
Seria Odwrócone role: Iris
Autorzy
Lektury
187K
Rozdziały
30
Rozdział 1
Księga 4: Iris
Las był kiedyś moim schronieniem. Było to miejsce, w którym czułam spokój. Wiatr delikatnie dotykający mojej skóry i jasne, zielone drzewa wokół mnie dawały mi ogromne szczęście. Ale dziś nie potrafiłam cieszyć się pięknem mojego domu. Uciekałam z niego.
Zostawiałam za sobą wszystko, co było mi bliskie. Dzisiaj stawałam się tym, czego zawsze nienawidziłam. Zostawałam samotnikiem. Nie miałam domu, przyjaciół ani miłości.
Miłość. To słowo znaczyło dla mnie kiedyś tak wiele. Bolesne było to wszystko zostawić. Miłość doprowadziła mnie do tego miejsca. Przyniosła tak dużo nienawiści i tak dużo zdrady. Alexander był dla mnie wszystkim, ale teraz stał się moją zgubą. Wybrał ją zamiast mnie, tę dziewczynę o czarnych włosach. Przysięgłam, że wrócę i zniszczę ich wszystkich.
Za mną słyszałam wojnę, którą sama zaczęłam. Było tam tyle śmierci i tyle krwi. Tego właśnie chciałam, ale to nie miało się tak skończyć. Dźwięki walki cichły, gdy skakałam z drzewa na drzewo. Upewniałam się, że nikt nie odnajdzie moich śladów. Wilkołaki były świetnymi łowcami, więc drzewa dawały mi idealną osłonę. Poruszałam się błyskawicznie, żeby ukryć swój zapach. Chociaż pokryłam się błotem, wiedziałam, że ostrożności nigdy za wiele.
Poczułam to. To było zerwanie mojej więzi z watahą, gdy wkroczyłam na inne terytorium. Byłam teraz samotnikiem. Byłam obca i stałam się zagrożeniem dla każdego terytorium, na które weszłam. Ale wciąż byłam wystarczająco blisko, by ktoś mógł na mnie zapolować. Dlatego biegłam dalej.
Był czas, kiedy wierzyłam, że zawsze będę kochana i doceniana. Myślałam, że moja uroda wystarczy, by nigdy mnie nie zostawił. Byłam kimś znacznie lepszym niż ta czarnowłosa dziewczyna, w której się zakochał. Ale chyba nie doceniłam jego siły oraz siły więzi przeznaczenia.
Prychnęłam pod nosem, gryząc surowe mięso jelenia, którego złapałam. Prawdopodobnie wyglądałam teraz jak typowy samotnik. Moje ubrania były podarte i poszarpane. Moje włosy, zazwyczaj jaskrawoczerwone, były pokryte błotem i wydawały się brązowe. A moja skóra była bardzo brudna.
Zamknęłam oczy, odpoczywając na najwyższej gałęzi baobabu. Musiałam uciec na tyle daleko, by mnie nie znaleźli. To oznaczało przejście przez Deadlands. Niewielu tam przetrwało, ale z drugiej strony nie byłam zwykłym człowiekiem. Pozwoliłam, by zmęczenie przejęło nade mną kontrolę, aż zobaczyłam przed sobą tylko ciemność.
Obudził mnie śpiew ptaków. Zeskoczyłam z gałęzi, pozwalając grawitacji ściągnąć mnie na ziemię. Wylądowałam idealnie i powąchałam powietrze. Upewniłam się, że jestem jedyną istotą w okolicy, która nie jest człowiekiem.
Dotarcie do Deadlands zajęło mi około siedem i pół godziny. Zwykłemu człowiekowi zajęłoby to od trzech do czterech dni. Może nawet tydzień z przerwami. To miejsce było łatwe do znalezienia i już go nienawidziłam. To była prawdziwa pustynia, z jasnym i bardzo gorącym słońcem.
Wzięłam głęboki oddech, wychodząc z lasu i wkraczając na teren Deadlands. Wiedziałam, że jestem odsłonięta i narażona na wszelkie niebezpieczeństwa, które czekały przed mną. Ale te zagrożenia były lepsze od tych, które zostawiłam za sobą. Byłam urodzonym przywódcą i byłam gotowa stawić czoła każdemu wyzwaniu.
