam stoi z tym swoim charakterystycznym, zniewalającym, uwodzicielskim uśmiechem.
„Tak, zastępuję moją siostrę”.
Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy po mojej odpowiedzi. Nie mogłam powstrzymać motyli, które zdawały się utknąć w moim wnętrzu, zupełnie jakby jego uśmiech był związany z ekscytacją na nasze późniejsze spotkanie.
„Cieszę się, że to ty, a nie Cheyenne. Ona nigdy za mną nie przepadała” powiedział ogólnikowo i odwrócił się w stronę swojego SUV-a.
Uniosłam brwi, zastanawiając się, dlaczego moja siostra go nie lubiła, choć znając Cheyenne, mogło to być z tysiąca różnych, nietrafionych powodów.
Ciekawość wzięła górę i jak tylko wsiadłam z powrotem na miejsce kierowcy w moim szarym 4Runnerze, zadzwoniłam do Cheyenne, która właśnie powinna się budzić, żeby zacząć swoją zmianę na Zachodnim Wybrzeżu.
Odebrała telefon słowami: „Hej, siostrzyczko! Czy Bella dotarła bezpiecznie do szkoły?”
„Tak, chociaż mały chłopiec z jej klasy wziął coś od swojego taty i dał jej. Musiałam to dzisiaj rano oddać”.
Westchnęła po drugiej stronie słuchawki. „Czy to znowu był Dakota?”
Zaśmiałam się cicho, zdając sobie sprawę, że to powtarzająca się sytuacja.
„Podkochuje się w niej, odkąd minionej jesieni poszli razem do szkoły” powiedziała.
„Więc o co chodzi z tym wysokim, ciemnowłosym, przystojnym i ponurym tatą?” zapytałam, mając na myśli Theo. „Powiedział, że go nie lubisz”.
Zaśmiała się. „To nie tak, że go nie lubię. Po prostu... nie rozumiem go. Często spotykamy się na imprezach świątecznych dla dzieci i podczas gdy większość rodziców rozmawia ze sobą, on trzyma się na uboczu albo bawi się tylko z dziećmi. Po prostu wydaje się, że nie jest zainteresowany poznaniem kogokolwiek z nas” odpowiedziała swobodnie.
„Czy jego żona też pomaga w szkole?” zapytałam. „A może też jest pielęgniarką podróżującą, omijającą szkolne wydarzenia i święta tak jak ty?”
Chociaż teraz Cheyenne rzadko podróżowała, kilka razy w roku jej szpital oferował trzy razy wyższą stawkę za krótkie, dwu- lub trzytygodniowe zlecenia w innym stanie, i to wtedy mogłam opiekować się Bellą.
Dla Cheyenne, jako samotnej matki, branie tych dłuższych wyjazdów w pracy miało sens finansowy, zapewniając więcej wolnego czasu do spędzenia z Bellą latem. Poza tym, zawsze chętnie spędzałam dodatkowy czas z moją ukochaną siostrzenicą.
„Och nie, Avo. Żona Theo... Ona... Cholera, dzwonią do mnie z pracy. Muszę kończyć. Pogadamy wkrótce. Cześć”.
Ona co? Niech to szlag, Cheyenne.
Nagle poczułam silne pragnienie, by dowiedzieć się wszystkiego o tym tajemniczym mężczyźnie z bursztynowymi oczami.















