Gorąc od ziemi przenikał przez moje buty. Czułam się, jakbym chodziła po rozgrzanych węglach. Nic dziwnego, że ludzie umierali w tym miejscu, zanim zdążyli gdziekolwiek dotrzeć. Nie miałam wyboru, musiałam iść. Bieganie doprowadziłoby do szybkiego odwodnienia mojego organizmu.
Na początku miałam nadzieję. Myślałam, że może znajdę tu gdzieś wodę. Ale czerwony piasek ciągnął się w nieskończoność. Nigdy wcześniej tak bardzo nie nienawidziłam koloru czerwonego. Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Nie mogłam uwierzyć, że uciekałam, by ratować życie, tylko po to, by na koniec umrzeć z odwodnienia. Upadłam na kolana, nie mogąc iść dalej. Deadlands były gorsze od zwykłej pustyni. To było prawdziwe piekło.
Ale nie zamierzałam się tak łatwo poddać. Wstałam, wzięłam głęboki oddech i przełknęłam ślinę. Musiałam przeżyć, by móc się zemścić. Moje nogi trzęsły się ze słabości, ale zmusiłam się do zrobienia kolejnego kroku. Nie było już powrotu.
Miałam wrażenie, że minęła wieczność, gdy potykałam się, idąc naprzód. Moja skóra była poparzona przez słońce i bolała jak cholera. Byłam zbyt słaba, żeby moje ciało mogło się odpowiednio uleczyć. To nie było dobre miejsce dla wilkołaka. Żałowałam, że lepiej tego nie przemyślałam, ale było już za późno, żeby zawrócić. Po prostu bym się zgubiła. Kiedy wejdziesz do Deadlands, nie ma już powrotu. To była jedyna zasada, którą znałam. Odtąd wszystko wokół wyglądało dokładnie tak samo. Jedyna droga prowadziła tylko naprzód.
Moja skóra była wysuszona, a usta popękane i bardzo obolałe. Zdjęłam podartą bluzkę i rzuciłam ją na bok. Szorstki materiał ocierał się o moją poparzoną słońcem skórę. Kaszlnęłam, a moje zmysły stawały się coraz słabsze. Ale wtedy to poczułam. To był zapach wody.
Przyspieszyłam kroku. Upadałam na ziemię, ale zmuszałam się do powrotu na nogi. Byłam już prawie na miejscu, został tylko jeden krok. Potem poczułam ostry ból z tyłu głowy i wszystko stało się czarne.
***
„Jesteś prawdziwą szczęściarą” – powiedział z oddali kobiecy głos.
Próbowałam otworzyć oczy, ale wszystko było rozmazane. Po kilku minutach mój wzrok się wyostrzył. Zobaczyłam starszą kobietę o śnieżnobiałych włosach. Była piękna jak na swój wiek. To mogło oznaczać tylko jedno. Ona również była wilkołakiem. Nie musiałam czuć jej zapachu, żeby to wiedzieć.
Wstała, trzymając w dłoni srebrny kubek ze słomką. „Proszę, powinnaś to wypić”.
Spojrzałam na nią podejrzliwie, ale nie odmówiłam. Potrzebowałam tej wody. Gdyby chciała mojej śmierci, już dawno bym nie żyła. Ale wiedziałam, że stanowi dla mnie zagrożenie. To ona musiała mnie uderzyć.
Po wypiciu wody odchrząknęłam. Moje ciało zaczynało się leczyć. Oceniłam swoją sytuację. Byłam przywiązana łańcuchami do krzesła. Moje ciało pokrywała krew jelenia oraz moja własna, płynąca z poparzeń słonecznych. Byłam bardzo brudna i okropnie śmierdziałam.
„Gdzie ja jestem?” – zapytałam kobietę.
Uśmiechnęła się złośliwie, obracając w dłoniach srebrny sztylet. „Jesteś w Deadlands. Witaj na terytorium Romana, mały wilczku”.
Kim, kurwa, on jest i dlaczego miałoby mnie to obchodzić? – pomyślałam, unosząc brew.














































